Z drobnym opóźnieniem, bo jakieś pięć miesięcy po premierze, trafił do mnie ten pierwszy materiał załogi, dzięki której jestem w stanie umiejscowić wreszcie Kobiór na mapie Polski. Otóż miejscowość ta znajduje się na Górnym Śląsku, a jak wiadomo nie od dziś na czarnej ziemi wykluła się już niejedna godna uwagi horda. „Godny uwagi” to z całą pewnością termin, jaki można również zastosować do opisu debiutanckiego demo Soul Maggot, to jest „Ominous Darkness”. Zaraz, to jest demo? Brzmi i wygląda na tyle dobrze, że niejeden zespół mógłby się pokusić o porzucenie wszelkich pozorów, napisanie jednego czy dwóch dodatkowych kawałków i nagranie od razu pełnej płyty. Swoją drogą, nie pamiętam, żeby Panowie prowadzili jakąś crowdfundingową akcję na wypuszczenie tego wydanego własnym sumptem krążka. Można bez żebrów, jak się chce? Ależ oczywiście, że można.

Przejdźmy teraz do meritum, czyli, rzecz jasna, samej muzyki. Mamy tutaj do czynienia z mieszanką death i black metalu, nie porażającego być może nowatorskim podejściem, ale sprawnie zagranego i zręcznie podanego. Przez cały czas słuchania towarzyszyło mi nurtujące poczucie, że gdzieś to już było, chociaż nie do końca jestem w stanie sprowadzić to skojarzenie do konkretnej nazwy. Czyżbym słyszała echo Howls of Ebb, nutkę Immolation, szczyptę skandynawskiego grania? Nawet, jeśli to efekt połączenia wpływów wielu różnych, uznanych marek, fakt, że ciężko podporządkować ten materiał do jednoznacznej kategorii „wstaw nazwę – worship” to koniec końców raczej zaleta, niż wada.

Soul Maggot Omnious Darkness photo

Kobiórzanie nie marnują czasu na jakieś wydumane intra, niespełna dwudziestominutową przygodę z ich przebojami zaczynamy więc bez owijania w bawełnę, od „Invocation of the One in Despair”, z tekstem zaczerpniętym z jednego z wcześniejszych wierszy Karola Marksa (tak, tego Marksa). Nie obawiajcie się jednak, zapaleni tropiciele ukrytej opcji komunistycznej – słowa tu nie ma o proletariacie, pojawia się za to motyw zemsty na samym wszechmogącym. Satanizm.
Ktoś mądry powiedział kiedyś, że zespół jest tylko tak dobry, jak jego sekcja rytmiczna. Tutaj pod tym względem jest więcej niż przyzwoicie, co możemy zauważyć przy okazji przejścia do „The Pathfinder” oraz pojawiających się regularnie eksperymentów ze strukturą utworów. Trzeci w kolejności leci „Elder Blood”, kawałek szybki i agresywny, a mimo to nie pozbawiony momentu pozwalającego na zaczerpnięcie oddechu, przy czym będący najmniej zapadającym w pamięć fragmentem płyty. Gdy przychodzi czas na pożegnanie z słuchaczem, kapela podnosi jednak poprzeczkę – całość zamyka prowadzony bardzo zgrabnym riffem numer tytułowy.

Szkoda dalej strzępić klawiatury – na tym etapie pewnie już mniej więcej wiecie, czego się spodziewać. Mnie się tego słucha bardzo dobrze, całkiem prawdopodobne, że Wam też będzie. Zachęcam do sprawdzenia.

soul maggot omnious darkness cover

Ocena: 7/10

Soul Maggot „Ominous Darkness”

  1. Invocation of the One in Despair 03:48
  2. The Pathfinder 05:42
  3. Elder Blood 03:44
  4. Ominous Darkness 04:47

    Total:                                                   18:01

Data premiery: 16.08.2016

Nakład własny

Foto: materiały promo zespołu

BANDCAMP

FACEBOOK

YOUTUBE 

 

 

X.

Napisz, co myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *