Przed wrocławskim koncertem MTV Headbangers Ball porozmawialiśmy z Suicidal Angels o obecnej trasie, planach na przyszłość, teraźniejszości i przyszłości thrash metalu. Odpowiedzi udzielili nam Nick Melissourgos oraz Gus Drax.

HR: Od wydania Division of Blood (2016) jesteście bez przerwy w trasie. Nie zmęczył was tak intensywny tryb życia? (śmiech)

SA: Chyba żartujesz!

HR: Jak czujecie się będąc członkami tegorocznej edycji MTV Headbangers Ball?


SA: Naprawdę cieszymy się, że dostaliśmy tę ofertę. To będzie nasza ostatnia trasa w tym roku, niemniej jednak jest ona dla nas niezwykłym wydarzeniem. Oprócz grania koncertów, przyjaźnimy się w szczególności z chłopakami z Exodus, z którymi nie byliśmy w trasie od 2010 roku. Naprawdę świetnie jest robić coś znowu razem.

HR: W 2019 planujecie dalszą trasę, czy skupicie się na nagraniu i wydaniu nowego albumu?

SA: Niedawno skończyliśmy nagrywanie kawałków, które pojawią się na nowym albumie. Nic jeszcze nie jest jednak zaplanowane. Staramy się ustawić to wszystko tak, by było dla nas i fanów najkorzystniej. Myślę, że z początkiem nowego roku będzie pojawiało się coraz więcej szczegółów.

HR: W 2016 ukazała się jeszcze kompilacja The Early Days: 2001-2006. Dlaczego zdecydowaliście się odkopać ten materiał dopiero wtedy?

SA: Ta kompilacja składa się głównie z kawałków z demówek oraz tych, które, mimo że nie były schowane jakoś głęboko w piwnicy, to jednak niewiele z nich oficjalnie opublikowaliśmy. Dostaliśmy ofertę od Floga Records, jednej z greckich wytwórni – to był właściwie ich pomysł. The Early Days było dedykowane największym fanom, wydaliśmy to w ściśle limitowanej ilości tak, żeby trafiło tylko do tych najbardziej zainteresowanych tematem.

HR: Chciałabym spytać o przesłanie, jakie niosą ze sobą wasza muzyka oraz okładki albumów? Często pojawia się motyw wojny, władzy. Można domniemywać, że odzwierciedlają to, co aktualnie dzieje się na świecie bądź w waszym życiu.

SA: Do wojny zawsze możesz się odwołać, bo towarzyszy ludziom od zawsze. To dobry temat na długą rozmowę. Większość tekstów piszę inspirując się swoim własnym doświadczeniem. Rzeczy, które widziałem, zachowania innych ludzi, nie w stosunku do mnie, ale ogólnie. Widziałem wiele strasznych sytuacji. Przykładowo, na Divide and Conquer ostatni kawałek nosi tytuł White Wizzard. Jest to historia mojego przyjaciela. Opowiada o tym, jak odstawił heroinę całkowicie sam, w ciągu jednego tygodnia. To też pokazuje, że nie ma określonych rzeczy, o których piszę bądź nie piszę. Czasem to, co dzieje się naokoło mnie jest wyrażane w tekstach, czasem jest to jedynie impuls, po którym przychodzi jakaś koncepcja. Dla mnie nie ma czegoś takiego jak standardy.

HR: Jako wielcy fani Slayera, jak czujecie się wiedząc, że kończą karierę? Chcielibyście, żeby nagrali kilka albumów więcej, czy jest to według was odpowiedni moment na finisz?

SA: W pewnym momencie wszystko się kończy. Fajnie byłoby posłuchać kolejnego albumu, ale myślę, że jeżeli ktoś nie chce czegoś robić, to lepiej, aby tego nie robił. Nie powinno się zmuszać siebie, ani nikogo do czegokolwiek. Jeśli chodzi o tworzenie muzyki, ma to szczególne znaczenie. Nie da się tworzyć po presją, tylko dlatego, że ktoś od ciebie tego oczekuje, bo wtedy to odbije się na muzyce. Widać to także na koncertach. Gdy patrzysz na muzyka, od razu możesz stwierdzić czy dobrze bawi się, grając. Jeżeli nie, publiczność to poczuje, będzie niezręcznie. Jeżeli Slayer chce odejść, to prawdopodobnie uznali oni, że nadszedł właściwy moment, całkowicie to rozumiem.

HR: Uważa się Was za jednego z przedstawicieli nowej fali thrash metalu. Czym właściwie różni się ona od oldschool thrashu?

SA: Nie było mnie w oldschoolowych czasach, więc nie wiem jak dokładnie było. Mogę jedynie domniemywać, oglądając dokumenty i czytając stare wywiady z muzykami. Właściwie nie interesuje mnie istnienie jakiejś nowej czy starej fali. To wszystko po prostu jest muzyka. Gdy zaczynałem swoją przygodę, miałem 15 lat i byłem totalnym thrasherem. Oczywiście, nadal nim jestem, ale wiesz, to było coś w stylu tornada przechodzącego przez całe moje ciało. Brałem wtedy gitarę i po prostu grałem thrash metal. Nie lubię nazywania i szufladkowania.

HR: Czy od tamtego młodzieńczego czasu zmienił się jakkolwiek twój sposób odczuwania i postrzegania muzyki?

SA: Nic się nie zmieniło, jedynie nasiliło. Im starszy jestem, tym bardziej kocham to, co robię.

HR: Czy bycie oryginalnym muzykiem thrashmetalowym jest możliwe w dzisiejszych czasach, gdy mówi się, że wszystko już zostało napisane i wymyślone?

SA: Gdybyś miała maszynę do podróżowania w czasie, przeniosła się do lat osiemdziesiątych i zapytała któregoś muzyka z tamtych czasów o to samo, to prawdopodobnie odpowiedziałby ci, że tak, wszystko już jest zagrane i wymyślone. Tyle że w pewnym momencie zawsze przyjdzie ktoś, kto jednak zrobi coś rewolucyjnego. Nie wierzę w to, że wszystko już było. W pewnym sensie może i tak, muzyka to w końcu jedynie 7 nut, które zostały zagrane już tyle razy, niemal w każdej możliwej kombinacji. Mimo wszystko zawsze jest jakaś mała, ukryta ścieżka, którą możesz pójść by zrobić coś innego. Do tego potrzeba pracy, charakteru i ogromnych chęci. Możesz naśladować innych albo stworzyć własną tożsamość.

HR: Brzmi jak dobra rada dla młodych zespołów.

SA: Nie tylko dla nich. To po prostu styl życia, który może służyć każdemu. Jeżeli nie interesujesz się czymś to, do cholery, nie rób tego. Znajdź coś innego, co spodoba ci się bardziej, czemu będziesz w stanie się poświęcić, bo inaczej nigdy nie będziesz w tym dobry. Każda pasja wymaga zaangażowania. Jeśli chcesz zostać najlepszym fizykiem czy matematykiem, musisz być przygotowany na to, że aby do czegokolwiek dojść, będziesz musiał włożyć w to ogromny wysiłek.

HR: Wracając do tematów okołometalowych, jak wygląda thrashmetalowa scena w Grecji?

SA: Myślę, że dzieje się dobrze. Mamy sporą publiczność, która cały czas się rozrasta. Jest trochę młodych zespołów, które starają się wydeptywać własne ścieżki, ale wciąż odrobinę za mało. Z kolei te istniejące od jakiegoś czasu powoli zaczynają koncertować także za granicą. Jeszcze dziesięć lat temu, ludzie oglądając nas łapali się za głowę i pytali, jak można grać w ten sposób w tych czasach?. Ostatnio nasze środowisko naprawdę się rozrosło, stało się częścią międzynarodowej sceny.

HR: Macie jakieś rady dla młodych zespołów? Gdzie zacząć, z kim warto się zaprzyjaźnić?

SA: Nie ma uniwersalnej rady. Najważniejsze to wziąć gitarę i zacząć grać najlepiej, jak umiesz. Z całą pewnością trzeba dużo koncertować, dać się poznawać ludziom w różnych miejscach, rozmawiać z nimi. Wszyscy mają teraz profesjonalne klipy, strony na Facebooku, intensywnie promują się w sieci. Dlatego właśnie granie koncertów jest takie ważne. Oprócz tego, grając dla ludzi po prostu możesz poczuć się dobrze na scenie. Jeżeli zakładasz zespół, nie oczekuj pieniędzy, dziewczyn i wszystkich tych dziwnych rzeczy, o których opowiadają ludzie. Do sukcesu prowadzi droga pełna roboty.

HR: Jak sądzicie, jak thrash metal będzie wyglądał za 20 lat?

SA: Muzyka i życie zmienia się drastycznie w sposób, którego nie sposób przewidzieć. Trudno powiedzieć zatem co stanie się z całym gatunkiem w przeciągu kilkunastu lat, bo nie wiem też, jaki sam będę w przyszłości. Miejmy nadzieję, że thrash metal będzie tak silny albo nawet silniejszy niż jest teraz. To swego rodzaju dziedzictwo, przekazywane z zespołów na zespoły. Jedni kończą, inni zaczynają.

HR: Widziałam was na koncercie w Polsce, organizowanym w ramach trasy z Satyriconem. Lubicie black metal?

SA: Jasne. Słuchamy wielu rzeczy. Możesz mi wierzyć lub nie, ale jestem między innymi wielkim fanem metalu progresywnego, lubię thrash, black, a także gatunki, które nie są związane z metalem. Nie ma co się ograniczać. Słucham bluesa, rocka, popu, nawet muzyki klasycznej.

HR: Co sądzicie zatem o nowych gatunkach metalu, takich jak metalcore czy nu metal? Pamiętam, że jednym z suportów na trasie Satyriconu było Fight The Fight.

SA: Nie jestem największym fanem tego typu muzyki, to coś zupełnie innego. Nie da się porównać ich do klasycznego metalu, ale akceptuję ich obecność i z całą pewnością są one światu potrzebne. Jeżeli ktoś tworzy coś, czego inni słuchają, to wszystko jest na swoim miejscu, nawet jeżeli osobiście niekoniecznie szanuję ten typ muzyki. Dlatego właśnie na świecie jest tyle gatunków – musi się znaleźć coś dla każdego. Jest wiele gustów.

HR: Czy myślicie że nu metal to przyszłość ciężkiej muzyki?

SA: Mamy nadzieję, że nie! (śmiech) Są rzeczy, które szybko się pojawiają i szybko znikają. Przykładowo, była kiedyś faza na muzykę emo, ubieranie się na emo. Kilka lat temu nikt już o tym nie słyszał. Po prostu zniknęło, bo nie przetrwało próby czasu. Thrash metal żyje i ma się dobrze od lat osiemdziesiątych więc myślę, że tak zostanie.

HR: Dziękuję Wam za wywiad. Widzimy się pod sceną!

Rozmawiała: Nina Marszałek

Fot. Karol Makurat/Tarakum Photography

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *