Richard Dawkins – człowiek będący po dziś dzień idolem gimnazjalnych ateistów i zbuntowanych wychowanków PRL-u, „walczących” z kościołem, nadwagą i miażdżycą – powiedział kiedyś, że „ewolucja jest największym dziełem wszechświata”, dodającym przy tym, że jest ona „największym przedstawieniem na świecie”. Ewolucja jest wynikiem rozwoju. Wyborów warunkowanych przez wiele jego ścieżek. Jest czymś pięknym. I koniecznym. Nie tylko dla gatunku ludzkiego, lecz także dla rzeczy mniejszych. Takich jak muzyka. Takich jak zespoły, które ją grają. Takich jak Tiberius.

Niektórzy mogą pamiętać pisaną przeze mnie recenzję poprzedniej płyty Tiberiusa z 2015 roku. Nosiła ona tytuł „Look, Touch and Destroy My Soul”. Już wówczas tak ja, jak wielu innych recenzentów miało nadzieję, że zespół rozwinie się, poszerzając zarówno swój horyzont muzyczny jak i liryczny. Nadzieja była słuszna, zespół bowiem ewoluował. Dojrzał. Rozwinął się. Potrzebowali na to 2 lat i – sądząc po kompozycjach na najnowszej płycie – nie był to czas zmarnowany.

W grudniu 2017 roku światło dzienne ujrzała ich druga płyta – „Picture of Your Life”. Jedni spodziewali się, że będzie ona kontynuacją swojej poprzedniczki. Inni mieli nadzieję, że panowie zmienią kurs obrany wcześniej. Oni jednak nie zrobili ani tego, ani tego. Zamiast kontynuować i zmieniać – rozwinęli. Zaczęli czerpać inspirację z innych źródeł. Pojawiły się elementy deathcore’u, szczególnie w warstwie wokalnej. Słychać już nie tylko naleciałości Scar Symmetry oraz Arch Enemy, lecz także Thy Art is Murder, Carnifex czy Slaughter to Prevail. Głębokie growle i gutturale Macieja Bartnika, mieszane z czystymi wokalami, nadały muzyce świeżego powiewu, nie czyniąc jej jednocześnie tandetną i przerysowaną, co cały czas stanowi bolączkę wymienionego wyżej gatunku.

Znaczny progres zaliczyli również gitarzyści – Paweł Gierszewski oraz Natan Orzechowski. Komponowane przez nich melodię są bardziej przemyślane, bardziej spójne i lepiej dopasowane. Panowie ograniczyli do minimum słodycz i „cukierkowość”, którym nadali więcej fasonu, na rzecz progresywności i różnorodności. Z jednej strony postawili na naleciałości melodic death metalowe, nie bojąc się jednocześnie eksperymentować z muzyką progresywną oraz metalcorem. Jest to ogromny plus, świadczy bowiem o tym, że od ostatniej płyty nie tylko rozwinęli swój własny warsztat, lecz także umiejętnie przekuli go na utwory zawarte na nowej płycie.

Z sekcją rytmiczną, tj. z perkusistą Damianem Augustyniakiem oraz basistą Maciejem Bujakiewiczem, również nie ma problemu. Na poprzedniej płycie wszystko pięknie grało, na najnowszej płycie również wszystko pięknie gra. Szukałem jakiegoś momentu, w którym słychać byłoby brak kreatywności, czy sztampowość. Jednak nie znalazłem. Największym plusem jest brak rutyny, co świadczy nie tylko o dojrzałości samych muzyków, ale także o pieczołowitości z jaką komponowali swoje partie, oraz zgraniu jakie osiągnęli.

Na płytę składa się dziesięć utworów, z czego dwa stanowią „Intro” oraz „Outro”, skomponowane przy współpracy z klawiszowcem z zespołu Alhena – Piotrem Kowalskim. Rozwodzenie się nad każdym utworem po kolei mija się z celem, uznaję bowiem za co najmniej bezczelne zabieranie słuchaczom przyjemności z samodzielnego ocenienia jakości poszczególnych nagrań, jednak o dwóch utworach warto wspomnieć nieco bardziej szczegółowo.

Pierwszym z nich jest „Angel’s Shadow”. Utwór, który ma pełne prawo robić za wizytówkę tej płyty. Zawarte są w nim wszystkie elementy, o których wspomniałem wyżej. Bogate wokale. Rozbudowane partie gitarowe. Zróżnicowana sekcja rytmiczna, oraz chwytliwa, acz nie tandetna melodia. Gdyby ktoś zapytał mnie o zdanie, stwierdziłbym, że powinien zostać do niego nakręcony teledysk. Bardzo mocno słychać tutaj inspirację Architects, Scar Symmetry, Trivium oraz Thy Art is Murder. Utwór ma również zmienny charakter, nie jest schematyczny, o tym jednak każdy powinien przekonać się indywidualnie.

Drugim z nich jest „Time”. Oj, ile ja tu miałem radochy. Utwór dynamiczny, melodyjny, agresywny. Jednocześnie rozbudowany, pozbawiony schematyczności, pełen świetnych partii wokalnych i rozpędzonej sekcji rytmicznej. Jednak jego największą zaletą jest refren. Wymieszano tu czyste partie wokalne z growlem, w tło wplatając pełną subtelności melodię, jednocześnie zachowując agresję i dynamikę. No i breakdown. Dobry, deathcore’owy breakdown. Pojawiający się nagle, załamując tempo utworu. Poszanowane mocno. Klimat utworu jest mieszanką melancholii i złości. Gniewu i smutku. A jego eskalacją jest solówka, stanowiąca zarazem jego zwięczenie. Koniecznie trzeba posłuchać!

Reasumując. Opisana wyżej płyta stanowi duży krok naprzód dla zespołu. Jest wyrazem muzycznej dojrzałości, kreatywności oraz ciężkiej pracy. Tiberius pokazał nam, że underground może brzmieć lepiej od zespołów „głównego nurtu”. Czego pozostaje im życzyć? Po takiej płycie? Wyjścia z undergroundu i pokazania światu, że Polska nie tylko nie ma się czego wstydzić – Polska może górować nad zachodem i godnie z nim konkurować. Pozostaje trzymać za Panów kciuki i mieć nadzieję, że każda kolejna płyta będzie trzymała co najmniej tak wysoki poziom jak „Picture of Your Life”. Saluth!

 

Ocena: 8/10

 

Skład:

Maciej Bartnik – Wokal

Paweł Gierszewski – Gitara

Natan Orzechowski – Gitara

Maciej Bujakiewicz – Bas

Damian Augustyniak – Perkusja

 

Utwory:

Intro

Memories

Angel’s Shadow

Way To The New Life

Welcome To Your World

Time

True or False

Illusion

War of Words

Outro

 

Napisz, co myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *