W 2014 roku Luxtorpeda po raz trzeci zaatakowała polskie półki sklepowe, prezentując nam bardzo udany album o dość długim tytule „A morał tej historii mógłby być tak, mimo że cukrowe, to jednak buraki”. Ostatnio mieliśmy możliwość zadania paru pytań Tomaszowi Krzyżaniakowi, który w Luxtorpedzie odpowiedzialny jest za uderzanie w bębny. Zapis tej rozmowy można znaleźć poniżej.

Tomasz Krzyżaniak (Luxtorpeda): "Dla mnie nagrodą jest to, że kogoś interesuje nasza muzyka, że przychodzi na koncert czy słucha naszych utworów. Po to naprawdę warto grać" - wywiad

HeavyRock.pl: Dlaczego Wasza najnowsza płyta nosi taki tytuł? Niektórzy doszukują się w tym inspiracji Zappą, inni uważają to za pretensjonalne działanie – ale jaka jest prawda? Nie baliście się, że zostanie to odebrane w negatywny sposób?

Tomasz Krzyżaniak:

Tytuł powstał spontanicznie. Hans w końcówce ,Hipokrytesa’ nagrał chyba dla żartu taką puentę, a Litza to podchwycił i zaproponował taki tytuł. Też na początku myśleliśmy, że to żart, ale w sumie było to takie dziwne, że aż nam się spodobało. Myślę, że pasuje do nas (śmiech)… A jeśli chodzi o strach przed opinią ludzi, to w sumie jeszcze bardziej nas ten dziwaczny pomysł utwierdził  w przekonaniu, że powinniśmy tak nazwać nowy album. Nam się podoba.

Twoje muzyczne CV jest niezwykle bogate – grasz lub grałeś w wielu zespołach, takich jak Turbo, Armia, Arka Noego czy Luxtorpeda. Jak do tego doszło? Czy miewasz problemy, by to wszystko pogodzić?

Jak do tego doszło? Sam nie wiem, bo to jakoś wszystko poza mną się działo i dzieje. Od kiedy pamiętam zawsze chciałem grać na bębnach. Zaczynałem jako piętnastolatek w pilskich zespołach (najbardziej znany z nich to Deliverance, z którym nagrałem płytę i pojechałem na trasę z Acid Drinkers). Potem, gdy już przyjechałem na studia do Poznania chciałem rzucić granie, bo nie za bardzo widziałem perspektywy na przyszłość. Wtedy zadzwonił stary znajomy Tom Horn, który nagrywał akurat płytę Turbo i polecił mnie Wojtkowi Hoffmannowi (gitarzyście) do jego solowego projektu „Drzewa”. Tą drogą trafiłem dalej do Turbo. A jeszcze wcześniej, z tego co pamiętam kilka dni przed studniówką, dostałem telefon od Budzego czy nie zagrałbym zastępstwa w Armii (tutaj polecił mnie Litza, który pamiętał mnie jeszcze z trasy z Acidami). Po latach funkcjonowania: w tygodniu praca i próby, a w weekendy koncerty, dostałem kolejną propozycję od Armii, tym razem na stałe. To był moment, w którym rzuciłem pracę i spróbowałem tylko grać. Przez kilka lat udawało się pogodzić grę w Turbo i w Armii z dodatkowymi epizodami muzycznymi (koncertowałem też przez te wszystkie lata ze Stróżami Poranka i od czasu do czasu grałem zastępstwa w różnych kapelach). W 2010 r. Litza zaproponował mi grę w jego nowym projekcie. Było to ciekawe wyzwanie, bo przypominało początki: spotykamy się, gramy ile się da i zobaczymy czy coś z tego będzie. Nie muszę mówić jakie to było dla mnie wyróżnienie, że zostałem zaproszony do wspólnej gry ze swoim idolem z młodości. Po kilku miesiącach, gdy mieliśmy już gotowy materiał, plany wydania płyty i ustalaliśmy terminy koncertów, okazało się, że nie będę mógł się w Luxtorpedę zaangażować w 100% będąc perkusistą dwóch dotychczasowych kapel. Wszystko potoczyło się dalej tak, że w konsekwencji opuściłem i Armię, i Turbo, aby spróbować z Luxami. No to by było pokrótce tak.  Teraz gram tylko w Luxtorpedzie i Arce, a tu terminy się nie nakładają.

Co przesądziło o tym, żeby wybrać utwór ,Mambałaga’ na pierwszy singiel promujący tę płytę? Pytam, bo według mnie na Waszej płycie znalazłoby się kilka lepszych kawałków, na czele z świetnym i wpadającym w ucho kawałkiem ,Ostatni’.

To nie był nasz wybór, to Trójka taki właśnie utwór z płyty wybrała. Według mnie cała płyta jest ciekawa i każdy znajdzie coś dla siebie, ale listy przebojów rządzą się swoimi prawami. Prawdziwą listę przebojów niech sobie zrobi każdy sam w domu – będzie taka jaką chce.

youtu.be/f29-sXZwl7I

Luxtorpeda to zespół wielokrotnie wyróżniany przez magazyn „Teraz Rock”, nominowany i nagrodzony Laurem Fryderyka, a także doceniony przez fachowe instytucje i magazyny muzyczne. Także inne Twoje zespoły są formacjami bardzo uznanymi. Czy przywiązujesz do tych nagród jakąkolwiek wagę, czy też wzorem Gene Simmonsa, współtwórcy KISS, totalnie Cię to nie obchodzi?

Wiadomo, że wszelkiego rodzaju wyróżnienia są miłe i pomocne (szczególnie przy załatwianiu koncertów, gdy można organizatorom trochę przybliżyć co to ta Luxtorpeda), ale nie robimy tego co robimy dla plebiscytów i tytułów. Dla mnie nagrodą jest to, że kogoś interesuje nasza muzyka, że przychodzi na koncert czy słucha naszych utworów. Po to naprawdę warto grać.

Co robiłeś między nagraniem „Robaków”, a „Morał tej historii…”

W sumie to to samo co między jedynką, a „Robakami”, czyli byłem na zmianę w trasie i w domu (śmiech)… W sumie to nie żaden żart. Po prostu ostatnie prawie 4 lata to intensywne obcowanie z muzyką. Niezmiernie mnie to cieszy.

Ostatnio Twój kolega po fachu, Lars Ulrich z Metalliki powiedział, że w Rock ‘n’ Roll Hall of Fame brakuje Deep Pruple. Trudno mu odmówić racji – ale kto z wielkich nieobecnych według Ciebie najbardziej zasługuje, by tam się pojawić?

Nie wiem za bardzo co to jest to całe „hol of fejm” i do słuchania muzyki i wyboru ulubionego artysty nie potrzebuję żadnych nominacji. Moje ucho i serce są jedynymi arbitrami, a zachwyt pozostaje moją osobistą sprawą. Skoro jednak Lars tak mówi, to tak jest.

Czy masz swoich ulubionych perkusistów, którzy są Twoimi idolami, których granie znacząco na Ciebie wpływa i inspiruje? Jeśli tak to jakich?

Oczywiście, że miałem i nadal mam. Nie sposób wszystkich wymienić, ale są tacy, którzy niezmiennie od wielu lat są ze mną na co dzień: Lars Ulrich, Nicko McBrain, Dave Lombardo, czyli metalowcy. Uwielbiam także Josha Freese’a.

Czytając różne komentarze o Luxtorpedzie, które pojawiały się przy okazji premiery najnowszego krążka można było natrafić na bardzo pochlebne (że reprezentujecie jasną stronę rocka), a także niezwykle negatywne. Żeby daleko nie szukać przytoczę jeden: „Są dla mnie raczej słabo-średnimi zespołami, które na siłę starają się wcisnąć do utworu pseudo-refleksyjne teksty”. Czy mógłbyś się odnieść do tego? Jaka Luxtorpeda jest naprawdę? Rzeczywiście reprezentujecie jasną stronę mocy czy też podążacie w jeszcze innym kierunku?

Nie wiem co my reprezentujemy jako slogan, wiem, że reprezentujemy siebie. Jeśli ktoś widzi w nas to co przytoczyłeś powyżej, to przecież ma do tego prawo. Ja osobiście się w tekstach Hansa i Litzy odnajduję i to o czym śpiewają jest dla mnie bardzo ważne. Myślę, że jesteśmy pod tym względem jako zespół spójni. To wszystko. A muzyka to kwestia gustu. Przecież nie musimy się wszystkim podobać.

Płyty Luxy

„A morał tej historii…” to płyta bardzo, naprawdę bardzo ładnie wydana. W wydaniu mamy mały kartonik gatefold, książeczkę, drugą płytę z wersjami instrumentalnymi wszystkich utworów z „A morał…”, a całość schowana jest w tekturowym pudełeczku. Co Was skłoniło do tak dobrego i dopieszczonego wydania płyty? Pytam, bo obecnie przywiązuje się do tego co raz mniejszą wagę, a Wy ewidentnie idziecie na przekór światowym trendom.

My chcemy dać komuś do ręki płytę taką, jaką sami chcielibyśmy dostać. Przecież cały czas jesteśmy fanami muzyki, słuchamy ulubionych kapel, kupujemy ich płyty, chodzimy na koncerty. Zgodzę się z Tobą, że obecnie jakość wydawnictw pozostawia wiele do życzenia. Na szczęście my jesteśmy niezależni i sami wydajemy nasze płyty. Decydujemy o tym czy warto ponieść większe koszty produkcji, ale za to otrzymać płytę w takiej wersji jaka nam się podoba.

Wracając jeszcze do wydania płyty. Czy przywiązujesz, przywiązujecie, wagę do audiofilskich aspektów nagrywania płyt? Czy może jest to dla Ciebie totalna ściema?

Nie jestem audiofilem, ale jestem fanem muzyki. Jeśli można zrobić coś najlepiej jak to możliwe, to chcę to zrobić. Takie mamy w tej dziedzinie podejście jako zespół i tak było również przy nagrywaniu i wydawaniu ostatniej płyty. Wiadomo, że nagrać płytę można w tych czasach nawet w domu. Wszystko zależy jakie masz cele. Nam chodziło o to, żeby wszystko co jest związane z nagrywaniem było naturalne, rzeczywiste i żywe – wiesz co mam na myśli: granie na setkę, bez metronomu, używanie starych wzmacniaczy, starych mikrofonów, nagrywanie na taśmę analogową. Gdy włączam jakieś aktualne produkcje to nie mam ochoty ich słuchać, bo niestety wszystkie brzmią tak samo- tak samo „dobrze”, czyli potężnie, głośno, są do bólu skompresowane. Nie ma tam często życia, wszystko jest wypieszczone i wyczyszczone, tak, że już nie słychać tam człowieka. Powrót do korzeni, do starych metod nagrywania daje tę gwarancję, że na nagraniu słychać człowieka, jego styl, emocje i czasem też błędy – dla mnie to jest kwintesencja.

Jakie masz plany na przyszłość jako Tomasz Krzyżaniak? Jakie plany macie jako Luxtorpeda? Kiedy będzie można spodziewać się kolejnego albumu?

No ja nie za bardzo planuję. Staram się brać to co przynosi kolejny dzień. Życie jest tak nieprzewidywalne, że wolę spontanicznie je przeżywać. Jako Luxtorpeda też nie snujemy dalekosiężnych planów. Zwyczajnie gramy koncerty, potem wakacje, a na jesień trasa, na której będziemy grali całą nową płytę. Jest jeszcze pomysł, żeby zrobić jeszcze w tym roku taką epkę z 3 nowymi numerami, jak za dawnych lat (śmiech), ale zobaczymy co z tego wyjdzie.

Wasze poprzednie okładki były naprawdę intrygujące – szczególnie okładka Waszego debiutanckiego albumu. Okładka ostatniego krążka wydaje się przy nich taka… zwyczajna. Jaka była geneza jej powstania?

Chodziło w sumie o to, żeby nawiązać do tego jak wyglądały kiedyś okładki płyt. Jest zdjęcie to i jest twórca – sprawca zamieszania. Fajnie, że jest taka zwyczajna, w sumie dokładnie taka jak my – zwyczajni. Nawet Litza ostatnio wspominał, że na tym zdjęciu jesteśmy tacy trochę zmęczeni -i właśnie o to chodziło – byliśmy wtedy zmęczeni, to było o 3 w nocy podczas kończenia sesji. Dla mnie okładka jest po prostu prawdziwa.

Luxtorpeda - A morał...

Ostatnio Związek Zawodowy Muzyków oburzył się na pomysł sprowadzenia Stonesów na Stadion Narodowy za 3 mln euro. Jak Ty patrzysz na tę sprawę? Czy państwo powinno, wzorem Islandii, dotować swoich artystów, czy też dobry artysta sobie poradzi i nie musi prosić nikogo o pieniądze?

Co do Stonesów, to i tak nie wybierałbym się na ich koncert, natomiast jeśli chodzi o wspomniane dotacje, to nie wiem jak by to miało wyglądać. Kazik śpiewa, że tylko wiarygodny jest artysta głodny… ja tam mu wierzę. A tak na serio, to chyba obecnie panuje sprawiedliwy układ- jeśli to co robisz komuś się podoba, to zapewne z szacunku do Twojej sztuki ten ktoś wspiera Cię kupując płyty i przychodząc na koncerty.

Grasz w chrześcijańskim zespole Arka Noego. Czy sprawa wiary zajmuje w Twoim życiu ważne miejsce? Jeśli tak, to czy jest to dla Ciebie pomocne czy też artystycznie Cię ogranicza nie pozwalając zapuścić się w pewne rejony muzyki „bo nie wypada”?

Odpowiem może w innym kluczu – jeśli chodzi o mnie, to wiara pozwala mi poznawać samego siebie i to co mnie otacza. Skoro poruszam się w tej przestrzeni jaką jest muzyka, to poszukuję w niej czegoś dla siebie. Sztuka nie powinna być ograniczona niczym, prócz tego co mogłoby człowiekowi zaszkodzić. Odpowiem więc tak – staram się sobie nie szkodzić.

Dziękuję pięknie za rozmowę.

Zadawał pytania i dostawał odpowiedzi: Bartosz Pacuła

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *