Legenda polskiego heavy metalu wystąpiła w czerwcu w Warszawie i w Poznaniu na jednej scenie z thrash metalowym Exodusem. Ostatnią swoją płytę „Piąty Żywioł” zespół Turbo wydał w 2013 roku, natomiast ostatnio został głównym bohaterem obiecującej gry planszowej Thrash’n’roll, nad którą objęliśmy patronat medialny.

Ponad 30 lat aktywnie spędzonych przez zespół zarówno na polskiej, jak i na zagranicznej scenie skłania jego członków do wielu przemyśleń na temat branży muzycznej, niekoniecznie pozytywnych. O trudach promocji zespołów wchodzących na rynek muzyczny, o crowdfundingu, o niecodziennych historiach z tras koncertowych, o zainteresowaniach oraz inspiracjach zgodzili się z nami porozmawiać Wojciech Hoffmann i Bogusz Rutkiewicz. Zapraszamy do lektury!

HeavyRock: Zaczniemy od tego, że…

BR: W Opolu nie wystąpiliśmy.

[śmiech] Jeszcze. A czy będą takie plany?

WH: Tak, w przyszłym roku. Albo na nasze pięćdziesięciolecie.

BR: Co roku planujemy występ w Opolu, a później organizatorzy nam krzyżują te plany.

WH: Słyszałem, że na nasze pięćdziesięciolecie zrobią nam koncert taki: my będziemy siedzieć na krzesłach, a młodzi artyści będą nasze utwory grać.

BR: Benefis to się nazywa.

Jako zespół Turbo będziecie bohaterami gry planszowej Thrash’n Roll, która ma niedługo trafić na rynek. Jak do tego doszło?

WH: Telefon – i po zawodach. Ktoś zadzwonił, ja skierowałem tego kogoś do Krystiana [managera zespołu], Krystian załatwił resztę. Tak bardzo krótko, naprawdę to było tak: „Czy chcecie?”, ja mówię, że fajnie, ale skieruję do managera, do Krystiana, i się załatwi.

BR: Resztę obgadał manager, także… My się tylko dowiedzieliśmy [śmiech]. No, to jedziemy.

Widzieliście już grę na własne oczy?

BR: Nie, natomiast widzieliśmy nasze podobizny. Wstrząsające.

WH: Plansza już gdzieś była.

BR: Ale samej gry jako takiej… Grałeś?

WH: Tylko planszę (taką) widziałem.

W każdym razie prototyp gry już był dostępny.

BR: Wyglądamy wstrząsająco na tej grze.

WH: Ja nawet lepiej.

BR: Nawet jeszcze lepiej, niż wstrząsająco, nie? [śmiech]

thrashnroll

Dla was może nie jest to aż taka wielka promocja, ale mimo wszystko chyba jest to sposób, by przyciągnąć nowych fanów? Co o tym sądzicie, czy ktoś może zainteresować się zespołem Turbo po zagraniu w grę?

BR: Wiesz co, my jesteśmy w stanie permanentnej promocji od 35 lat…

WH: Bardzo nam się przyda.

BR: …Nie zawsze się zgadzamy na pewne warunki promocyjne, no ale… Natomiast zawsze uważamy, że…

WH: Nigdy za wiele.

BR: Tak, nigdy za wiele promocji, i tak dalej. Wiadomo, jedno pokolenie odchodzi, następne przychodzi pod scenę i trzeba się znowu pokazać.

WH: Tym bardziej, że nie jesteśmy medialnym zespołem.

A szkoda.

BR: Też się [z tym] zgadzam. [śmiech]

WH: Bardzo często zastanawialiśmy się, dlaczego nas tak nie lubią. Bo rzeczywiście, media nas totalnie – mówiąc brzydko – olewają, nie mówiąc o dużych imprezach na przykład, na których w sumie moglibyśmy, a czasami nawet powinniśmy zagrać. Zachodzimy w głowę…

BR: Ja już od dawna nie zachodzę. Może ty zachodzisz.

WH: Wiesz, nieraz się zastanawiam.

Oprócz was, w grze wystąpią także różne młodsze zespoły, dla których pewnie będzie to większa dawka promocji, jako że Turbo już jakąś marką jest, powiedziałbym nawet, że legendarną…

BR: Dymarką.

Jak sądzicie, czy skorzystają na tej zasadzie, że „Turbo jest bohaterem tej gry, o, i tam jeszcze jakieś inne zespoły”?

BR: Tak samo jak my na tym skorzystamy pewnie, to i oni skorzystają w jeszcze większym stopniu.

WH: Dla młodych to jest zupełnie coś innego niż dla nas. Im się wydaje, że naprawdę coś zyskają – być może, że zyskają, życzymy im tego bardzo z serca – ale nie wiadomo, co z tego wyjdzie. Niemniej jednak wiemy, jak oni do tego podchodzą, bo też byliśmy kiedyś młodym zespołem i każda działalność zewnętrzna, która promowała zespół, była dla nas czymś takim bardzo chcianym, pożądanym, oczekiwanym, no i zadowalającym. Na pewno ci, którzy tam wystąpią, będą zadowoleni.

BR: Poza tym nie czarujmy się, to będzie też fajna pamiątka.

WH: Oczywiście.

BR: Jak nasze wnuki będą sobie grały w tę grę.

Skoro już jesteśmy przy temacie młodych zespołów… Czym różni się dzisiejsza sytuacja od tej w latach ’80, gdy wy zaczynaliście? Czy trudniej się wybić?

BR: Teraz jest bardzo trudno się wybić. Są dwa powody: pierwszy jest taki, że kiedyś ten tak zwany „tort” był taki sam jak dziś, ale tych chętnych do zjedzenia go było mniej, a poza tym z tych chętnych do jedzenia bardzo duża część to były zespoły rockowe. Był boom, była moda na zespoły rockowe, no i do dużej części tego tortu dopuszczano te bandy z tego rocka, hard rocka, nawet heavy metalu. Dziś tort jest taki sam, ale chętnych wykonawców jest dziesięć razy więcej, a jeszcze gorsze jest to, że ten kawałek przeznaczony na muzykę rockową to jest już pół… nie, ćwierć kawałeczka. Także zespoły, które grają taką muzykę jak my, dzisiaj mają, śmiem twierdzić, nawet dziesięć razy gorzej niż my kiedyś, jeśli chodzi o zaistnienie na rynku.

WH: Poza tym muzyką rządzą korporacje. Korporacje zniszczyły wszystko: sztukę, muzykę… Korporacje są w radiu, w telewizji, w wytwórniach płytowych. To wszystko jest nastawione tylko i wyłącznie na natychmiastowy, jak największy zysk, a zysk daje wiadomo co… Prostactwo, no. Prostactwo, prostota… Świat jest coraz mniej skomplikowany, ludzie są coraz mniej skomplikowani…

BR: Zawłaszczyli ten torcik, krótko mówiąc.

IMG_6437_680x453

Czyli nie ma już szansy na poprawę, zmianę na lepsze?

BR: U nas? W najbliższych latach, śmiem twierdzić, że nie. W naszym kraju…

WH: U nas będzie już tylko gorzej.

BR: Kultura, rozrywka… To wszystko się ewidentnie wiąże ze stanem państwa. Jeśli państwo idzie w jakimś chorym kierunku, ma jakieś problemy i tak dalej, kultura momentalnie dostaje w pysk. Zachodnie kraje, które stoją na innym poziomie, nie są nastawione na taki szybki, wiesz, wilczy, zjadliwy zysk; tam show-biznes to jest prawdziwy show-biznes, w którym jest miejsce na każdy gatunek muzyczny. A nasz show-biznes jest na tyle mały, a chętnych do zjedzenia tego tortu tylu, że to jest zawłaszczone tylko przez pewną grupę popową, przez chłam…

WH: To jest szczoł-biznes, jedno wielkie śmierdzące ścierwo.

BR: To wynika też z biedy tego rynku. Jest bardzo mały rynek kupców płyt. Kiedyś żeby dostać złotą płytę, trzeba było sprzedać 150 tysięcy płyt, teraz złotą płytę dają za 15 tysięcy!

WH: A płyty się nie sprzedają, bo ludzie kradną muzykę po prostu.

BR: Tak że widzisz, tym wszystkim rządzi pieniądz. Dopóki będzie rządził w tak wielkim stopniu, to się nic nie zmieni i nie będzie szans na muzykę inną, ambitniejszą, nie promowaną nachalnie przez wszystkie media. Na Zachodzie jest inaczej, dlatego tam ta muzyka funkcjonuje.

To może jest jakiś promyk nadziei z Zachodu? Jeśli tam się ta sytuacja trochę zmieni, to może i my będziemy gonić Zachód?

WH: My to nie dożyjemy.

BR: Ale co ma się tam zmienić? Na Zachodzie jest wszystko w porządku.

WH: Na Zachodzie bez zmian. Na pewno kryzys jest ogólnoświatowy, tylko że kryzys po tamtej stronie jest zupełnie inny niż u nas. Tak samo jak pojęcie sukcesu po tamtej stronie jest zupełnie inne niż po naszej stronie. U nas sukces mierzy się… Wiesz, dostajesz małą ilość, a wydaje ci się, że osiągnąłeś naprawdę duży sukces.

BR: U nas sukcesem jest to, że my gramy jeszcze po tylu latach. To jest sukces.

WH: Że nam się często chce. Czy nawet zawsze nam się chce.

Według was jest mniejsza sprzedaż, bo ludzie kradną…

BR: Bo ludzie nie mają pieniędzy na płyty.

WH: Dużo ludzi jest takich, którzy po prostu bezczelnie, mając pieniądze, i tak normalnie kradną, i to nie ma się co czarować.

BR: Ale wiesz, taki dzieciak… Gdyby płyta kosztowała pięć czy dziesięć złotych, bo tak to jest w relacji do zarobków na Zachodzie…

WH: To jest tak z koncertami. Zrobisz bilet za 20 złotych – nie przyjdą, zrobisz za 5 złotych – też nie przyjdą. Oni wolą w większości te pieniądze wydać na piwo w Biedronce czy tam gdzieś i się uchlać, niż chodzić na koncerty i kupować płyty. Społeczeństwo rockowo-metalowe i tak ma się całkiem dobrze, bo na te zespoły chodzą jeszcze ludzie. To nie są te ilości, co kiedyś, ale nadal chodzą. A wyobraź sobie teraz jakiś koncert polskiego wykonawcy popowego w klubie. Ja sobie jakoś nie wyobrażam.

BR: Taki, który całe lato gra za darmo na dniach miast, nie? Nikt nie przyjdzie i nie zapłaci 50 złotych, jak on go ogląda co roku za darmo gdzieś na dniach miast. Z nami jest na szczęście trochę inaczej, ludzie są skłonni jeszcze płacić kasę, żeby przyjść do klubu i nas obejrzeć. Dlatego pozwala nam to po tylu latach nadal działać, nie?

WH: Od przyszłego roku ogłosimy, że robimy ostatnią trasę pożegnalną…

BR: Potem zrobimy następną, i jeszcze następną…

WH: I tak do pięćdziesiątki [śmiech]

youtu.be/oPKg4MQ1jWI

Jak Scorpions albo Judas Priest.

BR: Albo Budka Suflera, która słyszałem już, że ma się reaktywować, hehe.

A co z drugą stroną medalu? Kiedyś ludzie też kradli, bo było coś takiego, jak giełdy…

BR: Ale jak była giełda, to ten, który płytę/kasetę miał, to ją kupił w sklepie, nie ściągnął jej z Internetu. Kiedyś nie byłą złodziejstwa muzyki…

WH: Nie kradli muzyki. Robili sobie kopie.

Ktoś, kto wrzucił do Internetu, też musiał pewnie kiedyś kupić fizyczną kopię i ją zgrać?

BR: Ale ten, kto wrzuci w Internet, ten kupi jedną płytę, a potem ma, tak jak np. „Dorosłe dzieci” czy coś, ileś milionów odtworzeń. A gdyby ci ludzie, którzy chcieli tego numeru posłuchać, nie odtwarzali by za darmo, to zobacz, ile płyt by wytwórnia sprzedała. Dzięki temu kapela mogłaby naprawdę całkiem fajnie funkcjonować w sensie egzystencji, zająć się tylko i wyłącznie muzyką, tworzeniem. A tak, my w Polsce jako muzycy rockowi borykamy się z prozą życia, wieloma problemami: gdzie tu parę groszy wydziubać, bo tu dziecko idzie do szkoły, bo tu trzeba zapłacić to, tamto, sramto… Nas bardzo rozprasza pogoń za jakimś tam…

WH: Za normalnością w tym świecie naszym. I tu jest też odpowiedź a propos młodych zespołów: młode zespoły, genialne, fantastyczne, jest ich mnóstwo. Dwa, trzy, cztery, pięć lat – nie ma tych zespołów.

BR: Ludzie idą do pracy, bo widzą, że z tego nie da w zasadzie wyżyć…

WH: Tak jest oczywiście na całym świecie, bo to nie jest tylko polskie. Tylko że… Wydaje mi się, że tam jest jednak troszkę inaczej. Jest więcej tych rozgłośni…

BR: Jest większy rynek. Tam kapela, która pojedzie w trasę i zagra w danym kraju dwa koncerty, ona może tak przez pół roku jechać po świecie.

WH: No a my?

BR: A my w Polsce możemy zagrać 50 koncertów rocznie, no i co? W następnym roku musisz w tym samym mieście wylądować. Wyobraź sobie, gdyby Iron Maiden było z Polski i grało w Polsce 50 koncertów rocznie?

Zmęczenie materiału?

BR: Zamiast na stadionie, za którymś razem by już zagrali tylko w klubie dla 100-200 osób.

WH: To jest tak, jakby Jimi Hendrix albo Beatlesi się urodzili w Polsce, albo Rolling Stonesi… Nie byłoby muzyki na świecie. Wszystko by szlag trafił w Polsce.

Gdzie leży wina w takim razie? Czy to taka nasza polska mentalność, a może brak perspektyw w tym kraju?

WH: Brak perspektyw jest przez mentalność. Mentalność rządzących, mentalność samych ludzi – wszystko wynika bardzo z zaszłości historycznych, no i tak jesteśmy skonstruowani…

BR: Równie dobrze można zapytać, czemu w Polsce pielęgniarka nie ma na życie, a na Zachodzie pielęgniarka żyje sobie jak człowiek. To jest to samo, muzyka to jest taki sam interes, jak każdy inny na świecie. Godzinami można by gadać, dlaczego jest jak jest, dlaczego u nas pielęgniarka zarabia tysiąc złotych, a na Zachodzie 10 tysięcy… Dokładnie taka sama relacja.

youtu.be/Bcm_F1qQ-JY

Mieliście szansę zetknąć się z tym osobiście – rzeczywiście jest aż tak duża różnica w przemyśle muzycznym na minus dla nas?

BR: Jest, uwierz mi. Zdarzało się wyjeżdżać, i to jest rzeczywiście inny świat, inny rynek…

WH: Inna planeta w ogóle. To jest smutne.

BR: Nawet gdy wyjeżdżasz do takich krajów jak Czechy czy Słowacja – tam jest już zupełnie inaczej, aż się wierzyć nie chce, że to też były kraje posowieckie, a tam jest zupełnie coś innego. Nie wiem, chyba u nas jest coś nie tak…

WH: My i tak mamy duże szczęście, bo robimy to, co kochamy i jesteśmy wolni. To jest bardzo duża zaleta naszego zawodu. Oczywiście my narzekamy, bo chcielibyśmy, żeby było lepiej, nie czujemy się gorsi od naszych „wielkich” kolegów, wiesz – Iron Maiden, Judasi czy coś, tylko oni po prostu mieli szczęście, że urodzili się tam, gdzie trzeba, a my niestety tutaj. No, ale co zrobimy? Nie będziemy się obrażać na cały świat, trzeba grać i robić swoje. Od 35 lat to robimy, bo mogliśmy normalnie pracować…

BR: Czasami sobie ponarzekamy, ale mimo wszystko…

WH: Tak, my jesteśmy naprawdę szczęściarzami.

Stary model kariery muzycznej wygląda tak, że zespół się stara o kontrakt z wytwórnią płytową, ale dziś mamy coraz więcej zespołów niezależnych – głównie dzięki Internetowi, który pozwala bardzo daleko sięgnąć; czy myślicie, że muzyka mogłaby pójść w taką stronę, uwolnić się spod jarzma wielkich korporacji?

BR: To już się dzieje: spod środków masowego rażenia się odsuwa i idzie niezależnym torem przez Internet, nie?

WH: Ludzie szukają prawdy. I myślę, że tak będzie to właśnie wyglądało; oczywiście te wielkie korporacje będą zawsze istnieć, nastawione na muzykę popową, na ludzi mniej zorientowanych, na artystów, którzy chcą szybko zaistnieć, zarobić kupę siana śpiewając trele-morele, natomiast wykonawcy rockowi mają nieco inny sposób myślenia. Oni szukają prawdy, tak jak ich odbiorcy. Na pewno muzyka rockowa będzie mniej korporacyjna niż inne.

Skoro się zrodziła jako taki bunt, to może wróci do korzeni.

WH: Właśnie. A jest przeciw czemu się buntować.

Może jako weterani sceny muzycznej macie jakieś rady dla początkujących zespołów? Co powinny robić, żeby się wybić, zaistnieć?

BR: A ile godzin mamy na ten wywiad? [śmiech]

WH: Najprostsza i najgłupsza rada jest taka…

BR: Skończyć szkołę i znaleźć dobrą pracę. [śmiech]

WH: Wszystkim młodym ludziom, bardzo dobrym zespołom mówię: spakować się i wypierdalać natychmiast z tego kraju, natychmiast. Bo jeżeli tam coś się uda, to się uda. A tutaj? Uda się, pięć lat i nic nie będzie… Albo się w ogóle nie uda. No, trzeba mieć dużo cierpliwości. Kiedyś mówiliśmy, że mają dużo pracować, ćwiczyć; teraz trzeba mieć przede wszystkim cierpliwość, żeby to ogarnąć psychicznie.

No i pewnie trochę szczęścia.

WH: Tak, oczywiście. Szczęście to jest podstawa.

Wrócę jeszcze na chwilę do tematu gry Thrash’n Roll, która jest finansowana poprzez tzw. crowdfunding.

WH: Właśnie przeczytałem ostatnio, że tak zbierają na to pieniądze.

Ten sposób staje się dziś coraz popularniejszy, zwłaszcza na Zachodzie, także i w przemyśle muzycznym: są zespoły czy artyści, którzy nie mając szans na kontrakty z wytwórniami, zwracają się do fanów z prośbą o pomoc przy nagraniu albumu.

WH: I to jest bardzo dobre.

BR: Nie decyduje układ, tylko decyduje odbiorca.

WH: Tak, i oni są wtedy prawdziwi. Ludzie płacą, bo chcą tę płytę kupić. Uważam to za bardzo dobre rozwiązanie. To jest też między innymi odpowiedź na poprzednie pytanie: tak za chwilę może być w bardzo dużym stopniu, zwłaszcza jeżeli chodzi o nowe, dobre kapele. No bo wiadomo, stare kapele mają już swoje kontrakty i oni już pierdzielą, za przeproszeniem, żeby coś zmieniać, mają już swoje miliony na kontach. I myślę, że to tak będzie.

Jak wygląda w dzisiejszych czasach frekwencja na koncertach w porównaniu do lat osiemdziesiątych?

BR: Dzisiaj to w ogóle nie wygląda, tak naprawdę.

WH: Ale jestem ciekawy, ile dzisiaj tu będzie ludzi.

Pewnie w dużej mierze zależy to od promocji koncertu? Bywałem już na koncertach sporych zespołów, na których była garstka ludzi, bo koncert nie był promowany.

WH: Wczoraj słuchałem „Minimaksu” [audycja Polskiego Radia], bo słucham zawsze „Minimaksu”. Wiesz, no jak koledzy z Metal Mind nie postarali się, żeby wysłać wiadomość Kaczkowskiemu albo Adamczykowi… Nie wiem, czy w „3 wymiarach gitary” [audycja Trójki] dzisiaj coś było, bo nie słuchałem… Ale tak wygląda promocja ze strony tej firmy, niestety. A mówili o wszystkich imprezach, które się w tym tygodniu odbywają w Polsce, i o następnych i następnych… O tej? W ogóle nic nie było.

Czy macie jakieś ciekawostki z życia w trasie, historie, którymi chcielibyście się podzielić z ludźmi? 35 lat to kawał czasu, coś chyba musiało się uzbierać.

WH: Nie mamy nieślubnych dzieci, kochanek nie mamy…

BR: O, raz nam busa ze sprzętem na Węgrzech ukradli.

WH: O. Ale się odnalazł.

BR: Ale się odnalazł następnego dnia.

WH: Na którejś tam ulicy.

BR: Widocznie klientowi nie podobał się kolor.

WH: A to nie było w Czechach?

BR: Albo w Czechach. Tak, w Czechach nam ukradli busa ze sprzętem, haha.

turbo

A może jakieś przypały, które chcielibyście zapomnieć? Jacyś porąbani fani?

BR: Które chciałbym zapomnieć?

WH: Nie, nie przypominam sobie, żebyśmy mieli jakieś dramatyczne sytuacje.

BR: Jeśli mamy, to się do nich nie przyznamy, nie? [śmiech]

WH: Ale nie było, nie. Mieliśmy naprawdę dużo szczęścia. Może dlatego, że my nigdy nie byliśmy na samym szczycie. Może dlatego tak to wszystko było uśrednione: nie mieliśmy ani histerycznych fanów, histerycznych fanek… chyba też nie. Generalnie wszystko tak szło tak swoim torem, porządnie, po jednej, po drugiej stronie, nie było wybryków…

BR: Przez to, że nigdy nie byliśmy na dużym szczycie, to nigdy z wysoka nie spadliśmy.

WH: Jest nam teraz dużo łatwiej psychicznie. Bo gdyby rzeczywiście… Wiesz, ilu naszych kolegów nie poradziło sobie? Ten z Azyl P [Andrzej Siewierski] na przykład się rzucił pod pociąg, ten Lennon z Universe [Mirosław Breguła]… Człowiek jest na piedestale, a nagle jest nikim. Nagle się dowiaduje, że w ogóle „spierdalaj pan”, nie? Bo tak te wytwórnie… Pamiętam, że na początku 90. lat jeździłem do Warszawy i dawałem materiały za darmo – za darmo! – taśmy matki, zróbcie kompakty. „Pff, my, starych wykonawców?… W ogóle nas nie interesują”. W tym momencie też powinienem przyjechać do domu, położyć się pod pociąg albo się zachlać albo coś… Na szczęście człowiek ma jakiś tam dystans przez to, że się nie było megagwiazdą. A niektórzy byli i różnie się to skończyło dla nich.

Uważacie, że takie skandale to nieodłączna część bycia na szczycie?

WH: Teraz wiemy, że trzeba było to robić. Napierdalać, wyrzucać telewizory, wszystko robić, bylibyśmy medialni…

BR: [śmiech] Nawet jakby się nie chciało, to jeszcze wieczorem te telewizory przez okno powinny wylecieć, nie? Nawet jak człowiek był zmęczony. No, ale niestety, nie poleciały te telewizorki.

WH: No i o nas nie jest teraz tak głośno.

Czy i kiedy możemy się spodziewać nowej płyty?

BR: Możecie się spodziewać.

WH: Tak. A z jakiego kierunku i o jakiej porze nadejdziemy… [śmiech]

BR: Będzie podana informacja dla wtajemniczonych.

WH: Nie no, na pewno coś tam zrobimy, myślę.

BR: I tak z tych starych kapel chyba najczęściej wydajemy płyty.

WH: Jesteśmy najbardziej czynni, a najmniej medialni. Trójka nas olewa za każdym razem, jak płytę damy… Posrani są Luxtorpedą, Proletaryatem, Lipali. Turbo przynosi płytę, która zbiera recenzje „ochy” i „achy” z całego świata i z Polski, a Trójka powie, że nie, że „spierdalać, panowie”. Zadajemy sobie pytanie, dlaczego równoległe zespoły, które grają taką muzykę jak nasza, o, Acidzi na przykład, to wiesz, płyta tygodnia, tego… [wzdycha] Nie wiem. Ale to nieważne.

Co was dzisiaj inspiruje? Jakieś pozamuzyczne zainteresowania, hobby?

BR: U mnie hobby to książki, głównie historyczne, biografie. Teraz czytam biografię Tysona. Motocykle, piłka nożna, sport… A u pana Wojtka, oprócz seksu co?

WH: Proszę pana, u mnie stare filmy…

BR: Ale nie stare kobiety, prawda?

WH: Nie. Polskie, włoskie, stare, bardzo dobre kino, czasami książki, aczkolwiek przyznam się, że nie jestem oszalałym czytelnikiem, bo jednak bardzo dużo muzyki słucham. I to jest jakby niestety, znaczy stety i niestety, moja największa pasja, a czasami i przekleństwo. Kiedyś się interesowałem bardzo modelarstwem kolejowym, teraz to ze względu na brak czasu…

BR: Gdyby był gwiazdą z Zachodu, to by już miał prywatny parowóz pod domem. A tak to tylko zostały modele gdzieś tam w szafce, nie? Tak jak anioła byś miał, jak w „Alternatywach”, zimą ogrzewałbyś sobie, widzisz…

WH: [śmiech]

Na koniec: Deep Purple z Ritchiem Blackmorem czy ze Stevem Morsem?

WH: Z Ritchiem Blackmorem, tylko i wyłącznie. Nie przepadam za tym [obecnym] składem. Z całym szacunkiem dla Morse’a, którego lubię w jego solowych dokonaniach; w Purplach mi po prostu nie pasuje i koniec.

To by było na tyle. Dzięki za wywiad!

WH: Także bardzo dziękujemy.

BR: Ku chwale Ojczyzny! Idę zapalić.

 

Dla Heavyrock.pl rozmawiał: Patryk Marcinkowski

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *