Pamiętam ten dzień jakby to było wczoraj. Pojechałem z kolegą na wagary – czerwiec, prawie koniec roku, słoneczny dzień. Dotarliśmy pociągiem do Warszawy i szwendając się bez celu, trafiliśmy pod pałac kultury, gdzie akurat rozbiło się jakieś wesołe miasteczko. Namówiłem kumpla na karuzelę, a gdy z niej zeszliśmy zrobiło mu się niedobrze.
Pognał do toalety, ale pomylił męską z damską i prawie obrzygał jakąś panią, która w pozycji narciarza skrywała się w jednej z niezamkniętych kabin. Szczerze ubawiony (tak, mało empatyczne bydle ze mnie było) usiadłem przy stoliku, który chwilę wcześniej zwolnił jakiś Murzyn, pozostawiając po sobie niedopitą coca-colę. Kumpel wypadł z kibla z fioletową twarzą, podbiegł do stolika, zapytał:
– Mogę?
I nie czekając na odpowiedź dopił resztę z butelki.
– Dzięki – wystękał ocierając pot z czoła.
-Nie ma za co – odparłem. – To nie była moja cola, zostawiał ją jakiś Murzyn.

I wtedy kumpel zrobił minę taką samą jaką zrobiłem ja, gdy miesiąc później zapoznałem się z tekstami z płyty „Eaten Back To Life”, którego tego dnia zakupiłem na kasecie MG, w jeden ze szczęk pod Pałacem Kultury i Nauki.
Tak. Cannibal Corpse mieli najfajniejszą okładkę jaką w życiu widziałem. Musiałem mieć ich kasetę! Ten trup biegnący z bebechami na wierzchu przez cmentarz podbił moje serce, od pierwszego wejrzenia. Nie mówiąc już o tym, że był do mnie dość podobny – w każdym razie fryzury mieliśmy prawie identyczne.

www.youtube.com/watch?v=VCoUXklvHFA

Pamiętam chwilę gdy po powrocie do domu spoconymi, drążącymi rękami włożyłem kasetę do mojego magnetofonu. Spodziewałem się bezlitosnej młócki, myślałem, że muzyka rzygnie na mnie jak mój kumpel z karuzeli, sądziłem, że wokalista wrzaśnie jak pani w toalecie przyłapana przez mojego kumpla w pozycji narciarza… a tymczasem… usłyszałem muzykę brutalną, ale potężną, zwartą, rytmiczną, poukładaną, z zajebistymi, niewyobrażalnie wręcz zajebistymi riffami, które sprawiły, że zacząłem szybciej machać głową niż karuzela w wesołym miasteczku pod pałacem kultury!

Zakochałem się w tej płycie bez pamięci! Słucham jej od tamtego dnia regularnie, z kasety, z CD, z winyla! Na obozie harcerskim (zawiódłbym niektórych jakby ten wątek się nie pojawił) kupiłem sobie jeszcze książeczkę z tekstami i tłumaczeniem. Jak to przeczytałem miałem taką samą minę jak mój kumpel, gdy dowiedział się, że do dopił colę po murzynie. Totalny szok i zniesmaczenie.

Koszulkę z tym truposzem nosiłem od wczesnych lat 90-tych do koncertu Cannibal Corpse w 2003 w Warszawie, po którym został mi z niej już tylko ściągacz pod szyją.

Jeżeli chcecie przeczytać więcej tego typu tekstów – śledźcie HeavyRock.pl, oraz profil Maria Konopnicka na Facebooku.

cannibal_corpse_eaten_back_to_life

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *