Legenda polskiego rocka, Mech, niedawno powrócił z kolejną płytą i nie myśli na tym poprzestać. Niebawem nowe DVD, koncerty i dalej jazda z nowym materiałem. Bardzo późnym wieczorem rozmawialiśmy z liderem grupy, Maciejem Januszką… praktycznie o wszystkim. Padają więc nazwy zagranicznych kapel: Metalliki, Pantery, Slayera, Judasów, Sabbath i Ozziego, nie mogło zabraknąć też Dio, z którym Maciej ma niecodzienne zdjęcie (postaramy się je załatwić na potem), tematem jest też sam Mech i jego dwa oblicza (dawne i obecne), technika wokalna i dbanie o głos, ewolucja polskiej sceny jego oczami, liczne anegdoty z jego życia w show-biznesie i poza nim, plany na przyszłość, upodobania i wiele innych... warto przeczytać, bo tak wnikliwego wywiadu z tą niezwykle barwną postacią w Polsce nie zrobił chyba jeszcze nikt.

maciej januszko mech

– O nowym albumie Mech:

Zapewniam, że teraz będziemy wydawać więcej. Nagraliśmy DVD w Stodole, ono wyjdzie na jesieni. Tam są numery z naszej nowej płyty, prawie wszystkie. Cóż… mamy nadzieję, że to na dłużej nam starczy.

[Maciej Januszko powiedział nam również później, że kolejna po ZWO płyta otrzyma nazwę TRE i że ta prawidłowość prawdopodobnie utrzyma się na przyszłość; zostało również kilka dobrych kawałków z sesji nagraniowej, których już nie było sensu na siłe dorzucać do albumu – bardzo możliwe, że trafią na kolejny, być może zmodyfikowane, zależnie od brzmienia i charakteru albumu; wspominając o DVD, które nagrywali wspólnie z Tankiem i Luxtorpedą.. no cóż – nie powiedział niczego wprost, ani ja nie dociskałem, bo rozumieliśmy się bez słów, ale wymieniając nazwę Luxtorpedy dwukrotnie ewidentnie, jakby to ująć, nie wydawał być się ich fanem – red.]

– O koncertach Mech:

Co tu będę dużo mówił. To są naprawdę fajne koncerty. To jest tak, że zakładamy sobie granie 12 piosenek, a gramy 15 i końca nie widać. Ludziom się to podoba.

– O genezie nazwy Mech:

Graliśmy kiedyś w klubie „Mechanik”  i pomyślałem, że Mechanika, albo Mech byłoby bardzo fajną nazwą. Trzeba było wybrać Mechanika, bo bylibyśmy przed Metalliką. To taki Mech, który kojarzyć powinien się bardziej z mechaniką, nie lasem. Powinniśmy się nazwać SuperBombardier, albo coś takiego… wtedy to byłby metal. Ten Mech to ma się do metalu jak pięść do nosa. Ja w ogóle jestem więźniem tej nazwy – jakbym założył zespół o innej nazwie to by wszyscy myśleli, że on powstał w 2005 roku. Znajomi mówią mi, że to jest właśnie atut… no może to jest i atut, tyle że 50% rozmów o najnowszej płycie polega na pytaniach – „A jak tam z tym mchem było?”, „Jak ci się pod Grunwaldem walczyło?” i tak dalej.

maciej januszko mech

– O tym, czy lubi Metallikę:

W swojej karierze muzycznej nie dotykałem się ani Judas Priest, ani Iron Maiden, czy Metalliki… dla mnie są to w ogóle obce rzeczy. Ja teraz do tego dopiero docieram. Oczywiście w pewnym momencie byli na fali, ale ja nigdy nie byłem fanem. […] Oni szukają. Te [ostatnie] zagrywki to sztuka dla sztuki. Już na chama próbują wymyślić coś innego. Od pewnego momentu zacząłem to rozumieć. Niech kurwa szukają, ale kto  jak kto. Oni muszą szukać? Na takim poziomie? Przecież to jest Metallica, a nie jakiś gówniany zespół. Oni są więźniami swojej klasy – muszą zrobić coś takiego, czego nikt inny nie dosięgnie.

[w innej części rozmowy temat niejako powraca – np. nagrywanie płyt z symfonią to wg niego zwykły skok na kasę – red.]

– O nauce śpiewania i dbaniu o głos / formę wokalną:

[Po wyjściu z domu] Zaczynam jeździć i ćwiczę. Śpiewam w samochodzie, nachętniej, bo wtedy nikt mnie nie krępuje, a jak się nauczę śpiewaź na siedząco, to później jak stoję to ryczę jak zawodowa krowa. Śpiewanie na siedząco, to jest naprawdę bardzo trudne. Trzeba o ten instrument dbać, żeby zadychy nie mieć.

W 2005 roku na Woodstocku, jak przemierzyłem tą scenę 4 razy, to zawiesiłem się na mikrofonie i pomyślałem – „Matko Boska, zaraz skonam, po prostu umrę, wykituję.” Machałem rączką, ale se myślałem „Na rany Boga, zaraz padnę trupem”. Poważnie wziąłem się za bieganie, pływanie, siłownię. To jest sport ekstremalny – śpiewanie w zespole rock-and-rollowym to jest absolutnie sport ekstremalny. Na szczęście teraz jest zakaz palenia na sali i to mocno ułatwia granie. To co się działo lata temu to jest po prostu poniżej wora. Człowiek wdychał wszystko, wszyyystko, każde skrzydło każdego kibica, który przychodził. Czym walił spod pachy, ja to wszystko miałem na sobie + fajeczka oczywiście. […]

Ja nieee, ja nigdy nie paliłem, tzn. paliłem, ale 15 lat już nie palę. Palenie jest do dupy, palenie to jest najgłupsza głupota jaka może być po prostu, nie ma nic głupszego od palenia… a z doświadczenia wiem, że palenia wzystkiego.

Nie wolno pić wódki, jeżeli się śpiewa, ale whisky… Te te wszystkie Danielsy to przereklamowane, ale dobry łyskacz to mistrzostwo świata, dobrze nagrzewa, daje dobre wrażenia dla strun głosowych. [- Czyli pijesz whisky przed wejściem na scenę? – I po. – Przed i po? – To ty to powiedziałeś [śmiech] Whisky przed wejściem na scenę nikomu jeszcze nie zaszkodziło. Generalnie alkohol pity bez ograniczeń można spożywać w każdej postaci. Pobieram też lekcje u pewnej genialnej wokalistki, która jest też świetnym pedagogiem. Trafiłem do niej po tym słabym występie na Woodstocku, kiedy oddychałem dupą i stwierdziłem, że coś trzeba zrobić z gardzielą. Zacząłem się orientować, na czym polega śpiewanie tyłem, bokiem podniebienia i tak dalej. Spodobało mi się. Ćwiczy się po to, żeby nie zaniemówić.

[Poza tym] Wapno z witaminą C, po 4 pastylki rozpuszczać i wtedy pić. Chodzi o to, że każda infekcja to opuchlizna, a wapno powoduje zmniejszenie opuchlizny. No i imbir. Imbir jest po prostu ? z żadnym miodem, bo wiadomo, że każdy cukier powoduje rozwój bakterii. Naparzyćimbiru z cytryną, trochę to podrażni, no ale nie ma lekko.

maciej januszko mech

– O Nergalu:

To ciekawe, że żeby zyskać sławę w zespole death-metalowym trzeba wyruchać Dodę. No, ciekawy patent. Przecież 99,99% odbiorców Nergala jako twarzowca, to znaczy urodziwego młodzieńca, w ogóle nie kojarzy innych [takich] wykonawców. [Ale] Technicznie i pod względem tego „nerwu” wykonawczego Behemoth jest znakomity.

– O spotkaniu z Ronniem Jamesem Dio:

Dio trzymałem na rękach. Staliśmy z [Tomaszem] Dziubińskim [nieżyjącym już szefem Metal Mind – red. ], Dziubas przecież miał też no metr dziewięćdziesiąt, ja też mam metr dziewięćdziesiąt wzrostu, także wiesz,  a on jest trochę nikczemnego wzrostu. To mówię mu – „Ronnnie, don’t worry, małemu w korzeń idzie”. On taki zadowolony był, że aż mi wskoczył na ręce. To było najlepsze wspomnienie związane z graniem z zagranicznymi kapelami.

 [i z Dio na rękach właśnie ma wspomniane zdjęcie, o które się dla Was postaramy – red.]

– O ewolucji polskiego rocka jego oczami:

Polski rynek został zdemontowany w latach ’90 przez radia, które wyskoczyły z takimi akcjami pod tytułem – „Inwazja mocy”. Na „Inwazji mocy” w Krakowie na Scorpionsów przyszło milion ludzi – bo za darmo, a biletów na koncert w Warszawie sprzedano 350. Od tamtej pory zaczęły się tak zwane darmowe imprezy. Teraz czytasz, że taki Feel zarobi w sezonie 4 miliony złotych. Ludzie na to przyjdą, zapłacą jeszcze za piwo, kiełbaskę, czy balona. Taka sytuacja – przychodzi sobie zespół Mech, przyjeżdża do tego miasta i gra koncert za 50 zł. Kto przyjdzie, jak na rynku pierwsze skrzypce gra zespół disco polo, Boys, czy jakieś inne gówno za friko?

– O dawnym rozpadzie Mechu i występach w telewizji:

Odejście naszej kapeli to był świadomy wybór, bo w pewnym momencie przestaliśmy występować jako Mech,  a zespół rockowy akompaniujący Jackowi Skubikowskiemu. I tak przez 3 lata, w składzie normalnym, mechowym, tylko bez klawiszy. Podobało nam się bardzo, wszystko super i tak ciągnęliśmy to aż do lat dwutysięcznych. Bywaliśmy na różnych imprezach: striptiz, balety jakieś tam w nocnych klubach i występy dla dzieci. To było tak, że w sobotę zawsze występowaliśmy z Jackiem w „Telewizyjnej Giełdzie Piosenki”, w niedzielę „Teleranek”, a w poniedziałek luz. I tak cztery, pięć lat. Byłem mocno wylansowaną gwiazdą telewizji. Właściwie byłem tylko wylansowany, gwiazdą nie. Potem wyjebali nas na zbitą mordę.

 

mech

– Stary Mech a Nowy Mech

Ja mam wrażenie, że to są w ogóle dwa różne światy. Po pierwsze, zawsze zespół grający od 20, 30 lat pod tą samą nazwą jest własnym coverbandem. To znaczy klepią te numery tak samo jak je wymyślili, teoretycznie mogą jeszcze grać ci sami muzycy, o ile dożyli. Następcy usiłują grać tak jak ci, którzy utarli (już wcześniej) grunt na tym miejscu pracy. No i to się tak toczy, włączamy jakiś telewizor, jakiegoś youtube’a, i widzimy zespół, który tkwi w troszkę przerzedzonym anturażu i imidżu. Brzmi i wykonuje to dokładnie tak, jak 30 lat temu. Ja jestem przeciwnikiem tego typu działania pod każdym względem. Świadczy to o tym, że się nie rozwijamy, nie ćwiczymy, nie kombinujemy, tylko odcinamy kupony. No, może ten kupon nie jest za duży, aczkolwiek dosyć legendarny. W tamtych czasach powstał „Piłem z Diabłem Brudershaft” i „Czy to możliwe”. To są takie, które gramy do dziś.

„Piłem z Diabłem Brudershaft” jest w ogóle wizytówką starego i nowego Mechu. Naprawdę światowy riff, wszystko jest na miejscu włącznie z tekstem. Jakbym miał to grać, tak jak grałem, to musiałbym występować z jakimś saksofonistą, jakieś gitary akustyczne, cuda na kiju.

Obecna wersja jest tak perfidnie bezczelna, wulgarna, tak chamska, że aż miło posłuchać. W pierwszym numerze na „Down to Earth” Ozziego Osbourne’a grają w sumie tą samą linię melodyczną – tylko że ja nagrałem to dwadzieścia parę lat wcześniej.

Wtedy się pituliło i wtawiało ten klaster na klawiszach, bo to fajne było, to zamykało w ogóle jakikolwiek problem brzmienia. Jak coś nie brzmiało, gitara nie brzmiała, no to sru tym, do C-dur i jest po prostu bajka.

W ciężkim graniu nie ma miejsca na żadne kompromisy. Tu albo się przytnie, albo się da za przeproszeniem tyłu, bo ludzie to wyczuwają, ludzie wiedzą co jest jakimś tam przyciskiem, a co daje z krzyża Marshalla, co idzie z samego sensu trzewii. U Steve’a Vaia wszyscy usłyszą, że to Ibanez, że to jakieś przyciski, że to coś, a wychodzi, wychodzi człowiek na basie ze Slayera, jak pier – za przeproszeniem – dolnie, no to już wiadomo o co chodzi no.

– Pytanie z Facebooka: czy Sharon jest dobrą żoną? :]

Bardzo dobrą. Loda robi za-wo-do-wo.

– O graniu na basie (i porzuceniu tego intrumentu niegdyś):

Najpierw stwierdzili, że nie umiem grać na gitarze, potem że nie umiem grać na basie. Wydaje mi się, że granie na basie jest niezmiernie odpowiedzialne. W tej chwili człowiek, który obsługuje to urządzenie, czyli Tomek Solnica [ex-Pabieda, ex-Armageddon], daje świadectwo na to, że w tym zespole jednak trzeba rżnąć [śmiech] – do gołej kości. Także jest to basista po prostu moc.

– O tym, że nie robi się muzyki dla kasy:

[Muzyka przede wszystkim?] Dokładnie, to jest klucz do wszystkiego. Teraz już nie będę fanem jakimś zasranym, który będzie się prosił o wejście na backstage, albo do strefy, do której normalni ludzie nie wchodzą. Ja jestem tą strefą, to my to kreujemy. Czasami też potrzebujemy odpoczynku. Wszystko ma swoją miarę. Trzeba na tyle to wyważać, żeby efekt końcowy był piorunujący.

maciej januszko mech

– O muzycznych inspiracjach:

Jak przerzuciłem się z Pink Floydów na Van Halena, to już nic mnie nie interesowało. Później wpadłem na Ozziego i dalej to już zupełnie jakiś odlot. Zawsze słuchałem Franka Zappy. Genialną historią, zupełnie z innej beczki, jest Paul McCartney. To coś nieprawdopodobnego, koleś, który ma taki żar, to jest… coś niemożliwego. Trudno mi mówić o jakichś inspiracjach. Ja byłem świadkiem wszystkiego . Kiedy byłem w podstawówce powstało „Stairway to Heaven”, Jimi Hendrix. Dla młodego odbiorcy to ja wyglądam jak Jurand ze Spychowa, albo co najmniej ten koleś od dwóch mieczy, spiker pod Grunwaldem.  Powiedzcie swoim rodzicom, że jeszcze żyję, będą wiedzieli o co chodzi.

– O zarzutach kopiowania czyjejś koncepcji gry:

Trudno, żebyśmy siedzieli w studiu i mówili tak – „Co tu by jeszcze zerżnąć?”. To nie jest jakaś kreacja, niech wszyscy o tym zapomną. Na świecie jest takich kapel dziesiątki. Trzeba podziwiać umiejętność grania człowieka na gitarze. Co innego programowo pomyśleć– „Będę grał tak jak Zakk”. No to spróbuj. Jeżeli zrobisz z tego zarzut, to spróbuj i zobacz jak ci się uda. Nikomu się nie uda, bo to jest najwyższa półka. To, że oni grają w taki a nie inny sposób, trudno. Z następnym składem Ozziego będzie dziki szalony rekin.  Ja wtedy tylko i wyłącznie będę grał na tamburynie.

Nocna rozmowa z Maciejem należała do wyjątkowo przyjemnych. Trwała w sumie dwie godziny i – jak się domyślacie – powyższe to nie wszystko. Oto kilka ciekawych faktów, wokół których „popłynęliśmy”, a których nie obejmuje transkrypcja wywiadu:

  • Januszko jest wielkim fanem serialu CSI (zwłaszcza Miami – „Horatio to jest mistrz”) i NCIS – codziennie po pobódce o 6:30 dosiada komputera, by oglądać kolejne odcinki i posiada pokaźną kolekcję DVD z nimi.
  • Wyjątkowo nie podoba mu się to, co robi Ozzy... jest mu smutno z powodu choroby Toniego Iommiego i faktu, że reunion Black Sabbath nie dojdzie w pełni do skutku, a zamiast tego występował będzie „Ozzy i przyjaciele” – po koncercie w Sopocie był bardzo zdegustowany jakością występów jego grupy (przede wszystkim instrumentalistów), ale – jak dodaje  – taki już z niego wybredny malkontent.
  • Mech posiada swoich psychofanów, których rozpoznają już wśród tłumu (odpowiednio pachną i wyglądają), wiedzą też często dokładnie kto flejmuje zespół w sieci,  bo to nierzadko te same osoby, które regularnie „wyróżniają” się na ich co bardziej kameralnych występach; generalnie zgadza się, że tego typu przypadki to raczej pozbawione własnej wartości jednostki, lub zwyczajna dzieciarnia i że błędem jest wdawanie się z nimi w jakąkolwiek dyskusję, co niestety zdarzało się im czynić; jest też przerażony tym, do czego może czasami dojść ze strony takich ludzi (np. morderstwo Dimebaga Darella).
  • Maciej jest dobrym znajomym… Krzysztofa Ibisza! Poznali się jako sąsiedzi i pozostają w dobrych relacjach towarzyskich.
  • Choć jego życie oscyluje wokół rock’n’roll, sam nigdy specjalnie nie był jednym z tych, którzy prowadzą tzw. rock’n’rollowe życie. Wszystko jest dla ludzi, ale z umiarem, by nie doszło do sytuacji jak np. z Philem Anselmo w Panterze.
  • Łódź to jego zdaniem mocno niedofinansowane i przez to brzydkie miasto. Z litości nie powiedział złego słowa na Bydgoszcz, z której pochodzę, ale pomogłem mu w tym stwierdzając, że „mam oczy”. Co innego Toruń, w którym grali bardzo często i gdzie umówiliśmy się na szklaneczkę przy okazji kolejnego ich koncertu.
  • Pod koniec Maciej wspomniał słynnego radiowca, zmarłego Janusza „Kosego” Kosińskiego, który wraz z Jurkiem Owsiakiem namawiał go do reaktywacji zespołu, jako wspaniałego człowieka. Przytoczył tu mało znany fakt. Otóż gdy Kosy dostał udaru mózgu (z którego już się nie wybudził), jechał akurat samochodem. Mimo to dał radę jeszcze zjechać na pobocze, by nie spowodować karambolu. Umierając ratował życie innym.

Strona oficjalna zespołu: mech.art.pl

maciej januszko mech

fot. piroman

Rozmowa: h-a-r-v, transkrypcja: h-a-r-v & Varth

2 Komentarze Maciej Januszka: wywiad-rzeka z frontmanem legendarnego Mech

  1. Profesor Metallicus

    Pamietam Mech z początków działalności…obecnie całkiem inna kapela. Szkoda, że ludzie wolą Dode, a stacje radiowe puszcaja gówno zatruwające umysły młodych ludzi. Być może to właśnie jest powód dlaczego biorą ten cały kwas… Brakuje edukacji muzycznej. W biografii Milesa Davisa jest taki fragment…” kolacja w Białym Domu z Prezydentem USA…Miles siedzi obok jakieś biłej babki, która zapytała go co takiego zrobił, że jest na kolacji z prezydentem? Miles odpowiedział – zmieniłem jedynie kilka razy bieg muzyki jazzowe” Ja wychowywałem sie na Metalowych Torturach w radiowej TRÓJCE – Romka Rogowieckiego później red. Wacławiaka… Pierwszy raz „MASTER OF PUPPETS” usłyszałem w wieczorze płytowym. Teraz wszystko jest dostępne i często nijakie. Pozdr.

    Reply
  2. yeti

    pamietam jak przyjechali do mnie – no fantastyczny koncert, a ludzie z nich też mocno sympatyczni. a co wypowiedzi ponizej o ogólnej dostępnosci i nijakosci… zgadzam się. nie ma tego klimatu. kiedyś jak juz kupiłeś plytę, to dmuchałeś i chuchałeś, przesłuchałeś od deski do deski, a teraz patrzysz na takiego lasta i sie zastanawiasz, co jeden z drugim odpier..nicza. że ma tylu obadanych wykonawców! łał!

    Reply

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *