W niedawnym wywiadzie dla MetalMouth.net Vinnie Paul Abbott mówił o swoim rozwoju osobistym oraz poruszył kwestię tego, że nie lubi być uzależniony od muzyki pod względem finansowym. Vinnie twierdzi, że muzyka nie utrzymuje go od 2000 roku. Kilka najciekawszych wypowiedzi byłego perkusisty Pantery tłumaczymy poniżej:

Mówiłeś kiedyś o rzucaniu sobie wyzwań, aby iść do przodu i się zmieniać. Jakie rzucasz sobie wyzwania, jako perkusista w kapeli? Starasz się wciąż korzystać z nowych pomysłów?

To rzecz, którą Kevin (Churko, producent muzyczny- przyp. red.) zrobił przy okazji najnowszego albumu Hellyeah – podrzucił kilka nowych pomysłów. Ja zajmuję się produkcją od dawna. Słyszałem pewne rzeczy w mojej głowie, wiedziałem, że chce je wypróbować, ale były też miejsca, w których wkraczał Kevin i mówił: „Bardzo podoba mi się ta solówka na perkusji, ale spróbujmy czegoś innego, zobaczymy, czy będzie lepiej, czy gorzej”. Inaczej jest, gdy sam coś produkuję, mówię wtedy: „To solo na perkusji. Podoba mi się.”

Moja filozofia w graniu na perkusji była zawsze taka, aby grać na tyle dobrze, aby inni perkusiści byli zainteresowani tym, co robisz, czuli ekscytację, jednak nie robić zbyt dużo zbędnych rzeczy, których zwykły słuchacz i tak nie wyłapie. To po prostu przeradza się w pewnym momencie w hałas. Jest jednak dużo kapel, które o tym zapominają, szczególnie, jeśli chodzi o perkusistów, jest ich pełno. Grają przez cały utwór, jest tego po prostu za dużo. Są pewne momenty, w których perkusja powinna błyszczeć, ale podczas reszty kawałka jesteś tylko rdzeniem. Powinieneś się opanować i być tym solidnym fundamentem dla muzyki, taka jest moja filozofia.

Jedną z rzeczy, których o tobie nie wiedziałem, to że jesteś całkiem dobrym biznesmenem, masz swój własny interes i inwestujesz. Wciąż słychać, że dużo gwiazd rocka i znanych ludzi ma problemy z pieniędzmi, ale ty kupiłeś swój autobus koncertowy za gotówkę, masz własną sieć klubów ze striptizem. Jak to wygląda?

Spędziłem dużo czasu w klubach ze striptizem, gdy byłem w trasie. Gdy skończyliśmy grać koncert, brałem ze sobą ekipę i szliśmy do takich klubów, dobrze się bawiąc. To świetne miejsce, do którego można iść i w którym nie jesteś otoczony samymi fanami, nie musisz dawać autografów, pozować do zdjęć. Są tam piękne dziewczyny, dobra rock and rollowa muzyka, drinki. Doszedłem do wniosku, że zostawiłem tam już wystarczająco dużo pieniędzy, więc jedynym sposobem, żeby mi się one zwróciły, jest założenie własnego klubu. 

Zawsze byłem mocno stąpającym po ziemi, biznesowym kolesiem. To była ta piękna rzecz między mną, a moim bratem, pracującymi razem – Ja mogłem być tym obrotnym facetem, a on mógł imprezować całymi dniami, mieć życie pełne zabawy, a ja w tym czasie upewniałem się, że za wszystko nam zapłacą i rzeczy zostaną dobrze załatwione. Lubię kierować czymś własnym, nie liczyć na to, że muzyka mnie utrzyma. Ona nie robi tego od 2000 roku. Naprawdę. Gram muzykę, ponieważ to kocham.

To coś, czego nauczyłeś się z czasem, czy raczej odziedziczyłeś to po swoim staruszku?

Mój ojciec był naprawdę zorientowanym w biznesie człowiekiem. Dużo się od niego nauczyłem, tak jak powiedziałeś. Posiadam cztery bary ze striptizem, bar sportowy, mam też teraz muzyczny kompleks oraz trzy własne autobusy koncertowe. Nie mogę wszystkiego spamiętać.

Cały wywiad przeczytacie pod tym linkiem.

Vinnie Paul: "Nie lubię liczyć na to, że muzyka mnie utrzyma"

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *