Czy ostatnia trasa, w którą wyruszyliście, była katalizatorem dla obecnej?

Tom Araya: Tak! Zjawiam się półtorej godziny przed koncertem, jeśli tylko mogę. I wychodzę szybko po jego zakończeniu. Ostatnim razem, gdy byliśmy w trasie, nie usłyszeliśmy żadnych skarg od nikogo i na nic. To była świetna trasa. Wszystko miało gładki przebieg. Nie usłyszałem nic poza pozytywnymi rzeczami o was, chłopaki. Świetnie się z wami koncertowało.

Joe Duplantier: Macie świetną ekipę. Tylko to chcę powiedzieć. To prawdopodobnie główna przyczyna tego, że wszystko poszło gładko. Jeśli masz właściwą ekipę, szanuje ona zespoły supportujące i wszystko ułatwia. Jeśli mamy najmniejszy problem, po prostu rozmawiamy z kimś nich i zostaje to od razu naprawione. Każdy sobie wzajemnie pomaga. Oczywiście wiecie o tym, ale macie świetną ekipę. To pomaga.

Tom Araya: To prawda. To bardzo pomaga. Wszystko poszło gładko. Kiedy nasz manager powiedział: “Hej, zorganizujemy tę trasę i chcemy na support Gojirę, czy macie coś przeciwko temu?”. Ja na to: „Nie, świetnie się z nimi koncertuje! Nie było nic w najmniejszym stopniu negatywnego. Było zajebiście”. Jesteście naprawdę dobrą kapelą!”.

Joe Duplantier: Może nie zabrzmi to zbyt ekscytująco, ale kiedy nie ma żadnych skarg czy problemów podczas trasy, to jest to już dość wyjątkowa sytuacja (śmieje się). Pomyślałbyś: „Okej, to wszystko?”. Niemniej, myślę, że to bardzo ważne i bardzo miło mi to słyszeć.

Tom Araya: O tak, to naprawdę bardzo ważna sprawa. Po co koncertować z zespołem, który odpierdala teatrzyki (śmieje się)? Wiesz, o co mi chodzi? Komu to potrzebne? Kiedy dwie kapele dogadują się i dobrze im się razem pracuje, to mocno odpręża. Ciągłe poruszenie powoduje niepotrzebny stres. Życie w trasie jest już i tak kurewsko stresujące. Gdy każdy robi swoje, to trasa przebiega gładko, a każdy odczuwa harmonię.

Joe Duplantier: To takie prawdziwe.

Tom Arayda: Wracając do tego, o czym mówiłem wcześniej, to jest, kurwa, trzydzieści trzy lata później. Spotkało nas szczęście, że mamy takiego wielkiego fana w osobie Ricka Rubina. To było nasze największe i najwspanialsze szczęście. Wziął nas pod swoje skrzydła i to właśnie tam pozostaliśmy. Uważam, że za wiele naszych sukcesów i długowieczność odpowiada w całości Rick.

Joe Duplantier: Jesteś bardzo skromny! To niewiarygodne.

Tom Araya: Stary, mówię prawdę. Gdyby nie pojawił się Rick Rubin, naprawdę nie wiem, co by z nami było. Zespół wiele mu zawdzięcza. Bez niego nie mielibyśmy po tym czasie dziesięciu albumów. Myślę, że wszystko wyglądałoby nieco inaczej.

Która płyta Slayera znaczy dla was obu najwięcej?

Tom Araya: Wow! Mogę ci powiedzieć, które wiele znaczą dla mnie… Pierwsze trzy, które zrobiliśmy z Rickiem Rubinem – Reign in Blood, South of Heaven i Seasons in the Abyss – i World Painted Blood. Te albumy znaczą wiele, ponieważ miałem właściwie całkiem spory udział w stronie kreatywnej każdego z tych czterech. Miałem też duży wkład w Divine Intervention. W inne albumy – nie tak bardzo – ponieważ zespół borykał się z problemami osobistymi… po prostu dużo współpracowaliśmy. Wiele utworów napisaliśmy wspólnie. Na albumach, w których Jeff miał dużo swojego materiału i muzyki, ja również odgrywałem dużą rolę. Gdy tak nie było, to angażowałem się tylko w jego utwory. Myślę, że płyta Seasons byłaby na szczycie tej listy. To był moment wieńczący moje pisanie, jeśli chodzi o ilość energii włożonej we wszystkie utwory na tym albumie i pozwolenie, które miałem na to, by robić to, co na niej robiłem. Seasons jest najważniejszym z nich wszystkich. Reign in Blood jest świetnym albumem jak na to, co robiliśmy – zwłaszcza, że to nasz pierwszy album z Rickiem Rubinem. Jeśli chodzi o mnie, to Seasons.

Joe Duplantier: Oczywiście, pierwszymi płytami, które usłyszałem, były Reign In Blood  i South of Heaven. Pamiętam, że byłem wtedy w szkole średniej. To była duża zmiana w moim życiu. Ktoś dał mi kasetę z Reign In Blood  i jedną z South of Heaven. Dopiero co wtedy odkryłem Metallikę i to była najszybsza i najbardziej przepełniona złem muzyka, jakiej słuchałem (śmieje się). Usłyszałem Slayera i to było na zasadzie „O cholera! Co to jest?”. Pamiętam, że wyglądałem przez okno autobusu i widziałem wszystkie budynki, domy i ludzi na ulicy i nagle byłem zupełnie oderwany od rzeczywistości. To dokładnie takie uczucie, i wciąż mam je teraz, kiedy o tym pomyślę. Dźwięk, mrok płynący z muzyki i klimat – jest w tej produkcji coś ciepłego, jakaś intencja i moc za tą muzyką. To był mój pierwszy kontakt ze Slayerem. Kolejnym szokiem był dla mnie Diabolus in Musica. W czasie, kiedy wyszedł, produkcja, dźwięki gitarowe i to wszystko były takie surowe, że myślałem, że był to bardzo mądry album. W owym czasie w branży muzycznej działo się jakieś szaleństwo i wszystkie kapele były nakierunkowane na określony klimat. Ten album poszedł w zupełnie inną stronę. Stwierdziłem wtedy: „Tak! To jest to, co powinniśmy zrobić! Musimy grać w chuj surowo!” (śmieje się). To właśnie te trzy albumy znaczą dla mnie najwięcej

Czy obrazowość jest dla was ważną częścią pisania tekstów?

Tom Araya:

Tak, malujesz psychologiczne obrazy słowami. To, jaki obraz przyjdzie danej osobie na myśl, jest sprawą indywidualną. Dla mnie – ty śpiewasz, ale dosłownie malujesz obrazy. Chcesz użyć takich sformułowań i metaforyki, które dadzą tej osobie konkretny obraz tego, co chcesz przekazać. Malujesz go pewnymi przymiotnikami. Naprawdę staram się używać słów nie tylko po to, by malować, ale też wywoływać pewne odczucie. Najlepszym sposobem opisania tego jest posłużenie się „Dead Skin Mask” jako przykładem. Słowo „pacify” (pacyfikować) mówi ci nie tylko o uczuciu, ale opisuje też okres niemowlęcy – tak jak „pacifier” (smoczek). Rubin chciał, abym użył słowa „appease” (uspokajać). Musiałem, ponieważ on tak chciał. Kiedy grałem ten utwór na żywo, używałem słowa „pacify”, ponieważ chciałem namalować obraz mentalnego niemowlęctwa, którym był dotknięty Ed Gein. Był małym chłopcem w ciele dorosłego mężczyzny. Stał się taki poprzez swoją relację z matką. W taki właśnie sposób lubię używać słów. To trochę głębokie dla niektórych ludzi.

Joe Duplantier:

Myślę, że każdy to rozumie. Wywoływane przez ciebie obrazy uderzają w podświadomość ludzi.  Masz rację, że to bardzo ekscytujące, by składać słowa w całość i tworzyć obraz zamiast tłumaczyć coś, czy pisać instrukcję lub tekst objaśniające tę ideę. Po prostu malujesz obraz, który jest bardzo dobrze opisany. To jest bliższe poezji niż literaturze. Kiedy ludzie pytają mnie: „O czym jest ten kawałek?” odpowiadam im „Cóż, to tak powinno być. Czasami to jest jednak niewytłumaczalne”. Tak jak już powiedziałeś, po prostu mówisz o emocji lub o czymś, co widzisz. To, jak ty to widzisz, może być nieco niewyraźne, ale chcesz, by takie pozostało. Chcesz zetknąć ze sobą słowa, które sprowokują emocje i wcisną określone guziki wewnątrz ludzi. Uwielbiam to! To niesamowicie ekscytujące.

Tom Araya:

Dokładnie o to chodzi.

Joe Duplantier:

Chcę ci po prostu podziękować. Jestem naprawdę zaszczycony, że właśnie teraz z tobą o tym rozmawiam. Czasem słyszę różne twoje wypowiedzi. Wiem, że udzieliłeś mnóstwa wywiadów i naprawdę doceniam tę chwilę. Usłyszeć to, kiedy mówisz o tym, jak widzisz różne rzeczy, jak zaczynałeś, jaki jesteś cichy i pokorny… chcę ci zwyczajnie podziękować za całą muzykę, jaką stworzyłeś.

Tom Araya:

Dziękuję! Myślę, że czasem zaskakuję ludzi, ponieważ jestem bardzo bezpośredni. Jeśli nie jesteś szczery, to wyjdzie na jaw.

Ma się wrażenie, że Slayer jest potężniejszy niż kiedykolwiek… To wyjątkowa chwila dla obu zespołów.

Toma Araya:

Muszę się zgodzić (śmieje się). To zdecydowanie krótka chwila, ponieważ życie zmieniło się od maja. A przynajmniej dla mnie się zmieniło. To daje zupełnie inną perspektywę  na wszystko i zupełnie inne nastawienie. Joe, pytałeś mnie, czy jestem szczęśliwy z tego, co mam teraz – a więc jestem. Od maja moje nastawienie odnośnie pewnych rzeczy diametralnie się zmieniło. Teraz to wygląda inaczej. Patrzę na wszystko z innej perspektywy. To już czas, by usiąść i naprawdę pomyśleć o swojej przyszłości, ponieważ mam rodzinę. Mam rodzinę od dwudziestu lat. Jestem żonaty od 19 lat. Tak naprawdę nigdy nie byłem w domu. Zawsze jestem w rozjazdach. Jestem pewny, że rozumiesz, jaki to dystans od rodziny, Joe. Nikt tak naprawdę nie rozumie tego poświęcenia. To niekoniecznie oznacza bycie daleko tylko od swojej żony i dzieci, ale też rodziny. Jestem pewien, że masz matkę, ojca, braci i siostry, którzy na pewnym etapie byli wielką częścią twojego życia, a teraz nie są. Są jedną ze stron twojego życia.

Joe Duplantier:

Tak, mam teraz córkę. Byłem w trasie, kiedy postawiła swój pierwszy krok i kiedy wypowiedziała swoje pierwsze słowa.

Tom Araya:

To są poświęcenia, których ludzie nie rozumieją, i o których nigdy się nie dowiedzą. Mój syn ma czternaście lat, a moja córka siedemnaście. Miałem na tyle szczęścia, by być przy moim synu w pierwszych dwóch miesiącach jego życia. Jeśli chodzi o moją córkę – nieszczęściem było to, że musiałem wyjechać dzień po jej narodzinach i nie widziałem jej potem przez dwa czy trzy miesiące.

Joe Duplantier:

Wow…

Tom Araya:

Ale to, oczywiście, samo życie. Niektórzy ludzie pewnie nigdy tego nie zrozumieją. Mają inne pojęcie tego, jak wygląda życie w trasie. Młode lata w życiu zespołu są wspaniałe. Ale to się szybko starzeje (śmieje się). Od maja wiele się zmieniło. Czas spojrzeć na wszystko z właściwej perspektywy. Teraz rozumiesz to poświęcenie, jako że sam masz córkę.

Joe Duplantier:

Całkowicie. Jest ogromne.

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *