Legendarny perkusista Slayera zawitał w ubiegłym roku do Bydgoszczy jako gwiazda festiwalu Drums Fuzje. Przyjechał z zespołem Philm, z którym zdążył się w tzw. międzyczasie rozstać. Sam występ obnażył niedoskonałości formacji, której jedynym atutem był doskonały bębniarz. Pozostali dwaj grajkowie zaprezentowali niezborne rzężenie, pozbawione przebojowości i energii. Gdzie ja tam wcześniej słyszałem Afghan Whigs? Zapewne w czeskich produktach intoksykacyjnych.

vSpectrum-Philm-0043

Witamy w Bydgoszczy! Mam nadzieję, że nasze miasto zapisze się w twojej pamięci lepiej niż Wrocław.
– (śmiech) To naprawdę interesujące miasto, podoba mi się. Uwielbiam wodę, a tu macie jej mnóstwo w samym centrum. Ciekawe!
Tylko pilnuj swoich bagaży!
– Dlaczego?
Żeby się historia nie powtórzyła. Mam podobne wspomnienia z Wrocławia sprzed paru lat. W tym samym tygodniu, gdy straciłeś torbę z pieniędzmi, ja straciłem portfel. Trzy dni wcześniej.
– Ach tak… Na szczęście było to dawno, zdążyłem zapomnieć.
Przejdźmy do muzyki. Pierwszy raz zobaczyłem Philm na Brutal Assault. Bębny ustawione na krawędzi sceny, dzięki temu łatwiej możesz nawiązać kontakt z publiką. Ciekawe!
– Dokładnie tak, widzę ich lepiej. To element show, wprowadzony na próbę, który się sprawdził.
Nie żaden kaprys lidera?
– Nie, wszyscy mamy równe prawa.

vSpectrum-Philm-0091
Odkąd znów nie grasz w Slayer, Philm stał się bardzo aktywny. O wiele bardziej niż przez wcześniejsze niemal 20 lat. Co się wówczas działo?
– Ojej, dużo gówna. W 1995 roku spotkałem Jerrego po raz pierwszy. Miałem wówczas Grip Inc., współpracowałem z Fantomas i Apocalyptiką. Projektów ubocznych było kilka, więc brakowało mi, hmm, motywacji i czasu, by cokolwiek rozwinąć z Philm. Philm potrzebował więcej czasu i uwagi, których wtedy nie mogłem im dać.

vSpectrum-Philm-9756
Czy zarejestrowaliście jakieś nagrania z tamtej ery?
– Jest ich mnóstwo, ale to skrawki. Jakieś dema nagrywane w domowych warunkach. Nic, co byśmy chcieli kiedykolwiek wydawać. Obecne wcielenie zespołu dopiero nadaje się do wydawania.
Uciekacie klasyfikacjom gatunkowym, ale spróbuję jakąś etykietkę przypiąć. Alternatywny rock bez czynnika gejowskiego? Duże wpływy Afghan Whigs? Termin „alternatywa” uważam za obraźliwy, lecz nie w waszym przypadku.
– Wiesz, staramy się wykreować coś swojego, coś nowego. Faktycznie, wielu dziennikarzy nazywa to alternatywą. Ja tu nadal słyszę dużo thrashu, punka i klasycznego rocka. No i dużo melodii. Alternatywa zaś kojarzy mi się z popowym szajsem dla pseudobuntowników.

vSpectrum-Philm-9865
Czy istnieje jakiś rodzaj żywej muzyki, którego nie potrafiłbyś zagrać? A raczej, którego nie chciałbyś nigdy grać.
– Nie wydaje mi się, bym potrafił grać coś nudnego. Muzyka musi być ekscytująca.
Zatem nie odnalazłbyś się w Dream Theater!
– Ja… ten tego… To zupełnie inna muzyka, dość skomplikowana, ale tylko odrobinę ekscytująca. Tak, masz rację, nie chciałbym tego grać.
Twoje, jak dotąd, najbardziej wymagające muzyczne doświadczenie?
– Każdego dnia wymagam od siebie czegoś nowego. Staram się przepychać nowe rzeczy, pokazywać je ludziom ale oni… Oni bronią się przed czymkolwiek nowym. Boją się polubić nowości na wypadek gdyby innym się to nie spodobało. Nie chcą tego wspierać, nawet jeśli tak czują. Brakuje im chęci przełamywania barier, burzenia murów. Przez całą moją karierę najtrudniej było sprawić, by ludzie słuchali mojej muzyki.

vSpectrum-Philm-0192
Nazwisko Lombardo to znak firmowy sam w sobie. Opowiedz mi więc o firmowanych nim produktach.
– Mam nowy talerz firmy Paiste. Jest to ride, którego obecnie używam. Naprawdę fajny talerz. Jakiś czas temu znalazłem moje blachy, których używałem przy nagrywaniu „Reign In Blood”. Pokazałem go ludziom z firmy. Wykonali idealną replikę, która jest dziś sygnowana moim nazwiskiem. Oprócz tego mam projekt artystyczny, który będzie pokazywany w teatrach sztuki w Los Angeles i Nowym Jorku. Są to fotografie, wykonane w ciemnościach, na których gram świecącymi pałeczkami. Na zdjęciach wyglądają, jakby wyrastały z moich dłoni. Fajne to. Na dziś dzień nic więcej nie firmuję nazwiskiem.
A na jakim sprzęcie grasz obecnie?
– Bębny to Tama, z których jestem bardzo zadowolony. Uwielbiam ich produkty, to najlepsze bębny do rocka i metalu. Używam naciągów Evans, pałeczek ProMark i blach Paiste.
Jak to się zmieniało na przestrzeni lat? Od twoich pierwszych doświadczeń jako bębniarz?
– O rety, moje pierwsze doświadczenia? Byłem bardzo, bardzo młody. Miałem mniej niż 10 lat. Zawsze kochałem rytm, tłukłem w bongosy, uwielbiałem oglądanie perkusistów… Moje pierwsze doświadczenie… Już wiem. Poszedłem kiedyś na ryby z bratem. Dołączył do nas jego kolega. Gadaliśmy i gdy dowiedział się, że lubię bębnić, pochwalił się posiadaniem zestawu w domu. Wbiliśmu do niego, zacząłem grać, pokazał mi kilka rzeczy. Do dziś pamiętam, że był to moment, w którym pokochałem perkusję.

vSpectrum-Philm-9700
Zapewne krótko później dostałeś pierwszy zestaw?
– O tak! Był to pięcioelementowy zestaw Maxwin firmy Coro. O ile pamiętam, biały.
Trzykrotnie opuszczałeś Slayer. O ile dwa ostatnie odejścia są powszechnie znane i opisane w mediach, to pierwsze, w 1985 pozostaje tajemnicze…
– Nie chciałbym o tym gadać. Wiele się wówczas zmieniało w moim życiu.
Dość powszechnie wiadomo, że nie stroniłeś wówczas od kokainy. Jak to wpływało na twoją grę?
– Skąd to wiesz?
Metalowy biznes…
– Wstrętni plotkarze! Nigdy nie miałem żadnych problemów, z żadnymi substancjami. Jestem tylko człowiekiem i oczywiście bawiłem się nieźle, ale nigdy żadne używki nie miały nade mną kontroli.

www.youtube.com/watch?v=_9Nr-lyWlKk
Pamiętam moje zdziwienie słowami Kerry’ego Kinga. Stwierdził, że Slayer nie był nigdy zespołem przyjaciół. Domyślam się jednak, że zaczęło się inaczej. Ciężko byłoby jeździć po całych Stanach rozwalającym się samochodem w towarzystwie ledwie partnerów biznesowych… Kiedy posypała się przyjaźń?
– Szczerze, nie wiem. Z mojej strony nie było żadnych „ale”. Byliśmy przyjaciółmi, ale ludzie się zmieniają…
A jak wyglądały twoje relacje z Jeffem Hannemanem?
Bardzo dobrze, świetnie przez cały czas. Z pewnością była to przyjaźń. Dużo rozmawialiśmy. Przed koncertami spędzaliśmy sporo czasu wspólnie w autobusie. Jeff oglądał mecze hokejowe, wspólnie koncerty, seriale…
Czyżbyście byli początkowo miłymi, grzecznymi dzieciakami? Gary Holt opowiadał kiedyś o demolce waszego pokoju hotelowego…
Rety, oni nas nauczyli rozrabiać. Exodus! Niedawno wspominałem tę sytuację. Wyrwali umywalkę i przy jej użyciu wybili dziurę w ścianie do drugiego pokoju.
Tego się nie spodziewaliście?
– Nie! Na koniec przykleili pizzę na suficie.
Czy wam zdarzyło się zrobić coś podobnego?
– Raz w Chicago wyrzuciliśmy telewizor przez okno. Parę razy się zdarzyło, mieliśmy dobrych nauczycieli (śmiech).
A teraz poważny muzyk Dave chodzi wcześnie spać w przeddzień koncertu (śmiech). Wracając do lat 90-tych. Grip Inc. był świetną kapelą. Czy ta nowa EPka to oznaka reaktywacji?
– Nie, ponieważ Gus Chambers nie żyje.

www.youtube.com/watch?v=Ixwf4OfUmOE
Wiem, miałem na myśli możliwość zastąpienia go innym wokalistą.
– Nie sądzę, by to miało szanse powodzenia. Był doprawdy wyjątkowym frontmanem. Kiedy go poznałem, dał mi taśmę demo. Byłem pod wrażeniem. To był wspaniały gość. Nie tylko w kwestii głosu, ale i zachowania na scenie. Nie wydaje mi się, by ktokolwiek mógł go zastąpić. Było osobowością i posiadaczem potężnego głosu.
Zatem wydaliście po prostu starocie, odrzuty.
Tak jest.
Jak wspominasz współpracę z Testament?
– Bardzo dobrze. Fajni ludzie, świetna muzyka. Wciąż jesteśmy kumplami z Erikiem i Chuckiem.

www.youtube.com/watch?v=w7ZgJYxHXtY
Czy wciąż współpracujesz z Fantomas?
– Tak, właśnie dziś dostałem info od Mike’a. Mamy ofertę koncertową, ale nie wiem kiedy ją przyjmiemy. Aktualnie Patton jest zajęty Faith No More.
Nawet bardzo zajęty.
– Płyta, koncerty… Ale gdy tylko jego kalendarz się zwolni, zajmiemy się wspólnym projektem.
Czym zatem zajmujesz się dziś poza Philm?
– Muzyką! Staram się być ciągle zajęty, ale poza Philm i muzyką niczym więcej.
Co z muzyką do filmu „Insidious 3”? Byłeś ostatnio zamieszany w takie działania.
– Tak, ale to już zamknięty projekt. Widziałem ten film niedawno. Fajnie. Chciałbym jeszcze kiedyś dograć bębny do jakiegoś filmu.
Twoje największe artystyczne osiągnięcie?
– Fakt, że wciąż gram moją muzykę na tym poziomie. Jak wiesz, to wymagająca muza. Kocham nagrywanie, granie w zespole, wszystko co związane z wykonywaniem muzyki. Największe moje osiągnięcie: utrzymywanie się w formie, umożliwiającej trzymanie poziomu. Cokolwiek nagrałem, dziś jestem w stanie to odtworzyć bez uszczerbku artystycznego.
Czy zauważyłeś jakichś nowych perkusistów z potencjałem podobnym do twojego?
– Wielu jest świetnych bębniarzy. Jeden z moich ulubieńców to nowy pałker Sepultury.
Szaleniec! Jest zajebisty!
– Tak, to fajny chłopak z potencjałem na wspaniałą karierę, o ile będzie dokonywać w życiu właściwych wyborów.
Pozwolę sobie zwrócić twą uwagę na innego talenciaka. Pete Webber.
-Któż to taki?
Gra w zespole Havok z Colorado. Kiedy go zobaczyłem po raz pierwszy, uświadomiłem sobie jak musiał naparzać młody Dave Lombardo.

www.youtube.com/watch?v=olXWMbUBWIk
– Serio, jest taki dobry? Muszę go zobaczyć na youtube.
Polecam i dzięki za rozmowę!
Rozmawiał: Vlad Nowajczyk
Spisywał: Jeremi Kołecki
Fotografowała: VSpectrum (więcej zdjęć na http://vspectrum.blogspot.com)

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *