Półtorej dekady! Trochę czasu już minęło od kiedy bydgoski Unborn Suffer bez litości masakruje uszy słuchacza swoją mieszanką death metalu i grindcore’u. Co więcej, Sfenson i ekipa ostatnio o sobie często przypominaja, sporo dzieje się w formacji. Wstydem byłoby zmarnować więc okazję, aby zadać zespołowi kilka pytań na ten temat. Panie i Panowie- przed wami Sfenson i DreadRock

Unborn Suffer 3

Cześć ! Ostatnio w obozie Unborn Suffer wszystko będzie do przodu! Tu nowy album- „Nihilis” , tu dokument o formacji. Koncert goni koncert. Mam nadzieję, że odpowiada wam to tempo. Idąc za ciosem zacznę od zapytania jakie plany zespołowe macie na najbliższą przyszłość?

Sfenson: Czołem. Jak dla mnie to tempo mogłoby być jeszcze intensywniejsze, nie narzekałbym wtedy na taki rozwój sytuacji (śmiech). Niemniej strasznie cieszę się, z tego, co udało nam się osiągnąć. Plany na przyszłość są podobne do teraźniejszości: wywiady, recenzje, koncerty i sprzedaż „Nihilist”. 17 Grudnia odbędzie się nasze 15stolecie w klubie Estrada w Bydgoszczy na które szykujemy specjalny, przekrojowy set. Wyświetlimy też wspomniany przez Ciebie dokument „Nie Wszyscy są z Nas” także osoby, które nie dotarły na premierę w marcu tego roku będą miały szansę nadrobienia zaległości. W skrócie – będzie się działo. Na razie nie dyskutujemy o nowej płycie i nagrywkach, Wprawdzie mamy napisane 2-3 nowe numery ale promocja „Nihilist” to priorytet.

unborn suffer

2. „Nihilist” wydany został nakładem Selfmadegod records, co wiem, że uważacie za duży sukces. Jak dosżło do nawiązania współpracy? Czy na chwilę obecną jesteście z niej zadowoleni?

Sfenson: Bardzo zadowoleni. Karol to profesjonalista i kontaktowy człowiek, szybko się z nim sprawy załatwia (śmiech). Do współpracy doszło w sumie dość łatwo – wysłaliśmy mu „Nihilist” do przesłuchania, płyta nie spodobała mu się (śmiech), namówiliśmy go do ponownego przesłuchania, przekonaliśmy, że Unborn Suffer i Selfmadegod pasują do siebie jak ulał (często ludzie na koncertach nas o to pytali – czemu nie wydajemy się w Selfmadegod jak idealnie pasujemy do ich „rosteru”) i doszło do współpracy. Musieliśmy tylko poczekać w kolejce na wydanie (album był zmiksowany i gotowy pod koniec wakacji 2015 a ukazał się ostatecznie 01.02.2016) i voilà!

3. Ostatnio pojawiły się także reedycje waszych starszych materiałów- jak do tego dosżło? Co sprawiło, że zdecydowaliście się ponownie wypuścić je na światło dzienne? 

Sfenson: Były dwie przyczyny. Po pierwsze nagromadziło się wydawnictw takich jak epki, koncertówki, splity które nie doczekały się fizycznego wydania i wylądowały za darmo w necie, często nawet bez promocyjnego wsparcia wytwórni. Potem ludzie wypytywali na koncertach o nie gdyż chcieli je zakupić i posiadać w formie fizycznej. Po drugie wydanie „Nihilist” nieco się wydłużało, chcieliśmy zdążyć do końca 2015 ale się nie udało, więc skróciliśmy czekanie na nową płytę poprzez wydanie „Revisited Suffering”. Składanka ta ma wszystkie niewydane fizyczne albo wyprzedane materiały z lat 2008-2014 plus troszkę bonusów więc PRAWIE zamyka całą naszą dyskografię. Obecnie jedyne nagrywki, których już nie można dostać w formie fizycznej to pierwsze demówki, koncertówki i debiutancki album „Procreated Suffering” z 2004 roku. Dyskutowaliśmy już o reedycji tych rzeczy, ale na razie bez szczegółów. Jest tego tyle, że trzeba było albo z czegoś zrezygnować albo wydać podwójny album. Może kiedyś się na to zdecydujemy, zobaczymy.

Bardzo podoba mi się teledysk do „Open  Defiance”. Kto wpadł na pomysł zawiązanych oczu? Opowiedzcie proszę coś więcej o procesie powstawania tego video.

DreadRock: Dzięki, cieszy nas, że obraz się podoba. Z tym klipem było o tyle śmiesznie i nietypowo, że pomysłu na całość początkowo nie było. Wszystko wyszło w praniu. Mieliśmy jedynie główną myśl, by tematyka teledysku była możliwe zbieżna z tekstem utworu. Stąd m.in. zawiązane oczy, które miałby symbolizować np. zniewolenie, opresję, cierpienie. Nie pamiętam już, kto wpadł na ten pomysł, bo takie rzeczy wypływały podczas burzy mózgów – naszej i autora klipu, Jarka Piskozuba. Kręcenie klipu rozpoczęliśmy prawie dwa lata przed premierą „Nihlist”, bo wtedy ścinałem swoje dredy i postanowiłem uwiecznić to na jakimś klimatycznym nagraniu, celem późniejszego wykorzystania w teledysku. Dopiero potem ostatecznie zdecydowaliśmy, że tym utworem będzie „Open Defiance” i następnie nakręciliśmy ujęcia LukaSSem i Sfensonem w rolach głównych. Wiele rzeczy wyszło w tym klipie spontanicznie. Sądzę, że z korzyścią, bo z finalnego efektu jesteśmy bardzo zadowoleni.

Rozluźnijmy na chwilę atmosferę, gdyż nie mogę się powstrzymać, żeby zadać jedno osobiste pytanie do Sfensona- jak czujesz się ze świadomością, że jesteś osobą, która lata temu kupiła mi moje pierwsze w życiu piwo w pubie ;)?

Sfenson: Najlepsze jest to, że w ogóle nie pamiętam tej sytuacji (śmiech). Po tym co widzę dobrze się trzymasz, kulturalny człowiek z Ciebie więc cieszę się, że nie przyczyniłem się do twojego upodlenia i stoczenia się (śmiech).

unborn suffer 2

 Na Live Suffering jednym z numerów jest cover Grossmember. Co was skłoniło do wybrania takiej perełki?

DreadRock: Utwór o którym mówisz – „An Impulse To Create” pierwotnie miał się znaleźć już jakieś 5 lat temu na zupełnie innym wydawnictwie – „Tribute to Grossmember”, na którym to oczywiście poza naszym miały też znaleźć się covery Grossmember w wykonaniu innych, także bardziej od nas znanych zespołów. Co ciekawe nikt z nas nigdy wcześniej nie słuchał Grossmembera. Będąc szczerym, to ja nawet w ogóle nie lubię ich muzyki, jednak gdy pojawiła się propozycja nagrania i wydania coveru, to z niej skorzystaliśmy. Wybraliśmy jeden z kawałków, który w miarę wpadał nam w ucho i miał jakiś „potencjał” i przerobiliśmy go na swoją modłę, de facto kompletnie zmieniając aranżację. Z oryginału pozostały tylko riffy.Wydawnictwo „Tribute to Grossmember” niestety nigdy jednak nie ujrzało światła dziennego. Przygotowany cover jednak na tyle nam się spodobał, że zaczęliśmy grać go na koncertach i już od około połowy dekady jest stałym punktem naszego koncertowego seta. Stąd też wziął się na „Live Suffering”, która jest zapisem jednego z naszych koncertów w Warszawie. Nadal lubimy ten utwór i zapewne będziemy go grać jeszcze długo. Dobrze sprawdza się na koncertach i łatwo się go śpiewa, bo nie ma do niego tekstu (śmiech).

Kolejne pytanie do Sfensona- jak udaje Ci się znaleźc czas, aby prężnie funkcjonujące US łączyć jeszcze z Kontagionem?

Sfenson: Mam ogromne szczęście, że jedno z drugim nie koliduje. Choć muszę się przyznać, że „fejm” Kontagion jest znacznie mniejszy od Unborn Suffer, ponieważ muzyka, jaką gramy jest kompletnie niepopularna i łączy ze sobą tyle elementów, że nie ma solidnych odbiorców tego typu grania. Nie twierdzę, że muzyka Unborn Suffer jest jakaś bardzo popularna, ale ma swoich fanów. To właśnie m.in. przez to mniej koncertujemy, bo nie ma gdzie, i terminy gigów nie kolidują ze sobą. Poza tym ¾ swojego wolnego czasu przeznaczam na muzykę i granie, jest ona w mojej głowie 24 godziny na dobę, nie ma chwili żebym o tym nie myślał, więc zapewne dlatego Kontagion nie koliduje z Unborn Suffer.

Które koncerty w karierze zespołu najlepiej wspominacie? Czy coś szczególnie zapadło wam w pamięć?

DreadRock: Raczej nie mamy takiego jednego najlepszego koncertu. Mam nadzieję, że taki dopiero nadejdzie. Dotychczas zagraliśmy całkiem sporo koncertów w prawie każdej części kraju. Były to różne sztuki – czasem graliśmy dla prawie pustej sali, a kiedy indziej dla setek osób. Osobiście bardzo miło wspominam np. koncert na warszawskim Grind’em All, który znalazł się na wspominanej wcześniej koncertówce „Live Suffering”, szalone koncerty i imprezy w niewielkim Gostyninie, swego czasu fajnie grało się we Włocławku, Chojnicach, Płocku, a kilka miesięcy temu dawką pozytywnej energii naładował nas koncert na Brutal East w Białymstoku, gdzie spotkaliśmy się z bardzo dobrym przyjęciem. Sentyment oczywiście zawsze mamy też do koncertów w Bydgoszczy, które właściwie zawsze miło wspominamy. Mam nadzieję, że podobnie, jak ludzie, którzy na nie przychodzą.

Jak oceniacie kondycję sceny death metalowej i grindowej A.D. 2016? 

DreadRock: Chyba jest dobrze. W obecnych czasach wychodzi bardzo dużo płyt i każdy może przebierać w muzyce, szukając tego, co mu odpowiada. Łatwy dostęp do muzyki i mediów jest wielkim dobrodziejstwem naszych czasów, ale oczywiście jest też druga strona medalu. Mam wrażenie, że frekwencja na koncertach słabnie. Dlaczego? Przyczyn zapewne jest wiele. Dużą konkurencją stały się stosunkowo częste koncerty zagranicznych gwiazd w naszym kraju. Oczywiście cieszę się z tego i sam często bywam na takich koncertach, ale mam wrażenie, że koncerty takich zespołów, jak Unborn Suffer przestają być jakimś znaczącym wydarzeniem, gdy trasy po Polsce gra np. Nile albo Marduk. Rynek koncertowy w Polsce być może jest już przesycony. Ponadto chyba mamy w Polsce zbyt wielu muzyków. To absurdalne, ale niestety często spotykam się z postawą, że gdy ktoś gra w kapeli, to zaczyna nosić głowę wysoko i jedyna muzyka, jaka go naprawdę interesuje i kręci to jego własna, postawa pt. „Ja na koncerty nie muszę chodzić, ale na moje koncerty powinni przyjść wszyscy”. Potem pojawia się zdziwienie, że jest koncert i sprzedało się 10 biletów. Naprawdę rozbrajają mnie muzycy, którzy narzekają (często publicznie) na frekwencje na koncertach, a sami bywają tylko na takich gigach, na których sami grają. To Polska właśnie.

Dzięki za wywiad Panowie! Ostatnie słowo idzie do was- czy chcielibyście przekazać coś czytelnikom Heavyrocka?

DreadRock: Pozdrawiamy was i zapraszamy na www.facebook.com/unbornsuffer -znajdziecie tam informacje o naszych następnych koncertach, promocje na nasze płyty, naszywki, bony rabatowe do Biedry i zdjęcia cycków Ani Lewandowskiej. Nie wierzycie? Przekonajcie się sami. Chyba, że jesteście gejami – w takim przypadku nie chce was na naszej stronie, ale polecam wówczas stronę Sfenson6669, tam znajdziecie coś dla siebie. Dzięki za wywiad!

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *