8 października Tom Araya udzielił telefonicznego wywiadu dla portalu Metal Rules ze swojego domu, w którym wspominał wczesne lata zespołu, zdradził szczegóły o nadchodzącej trasie i mówił o przyszłości Slayera, nowej płycie czy materiale, który Jeff po sobie zostawił.

Tom Araya podczas występu Slayera Soundwave Festival 2013

Zauważyłem w ostatnim wywiadzie z wami, że wspominaliście miejsca, w których kiedyś graliście. Tym razem gracie w Nowym Jorku w Madison Square Garden. Czy to nie było wcześniej Felt Forum, z którego was wyrzucili za znany „siedzeniowe zamieszki”?

Taa, to właśnie dawne Felt Forum. Ta noc była szalona, ludzie podpalali siedziska i rzucali nimi jak frisbee. Stare, dobre czasy. [śmieje się]

Gdy widziałem Clash of the Titans tour w pełnym Madison Square Garden w 1991, byłem tuż z przodu, gdzie miały znajdować się miejsca vipowskie, wszystkie składane krzesła skończyły w wielkiej chmurze dymu tuż przed sceną, właśnie gdy występ dobiegał końca, więc nawet wielka hala była zdemolowana.

[śmieje się] O tak, pamiętam to. Na wielu trasach, w miejscach gdzie graliśmy wstawiali te składane krzesełka. Zawsze im powtarzaliśmy – „To nie jest dobry pomysł”. Mieliśmy ochroniarza, który dla nas pracował, koleś nazywał się Jerry Mele i gdybyśmy grali przykładowo jakiejś arenie, gdzie wystawiali by te krzesełka, on by powiedział, „nie możecie stawiać tutaj tych krzeseł.” Oni by pewnie odpowiedzieli, „wiesz, musimy.” Co by skończyło się jego odpowiedzią, „rozumiemy, ale teraz mówię, że to nie jest dobry pomysł. W obszarze przed sceną nie możesz wstawić siedzeń.”

Powiedziałby im „to i to się stanie, jeśli to tak zostawicie.” A oni by na to coś w stylu, „O nie, nie, nie. Musimy dać tam siedzenia, takie są przepisy, w razie pożaru czy coś.” On zaś by zagadał do kogokolwiek wyżej postawionego, by tego nie robili, został by jednak zignorowany, a po występie jedynie co zostanie to wielki stos tych krzesełek.

No i oczywiście to wasza wina.

Ta, a potem to nasza wina. Wiele razy, jak już krzesła zaczęły latać stając się stosem, on zaczynał zachęcał fanów, dzieciaków, by ustawiali się w szeregu i odstawiali je na bok [krzesła], by były z dala od publiczności. Sporo dzieciaków było naprawdę pomocnych, pomogły nawet wyczyścić sporą część płyty, a później zaczęli robić to, czego najbardziej chcą – mosh pit i wariactwo. Ich metalowy taniec [śmiech].

Ten incydent utrzymywał się dalej, nawet gdy zaczęliśmy uczęszczać na Ozzfest. Przykładowo w San Bernardino – identyczna sytuacja. Zaczęli wyrywać krzesła z rzędów przed sceną, przerzucali je przez barierki prosto na scenę, które trzeba było wywalać na tył. To po prostu za nami idzie, przyzwyczailiśmy się. Teraz raczej nie zdarza to się zbyt często.

Pamiętam jak czytałem artykuł prawdopodobnie w New York Times, gdzie Jerry opowiadał o tych wszystkich przygotowaniach dotyczących bezpieczeństwa na występach takich jak wasz. Brzmiał jak jakiś dowódca przygotowujący się do walki.

Taa, był świetny w tym co robił, bo gdziekolwiek byśmy poszli, on by zaraz zagadał do miejscowej ochrony czy wielu firm ochroniarskich, by przyjęli jego metody. Aż do skutku, co jest naprawdę fajne, bo dzięki temu wszystko było łatwiejsze dla wielu zespołów, jak i fanów, którzy mieli z tego jeszcze większą przyjemność, co jest przeciwieństwem do tego co było kiedyś, gdy po prostu skopaliby ci dupę i wyrzucili cię [śmieje się].

Będziecie wracać do grania w bardziej kameralnych miejscach, podczas trasy po Północnej Ameryce? Macie to w planach?

Tak. Będziemy grać w teatrach, gdzie jest od 2 do 5 tysięcy miejsc, więc będzie spoko. To pierwszy raz, kiedy naprawdę robimy Slayerową trasę, zamiast być częścią jakiejś większej, przez bardzo długi czas. Przez kilka ostatnich tras przemierzyliśmy wiele stanów będąc jednym z headlinerów w wielu festiwalach. Żadnej własnej trasy z dwoma gośćmi specjalnymi na wstępie. Doszliśmy do wniosku, że nie będziemy tego komplikować i przyszła trasa obejmie teatry i małe areny. Zobaczymy, co z tego wyjdzie, mam nadzieję, że się powiedzie. Nie robiliśmy tego już trochę czasu.

Ciekawią was reakcje ludzi na nowego Slayera, nowego-starego Slayera, czy jakkolwiek ludzie to nazywają?

[śmieje się] Nie wiem. Mieli do czynienia ze Slayerem z Garym, jak i z Paulem który był członkiem zespołu ładnych parę lat, więc teraz jest czas dla wszystkich, by znów oswoić się z Paulem i przyzwyczaić się do składu. Gary gra z nami już dwa lata, jeśli jesteś w stanie w to uwierzyć. Ludzie znali wcześniej każdego po trochę lecz nie wszystkich razem.

Paul zawsze był nam przyjacielem. Gdy odszedł, było to z jego własnej woli, nikt nie miał nic nikomu za złe. Poczuł, że musi iść do przodu, nie było w tym nic złego, a posiadanie go ponownie w składzie, grającego razem z nami jest naprawdę świetne. Tak jakbyśmy wrócili do momentu, gdzie się rozeszliśmy. On jest niesamowity. Pełen energii. Podekscytowany tym, że wrócił i że znów jest częścią Slayera. Przekłada się to na występy pełne energii i ekscytujący czas.

To będzie dobre. Jak powiedziałem, każdy ponownie oswoi się z Paulem, Gary’ego wszyscy już znają, różnicą jest jednak wielka okoliczność, jaką jest odejście Jeffa. Myślę, że każdy będzie czerpał przyjemność z przyszłych występów. Paul jest bardzo energiczny, podekscytowany, co sprawa, że wszyscy są podekscytowani. To będzie dobre i pozwoli na chwilę zapomnieć o tym wszystkim.

Zespół doświadczył niedawno dwóch uderzeń, jedno za drugim. Wpierw sytuacja z Davem, a potem odejście Jeffa.

Taa. To stało się praktycznie jednocześnie. Mieliśmy rozmowy grupowe między naszą trójką [Tom & Kerry i Jeff] by jakoś posprzątać ten bałagan, całą tą sprawę z Davem. Każdy z nas dzielił się swoimi odczuciami i przemyśleniami na temat rozwiązania tego problemu. Cała nasza trójka była na pokładzie tak długo, aż rozwiążemy problem, myśląc jak podejdziemy do sytuacji z Davem. Potem na pokładzie pojawił się Paul, po czym Jeff odszedł. Byliśmy oszołomieni. To było zwariowane. Wciąż jest.

Wygląda na to, że to działo się dużo wcześniej, odkąd zespół dawał występy całe lato, nie minęło jednak nawet 6 miesięcy odkąd odszedł Jeff, a Paul powrócił. Naprawdę nie mieliście kiedy wszystkiego przemyśleć.

Odkąd Jeff odszedł, jakoś półtorej miesiąca  później zaczęliśmy europejską trasę, która była już zaplanowana rok wcześniej. Zrobiliśmy więc dwie trasy po Europie oraz właśnie skończyliśmy tą po Południowej Ameryce.

Wywieszamy flagę, tą ku pamięci Jeffa. Granie tych występów, to ci pozwala nie myśleć o tym wszystkim, ale kurwa, pierwsza trasa po Europie, jaką zrobiliśmy po jego śmierci była trochę ostra. Przynajmniej dla mnie. Pierwsze półtora tygodnia było ostre, tak jak utrzymanie się w tym, co robimy. Teraz jest całkiem inaczej. Nic nie jest takie same, bo wiesz, że już nie będzie. To było dla mnie trochę ostre.

Jak już jednak wspomniałem, mamy tą flagę, mamy zasłonę jaką używamy, dajemy ją publice, dla fanów, by mogli na chwilę zapomnieć o smutku i mogli usiąść, i powspominać Jeffa. Myślę więc, że robiąc to, co robimy, podczas tej jesiennej trasy pozwolimy na to fanom w stanach. Dla mnie to leczniczy proces, wspominanie Jeffa grając jego muzykę.

Wierz mi lub nie, ale 95% muzyki jaką gramy na żywo jest Jeffa [śmiech]. Prawie każdy utwór, jaki gramy na żywo jest utworem Jeffa, z muzyką napisaną przez Jeffa.

Jak Gary sobie z tym wszystkim radzi? Jest teraz w dziwnej sytuacji – dodatkowo wciąż ma Exodus i zastanawiam się też, czy ma ochotę do tego wrócić, odkąd to jego dziecko?

On tym zarządza. Wciąż ma Exodus, właściwie odkąd mieliśmy przerwę pisał nowy materiał, więc zbierał wszystko do kupy na nowy album Exodusa i zajmował się tym. Ale tak, w pewnym sensie, kiedy skończymy tą trasę, razem z Kerrym musimy usiąść i wziąć sprawy Slayera w nasze ręce, obmyśleć plan, co z tym zrobić.

Ale Gary wykonuje kawał świetnej roboty. Jest oddanym przyjacielem, oddany ku naszych wielu już prośbach, wkońcu wciąż robi to, co robi. Jest w tym świetny, wykonał niesamowity kawał roboty i jesteśmy mu dłużnikami, ponieważ kontynuował pomoc dla nas, idąc coraz dalej, grając z nami i naprawdę czerpie z tego przyjemność.

Pogodziłbyś się z myślą posiadania w składzie Gary’ego na stałe, piszącego i grającego nowy materiał dla zespołu, czy raczej będzie to częścią Slayerowych interesów, którymi ty i Kerry musicie się zająć?

Ta, mamy zamiar usiąść, pomyśleć i cos wykombinować. Nie mieliśmy szansy na to, by spokojnie omówić co i jak. Ja po części naprawdę nie chciałem, zwłaszcza wtedy, gdy to wszystko się działo. Teraz, gdy mamy to za sobą i wybieramy się na jesienną trasę, tuż po jej zakończeniu będzie okazja na to, by usiąść i pogadać o Slayerze, o tym co czujemy i jak wyglądać będzie przyszłość zespołu.

Niedawno na jaw wyszła informacja o pozostawionym przez Jeffa materiale, którego moglibyście użyć w nowym albumie. Jak się z tym sprawy mają?

Na pewno miał masę materiału, którego nawet nie słyszeliśmy. Wiesz, nie mamy jakiegoś przywileju, żeby sobie po prostu tam wejść, przejrzeć jego wszystkie rzeczy jakie ma w domu, osobiste rzeczy. To jego żona musi nam dać tą możliwość. Są jednak dwa utwory, jeden, który miał niedokończony tekst, nad którym pracowaliśmy przy World Painted Blood i drugi, który poskładaliśmy do kupy zanim jeszcze odszedł. Nie zdążyliśmy nawet rozesłać utworu między naszą trójką.

To było coś co usłyszałem i polubiłem, rozmawiałem o tym z Jeffem, że moim zdaniem to było czymś świetnym, nad czym powinniśmy popracować, że chciałem dodać trochę swoich pomysłów do całości, bo naprawdę lubiłem ten kawałek od strony muzycznej. Był podekscytowany, dał mi znać, że mogę napisać tyle zwrotek i refrenów ile będzie trzeba, więc razem rozmawialiśmy o tym kawałku, byłem podekscytowany, a potem… [zatrzymuje się na chwilę]

To jest to, co zazwyczaj robił, składał w całość dema utworów i dawał je wszystkim, by ich się nauczyli, potem szliśmy do studio by nad nimi popracować i dopracować je do stanu, w którym nam się spodobają.

Na Soundtrack To The Apocalypse jest demo, jak dobrze pamiętam „Angel of Death” [właściwie to jest „Raining Blood”] gdzie ścieżki gitarowe wyciszono na rzecz automatu perkusyjnego, co ostatecznie brzmiało całkiem inaczej, niż finalna wersja utworu.

Tak właśnie to robił. Pokazał by ci tak sześć czy siedem kawałków za każdym razem. Na World Painted Blood, zanim jeszcze pomyśleliśmy, by zacząć robić album, on powiedział „hej, dlaczego nie nagramy chociaż 3 czy 4 kawałków i nie wypuścimy EPki, albo singla, by dać wszystkim posmak nadchodzącego albumu.” I on miał siedem czy osiem kawałków, które odsłuchałem i pomyślałem „O mój Boże, to jest naprawdę zarąbiste”.

„Psychopathy Red” było jednym z kawałków na tej płycie. Nagraliśmy też dwa inne, jeden z nich był utworem, którego nie mieliśmy możliwości dokończyć [śmieje się]. On miał inny materiał, który uważałem za świetny i gdy wkońcu zaczęliśmy nagrywać album, przyniósł inny materiał, całkowicie różny od poprzedniego.

Nawet poszedłem z nim pogadać i pytam, „Słuchaj, mieliśmy 3 czy 4 utwory, które naprawdę lubiłem [z poprzedniego materiału], jestem więc zdziwiony, że nic z nimi nie zrobiłeś. Cokolwiek z nimi zrobiłeś?” I musiałem wysłać mu kopie tego, co miałem, bo Jeff sprawiał wrażenie, jakby mówił „Nie wydaje mi się, bym wciąż miał kopię tych nagrań.” A potem było, „Ah tak, pamiętam te kawałki [śmieje się].”

Myślałem, że były świetne, bo miałem dla nich pomysły, pomysły melodii, nigdy jednak nie doszło do ich realizacji. Chciałbym usłyszeć co Jeff zrobił i czy w ogóle skończył jakiś materiał. No i oczywiście czy ma tego więcej, mam nadzieję, że będziemy mieli szansę usiąść, przeczesać wszystko, odsłuchać i czekać, by dowiedzieć się czy będziemy mieli pozwolenie na zrobienie czegoś z tym.

To brzmi, jakbyście mieli przejść przez czyjś strych, w którym są duchy, wspomnienia i takie tam.

Myślę, że to by było nawet dobre, bo jest tam pare rzeczy, które on miał, a które były by świetne. Ale jak już powiedziałem, musimy najpierw omówić interesy, zanim zrobimy cokolwiek innego.

Czy ty i/lub Kerry pracowaliście nad własnym materiałem, albo po prostu razem pracowaliście nad czymkolwiek?

Ja i Jeff sporo współpracowaliśmy. Z Kerrym współpracowałem na kilku kawałkach, ale nie było to nic wielkiego w stosunku do pracy z Jeffem. Kerry lubił  robić własne rzeczy, po swojemu, nie był zbytnio zainteresowany współpracą, nie kręciło go to.

Kerry robił coś tam na własną rękę i były takie 2 kawałki, z wszystkich, które on i Dave nagrali jako dema, dwa kawałki były ukończone, przy których pomogłem wokalnie, ale nie było to coś, przy czym współpracowaliśmy. Kiedy je nagrywaliśmy w studio, to było bardziej coś w stylu „tu masz tekst, a tak ten kawałek ma brzmieć.” Zrobiłem więc to tak, jak czułem, że powinno być, on jednak wolał, bym zrobił to jego sposobem [śmieje się]. Są więc 2 kawałki, które wyszły poza próby, które zaczęto kilka lat temu.

Zobaczymy, jak pójdzie. Jak powiedziałem, czeka nas wiele rozmów zanim ruszymy do przodu. Musimy usiąść i porozmawiać.

Wiesz, szczerze doceniam, że to robisz, to nie może być łatwe, by siedzieć tu i wciąż rozmawiać, gdy druga osoba mówi, co może się stać z twoją karierą.

Taa. Staram się właściwie dobierać słowa. Zdecydowanie [śmieje się]. Zobaczymy, co przyniesie nam przyszłość.

Napisz, co myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *