David Farrier, dziennikarz pracujący dla portalu 3news, przeprowadził obszerny wywiad z Serjem Tankianem, w którym padły m.in. pytania dotyczące planów muzyka na rok 2014. Najciekawsze fragmenty rozmowy tłumaczymy poniżej:

Koncertowałeś z Systemem bardzo dużo – czy ciężko ci przestawić się i odnaleźć w przestrzeni z muzyką orkiestrową, czy może to całkiem organiczne?

To nie jest znów takie trudne, skakać z jednego zespołu czy projektu muzycznego w drugi. Po prawdzie, w Europie i Rosji po trzech tygodniach grania z Systemem, kolejne trzy tygodnie upłynęły mi na graniu z orkiestrą. To jest świetne. To tak, jakbyś szedł na siłownię: z Systemem robisz ćwiczenia z monitorowaniem pracy serca, ponieważ cały czas biegasz, skaczesz i robisz te szalone akrobacje, zarówno fizyczne, jak i wokalne. A z orkiestrą siedzisz, jest to coś bardziej duchowego, emocjonalnego, intymne połączenie muzyczne. Obie rzeczy przedstawiają inną wartość komunikacji z publicznością. Jedna to wielki, festiwalowy typ słuchaczy Systemu, a druga to piękny teatr, jak Auckland Town Hall, albo ten, gdzie zagram z Christchurch. Lubię taką różnorodność.

To musi być niezłe, grać z różnymi poziomami energii – od rocka, do rzeczy orkiestralnych.

Ludzie są strasznie przyzwyczajeni do muzycznego podziału. Na rockowym koncercie wszyscy stoją na nogach, wyją, krzyczą, mają piwa. Na klasycznym występie, każdy siedzi na swoim miejscu, jest elegancko ubrany i spokojny. Teraz łamiemy te bariery. Nie mamy więc zamiaru mieć typowej, klasycznej oprawy (wywiad został przeprowadzony na dzień przed występem Serja z Christchurch Symphony Orchestra z Nowej Zelandii – przyp. red.). Tak, będziesz musiał siedzieć na swoim miejscu. Przez większość czasu będziesz musiał być też cicho, ponieważ pojawiają się instrumenty akustyczne, oni nie używają instrumentów elektrycznych. Jednakże postawa, styl ubioru, sposób, w jaki komunikujemy się z widownią i zmuszamy ich do wstania pod koniec koncertu oraz szaleństwa, to nie jest typowe w klasycznym świecie. Ale orkiestry, z którymi pracowaliśmy, były bardzo otwarte na tego typu akcje i wynurzenie uczuć z publiczności. I vice versa!

Co rockowi dziennikarze myślą o twoich klasycznych dziełach, oraz co klasyczny świat myśli o twoich rockowych dokonaniach?

Założyłbym się, że rockowi krytycy nie polubiliby symfonicznego albumu, założyłbym się też, że krytycy muzyki klasycznej nie pokochaliby kogoś przychodzącego ze świata rocka i robiącego symfoniczny krążek. Założyłbym się, że jazzowi puryści, po prawdzie znam paru jazzowych purystów, nie byliby zachwyceni moim albumem ,,Jazz-Is-Christ”. Ale hej, to jest w porządku! Ponieważ ja tworzę muzykę, która przychodzi do mnie z otaczającego świata, i prezentuję to w najlepszy sposób, w jaki potrafię. Tak długo jak podoba się to fanom oraz ludziom, którzy śledzą moje dokonania, jestem z tego szczęśliwy i wdzięczny za to.

I oczywiście ludzie tacy jak John Psathas (nowozelandzki kompozytor – przyp. red.) są gotowi ci w tym towarzyszyć!

Pracujemy aktualnie nad nowym materiałem, nazywa się ‚100 Years’, wydamy to w przyszłym roku. Będzie to o ludobójstwie i holokauście. To ciężki temat. Kawałek ten jest pięknym utworem, przechodzi od części etnicznych do orkiestralnych i do wielu innych rzeczy, mamy przyjaciół ze wszystkich stron świata, uczestniczących w graniu tego. Planujemy pokazać ich w wideo, tak samo, jak nagrać ich audio i, w zasadzie, pozostawić ich własne uczucia, duchowy odcisk w tym utworze. Zamierzamy też wyświetlać to na festiwalach oraz prawdopodobnie na YouTube i innych tego typu rzeczach.

To temat, na którym trudno jest się skupić.

Chcemy przynieść świadomość faktu, że wciąż się to pojawia – nawet pomimo konwencji na temat ludobójstwa, pochodzącej od Organizacji Narodów Zjednoczonych oraz od tych wszystkich różnych komisji stworzonych do walki z ludobójstwem. Ludobójstwo jest wciąż nowożytną chorobą cywilizacyjną, która nie jest w pełni kontrolowania przez międzynarodowe społeczeństwo. Widzieliśmy na przykład, że w Darfur Chińczycy mają więzy gospodarcze, z których się nie wycofają. Musimy mieć więc coś na wzór struktury, która prowadzi do ludobójstwa czy holokaustu, coś jak „strefa zakazana dla samolotów”: Zawsze, kiedy się to dzieje, wszystkie kraje natychmiast zrywają więzy, siadają ze sobą i dyskutują na temat humanitarnej pomocy itp. Widzieliśmy to w Syrii – niekoniecznie nazywam to ludobójstwem – ale widzieliśmy poprzez syryjską wojnę domową, jak mylące jest to dla międzynarodowej społeczności. Kraje nie wiedzą, co zrobić, aby pomóc. Wiesz, z jednej strony masz tyrana, a potem z drugiej strony pojawia się grupa terrorystyczna pośród naprawdę buntowniczej części społeczeństwa, masz sekciarską przemoc, masz religijne frakcje… to skomplikowane, prawda? Ale my musimy zająć stanowisko w sprawie tej współczesnej choroby, zwanej „ludobójstwem”.

Całkowicie zmieniając temat – tworzysz obrazy, prawda?

Zajmuje się tą sztuką po raz pierwszy! Malowałem i tworzyłem te powiązane z muzyką obrazy. Stworzyliśmy aplikację zwaną „Eye for Sound”, która pozwala ci, dzięki twojemu smartfonowi, poprzez optyczne wykrywanie, odtwarzać muzykę podczas oglądania obrazu lub rzeźby. Mieliśmy kilku zaprzyjaźnionych artystów, którzy dołączyli do społeczności „Eye for Sound”. Tworzymy multi-artystyczną, multimedialną wystawę. Myślimy nad zrobieniem czegoś w Los Angeles tego roku oraz jednocześnie nad czymś większym w muzeum w Auckland, w przyszłym roku. To ekscytujące i bardzo wyjątkowe, ponieważ ci sami artyści tworzą zarówno wizualną, jak i muzyczną część. Rozmawiamy również z wizualnymi twórcami tutaj, w Nowej Zelandii, którzy mają też muzyczne zdolności, grają na pianinie czy robią inne rzeczy, więc chcemy zaangażować w to również ich talent.

W gruncie rzeczy, nie jesteś w stanie wziąć sobie wolnego, racja?

Nie patrz tak na mnie, jestem wyluzowany. Jestem na farmie, relaksuję się, robię drobne prace. Mniej podróżuję. Zwolniłem trochę w tym roku. Spędzam więcej czasu tutaj, na farmie w Nowej Zelandii, cieszę się życiem, rosnącymi warzywami i pięknymi sadami. To moje nowe rzeczy. Kompostowanie i komponowanie, wszystko w tym samym dniu. Przysięgam, wychodzę na zewnątrz popracować na farmie przez 2, 3 godziny, spocę się i rozruszam ciało, czuję różnicę z życia na wsi, a potem wchodzę do domu – biorę prysznic (śmiech) – i zaczynam pracę nad muzyką i robię coś kreatywnego. Muzyka albo malowanie. Obie te rzeczy są takie same. Jedno jest kontynuacją drugiego.

Czy jesteś zadowolony z przeniesienia się do Nowej Zelandii?

Jestem bardziej niż zadowolony, jestem pełen zachwytu. To moja przystań i jednocześnie miejsce, w którym czuję się bardziej kreatywny. I, będąc z tobą szczery, czuję się tu jak u siebie w domu. Żyłem w Los Angeles od 1975 roku, co jest kupą czasu. Mam tam wielu przyjaciół, drzewo rodzinne, ciężko jest się stamtąd wynieść. Moja praca jest głównie tam, przemysł rozrywkowy jest tam, pracowałem dla filmów i gier wideo, przemysł muzyczny skupia się w L.A. Praca w tym mieście jest ekscytująca i świetna. Ale gdy kończę trasę, nie myślę o wróceniu do mojego miejsca w L.A, myślę o powrocie do Nowej Zelandii, jako do domu. Ponieważ czuję się tu bardziej jak w domu.

Założę się, że znalazłeś wielu muzyków, którzy, przewijając się przez Auckland, prawdopodobnie chcieliby się z tobą spotkać! Na przykład podczas występu na scenie z Tool na Big Day Out.

To było niesamowite, to czadowe mieć przyjaciół, którzy przyjeżdżają grać koncert w Auckland, mogę wtedy powiedzieć: „Hej, chodźmy na farmę i posiedźmy trochę razem, albo chodźmy na plażę i się zrelaksujmy” i dać im dzień wolny od trasy, z dala od ich koncertowego obozu. To piękna rzecz. Zrobiliśmy tak z Tomem Morello, który był tu z Brucem Springsteenem i E Street Band, przed koncertem przyszedł do mnie i powiedział coś w stylu: „Więc, co zamierzasz dziś z nami zaśpiewać?” Ja powiedziałem: „Ah, nic! Jestem widzem wśród publiki, będę z wami pił i oglądał wasz występ, pogratuluję wam po nim, ale nie mam odwagi wyjść z tobą na scenę Bruce’a Springsteena!”. Byłbym pierwszy do powiedzenia tego, czułem się przestraszony. Wtedy, gdy wyszedłem z Tool (na festiwalu Big Day Out w 2007 roku – przyp. red.), mówiłem coś w stylu: „Nie znam żadnego utworu na pamięć”, a oni odpowiedzieli: „Zrób cokolwiek, co chcesz zrobić”, ale ja  i tak byłem nerwowy jak cholera! Patrz, postrzegam to w ten sposób: Ci ludzie mają dziesiątki tysięcy fanów, którzy znają ich muzykę jak własną kieszeń, a tu pojawiam się ja, jammując z nimi i, wiesz, całkiem nieodpłatnie!

Cały wywiad możecie przeczytać pod tym linkiem.

Serj Tankian mówi o swoich aktualnych zajęciach i planach na rok 2014

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *