Jeszcze tej zimy, za pośrednictwem wydawnictwa InRock, ukaże się książka autorstwa Macieja Krzywińskiego pt. „Faith No More. Królowie życia (i inne nadużycia)”. Biografia ta stanowi najdokładniejszą, najobszerniejszą i niewątpliwie najlepszą biografię zespołu spośród wszystkich, jakie kiedykolwiek ukazały się na rynku wydawniczym (również zagranicą).

Dziś, tylko na HeavyRock.pl, obszerny fragment książki. Apetyt rośnie, co?

                                                     Fragment rozdziału Skacząc bez lewej stopy, za to z ciągnikiem w jajach

By oddać absurd sytuacji, w jakiej znalazł się Mike, warto przytoczyć w tym miejscu zapis rozmowy muzyka z fanką, którą na łamach magazynu „Spin” z grudnia 1990 roku przytoczył dziennikarz Frank Owen:

Fanka: Taki jesteś kapitalny. To znaczy, no kurde, po prostu kapitalny. Mogę się przytulić?
Patton: Przytulić? Może uścisk dłoni?
Fanka: Tak bardzo cię kochamy. Jesteś fantastyczny.
Patton: Nie mów tak.
Fanka: Ale jesteś. Fantastyczny.
Patton (poirytowany): Powiedz mi coś, czego nie wiem. Już to słyszałem.
Fanka: Kocham cię. Jesteś kapitalny. Co robisz po koncercie? Wybierasz się na imprezkę?
Patton: Co rozumiesz przez imprezkę?
Fanka: Przelecieć wszystko, stary.
Patton: Przelecieć. To tak naprawdę masz na myśli, do tego się wszystko sprowadza.
Fanka: Masz trochę zioła?
Patton: Palę tylko crack.
Fanka: Jesteś kapitalny.

Patton miał na swój temat nieco odmienne zdanie. Nie, nie zamierzał deprecjonować osiągnięć swoich i zespołu, ale nie wychodził również z założenia, że sprzedaż kilku milionów płyt na całym świecie i koncerty dla dziesiątków tysięcy rozentuzjazmowanych dzieciaków zacierają granicę pomiędzy muzykiem a istotą nadprzyrodzoną. Jak na gościa, który jeszcze niedawno sam był dzieciakiem, wykazywał się zaskakującą trzeźwością umysłu.

Jasna cholera. To nie jest w porządku. Nigdy nikt nie patrzył na mnie z podziwem i nie traktował moich wypowiedzi jako prawd objawionych. Jestem tak młody, że gówno wiem. Nie jestem uprawniony, by mówić do kogokolwiek z góry.

W odpowiedzi na rosnące zainteresowanie mediów, nieproporcjonalne reakcje fanów oraz niedopasowanie do roli herosa rocka Patton coraz częściej szermował bronią ironii, cynizmu, kpiny i szyderstwa. Już pierwsze teledyski, jakie nagrał z Faith No More, o tekstach Mr. Bungle nie wspominając, świadczyły, że w roli klauna potrafił odnaleźć się bez problemu. Nagle okazało się, że błazenada może dać i pancerz, i wytchnienie. Albo przynajmniej ich pozory. Lektura wypowiedzi Mike’a pozostawiała ponadto wrażenie, że im bardziej usiłowano wcisnąć go w ramkę stereotypowo rozumianego frontmana popularnej kapeli rockowej – wiadomo: sex, drugs & rock and roll – tym większych starań wokalista dokładał, by tę ramkę wygiąć, zdemontować i podeptać. Udawało mu się całkiem nieźle. O tym, że stronił od alkoholu, już wiemy. Seks? Cóż, na scenie mógł sprawiać wrażenie jurnego buhaja, ale za kulisami sprawy miały się zupełnie inaczej. Jeśli już wypowiadał się o współżyciu, to cudzym. W Danii, z festiwalowej sceny, raczył na przykład poinformować liczoną w dziesiątkach tysięcy publiczność, że w namiocie Lenny Kravitz posuwa Sinead O’Connor. Nie posuwał, a już na pewno nie w namiocie.

Wracając do Pattona, to – w przeciwieństwie do setek rockowych erotomanów-gawędziarzy – nie próbował on nawet budować swojego wizerunku jako elektrowni nuklearnej z penisem zamiast komina. Masturbacja jest o wiele łatwiejsza od wejścia w relację z człowiekiem. To jak gra komputerowa. O wiele łatwiej nawiązać kontakt z maszyną niż z człowiekiem. Te słowa wokalisty można wyjaśnić chyba tylko nieznajomością pierwszej części filmu „Terminator”, bo od premiery drugiej dzieliło wtedy świat jeszcze kilka miesięcy. Możesz tłuc siebie godzinami i w ogóle o tym nie myśleć. W seksie – niezależnie od tego, jak dobry mógłby być – zawsze czegoś zabraknie. Masturbacja jest niczym mały węzeł w moim wnętrzu, którego nie potrafię rozsupłać.

Masturbacji ponad seks nigdy nie przedkładał Anthony Kiedis. Może ten fundamentalny rozdźwięk z Pattonem sprawił, że chłopaki nie mogli się dogadać… Choć nie, powód był zupełnie inny. Kiedy Faith No More rośli w siłę po premierze singla z „Epic”, wokalista Red Hot Chili Peppers musiał znać zespół już od ponad dwóch lat, czyli od wspólnych koncertów obu grup. Kiedy jednak Faith supportowali Peppers, w składzie tych pierwszych nie było jeszcze Pattona. W filmie „Miś” jest taka scena, w której Stanisław Paluch otwiera drzwi i dostrzega swojego sobowtóra, Ryszarda Ochódzkiego. Niewzruszony zamyka, wypowiedziawszy wcześniej cztery słowa: „Nie, dziękujemy, już mamy”. Następnie wyjaśnia Oli, która przebywa z nim w mieszkaniu: „Jakiś facet z lustrem. Powiedziałem, że mamy lustro”. Coś podobnego mogło wydarzyć się w domu Kiedisa w 1990 roku.

Być może znudzony wokalista przerzucał kanały w swoim mieszkaniu w Los Angeles, nie działo się nic szczególnego – syreny wozów strażackich rozbrzmiewały z oddali, niezdrowe chrupki o smaku pizzy trzeszczały pomiędzy zębami, dietetyczna Cola wystrzeliwała na wysokość kilku centymetrów pęcherzykami dwutlenku węgla. Wtem! Anthony widzi w telewizji siebie, tylko za nic nie może sobie przypomnieć, by dawał się polewać hektolitrami zielonej farby. I odkąd w składzie Red Hot Chili Peppers jest klawiszowiec?! Spokojnie, Anthony, to tylko teledysk do „Epic”, który złaknieni widzowie MTV chcą oglądać co najmniej pięć razy dziennie. Obejrzałem wideo do „Epic”, zobaczyłem, jak podskakuje, rapuje – jakbym przeglądał się w lustrze. Na łamach „Kerrang!” Kiedis precyzował:

Mój bębniarz twierdzi, że go (Pattona – przyp. autor) uprowadzi, obetnie mu włosy i odpiłuje jedną stopę. Tylko po to, by musiał znaleźć swój własny styl. Swego czasu spędzało mi to sen z powiek. Myślałem sobie: co za kwas, jeśli ludzie pomyślą sobie, że to ja zerżnąłem od nich! Zwłaszcza w Wielkiej Brytanii, gdzie Faith No More są o wiele bardziej znani od nas. W Ameryce to inna historia, ludzie zdają sobie sprawę z przemożnego wpływu, jaki na nich mieliśmy. Po jakimś czasie przetrawiłem sobie to wszystko i postanowiłem zaakceptować sytuację. To tylko dzieciak. Poza tym, bez lewej stopy będzie musiał coś zmienić.

Patton zignorował – przynajmniej na razie – groźbę ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, natomiast Kiedis pozostawał w samozadowoleniu budowanym na przekonaniu, że jest współarchitektem stylu Faith No More.

faith no more biografia

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *