“Zabawmy się”, uśmiecha się Tom Araya – wokalista i basista Slayera.

Istotnie, następująca potem godzinna rozmowa pomiędzy legendarnym frontmanem a wokalistą i gitarzystą Gojiry, Joe Duplantierem, była hitem. Slayer i Gojira będą dzielić ze sobą scenę podczas trasy, która z pewnością będzie jedną z najbardziej wystrzałowych tej jesieni. Oba zespoły mają całkiem sporo wspólnego. Jeśli chodzi o heavy metal, są bezkompromisowo ciężkie, niezaprzeczalnie zaraźliwe i absolutnie niepowtarzalne. Spuścizna Slayera to coś niepodważalnego, a Gojira nagrała jeden z najlepszych albumów dekady – L’Enfant Sauvage z 2012 roku. Przygotujcie się na ostateczne Starcie Tytanów XXI wieku, kiedy te dwie kapele ruszą w trasę…

Aby omówić ich historię, Rick Florino, redaktor naczelny ARTISTdirect.com, usiadł wraz z Tomem Arayą – szefem Slayera oraz Joe Duplantierem z Gojiry i przeprowadził z nimi ekskluzywny wywiad o trasie, muzyce i wielu innych rzeczach.

tom-araya-joe-duplantier-slayer-gojira-interview

Kiedy pojawił się pomysł na tę trasę?

Tom Araya:

Wydaje mi się, że wtedy, gdy pierwszy raz mieliśmy okazję porozmawiać, mieliśmy organizować jesienną trasę. To było jakiś czas temu. Nie mogę sobie przypomnieć, kiedy. Wspomnieli, że chcieliby zorganizować trasę razem z Gojirą. A my na to “Spoko!”. Właściwie to tak się u nas podejmuje decyzje. To jest na zasadzie: “Hej, chcemy zorganizować trasę razem z tym zespołem”, a my odpowiadamy: “Jasne!”. Jednak nie jest to pierwszy raz, kiedy razem jedziemy w trasę.

Joe Duplantier:

W zeszłym roku zagraliśmy kilka koncertów w Europie i poszły nam świetnie. Dla nas owa trasa stworzyła bardzo dogodną sytuację, ponieważ siedzimy w tym samym klimacie. Nie używamy żadnych efektów, komputerów i szalonych próbek. Przyjmuje to surową, oldschoolową formę. To dwie gitary, jeden bas, perkusja i koleś wrzeszczący do mikrofonu. To potężny Slayer! Zagranie pierwszych koncertów w Europie było niesamowitą rzeczą. Kiedy otrzymaliśmy ofertę, by być głównym supportem Slayera w Ameryce Północnej, powiedzieliśmy “Tak!”. I to tyle mogę na ten temat powiedzieć [śmieje się].

Obaj jednocześnie gracie i śpiewacie. Czy te elementy się wzajemnie uzupełniają?

Tom Araya:

Śpiewałem od czasu do czasu w zespole sprzed czasów Slayera, ale najczęściej były to harmonie. Tak naprawdę nie byłem głównym wokalistą. Tak się złożyło, że Kerry King dołączył do kapeli później, kiedy ta już występowała w klubach, czy bardziej dyskotekach i tak dalej. Kiedy tamten zespół się rozpadł, Kerry zadzwonił do mnie i oznajmił: „Hej, szukam basisty. Mam już gitarzystę i perkusistę. Chcę, byś grał na basie i śpiewał”. Po prostu rzuciłem się na to. To była raczej przeszkoda. Musiałem nauczyć się biegać i przeskakiwać przeszkody. Był to dla mnie raczej proces nauki.

Musiałem na każdym kroku uczyć się grać i śpiewać. Pewna część materiału, którą wykonujemy, jest bardzo zawiła. Albo muszę uprościć to, co gram, by móc śpiewać, albo muszę naprawdę popracować nad graniem i śpiewaniem tych partii. To nie jest coś, co przyszło mi naturalnie. Naprawdę musiałem nad tym popracować. Nie był to naturalny proces. Wciąż muszę nad nim pracować w zależności od tego, co gram i śpiewam. O to mi chodziło. [śmieje się].

Joe Duplantier:

Czy na pewnym etapie poczułeś, że coś stało się z twoim mózgiem lub ciałem, jakby zaskoczył ci jakiś tryb i już byłeś w stanie to robić?

Tom Araya:

Tak! Początkowo gdy to robiłem, było to coś, nad czym musiałem pracować. Masz rację. Od pewnego momentu już po prostu to się udawało.

Joe Duplantier:

To staje się prawie naturalne. To jak wysiłek włożony w dwie różne rzeczy, ale dla ciała to ten sam rodzaj wysiłku. Uważam, że to kwestia fizyczności. Teraz, kiedy nagrywam w studiu wokal, czuję się nieco zagubiony nie mając gitary, ponieważ jestem do tego stopnia przyzwyczajony, by robić obie rzeczy naraz. To prawie staje się jednym.

Tom Araya:

Rzeczywiście jakiś tryb zaskakuje w mózgu. Szczerze, w studiu śpiewam, a potem dogrywam bas. Dopóki nie robimy prób i nie przygotowujemy się na trasę, nie muszę zestawiać tych dwóch rzeczy [śmieje się]. Wiesz, o co mi chodzi?

Joe Duplantier:

Tak!

Tom Araya:

Jak już mówiłeś, stało się to teraz czymś niewymagającym wysiłku. Kiedy zaczynałem grać z zespołem, było to czymś, nad czym musiałem naprawdę popracować. Teraz to jak z graniem na pianinie – masz prawą i lewą rękę [śmieje się].

Joe Duplantier:

Dokładnie! Też tak zaczynałem. To zabawne. Grałem na gitarze i śpiewałem harmonie w swoim pierwszym zespole w szkole średniej. Wokalista poszedł do wojska, więc po prostu zniknął. Pewnego dnia powiedział: „Och, chłopaki, już mnie tu nie będzie. Idę do wojska!”. Pomyślałem: „Cholera, przecież mamy ten koncert! Nie ma mowy, że go anulujemy. Ja będę śpiewał!”. To była totalna katastrofa [śmieje się]. To była inna kapela. Mój przyjaciel nagrywał ten koncert magnetofonem. Odsłuchiwaliśmy go jakieś pięćdziesiąt razy i tak się z śmialiśmy, bo był taki beznadziejny.  Początki nie były łatwe. Też musiałem się uczyć.

Tom Araya:

To jak skakanie w ogień. To właśnie lubiłem: “Tak, myślę, że mogę grać i śpiewać!”

Joe Duplantier:

To zabawne, bo wygląda to tak, jakbyś się urodził robiąc obie rzeczy naraz.

Tom Araya: [Śmieje się]

Joe Duplantier:

To było twoje przeznaczenie! Szaleństwo. Już nie jesteś człowiekiem. Jesteś po prostu nadludzkim bytem. To, czego dokonałeś, jest niewiarygodne.

Tom Araya:

To niesamowite, ponieważ niewielu ludzi to robi. Jest garstka ludzi, którzy grają i śpiewają. Do tego potrzebny jest wielki talent. Stary, masz talent!

Joe Duplantier:

Dziękuję! To wspaniale.

W którym momencie wiedziałeś już, że będziesz tworzył muzykę przez resztę swojego życia?

Tom Araya:

Nigdy nie była to myśl w stylu: “To jest to, co chcę robić”, po prostu to robiłem. Mój brat uczył się grać na gitarze, więc pomyślałem, że nauczę się grać na basie. To, czego chciałem, to bycie częścią zespołu. Nie liczyło się to, co robiliśmy. Po prostu chciałem być w zespole. Nie myślałem wtedy: „To jest to, co chcę robić do końca życia”. To było częścią mojego życia. Kiedy powstał Slayer, pracowałem w szpitalu. Byłem terapeutą oddechowym. Trzydzieści lat temu nawet nie wyobrażałem sobie, że tutaj będę, czy czegokolwiek z tych rzeczy, których dokonaliśmy jako zespół. Po prostu grałem w kapeli, która jammowała w weekendy. Czasem pracowałem na podwójną zmianę 24-godzinną. W zasadzie było to po to, by wesprzeć moje hobby, którym była muzyka.

Decyzja o tym, co będę robił przez resztę życia została podjęta za mnie. Zespół miał się naprawdę dobrze. Jeździliśmy w trasy. W 1985 po raz pierwszy dostaliśmy ofertę na trasę po Europie i w pracy oznajmiłem, że potrzebuję miesiąca wolnego. Nie zgodzili się, więc odszedłem. Zostałem postawiony na rozdrożu i musiałem podjąć decyzję. Mój proces myślowy przebiegał tak: „Prawdopodobnie już nigdy tego nie zrobię. Muszę jechać do Europy. Muszę jechać w trasę. Nic mnie nie obchodzi”. Wyszedłem stamtąd i odszedłem. Tak naprawdę nigdy już nie myślałem o przeszłości czy pójściu znowu do pracy. Chodziło o to, by przekonać się, dokąd zaprowadzi mnie muzyka. To była świadoma decyzja: „Jebać to, odszedłem stamtąd dlatego, że chcę robić to!”. Zdarzało mi się słyszeć: „Cóż, co będziesz robił później?”. Odpowiadałem na to: „Nie wiem, ale zamierzam jechać w tę trasę!”.

Joe Duplantier: [Śmieje się]

Tom Araya:

To wszystko. Nigdy nie zastanawiałem się nad tym, co robimy. To się po prostu działo, a my to robiliśmy. Dostawaliśmy oferty. Przyjmowaliśmy oferty.

Joe Duplantier:

Mam wrażenie, że te rzeczy dzieją się po jednej naraz, prawda? Przed sobą masz jedną trasę i musisz jechać, ponieważ cię nagli. Musisz w tej chwili to zrobić. Nawet nie myślisz o przyszłości.

Tom Araya:

To jest coś, czego nigdy nie robiłem. Nigdy nie myślałem o przyszłości. Za pierwszym razem, gdy byliśmy w trasie po Stanach, Brian Slagel złożył to wszystko w całość i powiedział: „Mam dla was trasę, chłopaki!”. Wspomniał nam o niej kilkakrotnie. Któregoś dnia wróciłem do domu z pracy i spytałem chłopaków: „To jedziemy w tę trasę czy nie?”. Była rozpisana na kartce papieru razem z dwudziestoma datami. Musieliśmy tamtego dnia wyjechać, by zagrać pierwszy koncert. To jest jedna z tych sytuacji, kiedy zastanawiasz się: „Co mamy zrobić? Nie mamy furgonetki, pieniędzy, tego i tamtego”. Tak zazwyczaj gadał Kerry [śmieje się]. A ja na to wtedy: „Jebać to! Po prostu to, kurwa, zróbmy. Mamy samochód. Możemy kupić furgonetkę. Jedźmy!”. Wyjechaliśmy tego samego popołudnia. Spakowaliśmy manatki i pojechaliśmy.

Tak właśnie zawsze wszystko robiliśmy. Mówisz: “Hej, chcę nagrać album!”. Cóż, nie mamy pieniędzy. A ty na to: “Jebać to! Po prostu zróbmy to. O pieniądzach pomyśli się później!”. Wiesz, o co mi chodzi? Tak właśnie było z tą kapelą. Masz to! Zróbmy to. Ten koleś chce podpisać z tobą kontrakt. Zajebiście. Możemy jechać w trasę. Wchodzę w to. Robimy tak trzydzieści trzy lata. Tak naprawdę nigdy nie pomyślałem o niczym innym, niż żeby to zrobić. Nie było żadnego: „Chcę być gwiazdą rocka. Chcę być sławny i bogaty”. To było raczej coś, co lubiłem robić. Chciałem być w zespole. Właśnie jesteś postawiony w takiej sytuacji w wywiadach. Ktoś ci mówi: „No cóż, chciałeś być gwiazdą rocka!”. A ty myślisz: „Nigdy nie chciałem być gwiazdą rocka. To ty mnie nią uczyniłeś!”. [Śmieje się]

Joe Duplantier: Jak się teraz czujesz, Tom? Czujesz, że jesteś bogaty? Nie wiem, jak jest u ciebie z pieniędzmi, ale jakie masz ogólne samopoczucie? Czujesz, że jesteś bogatszy o doświadczenia i tak dalej?

Tom Araya: Tak, zgadza się. Nie mamy platynowych albumów. Mamy tylko złote płyty. To były pierwsze cztery płyty, które zrobiliśmy z Rickiem Rubinem. A poza tym jest mi dobrze. Nie narzekam na swoje życie. Cieszę się życiem. Jestem bogaty w doświadczenie. Jestem bogaty, ponieważ teraz mam rodzinę i dwójkę dzieciaków, które uwielbiam. To się teraz dla mnie liczy.

Joe Duplantier: A więc to wszystko sprawiło, że jesteś teraz w sytuacji, z której jesteś zadowolony?

Tom Araya: Teraz jestem zadowolony. Przenigdy nie przyszło mi do głowy, że tak to będzie teraz wyglądało. Nie myślałem: „Będę w zespole, zrobię to, a potem się ożenię”. Znajduję się w takiej sytuacji i naprawdę się nią cieszę. Cieszę się życiem z moją rodziną.

Joe Duplantier: Odnajduję się w tym, co mówisz o tym, jak wszystko robiłeś i korzystałeś z każdej okazji, która ci się trafiała bez rozmyślania: “Czy to jest właściwe dla mnie? Czy zbuduję na tym bezpieczne życie?”. Ty po prostu rzucałeś się na wszystko, co miałeś przed sobą. Istotnie, mam wrażenie, że to jest dokładnie to, co my wciąż robimy w Gojirze. Naprawdę ciekawie było ciebie posłuchać i nie mogłem oprzeć się pytaniu: „Czy jesteś dzisiaj szczęśliwym facetem?”. Wiesz, o co mi chodzi…

Tom Araya: Tak, niektóre zespoły pytają: “Czy masz jakieś rady dla powstających kapel? Co one powinny robić?”. Mówisz mi, że przeszedłeś przez to wszystko ze swoim zespołem i po prostu to zrobiliście. Nie zawahaliście się. Nie zatrzymaliście się. Robiliście to, co robiliście i robiliście to nadal. Nigdy nie zadawaliście pytań. Nigdy nic nie kwestionowaliście, kropka. Po prostu obeszliście to, zrobiliście to i doświadczyliście tego. To was zaprowadziło tam, gdzie jesteście teraz. Tak ciężko jest mówić o tym ludziom i wyjaśniać ten proces, ponieważ tak zrobiliśmy my. Spotykaliśmy się i po prostu graliśmy. Jeff Hanneman jako pierwszy wpadał na oryginalny pomysł czy wspólny kawałek. Później Kerry szedł za jego przykładem.

Myślę, że to było współzawodnictwo między nimi. To prowadziło do sytuacji, gdy ktoś mówił: „Hej, ja robię to. Chcę umieścić twój kawałek na kompilacji”. Nigdy w nic nie powątpiewałem, ani nic nie kwestionowałem. Patrzyłem na każdego i mówiłem: „Mam pracę, znajdźmy kogoś, żeby to nagrać, zapłaćmy co trzeba, a jemu zapłacimy, ile będziemy mogli i kiedy będziemy mogli”. Nie mieliśmy pieniędzy na album, ale stwierdziliśmy: „Jebać to! Zróbmy to, a pieniądze znajdą się później”. Zapłaciłem za połowę albumu. Co do drugiej połowy, Kerry przekonał ojca do podzielenia tych pieniędzy i zapłacenia. Po prostu to zrobiliśmy. Nigdy nie zastanawialiśmy się: „Jak to zrobimy?”. Było bardziej na zasadzie: “Jebać to! Zróbmy to, a o to, jak to zrobimy, będziemy martwić się później!”. Samo „jak” pojawiało się po fakcie.

Joe Duplantier: Doskonale wiem, o czym mówisz.

Tom Araya: Mówisz mi, że tak to działo się u was. Nie wiem, chłopaki, jak dawno wystartowaliście jako zespół, czy nawet dostaliście kontrakt, lub mieliście pomysł na album.

Joe Duplantier: To zajęło sporo czasu. Każdy mówił: “Musisz zrobić to, musisz zrobić tamto”. Mieszkaliśmy na wsi i każdy nam mówił: “Musicie śpiewać po francusku. Musicie przeprowadzić się do Paryża, bo inaczej nigdy nie traficie do radia”. A my na to: „Nie! Nie to próbujemy robić. Chcemy robić dokładnie to, co czujemy i grać muzykę, którą lubimy”. Podziałało, ale zajęło to nam naprawdę dużo czasu. Dopiero po dwunastu latach zaczęliśmy być rozpoznawani poza Francją. To był bardzo długi czas. Wszystko rozwija się powoli, ale konsekwentnie. Nigdy tego nie kwestionowałem. To to samo. Naprawdę rozumiem, z jakiego założenia wychodzisz. Świetnie jest posłuchać ciebie, jak mówisz o tych sprawach. Wszyscy bardzo szanujemy Slayera i to, co sobą reprezentujecie. Kiedy mówię „my”, mam na myśli metalowców i społeczność metalową. Jestem taki podekscytowany tym, że jestem z wami w trasie. To takie niesamowite!

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *