Undead Phoenix to wrocławski zespół grający miks heavy i thrash metalu. Pomimo tego, że grupa powstała stosunkowo niedawno, ma już na koncie trochę koncertów, a także wizytę w studiu nagraniowym, która zakończyła się bardzo specyficznie. Jeśli jesteście ciekawi tego, co dzieje się w rodzimym undergroundzie, to zachęcamy do lektury naszej rozmowy z Feniksami.

Heavyrock (HR): Witajcie! Undead Phoenix to młoda załoga, dlatego też byłbym wdzięczny za uchylenie rąbka tajemnicy na jej temat. Jak to się wszystko zaczęło i potoczyło, że mogę teraz z Wami rozmawiać?

Martin Haze (MH): Może ja zacznę. W 2012 roku po ponad 2,5 roku straconym w patologicznym związku udało mi się z niego wyrwać i postanowiłem założyć zespół. Cały skład formował się powoli aż do 2015 roku. Nasz perkusista Jack Bazooka dołączył do nas poprzez basistę który został wyrzucony z zespołu jak tylko przyprowadził perkusistę bo do nas nie pasował, ale znał perkusistę, więc heh…

Jack Bazooka (JB): Tak. W czasach, gdy jeszcze graliśmy na salkach za godziny.

MH: Paul Long Dee, czyli bas – znamy się od liceum wiedziałem, że jest świetny, ale ciągle nam się drogi nie schodziły.

Paul Long Dee (PLD): Ja z Martinem znamy się od podstawówki, a z racji że byłem „bezrobotny” muzycznie, to zacząłem z chłopakami grać.

Bart Steel (BS): Pamiętam, że wysłałem Martinowi cover „Hell Bent For Leather” i po chwili zaprosił mnie na wspólne jammowanie.

MH: Nooo, podstawówki! A Bart Steel, czyli gitara: zobaczyłem na Fejsie post ze jakiś gość szuka zespołu, a do posta był dołączony filmik z coverem jakiejś solówki z „Kill ‚Em All”, więc wybór dla mnie oczywisty. Tak wiec jak ktoś się zniechęca szukaniem składu, nam zeszło trzy lata. Później próby, próby, próby, koncerty…No i jesteśmy.

BS: Ale droga dalej jest kręta i każdy ma tutaj swój charakter.

HR: No właśnie, ile osób, tyle zdań na temat muzyki. Po jakim czasie się określiliście i porozumieliście muzycznie? Czy obecny koncept na twórczość był obecny od początku, czy coś się zmieniało?

MH: Ciężko powiedzieć po jakim czasie się porozumieliśmy. Wydaje mi się, że pełnego porozumienia jeszcze nie osiągnęliśmy. Ja stawiałem raczej na thrashowe acz melodyczne podejście do tworzenia utworów. Bart Steel natomiast starał się wsadzić w to wszystko klasyczne heavy podejście, momentami aż miałem skojarzenia z jakąś odmianą hard bluesa czy coś.

BS: Ciągle się „docieramy”. Widzialem, że Martin i reszta załogi chce łoić thrash pomieszany z twórczością Judas Priest, Iron Maiden, Accept, Whitesnake czy Dokken, a z racji tego, że na tym się wychowałem, nie mogłem odpuścić.

PLD: Gdyby nie to, że każdy z nas próbuje wprowadzać swoje pomysły w grę, to moim zdaniem byłoby po prostu nudno.

MH: Dokładnie tak. Staramy się zawsze słuchać każdego, co każdy ma do powiedzenia.

PLD: A tak to z tej różnicy zdań próbujemy wybrać to, co wydaje się najlepsze.

JB: I to chyba nadaje każdemu utworowi jego indywidualny charakter.

MH: W momencie gdy zespół się uformował, każdy miał wiele swoich własnych wieloletnich riffów, pomysłów, więc bazując na tym od razu wiedzieliśmy, gdzie kto jest mniej więcej i zastanawialiśmy się jak to połączyć.

BS: Jasne. Każdy z nas przychodzi ze świeżym pomysłem, analizujemy go i jeśli przechodzi „sito”, robimy z tego utwór. Ciągnie mnie, by w końcu nauczyć się grać na pianinie i dorzucić partie klawiszowe (Glenn pozdrawiam).

MH: Żadnych klawiszy (śmiech).

HR: W 2017 dysponowaliście jedynie fragmentem demówki, która z tego co wiem niestety przepadła. Jak to wygląda dzisiaj? Macie już jakiś zarejestrowany materiał czekający na wydanie, czy to dopiero przed Wami?

MH: Tak, naszemu producentowi padł dysk i wszystko poszłoooo. Ale dosłownie jestem już umówiony na konkretny termin nagrywania gitary i reszta instrumentów już pójdzie za ciosem, więc w tym roku usłyszycie i zobaczycie Undead Phoenix, na pewno.

HRW swojej muzyce odwołujecie się do klasyków, przed chwilą padły takie nazwy, jak Accept czy Judas Priest. Co myślicie o obecnej kondycji swoich idoli? Czy to już czas, by młodzi starali się przejąć tron, czy może muszą jeszcze poczekać?

MH: Nigdy nie jest za późno na robienie świetnej muzy, co pokazuje nowa płyta Judasów. Jakiś czas temu znalazłem taki zespół piętnastolatków z USA – Hammerhedd! Chłopaki pokazują, że młodzi nie muszą na nic czekać. Problem jest raczej w branży, a nie w muzyce.

JB: Osobiście jestem w dużej mierze fanem Slayera. nie powiem. Informacja o jego przejściu na emeryturę była dla mnie dużym szokiem (choć w swojej ostatniej trasie zagrają jeszcze raz w Polsce), to jednak dobrze, że chcą zejść ze sceny w odpowiednim momencie. Cytując klasyka „trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść niepokonanym”.
Oczywiście bardzo się cieszę z tego, że nasi idole są jeszcze na scenie, jednak należy im odejście w chwale. Nie chciałbym usłyszeć wiadomości, że zespół z długoletnim stażem przestał istnieć przez kłótnie. A jeżeli chodzi o to czy młodzi muszą jeszcze czekać…A dlaczego nie zasiąść obok idoli na scenie?

PLD: Odniosę się najpierw do drugiego pytania. Według mnie nie można powiedzieć o tym, że jest zbyt wcześnie. Albo robi się dobrą muzę, którą docenią odbiorcy i wyniosą ją do góry, albo robi się papkę. A starzy idole niech trwają jak najdłużej.

BS: Nie da się zdetronizować kogoś, kto mianuje siebie mianem Boga Metalu. Z całym szacunkiem dla Davida Coverdale’a którego ubóstwiam, Lemmy’ego, Udo, Jamesa Hetfielda, ale Robert to prawdziwa metalowa maszyna. Nowa płyta pokazała, że pomimo lat na karku (co prawda z nową siłą w postaci Richiego) można dalej kopać dupska. Wiesz, fani są przyzwyczajeni do dźwięków. Nikt nie opuści Motorhead, Iron Maiden czy Dio, bo to po prostu świetna muzyka. Wracam ostatnio do dinozaurów rocka. Jednym z takich jest Bowie, którego wręcz pokochałem. W muzyce ważne są emocje. Machine Head, Skullfist, Black Tide czy Airbourne na pewno zamieszają na długo w naszej pamięci.

HRCiekawe, że przytoczyłeś Bowiego, którego osobiście uważam za najwybitniejszego artystę naszych czasów. David przetrwał pokolenia, bo był „nieuchwytny” muzycznie. Nie sądzicie, że oldschoolowy metal jest dość ograniczający? Nie macie ochoty na eksperymenty, którymi moglibyście zwrócić na siebie większą uwagę?

JB: Nie uważam, aby był ograniczający, można w nim jeszcze trochę zamieszać. Wszystko zależy od tego, kto w czym dobrze się czuje.

MH: Ochota to za mało żeby eksperymentować w muzie. Jeżeli pewnych rzeczy się nie czuje, to wykorzystanie ich w muzyce będzie porażką. Chyba to właśnie odróżnia wielkie muzyczne umysły od przeciętnych. Ja gram prosty, szybki metal, bo to czuje najlepiej. Miejmy nadzieje ze jakiś słuchacz poczuje to tak samo jak ja. Może klasyczny metal jest trochę ograniczony, ale ma to swój urok. Havok!

PLD: A osobiście zauważyłem jedną rzecz wśród wielu zespołów, które miałem okazję zobaczyć na żywo. Choćby i grali nie wiadomo jaki eksperyment, nie wiadomo jak na fali, ambitnie, na trzy akordy, na kwartet akordeonowy itd. Jeśli nie ma w tym feelingu, to są to tylko dźwięki. Muzykę robisz od siebie. Jak jej nie czujesz, nie ma co kombinować.
Co do klasyki i grania wszystkiego tak samo, również się nie zgodzę. Jest wiele kawałków, które potrafią być bardzo rozbudowane kompozycyjnie. Tylko nie za często lecą w radiu.

HRMetal ma raczej średnie wsparcie mediów, szczególnie u nas, a jeśli już, to mowa o jego cięższych odmianach. Trudno jest grać w Polsce coś, co nie brzmi jak Behemoth lub Vader, a jednocześnie ma mniej niż 20 lat?

BS: Mamy teraz trasę z Non Iron. Zawsze uważałem Pana Wojtka Hoffmanna za NAJWYBITNIEJSZEGO Polskiego gitarzystę metalowego. Z muzyką Turbo, Kata, Acid Drinkers czy Riverside zapoznał mnie mój brat (którego serdecznie pozdrawiam). Osobiście będzie to dla mnie jedno z ważniejszych wydarzeń w przyszłym miesiącu, gdyż nigdy nie przypuszczałem, że będę grał na jednej scenie z moim idolem, będąc w tamtym roku na 4 koncertach. I mimo swych lat, Pan Wojtek świetnie czuje metal.

MH: Metal nie ma absolutnie żadnego wsparcia mainstreamowych mediów. Natomiast po koncertach, recenzjach, opiniach itd. widzę, że dominującym metalem jest death i black w Polsce. I w sumie nie wiem czemu tak jest. Taki mamy klimat. Jeżeli powiesz thrash, ludzie będą go lubić dopiero, gdy będzie to death z domieszka thrashu. Ważne, ze są ludzie z fanpage’ami, kanałami na YT, którzy wspierają niezależną muzę i jakoś się to kręci

JB: Zgadzam się z Martinem. W Polsce dużą popularnością cieszy się death i black. Thrash stoi trochę w cieniu.

PLD: Pamiętam rozmowę dwóch takich, co grają black. Na stwierdzenie jednego, że black jest teraz modny drugi…Rozpoczął tyradę, że to nieprawda i że ten pierwszy nie rozumie blacku (śmiech). Ale jakby nie było, ma w tym rację. Ekstrema są modne. Dlatego gram heavy.

MH: Ale inni powiedzą, że to jest prawdziwy thrash, a my gadamy głupoty. Może tak jest, nie mnie to oceniać. Ale jakby teraz jakiś młody zespół zagrał „Holy Wars”, to wszyscy by powiedzieli, że gówno i włączyli jakiś black metal bez ładu i składu.

BS: A jeśli o nas chodzi, to naprawdę strasznie się cieszę z tego, że po koncercie ludzie nas wspierają, dziękują. Z Jackiem robią nawet zdjęcia. Nawet jeśli jest 10, osób na sali, to naszym celem jest dać z siebie 100% i świetną muzyczną ucztę.

HRFajnie, że wspomnieliście o Non Iron, bo tak czy inaczej przeszedłbym do tematu grania u boku gwiazd. Może od razu zapytam o marzenia: przed kim najbardziej chcielibyście wystąpić?

JB: Slayer!

MH: Metallica…Serio, jak to możliwe?! Jestem taki oryginalny.

BS: Bez cienia wątpliwości…JUDAS PRIEST. Ale z Glennem i K.K.. Odkąd pierwszy raz usłyszałem Painkillera, wokal Roba, perkusje Scotta i solo Glenna. Jestem zakochany od 17 lat.

PLD: Za wiele tego.

MH: Zróbmy tak: będzie jedna odpowiedz na to pytanie od całego zespołu – Pantera. Zamykam temat.

BS: Nope.

HR: Na koncie macie już trochę koncertów. Kojarzycie z nich jakieś osobliwe sytuacje, które zapadły Wam w pamięć?

JB: Kurczę. Granie w starym klasztorze (finał eliminacji do Majówki). Jak wyszedłem na scenę, to nie widziałem ludzi. Jednak jak rozbłysły światła i zaczęliśmy grać, to było tam naprawdę sporo osób. Super uczucie. Z dużą lekkością graliśmy ten koncert.

MH: Raz wskoczył na scenę gość o dwóch kulach i cała piosenkę trzepał łbem. Jak to nie jest metal, to ja nie wiem co to jest metal.

BS: Nie całą piosenkę, a cały koncert! Później chciał wyrwać mi gitarę.

MH: No i klasycznie – koncert dla siedmiu osób, gdzie pięć znalazło się tam przypadkiem. Potem właścicielka lokalu pokazywała mi zdjęcia na telefonie:”Pacz to moja córka” (śmiech).

BS: Zdecydowanie koncert w Starym Klasztorze był bardzo „lekki”. Dopisała publika, grało się naprawdę przyjemnie, a na dodatek podkręciliśmy trochę tempo.

MH: Ja byłem kłębkiem nerwów i chyba nigdy mi to nie przejdzie.

PLD: Cały nasz debiut w Ciemnej Stronie Miasta. Wchodzimy na soundcheck- nie działa mój bas. Zaliczyłem chyba najszybszy teleport na drugi koniec miasta, żeby się okazało, że nie ma osoby, od której ogarnąłbym zapas. Po drodze kilkanaście telefonów po znajomych. W końcu instrument się znalazł- kolejny teleport. Potem był drugi koncert. Wziąłem już zapas. Przydał się. I spadł z paska w środku koncertu (śmiech).

BS: A! No i oczywiście moment, gdy zaczynamy grać na majówce, a mój brat i jego dziewczyna rozwinęli nam flagę naszego zespołu. Ręcznie malowaną. Naprawdę płakałem w środku.

MH: Mój kumpel skręcił kostkę w pogo na naszym pierwszym koncercie ever. Było chyba całkiem całkiem.

PLD: Na tym samym pierwszym koncercie moja dziewczyna wróciła cała pozdzierana. Takie było pogo.

HR: Dzięki za wywiad, mojej strony to już wszystko. Czy chcecie skierować kilka słów do czytelników portalu?

JB: Miło się rozmawiało. Oczywiście zapraszamy na nasze koncerty – najbliższe w lutym. Gramy we Wrocławiu, Gomunicach i Częstochowie! Stay heavy!

BS: Stay heavy, bądźcie sobą i do zobaczenia na koncertach!

MH: Wspierajcie młode zespoły, chodźcie na koncerty, kupujcie koszulki i stay heavy!

PLD: Do zobaczenia pod sceną.

1 Comment Undead Phoenix: „W muzyce ważne są emocje” (wywiad)

  1. Metaluch

    Podziwiam Undead Phoenix, wbili się na scenę wrocławską (i nie tylko) z impetem i z całym serduchem. Każdy ich koncert – a na wielu się było, to energia napawająca tłum. Mają super kontakt z publiką, dobre riffy, bębny, solówki. Czego chcieć więcej. Polecam każdemu kto nie był. I nie mogę się doczekać kolejnej trasy. Pozdro chłopaki! Czekamy na krążek. Tak trzymać.

    Reply

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *