Przy okazji niedawnego koncertu w Buenos Aires, Steve Harris udzielił wywiadu argentyńskiemu radiu Vorterix. Basista Żelaznej Dziewicy zdradził m.in. że zespół chciałby, w miarę możliwości, nagrać jeszcze co najmniej jedną płytę. Oprócz tego opowiada też o:

O problemach z Ed Force One:

Powiedziano mi, że dwaj Chilijczycy, którzy zostali ranni mają się już dobrze i nie odnieśli większych obrażeń, to najważniejsze. Jeśli chodzi o silniki, naprawa potrwa od 5 do 12 dni, więc musimy znaleźć inny sposób na przemieszczanie się. Podróżowanie to skomplikowana sprawa, a po wypadku stała się skomplikowana do potęgi – udało nam się jednak dostać do Argentyny i to się teraz liczy.

O przeszłości:

Staram się nie rozmyślać o tym, co było i skupiać na tym, co będzie. Prawdopodobnie większość życia już za mną,więc więcej rzeczy się zdarzyło, niż zdarzy, ale pomimo tego wolę patrzeć naprzód. Mieliśmy naprawdę fantastyczną, wspaniałą karierę i nawet gdyby skończyła się jutro, mógłbym z tym żyć, ale mam nadzieję, że uda nam się grać nieco dłużej.

O przyszłości:

Chcielibyśmy nagrać jeszcze  co najmniej jedną płytę i ruszyć w co najmniej jedną trasę. Granie sprawia nam frajdę, jesteśmy szczęśliwi i cieszymy się każdym dniem, szczególnie po tym, co przydarzyło się Bruce’owi. Rok temu nie wiedzieliśmy nawet, czy kiedykolwiek jeszcze zagramy koncert. Bycie na scenie to wielka przyjemność.

O setliście:

Nie jest łatwo ułożyć setlistę. Kiedy gramy trasę, która nie promuje nowego albumu, wybieramy kawałki, których nie graliśmy od dawna albo wcale. Teraz gramy aż 6 utworów z „The Book Of Souls” – to sporo, zważywszy na długość niektórych z nich. Nie boimy się grać nowych numerów. Kiedy promowaliśmy „A Matter Of Life And Death”, graliśmy na żywo całą płytę. Uważam, że warto te kawałki co jakiś czas odświeżać, ponieważ, kto wie, pewnego dnia mogą stać się klasykami. Kiedy są świeże, nie myślisz o tym. Podczas nagrywania „The Number Of The Beast” czy jakiegokolwiek innego numeru, nie wiedzieliśmy, że stanie się szlagierem – to ludzie o tym decydują.

O Eddiem. Które jego wcielenie najbardziej nadaje się na tatuaż?:

Moim ulubionym Eddiem jest ten z okładki „Somewhere in Time”, ale jest on też prawdopodobnie najtrudniejszy do wytatuowania. Jeśli więc chcesz wytatuować sobie Eddiego, znajdź jakiś prostszy wzór.

Philadelphia 'MAIDEN ENGLAND' tour 2012 Photo by JOHN McMURTRIE

Philadelphia ‚MAIDEN ENGLAND’ tour 2012 Photo by JOHN McMURTRIE

 

 

 

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *