Niektóre koncerty wychodzą poza granice audio-wizualnych wrażeń. Określić je należy mianem narodowego święta, a poznać można na przykład po tym, że w miejscu koncertu widać tablice rejestracyjne z całego kraju. W przypadku koncertu Slasha w krakowskiej Arenie, najwierniejsi fani poszli krok dalej szczycąc się napisem „C1 SLASH” na swoim aucie. Spisali się również organizatorzy, którzy przywitali fanów byłego gitarzysty Guns N` Roses napisem wyświetlanym na Kraków Arenie: „Slash już tu jest!”. Jak odpowiedziała na takie powitanie gwiazda wieczoru?

Slash: Relacja z koncertu w Kraków Arenie [20.11.2014]

W roli supportu przed koncertem Slash feat. Myles Kennedy & The Conspirators wystąpiła kanadyjska formacja Monster Truck. Swoją rolę wypełniła należycie – rozgrzewanie publiczności przed wielką gwiazdą do najłatwiejszych przecież nie należy. Kwartet z Hamilton to zespół, w którym ewidentnie panuje muzyczna demokracja. Dzięki temu każdy z muzyków ma swoje 5 minut, a fani mogą napawać się zarówno dobrą gitarową solówką i ciekawym, southernowym wokalem, jak i riffem opartym na organach Hammonda.

Nie ulega wątpliwości, że kilkanaście tysięcy fanów zgromadzonych w arenie czekało jednak tylko na wybicie godziny 21:00. Slashowi dalece jest do gwiazdorstwa Axla Rose`a i na scenie pojawił się punktualnie. Zespół zaczął efektownie, od ‚You’re a Lie’ z poprzedniej płyty oraz coveru Gunsów w postaci ‚Nightrain’. W takim klimacie minął czwartkowy wieczór – w setliście pojawiło się 6 coverów GNR oraz „Slither” z repertuaru Velvet Revolver. Ten ostatni, choć zagrany jako przedostatni, wypadł niestety przeciętnie. Brawa należą się jednak Slashowi, Mylesowi oraz Konspiratorom za to, że podczas trasy dokonują zmian w setliście. Nie są one radykalne, ale miłym zaskoczeniem były na przykład „30 Years to Life” oraz „Automatic Overdrive”, których na poprzednim koncercie w trasie nie było.

Slash: Relacja z koncertu w Kraków Arenie [20.11.2014]Nie bez przyczyny o wczorajszej gwieździe wieczoru ze swobodą piszę „zespół”. Wiadomo kto jest w nim największą gwiazdą, ale na scenie każdy ma swoje ważne miejsce. Slashowi udało się znaleźć świetnego wokalistę i jeszcze lepszego frontmana zarazem. Myles Kennedy nieprzerwanie dbał o kontakt z publicznością – biegał po całej scenie, uśmiechał się do ludzi przy barierkach i machał do zgromadzonych na trybunach. Uraczył również fanów kilkukrotnie mówiąc „Dziękuje!” w naszym języku. Nie pozostał także obojętny wobec kartoniady przygotowanej przez Slash Army Poland:

It`s fucking amazing! Wow!

Fanclubowi Slasha pogratulować należy też przygotowania dla artysty mozaiki. Brawa również dla wszystkich, którzy za pomocą crowdfundingu przyczynili się do realizacji projektu.

Podczas koncertu w roli głównego wokalisty zaprezentował się również Todd „Dammit” Kerns. Zaśpiewał utwory „Doctor Alibi” z płyty „Slash” oraz gunsowe „Out Ta Get Me” i pokazał, że śpiewanie również należy do jego talentów. Słabiej podczas czwartkowego show zaprezentowali się jedynie Brent Fitz (perkusja) oraz Frank Sidoris (gitara rytmiczna). Podkreślam jednak, iż na myśli mam prezencję na scenie, wszak instrumentalnie wszyscy muzycy zagrali bardzo solidnie.

Slash: Relacja z koncertu w Kraków Arenie [20.11.2014]

W przypadku popisów Slasha napisać należy jednak coś więcej. Nie bez przyczyny został przecież twarzą gry komputerowej „Guitar Hero: Legends of Rock”, nieprawdaż? Podczas koncertu w Krakowie swój gitarowy kunszt zaznaczył kilkukrotnie. Po pierwsze w utworze ‚Rocket Queen’, gdzie w mojej opinii trochę przesadził z długością swoich popisów. Jego solo trwało bowiem tyle, że stojąca obok mnie dziewczyna zdążyła zrobić mu niekrótką sesję zdjęciową i pochwalić się nią wysyłając MMSy i publikując zdjęcie na facebooku. Dużo lepiej wypadł natomiast wychodząc na scenę z dwugryfową gitarą – wykonany przez niego wstęp do ‚Anastasia’ był niesamowity!

Ostatnie 5 utworów podczas tego koncertu, to właściwie osobna opowieść. Zespół rewelacyjnie prezentuje się we własnych kompozycjach – od spokojnego ‚Bent To Fly’, przez rock`n`rollowe ‚World On Fire’, po wspomnianą ‚Anastasię’ właśnie. Finisz koncertu uzupełniły 2 petardy z repertuaru Guns N`Roses. Podczas riffu otwierającego ‚Sweet Child O’ Mine’ przypomniałem sobie słowa Ozziego Osbourne`a o tym, że „dobry rock and rollowy koncert jest lepszy niż seks”. Wszystko dzięki orgazmicznym okrzykom zgromadzonym pod sceną fanek. Na koniec muzycy uraczyli nas ‚Paradise City’ oraz pięknym confetti. Ludzie zgromadzeni pod sceną szaleli z radości – śpiewali z uśmiechem na twarzy:

Take me down
To the Paradise City
Where the grass is green
And the girls are pretty!

Czego chcieć więcej od koncertu i jak lepiej podsumować tę relację? Gratuluję Metal Mind Productions organizacji tego wydarzenia na wysokim poziomie, współtowarzyszom mówię „do zobaczenia następnym razem”, a wszystkim pozostałym radzę sprawdzić formę koncertową Slasha i jego przyjaciół. Tworzą oni bowiem jeden z najlepszych obecnie rockowych bandów z krwi i kości.

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *