Co jakiś czas w polskim rockowym światku pojawiają się nowe zespoły, a nasza redakcja skutecznie stara się je wyławiać i pokazywać bliżej. Trzynastej w Samo Południe przedstawiać nikomu nie trzeba, ale z miłą chęcią zaprezentujemy Wam rozmowę, do przeprowadzenia której pretekstem była oczywiście premiera krążka „Hell Yeah!”. Rozmawialiśmy jednak nie tylko o nowym wydawnictwie, ale także całej rodzinie „XIII”, ekipie technicznej X-Factora porównanej do mechaników Formuły 1 w pitstopie oraz o spotkaniu z Andrzejem Gołotą. O tym wszystkim oraz o kilku innych historiach opowiedziała nam sekcja rytmiczna Trzynastej. Przeczytajcie, co ciekawego do powiedzenia mają Katz i Bandaż.

Trzynasta W Samo Południe: Szczegóły jesiennej trasy koncertowej

HeavyRock.pl: Cześć! Co u Was słychać? Która jest u Was godzina?

Witamy! Słychać u Nas hard rocka, odpowiedź na drugie pytanie jest chyba oczywista…

Przedstawcie się na początek – za co odpowiadacie w zespole i jak do niego trafiliście.

Bandaż: Jestem perkusistą. Jestem w zespole najkrócej. W poprzednie wakacje zadzwonił do mnie Pocheć z pytaniem czy nie znam może jakiegoś młodego, zdolnego perkusisty, który mógłby zasilić szeregi Trzynastej. W związku z tym, że moje drogi z zespołem „Blueberry Band”, z którym bardzo dużo graliśmy rozeszły się, stałem się trochę bezrobotny. Zawsze chciałem pograć w hard-rock’owym zespole, stwierdziłem, że może to być fajna przygoda. Zaproponowałem więc swój udział. Trzynasta miała przed sobą kilkanaście zaplanowanych koncertów oraz nagranie płyty w najbliższym czasie. Potrzebny był ktoś, kto to wszystko sprawnie i szybko ogarnie. Moja współpraca zaczęła się z płaszczyzny muzyka sesyjnego. Wraz z pokonywaniem kolejnych wyzwań w postaci koncertów, X-Factora, nagrania płyty i ogromnej ilości czasu spędzanego wspólnie podczas podróży, granice zaczęły się zacierać i zostałem wchłonięty przez tę patologiczną rodzinę.

Katz: Rodzina z nas patologiczna, ale najlepsza jaką możemy mieć… Nikt inny by z nami nie wytrzymał (śmiech ). Jestem basistą w Trzynastej. Chłopaków poznałem w 2009 roku, kiedy przyszedłem do wrocławskiej Siódemki, Liceum. Trzynasta już wtedy zaczynała lepiej i więcej pogrywać, a ja miałem swój zespół z Węglińca, z którego pochodzę. Ale kiedy w jednym z pierwszych tygodni szkoły zagraliśmy razem jam session, coś zażarło i mam wrażenie, że już wtedy poczuliśmy z Pocheciem i Młodym, że będziemy kiedyś razem grali. Dojrzewaliśmy do tego jednak bardzo długo, bo dopiero w 2012 roku dołączyłem do składu, zastępując poprzedniego basistę. Ponieważ zawsze dobrze nam się razem żyło, w zasadzie nie pamiętam jak było przedtem. Od razu wskoczyliśmy w wir grania i wspólnej zabawy, w którą staramy się przekształcać naszą codzienną pracę.

Zauważyłem, że istotną rolę w życiu zespołu pełni Wasz manager Mateusz. Można nazwać go szóstym członkiem zespołu?

B: Zdecydowanie tak! Żyjemy w czasach, w których artysta nie może sam walczyć o słuchacza. Muzyka sama się niestety nie broni. Trzeba wyjść naprzeciw realiom – mieć Facebooka, stronę www, instagrama, kanał na Youtube, do tego co jakiś czas pokazywać się w mediach i przede wszystkim grać koncerty, które przecież same się nie organizują – od 6 lat odpowiada za to Mateusz. Jest to aktualnie tak samo ważna sfera w muzyce jak granie prób, ćwiczenie czy nagrywanie. Czasem nawet ważniejsza, jak pokazują różne hity radiowe. Dzięki prężnie działającemu managementowi, czyli Mateuszowi Romanów oraz Marice Adamskiej, można nas zobaczyć tu i ówdzie.

K: To nasi zespołowi rodzice, musimy się ich czasem słuchać, a czasem się posprzeczać i potrzaskać drzwiami. Ale bez nich nie bylibyśmy w trasie, nie zagralibyśmy mnóstwa koncertów do tej pory, ani nawet nie zjedli wszystkich dobrych kolacji i obiadów, o których otrzymanie oni zabiegają. U nas nie ma podziału na zespół i niezespół. Wszyscy, którzy z nami pracują są wciągani w naszą zwariowaną ferajnę, jeśli oczywiście chcą. Tak samo nasz producent Andrzej Dziadek i realizator Mateusz Hryniewski, oni też są częścią zespołu.

Całej załodze gratuluję zatem płyty i przebojowego singla. Potrzebowaliście 6 lat żeby przygotować się do debiutanckiej krążka? Uważacie, że to długi czas jak na polskie realia?

K: I tak, i nie. Dla wielu, którzy słyszą, że gramy od 6 lat i dopiero nagraliśmy płytę, może się to okazać czasem zmarnotrawionym, albo niewykorzystanym w 100%. Jeśli się jednak temu przyjrzy i zauważy, że graliśmy w tym czasie ile wlazło, zmienialiśmy skład, dotarliśmy do nowych fanów i mocno pracowaliśmy nad tym, aby zespół mógł sobie poradzić i aspirować do największych. Te lata dały nam zgranie nie tylko muzyczne, ale również organizacyjne. Wiadomo, wiele jeszcze mamy do poprawy, jednak dużo spraw mamy już opanowanych. Wracając do pytania, myślę, że nie zajęło nam to zbyt dużo czasu. Gdy byłem młodszy i czytywałem biografię moich idoli, zawsze mówiłem „Cholera, Ci goście mieli po dwadzieścia kilka lat i już nagrywali płyty i jeździli w trasy”, a teraz sam mogę powiedzieć że mam 21 lat, właśnie ukazała się nasza debiutancka płyta i jesteśmy w środku trasy koncertowej, na której świetnie się bawimy, poznając nowych ludzi.

Efektem Waszej pracy jest teledysk. Bardzo podoba mi się pomysł na niego. Sons Of Anarchy oraz Walking Dead to moje ulubione seriale (śmiech). Niebawem grande finale SOA. Jaki scenariusz przewidujecie?

K: Miłością do SOA zaraził mnie Młody, jak puścił mi Pilota, z marszu obejrzałem wtedy wszystkie dostępne 4 sezony. Każdy kolejny śledzę z wypiekami na twarzy. Niestety od natłoku zajęć w zespole i koncertów, a także na studiach, w ciągu ostatnich miesięcy z najnowszego sezonu widziałem tylko 3 odcinki. Jednak mocno trzymam kciuki za Jaxa, mam nadzieję, że uda mu się ogarnąć cały ten burdel i pokazać że z Sons of Anarchy się nie zadziera ( śmiech ).

Trudne zadanie przed nim (śmiech). Wróćmy jednak do muzyki –  skąd w Was tak klasyczna odmiana rocka? Odziedziczyliście ją po dziadkach czy zapożyczyliście od sąsiadów?

B: Wszyscy członkowie zespołu dostali solidne rockowe wychowanie w domu. Pochodzę z domu, w którym słuchało się dużo muzyki – królował Pink Floyd i Queen. Pojawiały się również takie zespoły Black Sabbath, Led Zeppelin, z polskiej sceny – Perfect oraz Lady Pank. Siłą rzeczy nasze świadome wybory muzyczne poszły w rockową stronę. Mimo tego, że moim ulubionym gatunkiem na codzień jest fusion/jazz, rock/hard rock/metal cały czas jest obecny na mojej playliście. Granie w zespole hard rockowym okazało się bardzo przyjemnym powrotem do korzeni.

Recenzja płyty Trzynasta w Samo Południe – „Hell Yeah”

Na Waszej płycie znalazły się utwory zarówno z angielskimi tekstami, jak i polskimi. Nie sądzicie, że płyta jest przez to trochę rozbita? Polski hard rock brzmi jednak inaczej niż ten zachodni…

K: Osobiście mam wrażenie, że materiał stał się jeszcze bardziej spójny przez te trzy numery po polsku. Oczywiście w języku angielskim czujemy się , zwłaszcza Pocheć, dużo lepiej, wtedy jesteśmy krok bliżej naszych największych idoli. Jednak jesteśmy Polakami, to tu,w naszym kraju wychodzi ten album, więc jest to też szacunek w stronę rockowej muzyki w Polsce. Swego czasu odegrała ona niemałą rolę w życiu naszych ojców i matek.

Świetnym rozwiązaniem było natomiast według mnie nagranie płyty na setkę. Jakie albumy zarejestrowane w ten sposób należą do Waszych ulubionych?

B: Dla mnie pierwszą pozycją, która przychodzi mi na myśl, jest Rage Against The Machine – pierwsza płyta. Esencja młodzieńczego buntu i koncertowej energii, którą tak trudno jest oddać w warunkach studyjnych. Z najświeższych produkcji moim faworytem jest album zespołu zupełnie z nie z naszej „bajki” – Snarky Puppy – „We Like It Here” uhonorowany nagrodą Grammy.

K: Nigdy nie zagłębiałem się za bardzo w to, jakie płyty były nagrywane na setkę, a które nie. Jednak jestem wielkim fanem koncertówek. Guns N’ Roses „Tokyo 92” było pierwszym moim zetknięciem z muzyką rockową. Mój kumpel z klasy przyniósł ich kasetę VHS i młóciliśmy to nagranie całą noc w kółko. Dodatkowo pozycje takie jak AC/DC at Riverplate, Monsters of Rock ’91… Te taśmy miały moc, dlatego byłem mocno za tym, żeby naszą płytę nagrać w warunkach jak najbardziej zbliżonych do koncertu.

Kto nagrał Waszą płytę? W porównaniu do EP jest kolosalna różnica brzmieniowa…

K: Nad naszą płytą pracował Andrzej Dziadek w postaci producenta i realizatora, a także Marcin Szwajcer i Jacek Miłaszewski, którzy przyczynili się do miksów i masteru całego krążka.

Jacek Miłaszewski jest odpowiedzialny również za nową płytę Acid Drinkers. Słuchaliście jej? Co sądzicie o ich podejściu do „klasyki”?

K: Oczywiście, w dniu premiery naszej płyty nabyliśmy też płytę Acid! To było czadowe przeżycie, kupić swojego LP i swoich idoli w jednym salonie! Podoba mi się to, że na nowej płycie poszli w stronę melodyjnego grania. Z tego co wiem, chłopaki wymieniali się pomysłami na próbach i wzięli wszystko co, kto przyniósł. To słychać na nagraniach, jest to bardzo żywy krążek, który pewnie przyniósł im mnóstwo dobrej zabawy przy nagrywaniu!

Graliście z nimi w trasie. Jak wspominacie te koncerty? To oni zainspirowali Was do choreografii w kawałku „Deuce”, który graliście w X-Factorze?

K: Spotkania z Acid zawsze są bardzo sympatyczne i przebiegają w atmosferze ogólnej radości. Ostatnio spotkaliśmy ich na stacji benzynowej, kiedy oni wracali z Gdyni, a my z Gdańska. Niesamowite jest to, że spotykamy się już od kilku lat, kilka razy ze sobą graliśmy ( oczywiście my w roli supportu) i zaczynamy robić to co oni robią już od tylu lat. Wiemy, że mamy ich wsparcie. Cały czas jestem w kontakcie z Popcornem, często rozmawiamy o tym co u nas i u nich. Co do choreografii jest ona zaczerpnięta od Kiss, to oni pod koniec numeru zawsze bujali się w ten sposób. A skoro oni to robili, to musiało być fajne! (śmiech)

Cholera, wyszła moja nieznajomość klasyki (śmiech). Ale porozmawiajmy o niej jeszcze chwilę. Krążą plotki o koncercie Lynyrd Skynyrd w Warszawie (rozmowa odbyła się przed oficjalnym ogłoszeniem koncertu – przyp. red.). Co powiecie na taki koncert? Albo na support przed nimi!

B: Utwór „Sweet Home Alabama” jest od pewnego czasu stałym punktem najszej setlisty. Nie widzę lepszej okazji do wykonania tego kawałka. Jesteśmy na tak!

K: W zasadzie to numer, od którego zaczęła się Trzynasta. Gdzieś w sieci jest nawet nagranie pierwszego składu koncertowego, podczas występu w LO nr IX we Wrocławiu. Granie przed Lynyrd Skynyrd? Ja mówię DOBRA!

A propos koncertów – wystąpiliście na Przystanku Woodstock. Gdzie trzeba wystąpić, aby przebić tę scenę i tę publiczność?

B: Przebicie Woodstockowej atmosfery to ekstremalnie trudne zadanie. Na ten moment chcemy przebić nasz najlepszy występ w historii – na małej scenie Woodstock 2014 – występem na Woodstock 2015 na dużej scenie! W związku z tym zachęcam wszystkich czytelników do wzięcia udział w głosowaniu na Złotego Bączka dla Trzynastej!

www.youtube.com/watch?v=04yuTux4Kbk

A jak gra się w TV? Pozwólcie, że wymienię: Dzień Dobry TVN, Top Model, Świat Się Kręci, Kuba Wojewódzki… Pytam bardzo poważnie, więc proszę mi tu nie ściemniać (śmiech).

Granie w telewizji to bardzo cenna przygoda, która daje możliwość pracy z najlepszymi ekipami realizatorów, techników, oświetleniowców. Kolejną rzeczą, którą wynieśliśmy po licznych występach na żywo w telewizji jest sceniczny hart ducha – panowanie nad tremą i zdobycie zaufania do samego siebie. Czasu na próby jest zawsze bardzo mało, wszystko od razu musi odpalać, bo nie ma czasu na powtórki. Podczas występów na żywo w X-Factor na zainstalowanie się na scenie mieliśmy 60 sekund. Było to możliwe oczywiście dzięki super-profesjonalnym technicznym. Wyglądało to jak pitstop Formuły 1. Występy w wymienionych przez Ciebie programach dały nam możliwość podglądnięcia show-biznesu od kuchni, poznanie ludzi, których sami oglądamy w telewizji. Jednym z najciekawszych tego typu spotkań, miało miejsce właśnie w Dzień Dobry TVN. W związku ze zmianą daty naszego występu w ostatniej chwili, nie wiedzieliśmy, kto jest gościem programu. Gdy w pewnym momencie w studiu pojawił się Andrzej Gołota, szczęki opadły nam do ziemi. Mieliśmy okazję przeprowadzić z Panem Andrzejem bardzo sympatyczną rozmowę.

A czy macie kontakt z Kubą Wojewódzkim? Jak oceniacie współpracę z nim podczas X-Factror?

K: Kuba jest bardzo, ale to bardzo zapracowanym człowiekiem, więc kontakt jest z nim utrudniony, jednak utrzymujemy cienką nić. Podczas programu bardzo wiele nam pomógł, przede wszystkim tym, że zaryzykował i wziął rockowy band do swojej finałowej trójki. Za to naprawdę jesteśmy mu mega wdzięczni. Gdyby nie jego wiara w naszą muzykę, mogliśmy odpaść bez żadnego echa na długo przed występami live. Również podczas przygotowań do finałów, dawał nam swoje wskazówki dotyczące naszych występów. Wspierał nas całym sobą.

Czy wykonujecie na żywo utwory, które przygotowaliście na potrzeby programu? Na przykład „Gimme Gimme Gimme” albo „Sexy and I Know It”?

K: Zdecydowanie tak! Nasze koncerty to mieszanka naszych utworów i tych czyiś w naszych aranżach. Uwielbiamy bawić się muzyką, stąd takie „sexy”, które na koncertach kopie dupę.

B:Jasne! Mieliśmy wielką farjdę przy aranżowaniu tych utworów, bardzo chętnie gramy je na koncertach. W przypadku Sexy and I Know It nasza wersja w stosunku do oryginału ma w zasadzie wspólny tylko tekst, więc traktujemy go prawie jak swój numer.

Co zmieniło się w Waszym życiu od momentu podpisania kontraktu z Sony Music?

B:Przede wszystkim ułatwiło to nam dotarcie z płytą do mediów w celach promocyjnych. Pozwoliło wyprodukować płytę w sporym nakładzie i zapewnić jej miejsce na półkach w dobrych sklepach muzycznych. Dzięki Sony możliwe było zrobienie teledysku. Za to wszystko chciałbym korzystając z okazji podziękować.

K: Sony to jedna z największych wytwórni płytowych na świecie, samo dostanie się do niej jest niesamowite. AC/DC, Foo Fighters, Ozzy, to tylko trzy pierwsze przykłady rockowej muzy z tej stajni. Cieszymy się, że i nam udało się tam znaleźć. Zdecydowanie bez Sony nie dalibyśmy rady z wieloma sprawami dotyczącymi wydania płyty. A tu profesjonalni ludzie w profesjonalny sposób poprowadzili nas przez te wszystkie straszne rzeczy!

www.youtube.com/watch?v=AAZyQ8FU1po

Zagraliście bardzo dużo koncertów zanim staliście się popularni. Opowiedzcie o najbardziej obciachowym występie w Waszej karierze.

K: Ciężko znaleźć coś z takiego rękawa. Z mojej strony najbardziej dołujący był koncert w Łowiczu, na dniach miasta, zaraz przed Kayah. Wielka scena, kilka-kilkanaście tysięcy ludzi pod, światła, nagłośnienie- wszystko się zgadza. Próba poszła mega, więc wszyscy w dobrych humorach wskakują na scenę, intro poszło, nabicie, gramy… a ja nie gram. Spalił mi się wzmacniacz. Przez pierwsze dwa numery machałem głową a technika robiła mi nowy odsłuch i przepinała bas przez dibox zamiast wzmaka. Do dzisiaj śni mi się ten moment…

Z kim chcielibyście pojechać na wspólną trasę? Corruption, Leash Eye, Damageplan… Hellyeah?

K: Hardcore Superstar, Slash, AC/DC, Backyard Babies, Black Label Society, Vains of Jenna… ta lista się nie kończy! Gdybym mógł, byłbym w trasie cały czas. Kiedy wracamy po kilku dniach do domu, już wieczorem zaczynam tęsknić za tym życiem z walizką.

B: Całemu zespołowi zdecydowanie najbliżej do AC/DC. Ja marzę o wspólnym koncercie z Black Sabbath w oryginalnym składzie. 

Podobno w trasie słuchacie lekkiej i głupkowato śmiesznej muzyki. Co obecnie jest Waszym ulubionym hitem w tej kategorii?

B: Ostatnio wielkie szaleństwo w busie odbyło się przy „Boogie Wonderland” – Earth Wind and Fire, faworyta chyba nie mamy w tej kategorii.

Na koniec mam kilka krótkich strzałów: Jack Daniel`s, Johnnie Walker czy Żubrówka?

B: Jack, ale to zależy od budżetu. Póki co nie jesteśmy zbyt wybredni (śmiech).

K: Myślę, że jeszcze długo nie będziemy ! (śmiech)

Rhandy Roads czy Zakk Wylde? Bon Scott czy Briann Johnson?

B: Tu się wstrzymam od głosu. Dla mnie są to osobistości, które tworzyły zupełnie inną jakość. Nie wyróżniam żadnego z tych Panów. Lubię ich wszystkich.

K: Zgadzam się z Bandażem, nie ma co tutaj wybierać. Wszyscy wymienieni są i będą wielcy, to im zawdzięczamy kawał dobrej muzy!

To rozwińcie jeszcze skrót AC/DC.

B: Anonimowy Członek Dobrowolnego Chlania.

K: Absolut Całkowity/ Doskonała Całość.

Rozmawiał: Piotr Wasilewski

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *