Rock’n’roll nie leży w polskiej naturze. Już Piotr Połać w rozmowie z nami mówił o tym, że rock jest w Polsce strasznie nadęty – nie sposób się z nim nie zgodzić. Są jednak zespoły, które przeczą temu twierdzeniu i tworzą muzykę z jajem, na luzie, niekoniecznie przejmując się tym, czy potrafią grać na instrumentach. Przed państwem The Stubs! Z rozmowy z Tomkiem Szkielą, wokalistą oraz gitarzystą grupy, dowiecie się między innymi:

Czy doczekamy kiedyś następnego Lemmy’ego? Dlaczego The Stubs nie są lubiani po „prawej stronie”? Czy Polacy uważają siebie za Chrystusa narodów? Co powiedział mu pewien lizbończyk i dlaczego daliśmy ten cytat w tytule? (bo nie mieliśmy lepszego pomysłu). Zapraszamy!

the stubs          Zdjęcie zawiera lokowanie produktu

Masz ponad 30 lat, jesteś Polakiem, a nosisz tatuaże i bawisz się w rock’n’rolla. Ludzie nie mają cię za dziwaka trochę?

Wydaje mi się, że mieszkając w Warszawie i obracając się w takim środowisku, w jakim obracam się ja, żyjesz niejako w bańce. Dla ludzi, którymi się otaczam, mój styl bycia jest całkowicie normalny. Jeżeli się rozejrzysz to prawie każdy ma tatuaże, a co druga osoba robi coś ze swoim życiem. Owszem, spotkałem sporo osób, które krzywo na mnie patrzyły i robiły wielkie oczy, na szczęście na pewnym etapie mojego życia zostałem zmuszony do rezygnacji z części moich znajomych i to była właśnie ta część, która robiła oczy. Inaczej się nie dało.

Wiele osób nie ma żadnej pasji i nie robi nic ze swoim życiem.

Jasne, ale ja nie mam z tym problemu. Każdy ma prawo robić dokładnie to, co chce do momentu, w którym nie wchodzi ze swoją wolnoścą na głowę drugiemu człowiekowi. Każdy ma prawo nie mieć hobby i wieczorami napierdalać w Xboxa. Dla mnie to jest okej, ale nie rozumiem dlaczego taka osoba daje sobie prawo do kontestownia mojego życia.

Jesteśmy narodem nudziarzy?

Uważam, żę jesteśmy strasznie zakompleksieni. Polacy naprawdę myślą, że są Chrystusem narodów. Byłem niedawno w Lizbonie i ludzie, którzy robią dokładnie to samo, co ich polskie odpowiedniki, chodzą uśmiechnięci. Przywieźliśmy stamtąd z Magdą cytat, którego używamy praktycznie codziennie.

W Lizbonie padał deszcz, a zdarza się to rzadko. Przemykaliśmy gdzieś tam z jednego miejsca do drugiego między kolejnymi partiami Canasty. Spotkaliśmy tubylca, który powiedział nam, żebyśmy się CIESZYLI DESZCZEM. Rozumiesz? Cieszyli deszczem. Wyobrażasz sobie Polaka, który to mówi? Taki Andrzej – złotówa mówi ci, że masz się cieszyć deszczem. Absolutnie nie do pomyślenia. Ale to właśnie chodzi o to diametralnie inne podejście do życia. Możesz być nudziarzem i nie robić nic, ale ostatecznie najważniejsze jest to, jak do tego podchodzisz. A jak ci się nie podoba to najpierw szukaj winnego w sobie.

Ale zauważ, że nawet jeśli chodzi o muzykę to nie mamy w sobie jakiegoś takiego rock’n’rollowego ducha. Jesteście chyba pierwszym tak grającym zespołem nad Wisłą.

Nie no, było The Black Tapes, Elvis Deluxe, Wild Books i kilka innych. Ale faktycznie, nie ma jakiejś takiej większej sceny w tym gatunku. My funkcjonujemy na scenie hardcore/punk, z niej się wywodzimy i jest nam tam bardzo dobrze, ale gdyby nie brać pod uwagę światopoglądu, a właśnie muzykę, to chyba okazałoby się, że nie ma dla nas miejsca.

W Szwecji masz takich grup od groma.

Zgadza się. Być może dzięki temu, że w Polsce panuje taka posucha pod tym względem, jesteśmy jakkolwiek zauważalni. Nie wiem z czego to wynika, może to nie jest muzyka dla zakompleksionych ludzi? Ani to smutne, ani nadęte… My nawet nie udajemy muzyków.

Sporo jest w Polsce muzyki patetycznej i nadętej.

Patetyczność nie jest zła. Gorzej jest wtedy, kiedy zaczyna udawać kogoś kim nie jest. Ja na przykład uwielbiam zespół Mazzy Star, który jest tak zajebiście patetyczny, że się można popłakać. Jednak patrzysz na tę dziewczynę i widzisz, że ona jest po prostu smutna i straumatyzowana. To jest prawdziwe. Ale jak ktoś wymyśla sobie, że będzie taki i taki, a potem próbuje to odgrywać, to albo musi być świetnym aktorem i niech idzie do teatru, albo to będzie po prostu słabe.

www.youtube.com/watch?v=WOx1AVjvgPc

Wiem, że jesteś wielkim fanem Lemmy’ego. Gdzie zastała cię wieść o jego śmierci?

W najgorszym możliwym momencie. Od 7 lat nie byłem na urlopie, a kiedy wreszcie wyjechałem, w pierwszym dniu mojego wypoczynku Lemmy wyciągnął kopyta. A ja, cholera, naprawdę jestem jego wielkim fanem. Swoją pierwszą gitarę kupiłem po koncercie Motörhead w Stodole. Lemmy to dla mnie bardzo ważna postać… Szczerze mówiąc sam się zdziwiłem, jak bardzo się tym przejąłem. Chodziłem smutny przez jakiś czas…

Każdy się spodziewał, że to się w końcu stanie, ale jak już się stało, nikt nie mógł uwierzyć.

No właśnie ja się kompletnie nie spodziewałem. Szczerze wierzyłem w to, że Lemmy jest kuloodporny i niezniszczalny, że przyjdzie na mój pogrzeb.

Wydawał się nieśmiertelny.

To prawda. Chociaż widziałem te ostatnie koncerty i kiepsko tam wyglądał, skomlał trochę…

Do końca życia robił to, co lubił.

No tak, jeśli chodzi o rock’n’roll to gość był najprawdziwszy na świecie. Wydaje mi się, że w ten sposób skończyła się pewna era.

Nie widać na horyzoncie kolejnego Lemmy’ego czy Richardsa.

To nie jest też nic prostego. Należy uwzględnić fakt, że to jest pokolenie, które wymyśliło rock’n’rolla i ciężko będzie o równie gigantyczny przełom w muzyce. Kiedy myślę o takim Jacku White, którego swoją drogą nie lubię, bo jest tupeciarzem i megalomanem, to on, mimo, że jest w pewnym sensie genialny, nie wymyśli nowego rodzaju muzyki. Odgrzewa stare kotlety. My oczywiście też.

A propos tego White’a. Wiem, że lubisz starego bluesa, jak to sam określiłeś „nagrywanego latarką”.

Tak, ale to są rzeczy typu Lead Belly, Muddy Waters czy Howlin’ Woolf. Najszczersze ze wszystkich szczerych rzeczy. Swoją drogą, taki Lead Belly wymyślił połowę rock’n’rolla w latach 30. Numery, o których byś w ogóle nie pomyślał, że to były covery: ‘House Of The Rising Sun’, ‘Black Betty’, ‘Where Did You Sleep Last Night’. Niebywały osobnik.

Mocno się rozjeżdżają wasze gusta w zespole?

Myślę, że jest akurat. Mamy punkty przecięcia, ale też każdy słucha odrobinę czego innego. Ja chyba odstaję najbardziej, w stronę bluesa właśnie. Chłopcy są bardziej punkowi i ja się z tego cieszę. Swoją drogą, ja nigdy nie grałem w żadnym zespole z innym basistą niż Łukaszem Dadasem. Dzięki niemu wszedłem do, nazwijmy to „świata muzyki” od strony punka, za co jestem losowi niesamowicie wdzięczny. Zdarzało mi się mieć kontakt z takimi „profesjonalnymi muzykami” i ten punkowy świat jest dla mnie znacznie bardziej atrakcyjny i szczery. Na czymś co nazywamy „scenią wykonów” przynajmniej w połowie chodzi o pieniądze, a nam, możesz mi nie wierzyć, zupełnie nie.

Zagraliśmy z 200 koncertów, z czego 90% na scenie DIY/punk. Bez żadnego podpisywania umów, na zasadzie koleżeńskiej – ktoś chce zrobić gig to do nas dzwoni. To w sumie zabawne… Gdybym miał nieco więcej czasu, moglibyśmy zjeździć w ten sposób całą Europę i prawie wszystkie kontynenty. To jest wspaniałe. Problemy pojawiały się zawsze wtedy, kiedy nasze drogi przecinały się z tym profesjonalnym światem muzycznym. Zdarzało się nam się grać dziwne koncerty, jak ten na zamku w Malborku…

To wtedy wyzwano was od komunistów?

Tak! Wielki Wykon! Jacyś chłopcy pod sceną najpierw krzyczeli: „ Raz sierpem, raz młotem czerwoną chołotę” i wyzywali nas od pedałów, a potem rewelacyjnie bawili się na naszym koncercie.

Prawa strona raczej za wami nie przepada.

Trudno, żeby przepadała – jesteśmy zdecydowanie określeni światopoglądowo. Ja osobiście staram się uciekać w życiu od jakichkolwiek skrajności – zarówno tych lewych, jak i prawych. Nie jestem ortodoksem – wydaje mi się, że żaden z nas nie jest. Nie stoimy na skraju tej lewicy, ale lubimy pedałów, empatyzujemy z uchodźcami i brzydzimy się rasizmem. Nie dość tego, jeździmy na rowerach i nie jemy mięsa. Jest po nas.

Myślisz, że to co się teraz w Polsce dzieje, odbije się jakoś na rodzimej muzyce?

W pośredni sposób na pewno. Nawet mogę ci o tym opowiedzieć na naszym przykładzie. Jest coś takiego jak Instytut Adama Mickiewicza, który kiedyś pomagał nam przy wyjeździe za granicę. To państwowa instytucja i obawiam się, że nie uzyskamy od nich pomocy za kadencji obecnego rządu.

A jeśli chodzi o kwestie czysto muzyczne?

A to co innego. Każdy wie, że Polacy najlepiej działają, kiedy są uciemiężeni, kiedy mają pod górkę. Są Chrystusem narodów, więc to ich naturalne środowisko – wtedy się jednoczą i mają tematy do pisania piosenek. Aczkolwiek ja jestem optymistą. Mam nadzieję, że oni się zaraz pokłócą, zakopią pod ziemią i więcej ich na scenie politycznej nie zobaczymy.

Wątpie.

Fakt, im dłużej to obserwuje, tym bardziej zaczynam się obawiać. Idą tzw. „pełną kurwą”, i to raczej nie są ci zakompleksieni Polacy.

Wracając do muzyki – wiem, że nie o pieniądze w tym wszystkim chodzi, ale szczerze… Myślisz, że będziecie mogli się z tego kiedyś utrzymywać?

Nie wiem, nie sądzę. Ja bardzo doceniam to jak to wygląda w tym momencie. Gdyby wtedy, kiedy Łukasz przyszedł do mnie po raz pierwszy i zaczęliśmy grać, ktoś powiedział mi, że to wszystko będzie tak wyglądać, nakryłbym się nogami ze śmiechu. Jasne, że apetyt rośnie w miarę jedzenia, wystarczy raz postawić człowieka na festiwalu przed kilkoma tysiącami ludzi, żebyś myślał o tym już zawsze.
Dla mnie jednak najważniejsze jest to, że jesteśmy przyjaciółmi, kochamy się i dogadujemy. Nawet kiedy na koncert przychodzi 50 osób, jestem zadowolony i czerpię radość z tego, co robię. A pieniądze? Jak są to spoko, jak nie, to nie płaczę.

Ale menadżera chyba nie planujecie mieć?

Nie… Nie, nie. Były jakieś nieśmiałe podejścia do tego, ale moim zdaniem w naturze każdego menadżera musi leżeć coś, co dla nas jest nie do zaakceptowania. Menadżer jest od tego, żeby wygenerować pieniądze. A w nas chyba nie ma pieniędzy. Nie mamy też problemów z bookowaniem sobie koncertów, więc nie wiem co ten menadżer miałby z nami robić.

Jakie plany na przyszłość? Nowa płyta?

Tak, mamy chyba pięć numerów. Jak zrobimy kolejne pięć to je nagramy.

I nadal piszesz piosenki na kiblu?

W większości tak. Przeprowadziłem się jakiś czas temu i moja nowa toaleta jest stosunkowo mała… Przez jakiś czas miałem problem, ale od kiedy nauczyłem się mieścić w kiblu z gitarą sprawy mają się znacznie lepiej.

Rozmawiał Paweł Drabarek