Portugalia, Hiszpania, Szkocja, Anglia, Niemcy, Włochy, Belgia, Holandia, Dania, Norwegia, Szwecja, Finlandia, Estonia, Ukraina, Słowacja, Czechy, Węgry. Lista miejsc, w których byłem na koncertach jest długa. To, co łączy te wszystkie, odmienne od siebie państwa i to odróżnia je od Polski, to kultura fanów na koncertach. W Skandynawii (może nie licząc Szwecji) publika jest bardzo statyczna i spokojna. We Włoszech fani są rozśpiewani, chociaż nie tak jak na półwyspie Iberyjskim. Belgowie to prawdziwi maniacy crowd surfingu, a Anglików nie wyróżnia nic specjalnego. Natomiast jak jest u nas? Początkowo nie planowałem wybierać się do Krakowa na Iron Maiden, ale trasa Legacy of the Beast jest wspaniała, termin dogodny… zapraszam do relacji.

W piątek zdecydowałem się przyjść po Tremonti, ale bokiem udało się dostać całkiem niedaleko sceny. Nie musiałem nikogo przepychać, nigdzie się wciskać. Gdy ludzie stali zbyt gęsto, po prostu się zatrzymałem. W sobotę byłem jednym ze „szczęśliwców” przy samej barierce, oczekując, aż stojąca za mną masa zmiażdży mi żebra.  Przed koncertem spotkałem fana, którego nazwę na potrzeby tej relacji Januszem. Owy jegomość wyśmiewał nabywców drogich biletów Early Entry, gdyż on na pewno dopcha się pod samą scenę. Gdy piątkowy koncert otworzyła przemowa Winstona Churchilla i na scenę wleciał Spitfire, zobaczyłem naśladowców Janusza, podobnych mu bezmózgów przesuwających się pod scenę w ogromnej ludzkiej masie. W sobotę, podczas „Aces High” aż odebrało mi dech, tak mocno Janusz i spółka naparli na przód.

Będąc z tyłu świetnie bawiłem się na „Where Eagles Dare„, z przodu łapałem oddech, bo kawałek niezbyt popularny wśród gawiedzi. W zasadzie nietrudno było odróżnić kiedy zespół grał oklepany hicior (2 Minutes, Trooper), a kiedy nieznaną januszom perełkę (Clansman, For The Greater Good). Przed historią Williama Wallace’a Bruce przemówił do publiczności. O ile za drugim razem wspominał historię Polski i liczne walki o niepodległość, o tyle w piątek podkreślił, żeby publika się uspokoiła, nie napierała i zwracała uwagę na potrzebujących pomocy. Ilość osób wynoszonych z tłumu, czasami nawet omdlałych, podczas obu koncertów przerażała. Ktoś stracił ząb, ktoś był zupełnie nieprzytomny, ktoś stracił okulary, trafił się rozbity nos, ktoś nie mógł oddychać…

Jeszcze przed koncertem ochrona wyciągała dwumetrowego chama, który przebijał się przez ludzi do przodu. Odprowadzając go z wykręconymi łapami wspominali, że już wcześniej go spotykali. Na miejsce każdej wyciągniętej ze strefy zgniotu osoby wskakiwali kolejni „spryciarze”, liczący na dopchanie się bliżej. Czy ktoś przy okazji ucierpi, to najmniejszy problem.

Pięknie byłoby, gdyby po „Trooperze”, kiedy scena zmieniła wystrój z wojennego na kościelny, fani zamiast jak pospolite ruszenie, zaczęli zachowywać się jak wizytujący świątynie. Płonne nadzieje, głupiec głupcem pozostanie i ludzie próbowali rozkręcać ściany śmierci na numerach w stylu „Sign of the Cross”, czy „For The Greater Good of God”. W sobotę Maideni byli bardziej skupieni, bo w piątek zdarzały się niedociągnięcia i krzywo zagrane partie. Szkoda też, że nawet w tak dobrym obiekcie jak Tauron Arena, dźwiękowcy Maiden nie zdołali wykonać dobrze swojej roboty. Dźwięk nie był zły, ale w porównaniu do innych koncertów w tym obiekcie pozostawiało sporo do życzenia.

Śpiewy publiki nie robiły wrażenia i w porównaniu z Lizbończykami Polacy wypadli blado. Pewnie wpływ miał na to fakt, że nie znali większości kawałków… z wyjątkiem „Fear of the Dark”, na którym zagotowało się strasznie. Nawet stojący wcześniej jak kołki ruszyli w bezmyślne pogo.  Sytuacji patologicznych nie brakowało w żadnej części hali. Cytując wypowiedź na forum fanclubu:

„To obok mnie na barierce stały dwie Niemki i też je jakiś typ po 50 ciągle wypychać próbował, wyzywał je i krzyczał, że to Polska i on nie będzie Niemcom ustępować. Najgorsze w tym wszystkim, że ochrona zamiast reagować i go wywalić, to z nim piątki zbijali i życzyli powodzenia w wypychaniu. Wyzywali się praktycznie 2 utwory. On po polsku, one po niemiecku. „

Koncert dopracowany był w najmniejszych szczegółach. Scenografia zarówno z daleka jak i z bliska wygląda imponująco, a Steve, Janick i Bruce biegali prawie cały czas. Szkoda, że fani z przodu nie mogli poskakać razem z zespołem podczas „Wicker Man” i „Iron Maiden„, bo byliśmy zakleszczeni i wbici w barierkę. Cóż, przynajmniej wybawiłem się za pierwszym razem. Po dyskusji z innymi fanami odkryłem, że nie tylko ja gorzej oceniam końcówkę setlisty. Po „Flight of Icarus” do końca grane są już kotlety (może z wyjątkiem „The Evil That Men Do„) które chociaż znane i uwielbiane, to niestety oklepane i takie „The Number of the Beast” daje sporo mniej frajdy niż wspomniane wyżej kawałki z ery Blaze’a, czy odkopane „Orzełki” i „Ikar”.

Na poprzednich koncertach zamykający setlistę „Run To The Hills” przyjmowałem z lekkim smutkiem, bo Maidenów chciałoby się oglądać w nieskończoność. Także w piątek miałem poczucie, że wieczór minął zdecydowanie za szybko. Ale pod barierką, po tym, jak Bruce uruchomił detonator z „TNT” i scena rozbłysła po raz ostatni, czułem głównie ulgę, bo można było odetchnąć, napić się i rozluźnić zmiażdżone kończyny.

Dlaczego Polacy tak często zachowują się na koncertach/imprezach masowych jak bydło? Czy istnieje logiczne wytłumaczenie, dlaczego to właśnie w naszym kraju organizatorzy najbardziej przycinają, ochrona to często chamy (chociaż panów, którzy stali przede mną pozdrawiam, bo pełna profeska) i złodzieje kostek (w żadnym innym odwiedzonym przeze mnie kraju zjawisko nie jest tak powszechne), a publiczność to bezmyślne, niewychowane zombie? Pod tym tekstem pojawią się na pewno głosy, że metal to wojna, że dawniej to się cieszyło z dostania glanem po głowie.  Kiedyś, jak opowiadają starsi fani, to można było dostać przed koncertem wpierdol, stracić bilet i kurtkę, a na samym koncercie wyłapać w mordę. Tak nam brakuje tych czasów? Cała Europa pełna jest cywilizowanych, zaangażowanych fanów Maiden. Zapewniam Was, że Portugalczycy i Włosi bez gniecenia się i pogowania tworzą wielokrotnie lepszy klimat niż nasze cebulaki.  Przez większość roku daleko mi do ojkofoba, uważam się za umiarkowanego patriotę i cenię sobie życie w Polsce. Pod wieloma względami dorównujemy zachodnim krajom. Ale po koncertach Iron Maiden wstyd mi, że jestem Polakiem.

29 Comments W Polsce jak w lesie… Jak w chlewie! – relacja z krakowskich koncertów Iron Maiden (27-28.07.2018)

  1. mar

    A jednak Maiden kochaja Polakow, bo to sa wyjatki to co opisales. Ja kiedys jezdzilem po koncertach i to dosc sporo co prawda dawno to bylo, ale nigdy sie z jakims strasznym cebulactwem nie spotkalem , raz tylko Araya na Ozzfest darl jape w spodku na ludzi zeby odstapili od barierek.

    Reply
  2. RALFF75

    Wiesz, sądzę, że nie można generalizować. Ja stojąc tuż przy stanowisku akustyków spędziłem piątkowy koncert bardzo spokojnie a i słyszałem wszystko na 4+. Ale – masz rację, już kilkakrotnie na różnych koncertach w RP widziałem bardzo niebezpieczne akcje pod sceną, odbywające się bez jakiegokolwiek poszanowania dla pozostałych uczestników imprezy. To jest nasz kundlizm, prowincjonalne kołtuństwo.

    Reply
  3. Paulina

    Wychodziłam z założenia, że koncert w Polsce są super, że fani potrafią sobie pomagać i zwracają uwagę, czy ktoś czegoś nie potrzebuje. Niestety po ostatnim koncercie Metalliki zgadzam się z Tobą w 100%. Jestem niewysoką, drobną dziewczyną, przyszłam odpowiednio wcześnie i od bramki dzieliła mnie jedna osoba. Część osób była super, chociaż się nie znaliśmy, można było porozmawiać, pytali, czy wszystko ok itd, ale druga część to Janusze… Kiedy zaczął się koncert, wszyscy mieli nadzieję, że miażdżenie kości skończy się po początkowych piosenkach, niestety nie zapowiadało się. Tlenu brak, ręce przygniecione wzdłuż ciała, nie mój pot na własnych ubraniach, jakiś kretyn, który co minutę wyciągał telefon uderzając stojących obok ludzi łokciami, żeby nagrać kolejny filmik o wątpliwej jakości, kolejny z plecakiem, który wciskał wszystkim w twarze. Chociaż koncert był cudowny, byłam w świetnym miejscu, miałam ogromną przyjemność z tego, że znów widzę Metę, przez kilka piosenek biłam się z myślami, czy nie lepiej zostać wyciągnięta z puszki śledzi i bawić się z tyłu. Nie chciałam dać za wygraną, dałabym radę, była to dla mnie na prawdę ciężka decyzja, jednak stwierdziłam, że jeszcze godzina walki o przetrwanie, nie da mi dobrych wspomnień z koncertu. Poważnie był taki ścisk, że nie byłam w stanie ruszyć żadną kończyną, a z 163 cm wzrostu do tlenu też nie dosięgałam :P Zdecydowałam się dokończyć koncert z tyłu i chociaż trochę mnie ściskał smutek, że przez pół koncertu nie byłam pod sceną, że straciłam szansę na złapanie kostki, czy dostanie setlisty, to nie żałuję tej decyzji. Nie jestem osobą, której przeszkadzają skaczące i pogujące osoby na koncertach, ale to, co coraz częściej ma miejsce, nie pozwala na cieszenie się z koncertu, a staje się walką o przeżycie…

    Reply
    1. Jacek

      Coz….ja bylem na Metallice w Bolonii…wrazenia co do wloskich fanow mam bardzo podobne do Pani…no i jeszcze te papierochy – wloski standard – palenie w tłumie.

      Reply
    2. Antoni

      Droga Paulino, pozwól zadać mi proste pytanie, czy wybierając się na koncert tego gatunku muzyki, ,czego się Pani spodziewała stojąc pod barierką, przy swoim wzroście i drobnej budowie? Chyba logicznym wydaje się, że na tego typu koncertach ludzie bawią się w dość energiczny i specyficzny sposób, a nie statyczny. Duża ilość osób na małej przestrzeni automatycznie napiera raz w jedną stronę raz w drugą. Nie jest to spowodowane, jakimiś złymi intencjami aby kogoś „połamać” czy „udusić”, a dobrą zabawą i prawami tłumu. W swoim życiu byłem na sporej ilości koncertów, stanie przy barierkach parę razy zaliczyłem i na większych jak i mniejszych koncertach. Choć nie jest to coś na czym by mi szczególnie zależało i dawało jakąś specjalną frajdę. Pomimo tych paru razy, za każdym razem siniaki na żebrach, rękach czy jakieś zadrapania, skaleczenia od ćwieków bawiących się za mną czy nade mną zyskiwałem, a kawał ze mnie chłopa, prawie dwa metry i ponad 100 kg wagi. Gdybym był mniejszy o połowę i chudszy o połowę, to nawet nie przeszła by mi przez głowę myśl, aby na koncercie metalowym pchać się pod samą barierkę. Ile to takich widoków widziałem, jak dziewczyny drobnej budowy stały pod barierkami twardo, aby po paru kawałkach zemdleć i zostać wyniesionym przez ochroniarza. Raz nawet takowa niewiasta skopała mnie glanami po goleniach, mając pretensje, że tłum paruset osób pcha się na nią i akurat oberwało się mnie, pomimo tego, że starałem się jak mogłem, aby tego biedactwa nie zgnieść, no ale jak napiera taka liczba osób, to nie ma przebacz. Po krótkiej chwili, jak jej w spokojny lecz stanowczy sposób wytłumaczyłem, przeprosiła i opuściła wraz ze swoim chłopakiem, który był zażenowany całą sytuacją swoje miejsce. Również na Metallice zdarzył się przypadek kiedy Pani stojąc w samym środku tuż obok centrum „pogo” miała pretensje czemu ludzie ją pchają i darła się na każdego w około myśląc chyba, ze jest w amfiteatrze, oczywiście wystarczyło aby odeszła parę metrów dalej gdzie było spokojnie. Więc ponowię pytanie, jak Pani sobie wyobrażała stanie pod barierkami?

      Co do zachowywania się ludzi w Polsce na koncertach osobiście uważam, że jest super, często też sami artyści to zauważają jak w Polsce ludzie potrafią się dobrze bawić i zrobić dobrą atmosferę. Należy też pamiętać, że zawsze w grupie tylu osób znajdą się osobniki nie posiadające kultury osobistej, nastawione agresywnie i idące do przodu po trupach. Nie raz zdarzało mi się zwracać takim uwagę i nigdy nie musiałem używać innych argumentów niż słownych, w większości wypadków, kiedy takiego delikwenta udało się złapać za ramię, który prąc do przodu wpadał na mnie bez ostrzeżenia, odwracał się i ani me ani be w końcu przepraszał. Jako fan Slayera, byłem na sporej ilości ich koncertów, zarówno w Polsce jak i zagranicą i nigdy nie przytrafiło mi się nic przykrego czy złego, a podobno ich fani robią największy rozpierdziel. W Czechach nawet stałem na ich koncercie niemal pod barierką z piwkiem w ręku, bez żadnych problemów. Oczywiście jak widzisz w pogo 20 łysych wielkich gości i idziesz się „rozładować” to nie miej później pretensji, że coś Ci się stało. Zawsze w sporej ilości osób znajdą się patologie, jednak nie ma co generalizować, choć może to ja miałem takiego farta, że niezbyt często je napotykałem? Tak czy siak pozdrawiam autora i autorkę komentarza, do zobaczenia na jakimś koncercie ;)

      Reply
      1. VI

        Pieprzenie niestety. Czego się spodziewała? Widać nie tego, że banda ćwoków co do ostatniej chwili zachlewała pod halą jakiegoś ‚stronga’ z biedry, jak stado nawalonych wołów pod barierki będzie parła niczym Cebulaki na wyprzedaży karpia w Lidlu – po trupach. Atmosfera… jasne. Slayer, Czechy, za mną 40 tysięcy luda i takiego chlewu jak Pl nie ma. Był napór, ale żadnych nawalonych przygłupów, którzy i tak z koncertu nic nie zapamiętają.

        Reply
        1. Antoni

          Może mam niesłychanego farta, że na ten chlew niezbyt często natrafiam w Polsce, ale biorąc pod uwagę ilość koncertów to marne na to szanse są. Oczywiście są patologie, ale jest to margines i nie można go odnosić do budowania swojej opinii odnośnie ogółu zachowań na koncertach w kraju. Co złego w „zachlewaniu” piwa przed koncertem, nie jest to przypadkiem integralna część wyjścia na koncert metalowy w młodym wieku? Z tego co pamiętam ze swoich lat młodości, piwko przed koncertem, spotkanie w parę osób, obgadanie, potem pójście się wyszaleć i wykrzyczeć czy to w pogo, czy pod barierką i spokojny powrót do domu lub jeszcze jakiś after. Czasem mam wrażenie, że starsi bywalcy koncertów mają problem z tym, że młodzież się bawi, za to oni za młodu to święci byli i jak tak można. Nie mówię tu oczywiście aby wypić 10 piw i nie kontaktować co się dzieje i w takim stanie iść na koncert, oczywiście takich osobników też się natrafia. No chyba, że chcesz mi wmówić, że spory procent gości najebało się w trzy dupy i poszli robić rozpierdol?
          Odnosiłem się głównie do tego, że po raz kolejny słyszę narzekanie małej drobnej dziewczynki jak to prawie zemdlała pod barierkami i jak to wszyscy co napierają to idioci i są be. Nie wypowiadam się jak było na tym stricte koncercie, bo nie byłem na nim, może rzeczywiście cała swołocz usłyszała, że o to wielkie Iron Maiden gra w Krk to trzeba iść, choć byłem na ich koncercie parę lat temu w Poznaniu gdzie ludzie potrafili się dobrze zachować, nawet z tego co kojarzę na scenę zaprosili to „słynne” małżeństwo któremu naście lat wstecz grali na weselu :)
          Nie spodobało mi się również odniesienie do ogółu koncertów w Polsce, to że nawet się trafi jeden czy drugi czy trzeci to nie oznacza, że w Polsce jest chlew na koncertach metalowych, tyle razy zdarzało mi się po koncercie porozmawiać z kimś spoza Polski, to zawsze chwalił jak to było super, jak publika świetnie reaguje i jaka jest super atmosfera, nie wynośmy patologicznego marginesu na piedestał i mówmy, że tak właśnie jest.
          Pozdrawiam.

          Reply
  4. Przemek

    Właśnie z wymienionych wyżej powodów od kilku lat staram się unikać wszystkich dużych koncertów na stadionach w Polsce. Tłumy niesamowite, chamstwo straszne. Na maidenach kilka lat temu w Łodzi prawie się pobiłem z jakimś typ który uważał że on i jego dziewczyna powinni stać przy barierce a nie ja(stałem tam już godzinę przed maidenami). Na co ochrona tylko wzruszyła ramionami gdy byłem szarpany za koszulkę i popychany. Pewnie jakbym przyłożył krzykaczowi w pysk to by mnie wyprowadzili a nie jego. Na Black Sabbath w Tauronie miałem podobną sytuacje na pierwszych kawałka co autor tekstu. Też nagle cała gawiedź rzuciła się do przodu i zrobiła się wielka prasa ludzka. Ledwo z tej pułapki udało mi się uciec. I tak płacąc grube pieniądze za GC na koncercie BS musiałem stać w odległości 30-40 metrów od sceny albo walczyć o swoje życie przez 1,5 h. Jako alternatywę polecam pojechać na koncert do zachodnich sąsiadów albo wybrać się na jakiś duży festiwal poza PL.

    Reply
  5. Marcin

    A może to jest właśnie kultura ta nasza Polska. Jak widzę koncerty w innych miejscach na ziemi to z tego braku poruszenia pod sceną zastanawiam się czy ci ludzi żyją ?? Za siedmioma górami za siedmioma rzekami leży Polska gdzie od zawsze pod sceną ludzie się poruszają. Jarocin Woodstock młyny pod sceną byłe gorsze i zdecydowanie większe od tego co dzieje sie teraz i nikt nie płakał. Jak ktoś nie wytrzymuje i prosi o wyprowadzenie to ludzie zawsze chętnie pomagają i wynoszą się na rekach. Klubowe koncerty swój urok a masowe swój. Miłego

    Reply
    1. Greg

      Dokładnie. Ale teraz młodzież taką delikatna jest. To zapraszam do Czech na koncerty gdzie pod sceną można zjeść kiełbaski i wypić piwo :)

      Reply
  6. ferdek kiepski

    Niestety dlatego wlasnie 80% z moich chyba 70 koncertów zaliczałem poza PL . chociaz dopiero teraz ma to sens bo ceny sa porównywalne , kiedys było sporo drozej na zachodzie. ale chyba nie przezyłbym barierek na Kornie , RATM ,limp bizkit itd . wychodziłem mokry ale nigdy nie połamany przez januszy z polski. pozdro

    Reply
  7. doma

    hmmm na początku…dlaczego autor obraża las…? :)

    A tak na poważnie, takie akcje są najczęściej na najbardziej znanych kapelach.
    Pojawiają się tam ludzie, którzy na koncert idą raz na x lat, jest to dla nich na prawdę wielkie przeżycie, często niekoniecznie dobrze znają twórczość i koncertowy sovoir-vivre. Wtedy słoma zaczyna wychodzić z glanów tudzież innego obuwia.

    Reply
    1. RocketQueen04

      Wiesz, nie zawsze, na GNR w Chorzowie atmosfera była wręcz przyjemna a oni też za często tu nie bywają :)

      Reply
  8. Bago

    Dla mnie koncert Maidenów był zwieńczeniem marzeń z lat młodzieńczych. Choć w beznadziejnych okolicznościach wraz z najbliższymi mi osobami i chamami wśród publiki, będę wspominał to wydarzenie do końca życia.

    Reply
  9. RocketQueen04

    Byłam w piątek, straciłem buta, zęba i godność człowieka. Musiałam wyjść zaraz po 2 minutes, bo pomimo iż kocham ironów całym sercem to po prostu wiem że nie dałabym rady z tym bydłem, zostałabym zadeptana.

    Reply
    1. Greg

      Po co pchasz się na płytę w takim razie? Jak ktoś nie lubi ścisku to po to są trybuny. Poza tym zdecyduj się czy jesteś facetem czy kobietą i w jakim języku piszesz.

      Reply
  10. Aleksandra

    Nie tylko duże mają taki „urok”. W klubowych też zdarza się dzicz, chociażby niedawno pod sceną na Iced Earth w Krakowie. Pominę skróconą setlistę i to że prawie nie było słychać Blocka, ludzie to była januszeria na wyższych obrotach. Jak nie typ który pchając się na innych nagrywa, jak to się dobrze bawi psując innym koncert, to obok dzbany którym się Iced chyba z Nocnym pomyliło. I tak oto człowiek z koncertu wraca wkurwiony do granic… w Czechach pod sceną takich akcji nie ma, no może zdarzy się JEDEN pchający się buc na CAŁĄ SALĘ, ale nie jest to cała masa ludzka (chociaż też zmusiło nas do oglądania Arch Enemy z trochę dalszej perspektywy, kto miałby ochotę patrzeć cały koncert, czy go taki typ 2mx2m nie zgniecie?). Na Mastersach pod barierką można było odlecieć i poskakać, i nie tylko tam. Cieszę się, że Tarję i Avantasię zobaczę w Czechach…

    Reply
  11. Piotr

    Byłem na koncercie Iron Maiden po raz pierwszy. Generalnie rzadko jeżdżę na koncerty (raz – dwa rocznie) bo nie lubię tłumu :).
    Ten koncert oceniam wysoko pod względem scenografii, repertuaru i w sumie organizacji. Nie odczułem jakoś specjalnie negatywnie tego, co opisują inni: przepychania, napierania itd. Może po prostu wystarczyło stanąć nieco z boku i po temacie.
    Akustyka – lepiej niż na Stadionie Narodowym, ale od Narodowego chyba nietrudno być lepszym w tej kategorii.
    Lepiej wspominam koncert Deep Purple w Łodzi, w Atlas Arenie. Akustycznie dużo lepiej. Ciekawe, jak wypadnie tam Slayer w listopadzie :)
    Nistety, na chamów i idiotów trzeba się uodpornić. Ktoś powiedział, że żyjemy w czasach „globalnego zidiocenia”, i niestety tak chyba jest… :(

    Reply
  12. Hohenstaufen

    Jeśli myślicie, że Iron Maiden kocha Polskę to szkoda że nie widzieliście jak zachowywali się wobec fanów na mieście.
    Powyższe nie dotyczy Steve’a Harrisa

    Reply
  13. Lina

    Początek koncertu, pierwsze dźwięki Aces High i ok. 8 rzędu na środku takie dzikie przepychanie i pogo, że zostałam zakleszczona. Atak paniki, brak możliwości wyjścia, to był już koniec, czułam jak powoli sztywnieją mi nogi i nie łapię powietrza. CUDEM!! Powtarzam cudem po dwóch minutach rzucania się jak ryba udało mi się wyjść z tego motłochu. Okropne doświadczenie. Na Clansman udało mi się dostać prawie pod samą scenę z prawej strony, tam muszę przyznać stali bardzo cywilizowani ludzie. Póżniej znowu trafił jakimś trafem na środek, a tam jak Niko rzucał pałeczką to gleba, bo ludzie jak małpy dosłownie rzucili się do tyłu, prosto na mnie. Nie myślaląc, nie patrząc, butem po twarzy, no po prostu dzicz.

    Reply
  14. D. K

    Zgadzam się w stu procentach. Ludzie w Polsce to chamy i cebulaki. Stałam pod sceną, dokładnie w drugim rzędzie, na środku. Myślałam sobie – cudownie, lepiej być nie może! Opłacało się kupić wcześniejsze wejście i stać w kolejce parę godzin. Zapowiadało się, że ludzie, którzy mnie otaczają też chcą kulturalnie bawić się na koncercie. A jednak…. Tuż przed sapportem zaczął się przepychać jakiś pijany psełdo fan. Nie dość że wszystkich już zaczął wytrącać z równowagi to był tak pijany, że zasypiał na stojąco i dosłownie kładł się na bardzo młodych dziewczynach, które stały przed nim. Minę miał, jakby zaraz miał puscić pawia. No ale uznałam, że jak zacznie się koncert to pewnie i tak gdzieś go wyniosą, bo człowiek ledwo stał na własnych nogach. I zaczęło się… Ścisk, brak oddechu, brak możliwości poruszania się…
    Pierwszy kawałek, a ja słyszę jak ktoś krzyczy, żeby się przesunąć bo komuś córka mdleje. Uznałam, że ja nie będę się męczyć i z mężem przepchaliśmy się do tyłu, dla własnego dobra. Potem było lepiej. Tam ludzie śpiewali, skakali, bawili się w cywilizowany sposób. Występ zespołu mi się bardzo podobał. Miałam dobry widok, mogłam podziwiać Ironów, bawić się i… oddychać!
    Po koncercie, idąc w stronę wyjścia, załamałam się, widząc puste budelki po wódce, pełno zakrwawionych husteczek, wymioty i kawałki ubrań. I tutaj mam ogromny żal do ochrony. Bo nie po to tyle płacimy, żeby zostać pobitym czy zarzyganym. Ochrona ma gwarantować bezpieczeństwo, a obok mnie szedł facet, który się przechwalał, że ma nóż w kieszeni bo zapomniał go wyciągnąć!!! W sposób w jaki ochrona przeszukiwała ludzi to jakaś kpina. Jak widać można było wszystko wnieść na koncert. A tam są też dzieci i nastolatki…

    Reply
  15. Greg

    Bruce wcale nie apelował o spokój, mówił tylko że powinniśmy sobie pomagać i gdyby ktoś zauważył że ktoś słabnie to trzeba mu pomóc. Autor jest przewrażliwiony i potrzeba mu korków z angielskiego. A koncert był świetny!!!

    Reply
  16. Karolina

    Zawsze się znajdzie ktoś niezadowolony. Pan chyba zapomniał że idzie na koncert metalowy. Ironi jak zawsze pokazali klasę. Organizacja pozostawała w Krk wiele do życzenia. Zabezpieczenia jak na lotnisku a kupić można było tylko piwo bezalkoholowe. I to na koncercie zespołu który śpiewa o wolności. Traktują nas jak dzieci więc i ludzie się buntuja. Aczkolwiek też byłam na tym koncercie i nie doświadczyłam żadnych przykrości poza rozczarowujacym znglosnieniem które nie może się równać z tym które przygotowano wcześniej w Berlinie. Na szczęście nie psuło to atmosfery wydarzenia i był ogień. Jak ktoś nie lubi ścisku czy charakterystycznego dla koncertów metalowych chaosu panującego pod sceną to się nie pcha do przodu. Na trybunach ponoć bilety były dostępne do końca a na świątynny klimat zapraszam w niedzielę do kościoła. Ludzie zaczynają chodzić na koncerty jakby szli do skansenu. Nie dajmy się zwariować. Niech moc będzie z nami! UP THE ITONS \m/

    Reply
  17. lomka88

    Dlatego z mężem kupiliśmy sobie bilety na trybunie. Wszyscy grzecznie siedzieli, nikt nikomu nie zasłaniał, nie dokuczał i nie skakał przed nosem, nie zgniatał. Może to nie jest prawdziwa kwintesencja koncertu ale wszystko widzieliśmy i wyszliśmy bardzo zadowoleni z koncertu :). No i w sobotę nie widziałam, żeby jakieś serki działy się na płycie.

    Reply
  18. Thor

    Bo teraz faceci to ci…. w rurkach.
    Troche mniej tlenu, kobieta ich docisnie i oddychac nie potrafia.
    Polska to kraj męstwa i twardzieli.
    Poprostu trzeba nie narzekać, tak samo jak ma pracę ze za ciężka. Nie pasuje to miejsca dla niepełnosprawnych(nie ublizajac im, bo wielu ma więcej jaj niz obecna młodzież).
    Pozdrawiam Thor the Great

    Reply
  19. Altro

    Stary jak chcesz sobie Maiden w spokoju obejrzeć to może puść sobie w domu dvd. Jeżdżę na koncerty od 20 lat i zawsze pod sceną był ,,Meksyk”. Zgadza się są różni ludzie, ale większość metalowej braci sobie pod sceną pomoga. Jeżeli ci to przeszkadza to może wybieraj zagraniczne koncerty. Dużo psioczysz i narzekasz, a to przysłania ci takie święto metalu. Set lista była super…. chociaż dołączył bym Can l play with madness. Up the Irons 😊

    Reply

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *