Końcówka roku 2018 zaowocowała w jeszcze jeden krążek na polskiej scenie. Kraków i Tarnów połączyli siły. Co stało się, gdy muzycy Odrazy, Massemord czy Hell United wkroczyli razem do studia? Ano właśnie „To“.

Debiutancki album Totenmesse wypuszczony 2 listopada sporo namieszał. Pagan Records może pochwalić się kolejnym obiecującym zespołem w swojej stajni, jednak słyszy się, iż Totenmesse to nic innego, jak Odraza w innym składzie. Czy na pewno?  Mamy tutaj wokale Stawrogina oraz bębny Priesta – obaj znani dzięki Odrazie. No ale czy to świadczy o tym, że panowie przenieśli styl „tkany esperalem“ na swe najnowsze dzieło? 

Stanowcze „nie“ dla takiego wyroku. Priest popisał się kolejnymi partiami skomponowanymi w niebagatelny sposób, ten pan ani trochę się nie powtarza i mimo tak wielu aranżacji stworzonych dla choćby Voidhanger, Massemord czy właśnie Odrazy, dalej zaskakuje umiejętnościami gry. Z kolei Stawrogin zaczarował płytę kompletnie inną barwą głosu, niż znaną nam z albumu „Esperalem Tkane“. Gitara prowadząca, rytmiczna oraz basowa dały unikatowe brzmienie, za sprawą wioślarzy Hell United. „To“ jest pełnym tajemniczości krążkiem serwującym wiele zapadających w pamięć riffów, partii perkusyjnych, ale przede wszystkim wokalnych. Mało jest blackowych albumów, w których śpiew ma tak wiele barw, jak tutaj.

Pierwsze sekundy odsłuchu zdradzają z jaką muzyką mamy styczność. Otwierający „Pusty Dzwon“ jest przemyślanym, budującym napięcie utworem nadającym aurę płyty. Gdy tylko ostatnie dźwięki gitar milkną, Totenmesse atakuje nie biorąc jeńców. Przykłady? „Istne Gówno Duszą Cuchnie“ to bezkompromisowy strzał pędzący do przodu od rozpoczęcia, aż do końca tego kawałka. Klimatyczne „Zamarzło“ nieco zwalnia, jednak nie odbiera mocy albumu. Teraz chyba największe zaskoczenie albumu: „21 Century Schizoid Man“, czyli King Crimson ekstremalnie. Cover przypomina oryginalną wersję jedynie dwoma aspektami: tekstem oraz najbardziej charakterystycznym gitarowym motywem przewodnim. Reszta to wariacja i twórczość własna Totenmesse, utwór brzmi tak, jakby został skomponowany na potrzebę „To“, więc jak najbardziej na plus. Następujące potem „Kaiser Tot“, „Łuna“ oraz „Cienie Wzbijane Palcami“ są złożonymi, wbijającymi się słuchaczowi w głowę kompozycjami, które budują atmosferę i mrok całego tworu. Wisienką na torcie jest zamykający utwór tytułowy,dowód na to, że można zakończyć album triumfalnie nie używając ani jednego blastu.

Pozycję przesłuchałem wiele razy i wciąż jest dla mnie wielką zagadką. Nie jestem w stanie powiedzieć o czym opowiada ten krążek. Jestem natomiast pełen podziwu dla zespołu, ponieważ stworzyli płytę piękną  i kompletną. Moment wydania nie mógł być lepszy – jesienna melancholia i szybko zapadający zmrok pięknie współgrają z tą płytą.
Jeżeli waszymi klimatami są nietypowy black metal i wokale w naszym języku uważacie za decydujący plus w muzyce, koniecznie posłuchajcie debiutu Totenmesse. Nie pożałujecie!

Autor: Szymon 

 

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *