Jim Morrison to prawdopodobnie najbardziej tajemnicza postać w historii rock’n’rolla. Jest trochę jak smok wawelski – trudno dziś sobie wyobrazić, że w ogóle istniał. Narosło wokół niego tyle mitów, tyle dziwnych historii, że nie sposób odróżnić co jest prawdą, a co kolejnym efektownym banialukiem dokładającym cegiełkę do legendy romantycznego buntownika.

Na rynku ukazały się już dziesiątki książek traktujących o frontmanie The Doors. Swoje wspomnienia spisywały jego kochanki, współpracownicy, członkowie zespołu, a krążą plotki, że kolejną pozycję o samozwańczym Królu Jaszczurze planuje napisać także pracownica firmy, która zaopatrywała w guziki firmę, która szyła słynne skórzane spodnie, które Mr. Mojo Risin’ z lubością rozpinał na koncertach i po koncertach. Najwięcej biografii Morrisona należy jednak do zafascynowanych jego twórczością dziennikarzy. Do tej pory najpopularniejsza była ta autorstwa Jerry’ego Hopkinsa i Danny’ego Sugermana. „Nikt nie wyjdzie stąd żywy” ma jednak kilka mankamentów – chociażby bardzo stronnicze, bałwochwalcze wręcz podejście do postaci Jima i wszystkich jego dziwacznych poczynań.

Pomimo wielu filmów, książek i artykułów nadal wydaje się, że na temat Jima Morrisona nie wiemy właściwie nic. Albo – tak wiele, że aż nic.

Najnowsze dzieło znanego i lubianego Micka Walla – „Gdy ucichnie muzyka” – wyjaśnia pewne wątpliwości. Autor jasno wskazuje przyczynę śmierci legendarnego muzyka. Ze stanowczością godną Antoniego Macierewicza odrzuca oficjalną wersję zgonu – że niby Król Jaszczur zmarł na atak serca. Wall skłania się ku innej wersji – która rzeczywiście ma najwięcej sensu – mówiącej, że artysta po przedawkował heroinę i dokonał żywota w toalecie klubu Rock’n’Roll Circus. Szczegółowo opisuje ostatnie chwile Morrisona i robi to w sposób na tyle przekonujący, że trudno byłoby mu nie uwierzyć. Ja tam mu wierzę.

Oczywiście jest nie tylko o śmierci, a i o drodze na szczyt, a potem gwałtownym upadku. Morrison wyłania się z książki jako geniusz, ale jednak – zdrowo pierdolnięty. Znajdziemy tu relacje kochanek artysty, które zmuszał do seksu analnego, jego współpracowników (ich nie zmuszał) i osób, które były świadkami krótkiej kariery Jima. Większości z tych wypowiedzi nie znajdziemy nigdzie indziej, a rzucają one inne światło na postać Morrisona.

Jedynym mankamentem jest to, że tak niewiele uwagi poświęcono pozostałym członkom The Doors. Wiemy mniej więcej jak wyglądało ich dorastanie, jak dołączyli do zespołu, ale obyło się bez szczegółów. Raya Manzarka Wall przedstawia jako osobę, która najlepiej znosiła ekscesy Jima, a równocześnie osobę, która podtrzymywała wiele mitów wokół Morrisona, w pewnym stopniu dokładając się do jego dzisiejszej pozycji w kulturze masowej.

No i właśnie z powodu tej pozycji, książkę tę powinien przeczytać każdy. Bo to jedna z najważniejszych postaci XX wieku. Nie wiedzieć, kim był Morrison, to jak nie wiedzieć, kim był Hitler.

Paweł Drabarek

gdy ucichnie muzyka

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *