Zbytnie rozpisywanie się w aspekcie recenzowania mini albumu, opiewającego zaledwie na cztery strzały, z czego dwa zupełnie nowe, byłoby raczej nie na miejscu. Przejdźmy więc do rzeczy, ale zanim, jeszcze tytułem wstępu: kto nie zna zespołu Vader? „Good evening! Thank You! Goodnight”, jak swego czasu mawiał na koncertach James Hetfield. Pod względem popularności, to nasza Metallica i Slayer razem wzięte. Szmat historii polskiego metalu i rezydent w alei sław, przynajmniej od czasu premiery clipu „Dark Age” („Ultimate Incantation” – 1992), wprowadzającego „nas” do międzynarodowej stawki. Zespół tyleż wielbiony, co opluwany. Niezmiennie brnący raz z prądem, raz pod prąd okrzyków rozwrzeszczanej gawiedzi. Nie wiem skąd u Petera tyle samozaparcia i cierpliwości, żeby targać za sobą niewdzięczny majdan Vader, w końcu 50  – tka już od roku za nim, no ale nie odpuszcza…….i bardzo dobrze. Przed nami, już we wrześniu, premiera nowej płyty. Tymczasem sprawdźmy co Generał rzuca na pożarcie mini albumem „Iron Times”.

vaderirontimescover

Pierwsza sprawa, podobnie jak przy okazji wznowień starych materiałów, którymi Vader zasypał rynek stosunkowo niedawno. Uprzedzam co bardziej krewkich, że wydawanie mini z kilkoma utworami, raczej nie jest żadnym skokiem na kasę. Zarówno w przypadku wznowień, jak i opisywanych „Żelaznych Czasów”, targetem są przecież „diehardzi”.  Kto ma to wszystko w dupie i w temacie Vader jest kierowcą niedzielnym, niech nie kręci nosem miaucząc, że to jakiś napad na jubilera, tylko poczeka sobie do premiery pełnej płyty. Zapewniam jednak, że jeszcze istnieją tacy, którzy zbierają „międzypłytki” ulubionych zespołów i chwała im za to. Cóż jest piękniejszego, niż wierność ulubionej muzyce, czy kapeli? Tyle w temacie „szczerości” wydawniczej, bo pewien jestem, że jak zawsze w przypadku tego zespołu, internet zaleje fala krytyki, produkowanej szczególnie przez tych, którzy nie wydadzą ani centa na muzykę, przesłuchując ją z youtube, czy innych kanałów. Ile zadów, tyle opinii.

Pod względem zawartości merytorycznej, „Iron Times” daje jakiś tam obraz, czego możemy spodziewać się po premierze dużej płyty „na jesieni”. Brzmieniowo, Vader kontynuuje drogę obraną na „Tibi Et Igni”. Znów Hertz studio, znów krystalicznie czysta produkcja z – uwaga – dobrze słyszalnym basem, co w thrash/death nie jest jakąś normą. Z uwagi na trwanie tego „epe”, dupa nikomu raczej nie odpadnie. Czasy mini albumów Vader, które długością trwania haczyły o standard płytowy („Sothis”, „Kingdom”, „Reign Forever World”), minęły zdaje się bezpowrotnie. Wzdychających do czystego niemal deathu, znanego z „De Profundis”, „Black To The Blind”, czy „Litany”, już uprzedzam, że nie tym razem. Peter, kompozycyjnie, zdaje się kroczyć dalej w oldschoolową klasykę ciężkiego rocka i metalu. Vader anno 2016, jest jeszcze bardziej heavy i thrashy, a taka kompozycja jak „Parabellum”, to oczywisty hołd dla Lemmy’ego i Motörheadowego napierdalania, podobnie jak oprawa graficzna Joe Petagno – nadwornego malarza ekipy Kilmistera ( i nie tylko). Drugi wałek w stawce – „Prayer to the God Of War”, to już czysty, motoryczny „Vejda”, jakiego pamiętacie, choćby z “Triumph Of Death” via „Tibi Et Igni”. No i w tym momencie przejdźmy do coverów, z których jeden, to jakby przeróbka samego siebie, czyli „Pięść i stal”, oryginalnie  na płycie heavy metalowego Panzer X, projektu Petera sprzed lat, zaś kończącego „Iron Times” – „Overkill”, przedstawiać chyba nikomu nie trzeba. Jak dla mnie, Vader w tym szlagierze wypada nieco egzotycznie, no ale sami oceńcie, jak to się ma do, dajmy na to, wersji Metallica z „Garage Inc.” W składzie jest Marek Pająk, więc można sobie pozwolić.

Ponad trzynaście minut i po sprawie. Jak wspomniałem wyżej, nie jestem przekonany, czy ktoś więcej niż lojalni fani, będzie sobie zawracać głowę wydaniem „Iron Times” pod kątem wyrzygania kliku talarów z sakiewki. Nie mniej jednak puryzm dźwiękowy, muzyka pozbawiona „intr”, czy klawiszowych „upiększaczy”, pozwala przypuszczać, że warto czekać na premierowy wrzesień, w którym Vader zwyczajnie zapowiada wpierdol w swoim dobrze znanym stylu. Dla mnie to wystarczająco dobre wieści, które podsycają tylko głód nowego krążka.

Megakruk

 

Ocena: oceny brak, „Iron Times”, to mini album

 

Data premiery: 12 sierpnia 2016 r.

Wydawca: Nuclear Blast Records

 

Twórcy:

Piotr “Peter” Wiwczarek – gitary, wokale

Marek „Spider” Pająk – gitary

Tomasz „Hal” Halicki – gitara basowa

James Stewart – perkusja

 

Lista utworów:

  • „Parabellum”
  • „Prayer To The God Of War”
  • “Pięść i Stal” (Panzer X cover)
  • “Overkill” (Motörhead cover)

 

 

 

 

 

2 Komentarze Vader – „Iron Times”: Recenzja

  1. Pat

    Premiera pełniaka została przesunięta na 4 listopada. Info potwierdzone zarówno przez zespół jak i NB już jakiś miesiąc temu. Co do premierowych wałków – wprawdzie to tylko 5 min z hakiem ale jest mocno średnio i mam nadzieje, że w żaden sposób nie są one reprezentatywne dla nowego longa.

    Reply
  2. Mat

    Kupiłem płytkę i nie żałuję. Jestem jednym z tych, którzy kolekcjonują zarówno „duże” albumy, jak i „międzypłytki” :) A co do „Żelaznych Czasów”… Jest mocno i jest zajebiście. Czekam na nowego „pełniaka” i oczywiście do zobaczenia na koncercie w Rzeszowie :)

    Reply

Odpowiedz na „MatAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *