Enterchrist- słyszeliście już? Jeśli nie, to niebawem może się to zmienić. Formacja jest nowym, nietuzinkowym projektem z Polski, który to hołduje największym klasykom grindcore’u. Cóż jest w tym ciekawego? Główne założenia formacji. Przed Państwem James T. Jerk- kapitan statku Enterchrist!

 

Cześć! Przede wszystkim na początku pytanie o genezę zespołu. Ponoć wszystko tworzycie i nagrywacie na bieżąco? Czy to prawda? Dlaczego Enterchrist działa w ten sposób?

Cześć wszystkim. Zespół powstał przez przypadek. Zadzwoniłem do Pana Cocka, żeby mi dał numer tel. do takiego jednego znajomego, z którym myślałem, że sobie pogram niezobowiązująco. Nie miał, ale miał numer do Leonarda… Tak, nagrywamy na bieżąco. Dlaczego? Bo da się, bo nie ma czasu na pierdoły… Umówmy się, stylistyka, w której się poruszamy, nie  jest raczej zbyt wymagająca, nie zamierzamy odkrywać nieznanych lądów, a raczej zwyczajnie  zagrać jeszcze raz te kilka  dobrze nam znanych, niezbyt trudnych riffów i mieć przy tym kupę frajdy.

Czy uważacie, że ta forma działania to trochę manifest przeciwko braku spontaniczności na naszej rodzinnej scenie?

Na manifesty jesteśmy już chyba wszyscy trochę za starzy, naszej rodzimej sceny też bym raczej nie demonizował, zwłaszcza, że czerpiemy z niej pełnymi garściami. Ale fakt, trochę chce nam się śmiać, jak czytamy czasem deklaracje niektórych zespołów z serii „Już za trzy miesiące zaczynamy rejestrować perkusję do singla zapowiadającego naszą pełną płytę, która ukaże się za dwa lata, a może wcale nie…”

Skąd pomysł na koncert związany ze Star Trekiem? I dlaczego został w niego wpleciony Jezus?

To akurat historia pewnej rodzinnej podróży samochodem na obiad do teściowej i dość ostrego skrętu w lewo… zamiast myśleć o drodze zastanawiałem się, jakiego tatuażu raczej nie pokazałbyś w pracy, a jednak chciałbyś mieć, gdybyś mniej bał się igieł. Przed oczami stanął mi Jezus przybity do statku kosmicznego, nazwa pojawiła się od razu jakoś sama… A że wszyscy jesteśmy zagorzałymi fanami serialu, temat się przyjął od razu. A żarty żartami, na pokładzie były dzieci, pojazd w zakręt wszedł z bardzo bezpieczną prędkością.

Powiedz coś więcej o grafikach – ponoć staracie się zachęcić odbiorców muzyki do ich współtworzenia.

Jest taki pomysł, fakt. Bozia do rysowania rączek nam nie dała, a, że koncept nazwy Enterchrist każdy może rozumieć po swojemu, chętnie przyjmiemy od ludzi jej wizualne interpretacje. Także czekamy. Ale raczej nie liczymy na typowo biblijne wizje.

666

W waszej muzyce pobrzmiewa dość mocno stare Dead Infection – jakie jeszcze kapele wam przyświecają?

Bez dwóch zdań będzie to Carcass i to był właśnie punkt startowy, wręcz zapalny całego przedsięwzięcia. Wszyscy trzej, pomimo grania na codzień w różnych projektach muzycznych, często z zupełnie innej beczki, spotykamy się  pod tym właśnie wspólnym mianownikiem.

Kto jest autorem tych jakże intrygujących ksywek?

A to już będzie wizyta w markecie pewnej niemieckiej sieciówki i to wcale nie tej od tygodni tematycznych. Znów muszę to wziąć na klatę.

Czy uchylicie rąbka tajemnicy jeżeli chodzi o waszą tożsamość? Czy jesteście anonimowi po to, żeby nikt nie mieszał Enterchrist z waszymi macierzystymi projektami?

Raczej chodzi o to, żeby nikt z roboty znów nie pytał, kiedy jakiś koncert tego zespołu, co Jezusa do kokpitu przybił. Bo wiesz, na codzień musimy się jednak ocierać  o jakąś namiastkę normalności, a taki np gimnazjalista albo pani zza biurka w twojej firmie nie zawsze zrozumie, że po robocie też masz życie, może nawet trochę prywatne. Ale fakt, chcemy też, żeby Enterchrist, jeśli ma w jakiś sposób zaistnieć, niech zrobi to sam z siebie, a nie jako zespół ludzi znanych z innych nieznanych zespołów. A anonimowość i tak rypnie przy pierwszym gigu.

Czyli macie jakieś plany koncertowe….

Tak, coś będzie. W styczniu pojawimy się na dwóch koncertach na Litwie, niedługo potem zagramy pewnie coś w Polsce. Ale raczej wielkiego zatrzęsienia nie będzie. Czas, lub raczej ego brak.

…lub wydawnicze na najbliższą przyszłość?

W najbliższym czasie ukaże się split CD z Sacrofuck, na którym znajdą się efekty naszych dwóch, jak dotąd, spotkań. A dalej zobaczymy. Niedługo planujemy się spotkać trzeci raz, więc kto wie…

Dzięki! Ostatnie słowo idzie do Ciebie, Panie Kapitanie!

 

Dzięki za uwagę, pozdrawiam wszystkich.

 

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *