Scott Ian to popularna ostatnio w muzycznym biznesie osoba- ciężko znaleźć dzień bez jego publicznej wypowiedzi w jednym z wywiadów. Tym razem prezentujemy pytania i odpowiedzi udzielone przez gitarzystę zaczerpnięte z wywiadów dla Under The Gun Review i Lithium Magazine.

Masz 50 lat, a Anthrax istnieje już 30. Jak się czujesz będąc nadal istotny w tym gatunku? Czy urok metalu i twoja droga zmieniły się dla ciebie?

Nie, ponieważ dla mnie to jest praca. Tym się zajmuję. Ale patrz. Jestem szczęściarzem, bo mogę robić w życiu to, co zawsze chciałem robić. I jest tak już bardzo długo. Równocześnie jest z tym kupa roboty. To nie tylko siedzenie na dupie i oglądanie ESPN kiedy kończy się trasę i czeka na następną. Ludzie tego nie rozumieją. Nie mówię, że mam ciężej niż inni, bo z pewnością tak nie jest. Po prostu mam szczęście, że to robię i pracowałem bardzo ciężko, by móc to osiągnąć. Nadal to robię. Widzę jak praca, którą się zajmuję cały czas, z dala od rodziny jest tego warta. Ludzie dalej się interesują, a mi sprawia ona przyjemność. Jeśli nie bawiłyby mnie występy, nie pojechałbym już w trasę. Nie szukam powodu do opuszczania domu, ale bycie w zespole i granie koncertów, ciągle jest dla mnie zabawą. I talkshowy takie jak ten są fajne. Uwierz mi, wzbogacam się dzięki nim. Nowe doświadczenie, które zdobywam jest świetną sprawą. Dobrze jest się uczyć nowych sztuczek po tylu latach. To naprawdę fascynujące.

Czy bycie ojcem utrudniło twoją karierę?

Całkowicie. Jest całkiem inaczej. Gdy nie mieliśmy dziecka, ja i moja żona mogliśmy jechać gdzie chcieliśmy i kiedy chcieliśmy. Żadnych zwierzaków, żadnych dzieci. To była całkowita wolność, a teraz jest zupełnie odwrotnie. Ale nie tylko to jest problemem. Moja żona i syn nie mogą pojechać ze mną w trasę. Nie jesteśmy zespołem, który ma cztery autobusy, a nie stać mnie na osobny. Przez to jest trudniej, a brak przebywania z rodziną to naprawdę wielkie poświęcenie. Nie rozumiałem tego wcześniej. Charlie Benante i Frankie Bello są w kapeli i obaj mają dzieci. Gdy ich nie masz nie rozumiesz tego, przez co oni przechodzili. Później myślisz sobie „Pieprzyć to, nie chce nic robić”. Przypuszczam, że jeśli jesteś w miarę przyzwoitym rodzicem to czujesz to. Znam ludzi, którzy nie mogą się doczekać, żeby wyjść z domu, ale ja do nich nie należę.

Anthrax nagrywa nowy album, czy możesz mi coś o tym powiedzieć? Czy proces nagrywania i pisania różni się w porównaniu do tworzenia płyty „Fistful Of  Metal” w roku 1984?

Jeśli dobrze pamiętałbym proces nagrywania „Fistful Of  Metal” to byłbym w stanie odpowiedzieć na to pytanie. Nawet nie wiem…  To nie są wspomnienia. Tamte czasy pamiętam ze zdjęć. Czasami ciężko jest pamiętać co działo się w 1981, 1982, czy 1983. Sporo tamtego czasu przesiadywaliśmy w The Music Building w Queen. Wszyscy próbowaliśmy pisać nowe kawałki, ustabilizować się i być tak zaangażowanym jak Danny Lilker i ja. Kiedy mieliśmy skład z Neilem Turbinem, Charliem i Dannym Spitz, staliśmy się Anthrax. Nie było jakiegoś procesu, to po prostu były riffy.   Danny Linker miał pomysły i ja miałem swoje, więc zbieraliśmy to razem i pisaliśmy piosenki. Teraz jest tak samo. Każdy utwór zaczyna się od riffów. Każdy członek zespołu ma na nie swoje propozycje. Trzech nas wchodzi do osobnego pokoju i zaczyna grać. Myślę, że wygląda to tak samo teraz, gdy nie jesteśmy razem każdej nocy, jak wtedy gdy mieliśmy 18 lat.

Wywiad ze Scottem Ianem

Kolejna rozmowa dotyczyła „Speaking Word Tour”. Jest to trasa, podczas której gitarzysta Anthrax opowiedział o swoich doświadczeniach i przeżyciach. Komentuje ją w ten sposób:

Mam wiele takich historii, w których jak cokolwiek zdecydowałem zrobić to szło dobrze. Wyselekcjonowałem kilka tych, które chciałbym opowiedzieć w każdym show. Myślę, że są świetne i nie męczy mnie opowiadanie ich. Oto dwie z nich:

Pierwsza jest o tym, jak poznałem Lemmy’ego w 1985 i jak to spotkanie zmieniło się półtora dnia później w walkę z nazistowskim doktorem w Monachium. Jest bezpośredni związek między walką z nazistami, a upijaniem się z Lemmym. Mam też opowieść z Dimebagiem Darrellem. Także jest nieprawdopodobna, ciężko nawet myśleć, że jest prawdziwa, ale jest.  Niestety jest bardzo długa. Można by opowiadać ze 40, albo 45 minut, a w trakcie wyświetlić film. Ludzie mówią, że jest jak narkotyk- bardzo interesująca i skupiasz się na niej, ale jest tego warta.

 O tym jak wpadł na pomysł spoken-word show:

Przypominam sobie, że przez ostatnie 10-15 lat czasami myślałem sobie, że Henry Rollins potrafi robić te „mówione trasy” i jest to naprawdę fajne.  On podróżuje po świecie i pisze opierając się na swoich obserwacjach, a później o tym opowiada. Myślę, że to co robił było fajne, bo jestem jego wielkim fanem.  Byłem na kilku takich występach w latach 90 i byłem pod wrażeniem, jego umiejętności porwania widowni samym mówieniem. Robił to tak samo jak wtedy,  gdy był na scenie z Black Flag albo Henry Rollins Band. Te wystąpienia na pewno były inspirujące, ale nie było tak, że zobaczyłem je, pomyślałem o Henry Collinsie i powiedziałem sobie: „Pewnego dnia też będę to robił”. Nigdy nie byłem aktywny, jeśli o to chodzi, ani nie szukałem tego, ale później stało się to dla mnie rodzajem doświadczenia.

O swoim pierwszym spoken-word show:

Organizowano serie występów nazwaną „Rock Stars Say The Funniest Things”. Mieli już oni Duff McKagana i Chrisa Jericho oraz chcieli, żebym ja też wziął w tym udział.  Spojrzałem w kalendarz i spostrzegłem, że jest to dopiero za 5 miesięcy., więc się zgodziłem.  Noc przed imprezą siedziałem z żoną w hotelu w Londynie i prawie odwołałem swój występ, ponieważ szczerze nie miałem pojęcia co właściwie mam robić.  Pomysł wyjścia na scenę i opowiadania historyjek był prosty, ale nie wiedziałem jak mam wyjść i zabawiać ludzi przez dwie godziny. Jestem całkiem niezłym gawędziarzem, ale z przyjaciółmi w barze. To było kompletnie co innego. Moja żona dała radę mnie uspokoić i powiedziała: „Znasz te historie. Wiesz jak to działa, jesteś częścią nich. Po prostu je opowiedz.” I to zadziałało. Dwie i pół godziny później, kiedy show się skończyło wróciłem do garderoby z wielkim, głupkowatym uśmiechem na twarzy. Byłem szczęśliwy z powodu tego obrotu wydarzeń. Wtedy zapytałem agenta: „Jak mogę mogę robić to częściej?” I tak przeszło to na trasę po Wielkiej Brytanii, później Niemczech i Australii. Teraz Ameryka Północna.

O nadchodzącej biografii „I’m The Man”:

To co czyni moją biografię inną jest to, że nie porusza typowych dla innych rockowych/metalowych książek historii. Zwykle są one o drodze do sławy, sławie, upadku i pewnego rodzaju odkupieniu. Nie powielam tego schematu i nie wiem jak nazwiesz ten rodzaj opowieści, ale jest bardziej o tym, jak z bycia nikim stać się zdolnym robić to co ja teraz robię. Myślę, ze chodzi też o to, by pokazać, że nie ważne skąd się jest i czy jest się kościstym chłopakiem z Queens, ma się możliwość zrobić coś samemu. Jestem żyjącym dowodem tego. Wcale nie musisz obierać drogi, która jest opisana w tych wszystkich książkach. Nie musisz obierać ścieżki Mötley Crüe.

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *