Dzięki uprzejmości Metal Mind mieliśmy okazję porozmawiać z Vinny’m Appice’m, byłym perkusistą Dio i Black Sabbath, bratem Carmine’a Appice’a (inny słynny perkusista), który obecnie bierze udział w projekcie WAMI. Zapis tej rozmowy można znaleźć poniżej.

Vinny Appice (WAMI): "Dawniej było po prostu bardziej ekscytująco" - wywiad

Zanim jednak przejdę do wywiadu chciałbym wyjaśnić dwie rzeczy. Po pierwsze pomysł na tę rozmowę miałem taki: wcześniej przeprowadzałem wywiad z innym członkiem (Doogie White) WAMI, dlatego też część pytań, które zadałem mojemu drugiemu rozmówcy jest dokładnie taka sama. Byłem po prostu ciekaw jak on patrzy na pewne sprawy. Gdzieś w środku tej rozmowy, zgodnie z moimi zamierzeniami, zrobiliśmy trochę więcej osobistych wycieczek, by rozmowę zakończyć kolejnymi pytaniami, które zadałem White’owi, a które chciałem zadać też Appice’owi.  A ta druga rzecz? Vinny Appice to koleś, który grał z wielkim legendami, sam jest też legendą w świecie rocka. I chociaż przeprowadzałem już w życiu sporo wywiadów, to przy tym denerwowałem się jak nigdy w życiu – dlatego też mogłem coś bredzić bez sensu w trakcie rozmowy (stwierdziłem, że Carmine Appice jest „mało znany”, zupełnie nie wiem dlaczego) – i za to przepraszam.

HeavyRock: Jak znalazłeś się w projekcie WAMI?

Vinny Apice: Wiesz, jest to bardzo interesujące. Darek, który pracuje w Metal Mind Productions i z którym miałem już okazję współpracować przy trasie Heaven and Hell w Polsce kilka lat temu skontaktował się ze mną i opowiedział o tym projekcie, mówiąc że zapowiada się on na coś naprawdę świetnego, że członkiem WAMI jest Marco Mendoza, powiedział mi też o Iggy’m, młodym i zdolnym gitarzyście. Odpowiedziałem mu, żeby przysłał mi trochę ich muzyki, kilka piosenek. Odsłuchałem ich i bardzo mi się spodobały, dlatego się zgodziłem. Darek przysłał mi więc wszystkie utwory WAMI, a ja nagrałem swoje partie na miejscu, w Stanach. Muzyka zaproponowana przez WAMI to muzyka, którą bardzo lubię, nad którą często pracuję. Tak więc właśnie tak znalazłem się w tym projekcie. Teraz wydaliśmy album, myślimy także nad datami tras koncertowych, najprawdopodobniej we wrześniu lub październiku. Jak sam widzisz wszystko „wypaliło” bardzo dobrze, bezproblemowo.

Czy mógłbyś przybliżyć warunki, w których powstawała płyta „Kill the King”, bo przeczytałem, że nigdy nie spotkaliście się wszyscy razem na miejscu, a korzystaliście z takiego użytecznego narzędzia jakim jest Pro Tools.

Tak, to była jedna z tych sytuacji, w których jako członkowie jednego zespołu nigdy się nie widzieliśmy wszyscy razem. Wynikało to z faktu, że każdy z nas żyje w zupełnie innym miejscu, ja mieszkam w Stanach, oni żyją gdzieś indziej, a Marco jak zwykle jest wszędzie na świecie (śmiech). Taki typ pracy czasami zdaje egzamin, czasami nie. W tym wypadku się udało i płyta wyszła naprawdę dobra. Kiedy nagrywa się płytę w taki sposób wszystko co trzeba zrobić to zagrać dobrze technicznie, ale przede wszystkim uchwycić ducha, klimat tej płyty. Przy „Kill the King” to nam się udało, więc słuchając tego albumu nikt nie byłby w stanie powiedzieć, że nigdy razem ze sobą nie graliśmy, że nie byliśmy nawet w tym samym pokoju. Wyszło naprawdę super, a my jesteśmy bardzo szczęśliwi, że tak to się prezentuje.

Czy współpraca z innymi legendami rocka i metalu była dla Ciebie inspirująca?

Co masz na myśli? Współpracę z utalentowanymi ludźmi czy też coś innego?

Chodzi mi o to, że zarówno Doogie, jak i Marco są postaciami bardzo znanymi w świecie mocnych brzmień. Czy taka współpraca była dla Ciebie przyjemna?

Ah, już rozumiem. Zdarzało nam się już na siebie wpadać czasami, a granie z nimi to czysta przyjemność i zaszczyt, zważywszy na to, że oboje są świetnymi muzykami. Doogie ma znakomity głos, który miejscami przypomina mi wokal Dio, a Marco gra nieprawdopodobnie na basie. Widziałem go kilka razy w USA, gdy grał w małych klubach i był po prostu fantastyczny. Tak więc współpraca z nimi była, jeszcze raz powtórzę, prawdziwym zaszczytem. Co więcej nasza praca nie poszła na marne, album jest bardzo dobry i brzmi fantastycznie. Zawsze jest dobrze pracować z znakomitymi muzykami (śmiech).

Sabbath z VA

A jak wyglądają Twoje relacje z 16-letnim gitarzystom zespołu – Iggym, Igorem w Polsce?

Jeszcze nie miałem okazji spotkać Iggy’ego na żywo. Wymieniliśmy jednak ze sobą kilkanaście maili, po których wnioskuję, że Iggy jest naprawdę spoko gościem. Na pewno będzie to interesujące spotkać się z nim na żywo i wyjść gdzieś razem. Chociaż tu może być problem, bo on jest bardzo młody i nie może pójść do baru (śmiech).

(Śmiech) To samo przyszło mi do głowy. Zabawna sprawa, że Wy, gwiazdy rocka, jesteście znani z pewnego specyficznego stylu życia, a Iggy jest po prostu za młody by takie życie wieść.

Tak, to prawda.

Jak przebiegała współpraca z wytwórnią Metal Mind – bezproblemowo czy też zdarzyły się jakieś przykre (a może zabawne) historie z tym związane?

Zdarzyło nam się już współpracować podczas wspomnianej już przeze mnie trasy Heaven and Hell, która była naprawdę udana, zarówno pod względem muzycznym, jak i pod względem ludzi, którzy byli z nią związani. Nie miałem jednak wtedy, i nie miałem także teraz, zbyt dużo czasu, by spędzić go z ludźmi z Metal Mindu, więc nie mam zbyt wielu historii na ten temat do opowiedzenia.

Czy planujecie rozwinąć ten projekt (bo tak póki co postrzegam WAMI) w coś większego?

Tak, tak! Będziemy starali się zorganizować jakąś trasę, wyznaczyć kilka dat występów i zobaczymy wtedy jak to wyjdzie. De facto wszystko zależy jednak od pieniędzy. W dzisiejszych czasach żeby zrobić coś sensownego musisz mieć po prostu zaplecze finansowe. Jednak jeśli taka trasa, i WAMI ogólnie, by wypaliła, to ja byłbym jak najbardziej chętny na kontynuowanie naszej znajomości w tej grupie. Wydaje mi się, że jest na to spora szansa, ponieważ ten zespół jest zbudowany przez świetnych ludzi, którzy wiedzą po prostu co robią, a z tego typu muzykami zawsze łatwiej jest robić tego typu rzeczy.

Płyta „Kill the King” jest krążkiem bardzo zróżnicowanym – mamy tutaj kawałki wolniejsze, utwory mocniejsze, mamy też takie killery jak „Wild Woman…”, które w swojej stylistyce i jakości wykonania przywodzi mi na myśli kawałki Rainbow za czasów królowania Dio. Jaka jest w tym wszystkim Twoja zasługa? Które kawałki mógłbyś nazwać „bardziej swoimi”? A może cały album jest kolektywnym wysiłkiem wszystkich muzyków?

Nie nazwałbym tych kawałków „moimi”, bo ja po prostu nagrałem swój instrument do już istniejącej muzyki. Oczywiście mogło się tak zdarzyć, że moje podejście do tych utworów, mój styl i sposób grania wpłynęły na to, jak te piosenki wyglądają, na zwiększenie poziomu ich aspektu… operowego. Sam wiesz przecież, że niektóre kawałki Rainbow mają w sobie coś wielkiego z ogromnej orkiestry. Więc mój styl gry mógł wnieść trochę tego ducha do tych kawałków, ale myślę też, że to sposób ich napisania i zagrania pozwolił mi raczej na to. I bardzo mnie to cieszy, że przypomina Ci to granie w stylu Rainbow, takie jest także moje zdanie i myślę, że jest to naprawdę bardzo fajne.

youtu.be/VDgJocsYuh4

Ok, przejdźmy teraz do bardziej osobistych pytań. W swoim życiu grałeś w kilku naprawdę WIELKICH zespołach. Mam tu głównie na myśli Black Sabbath, Dio i Heaven and Hell. Czy mógłbyś powiedzieć coś więcej na temat pracy z Ronnie’m Jamesem czy z z Sabbathami? Czy było to dla Ciebie coś wielkiego, czy też traktujesz to raczej jako „jakiś” naturalny z perspektywy czasu etap w Twojej karierze?

Cóż, jasne, że to była super sprawa grać z nimi. Jednak z drugiej strony kiedy już pracujesz z takimi ludźmi to starasz się raczej podejść do tej sprawy po prostu profesjonalnie. Moje podejście było mniej więcej takie: „Ok, musimy wykonać naszą robotę, nagrać płytę, dać super koncerty – i tyle”. Nie patrzyłem na to z perspektywy fana, podszedłem do tego jak zawodowiec. Ale, jak już wspomniałem, współpracowanie z takimi ludźmi jak Ronnie, Tony czy Ozzy to naprawdę niesamowita rzecz.

Dio czy Black Sabbath nie były jednak Twoimi jedynymi zespołami czy projektami, w których brałeś udział. Zawsze, z tego co rozumiem, starasz się coś robić, w Twoim CV można wyszczególnić co najmniej 15 różnych zespołów! Czy mógłbyś powiedzieć mi co robisz albo planujesz w tym momencie? Oprócz WAMI, oczywiście.

Rok 2014 zapowiada się niezwykle ciekawie, ale tez pracowicie. Mam w kalendarzu zapisanych kilka ciekawych projektów, na pewno będę w tym roku nagrywał co najmniej jedną płytę – zobaczymy jak to wyjdzie.

Więc jak rozumiem nie jesteś częstym gościem w swoim domu?

(Śmiech) Tak, to prawda. Zawsze staram się coś robić, co bardzo mi odpowiada i jest naprawdę świetne. Bardzo mnie też cieszy fakt, że po tylu latach wciąż jestem zapraszany przez różnych bardzo dobrych muzyków do grania.

Tak, to super jak jesteś doceniany przez tyle lat, bardzo Ci gratuluję. Przejdźmy teraz do tematu Twojego brata. Carmine jest, dokładnie tak jak Ty, perkusistą. Czytając jego CV od razu w oczy rzuca się praca z Paulem Stanley’em z KISS czy Rodem Stewartem.  Ale, jeśli mam być szczery, mimo wszystko o nim słyszałem dużo mniej niż o Tobie. Czy powiesz mi coś na temat swojego brata?

Hmm… to bardzo dziwne, że mniej słyszałeś o nim, ponieważ on zagrał z mnóstwem znakomitych muzyków, włączając w to samych Floydów, sam jest też legendarnym perkusistą. A co o nim? Obecnie współprowadzę z nim coś, co nazywa się „Drum Wars”. Polega to na tym, że gramy razem kilka naszych piosenek, część jego, a część moich, robimy „pojedynki”, gramy różne solówki. Świetny show, ogromna energia – ludzie mówią, że nigdy czegoś takiego nie widzieli.

Rozumiem. Teraz chciałbym zadać Ci kilka pytań, które są związane z muzyką, ale raczej w ogólny sposób, nie bezpośrednio z Tobą. Po pierwsze: Ostatnio wiele wielkich gwiazd muzyki rockowej (Depeche Mode, Peter Gabriel) odwołuje swoje koncerty w Kijowie, z racji niestabilnej sytuacji politycznej w tym kraju. Niektórzy zarzucają im tchórzostwo, podając jako przykład grupę 30 Second to Mars, która do Kijowa nie bała się zawędrować. Zapominają jednak, że wyjazd tam może rzeczywiście być niebezpieczny, a z takimi gwiazdami jak Gabriel jeździ potężny sztab ludzi, o których ten jest de facto odpowiedzialny. Jak myślisz – kto ma rację w tym sporze?

(Po dłuższej chwili ciszy) Wiesz, nie chcę się wypowiadać na ten temat, ponieważ po prostu nie siedzę w tym, nie wiem jaka jest obecna sytuacja tam, w Kijowie. Po prostu nie jestem w stanie Ci odpowiedzieć teraz na to pytanie, nie wiem czy takie odwoływanie w tej sytuacji jest dobre, złe, czy da się jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie.

A czy mogę się dowiedzieć jakiej muzyki słuchasz w wolnym czasie? I, a to chyba ważniejsze, na czym? Z czego korzystasz jako źródła? Gramofon, odtwarzacz CD, odtwarzacz plików, a może po prostu komputer?

Używam zwykłego komputera z programem iTunes, korzystam także z iPoda. Ale będąc szczerym nie słucham za dużo muzyki, ponieważ właściwie cały czas ją po prostu gram, non-stop pracuję. I to raczej tego słucham, a poza pracą staram się oszczędzać swoje uszy (śmiech). Gdy słucham muzyki, to lubię sobie ją puścić głośno, co kiedyś robiłem, ale po latach spędzonych na graniu i słuchaniu muszę po prostu z tym uważać.

VA i CA

Ok, widzę, że czas naszej rozmowy niestety dobiega końca, pora więc na prawie ostatnie pytanie. Branża muzyczna zdążyła się sporo zmienić od czasów, w których byłeś młody. Byłeś, i jesteś, naocznym świadkiem tych ruchów. Czy podobają Ci się one, czy uważasz, że kiedyś było lepiej, fajniej?

Myślę, że dawniej było o wiele lepiej. Dlaczego? Ponieważ kiedyś bardzo ważne było radio, które grało same nowe, dobre rzeczy. Jako dziecko słuchałem tego radia i gdy tylko leciał jakiś nowy zespół czy świetny kawałek mówiłem: „Wow, co to jest?!” i następnego dnia leciałem to kupić do sklepu muzycznego, który był świetnym miejscem. Można było sobie obejrzeć różne płyty, podziwiać ogromne okładki, nierzadko bardzo piękne. Teraz tego nie ma, ponieważ rada, a przynajmniej ich znakomita większość, puszcza albo stare klasyczne rzeczy, jak w LA, albo jakieś gówno, którego nie da się słuchać. Jasne, że są takie stacje, gdzie leci fajna i nowa muzyka, ale należą one do mniejszości. Przy takim podejściu nie ma czym się ekscytować, nie ma jak pobiec do sklepu po nowy album, bo nie wiesz co spośród tych nowości jest godne uwagi i warte zakupu. Dlatego nasza branża stanęła w miejscu – wracamy ciągle do przeszłości i nie promujemy rzeczy nowszych, a też fajnych. Radio stało się mało ważne, a ludzie zaczęli szukać rzeczy w internecie. Niestety także ściągają płyty, co jest przeżyciem mniej ekscytującym od kupienia sobie swojej własnej w sklepie. Dawniej było po prostu bardziej ekscytująco.

Tak, to prawda. Na sam koniec – chciałbyś coś powiedzieć naszym czytelnikom, którzy znają się i lubią ostrą muzykę rockową i metalową?

TAK! Dawajcie czadu gdy słuchacie ostrej muzyki!

(Śmiech) Dobrze. Dziękuję bardzo za rozmowę, to był prawdziwy zaszczyt rozmawiać z Tobą.

Dziękuję, rozmowa z Tobą była naprawdę bardzo przyjemna. Mam nadzieję, że kiedyś się zobaczymy na żywo, gdy ruszę w jakąś trasę.

Rozmawiał: Bartosz Pacuła

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *