Scena mocniejszego grania ma dwa, teoretycznie nie do pogodzenia, oblicza. Z jednej strony mówi się o skostnieniu – przyzwyczajeniu do jednego stylu gry i poruszanej tematyki oraz wiecznym narzekaniu na słabą sprzedaż płyt, która nie przynosi zysków. Z drugiej, te same powody sprawiają, że zespoły bardzo szybko adaptują się do trendów i nowych technologii.

O laserach, wybuchach i wielkich ekranach w czasie koncertów w zasadzie nie ma co się rozpisywać – w tej materii największe innowacje wprowadzają właśnie najwięksi (wystająca lokomotywa AC/DC czy niebotycznie droga scena do filmu „Through to never” Metalliki). Chyba, że oprawa wizualna jest integralną częścią muzyki i całego show (a nie tylko momentów) – w takim przypadku dobrym przykładem jest koncert Mastodon, uwieczniony na DVD „Live from Brixton”.

https://www.youtube.com/watch?v=fo59fCISVFw&list=PLopQnA5p3OXJWBB1JRgzH8eue7PYHu9DS

Na początku mariażu metalu z mediami i technologiami były serie z życia prywatnego („The Osbournes” z udziałem Króla Ciemności) i filmy pokazujące zespoły od środka („Some Kind Of Monster” Metalliki). Później bardziej popularne stały się strony dedykowane powstawaniu nowych płyt, lekcje gry na gitarze nowych utworów i tworzenie filmów dokumentalnych z procesu pisania, które stawały się oficjalnym dodatkiem do nowych albumów (choćby „Making Of Shogun” Trivium).

Kolejnym krokiem stały się media społecznościowe opanowane szybko i zgrabnie – muzycy zauważyli, że kluczem w czasie kurczących się dochodów jest dobra komunikacja z fanami – dawanie im niewielkich fragmentów nowości w czasie oczekiwania na nowy LP, możliwość zakupu biletów, częste aktualizowanie i relacje z trasy (zdjęcia na Instagramie, wywiady i teledyski na YouTube), choćby w formie bloga (jak Rob Flynn z Machine Head i jego „The general journals: diary of a frontman… and other ramblings” na Facebooku).

meta

Szybkie reakcje na zmiany w mediach społecznościowych można zauważyć również na polskim podwórku. Poniżej wstawka Acid Drinkers po dodaniu nowych lajków przez Facebook.

Acid Drinkers - social media

Potrzeba angażowania fanów i konieczność liczenia się z kosztami dystrybucji doprowadziły do specyficznych trendów, które nie do końca spełniły swoją rolę. Przykład: teledyski z tekstem – mocna obróbka graficzna i pojawiające się słowa utworu. Ci bardziej wymagający mogą traktować to jako ochłap dla fanów czekających na materiał od ulubionego zespołu. O ile na początku było to jeszcze intrygujące, o tyle po roku bombardowania takimi klipami (które wypuszczał dosłownie każdy zespół) mogło to doprowadzić do odruchu wymiotnego.

www.youtube.com/watch?v=DJHvgjKXsVo

Drugi przykład to udostępnianie w sieci całego nowego materiału jeszcze przed premierą fizycznych kopii. Zwolennicy powiedzą, że fani i tak kupią płytę, a niezdecydowani mogą zapoznać się z zawartością. Świadczy to jeszcze o jednym. Wielu pogodziło się z tym, że muzyka najpierw zostanie ściągnięta, więc sami podają na tacy efekty swojej ciężkiej pracy. Jest dużo innych opcji niż ścisłe poleganie na wytwórniach i sile krążka CD.

Trzeba czegoś więcej

Po pierwsze istnieje możliwość sprzedaży pojedynczych utworów przez iTunes. Po drugie pojawił się streaming (choćby Spotify). Wprawdzie, podobno, jeszcze nikt na nim nie zarobił, ale w takim razie dlaczego największe zespoły udostępniają tam całą dyskografię? Jasne, że jest to zachęta by słuchacz przyszedł później na koncert, jednak nie wierzyłbym w zbytni altruizm tego kanału.

W zeszłym roku pisaliśmy też o platformie BitTorrent Bundle, na której artyści mogą zamieszczać materiały pochodzące bezpośrednio od nich i do pobrania za określoną cenę. Platforma, pozwala na oddanie do 90% zysków twórcy. Skorzystał na tym Thom Yorke (Radiohead) wydając swój 2. solowy album „Tomorrow’s Modern Boxes”, na którym zarobił w ten sposób ponad 25 mln dolarów. Sukces olbrzymi – słuchów o naśladowcach i udanych kolejnych akcjach, brak.

Skoro przypadek Yorke’a jest taki opłacalny, powód przywiązania do istniejącego systemu przemysłu muzycznego musi być całkiem inny. Przede wszystkim wszyscy zależą od siebie i karmią się nawzajem. Płyta z odpowiednim artowrkiem i dodatkami cieszy odbiorcę, zarabia wytwórnia, zespół ma nowych chętnych na koncerty. Wilk syty i owca cala.

Na szczęście te mądrzejsze głowy stawiają przede wszystkim na relację. Podwójny przykład: Foo Fighters. Najpierw głośnym echem rozeszła się akcja przeprowadzona przez włoskich fanów zespołu. Zorganizowali oni wspólne wykonanie utworu ‘Learn To Fly”, które wysłali do zespołu.

www.youtube.com/watch?v=JozAmXo2bDE

Zespół odpowiedział, zagrał i uszczęśliwił tysiące swoich fanów.

www.youtube.com/watch?v=AZD0LjcYdNo 

Drugi, to niedawna akcja z plotką o odejściu wokalisty i zabawa zespołu z fanami. Jak widać, chcieć to móc.

www.youtube.com/watch?v=4rW1wuNyDKg

Możliwości 2015-2016

W Stanach popularnością wśród kapel cieszy się PledgeMusic, platforma za pomocą której zespoły mogą udostępniać materiały i prowadzić akcję crowdfoundingową – przesyłając ekskluzywne treści osobom, które zapłacą za określone możliwości (nowa płyta, lekcja gry na gitarze, wejściówka VIP i inne). Ostatnio skorzystał z niej Rob Zombie.

Możliwość angażowania społeczności zespoły zauważyły w popularności gier i rozroście kanału mobilnego. W ramach promocji nowej płyty „The Book Of Souls” Iron Maiden wypuścili grę przeglądarkową ‘Speed Of Light’ wspierającą promocję pierwszego singla (Zobacz tutaj!), który sam w zasadzie był jednocześnie graficzną historią gier komputerowych.

www.youtube.com/watch?v=-F7A24f6gNc

Kapela poszła jeszcze dalej i zapowiedziała na ten rok pełnoprawną, samodzielną grę mobilną dla fanów posiadających smartfony (Zobacz tutaj!). Grami zainteresowali się też progowcy z Dream Theatre. Po wydaniu dwupłytowego „The Astonishing”, zespół wypuści grę o tym samym tytule, opartej na koncepcji albumu. Rozrywka dostępna będzie na komputerach i telefonach (Strona gry).

Virtual Reality

Wśród znanych kapel, największy i najbardziej owocny ruch w kierunku nowych rozwiązań zrobiło Megadeth. Nie tylko przygotowali najnowszą płytę ‘Dystopia’ (sprawdź naszą recenzję) we współpracy z PledgeMusic, ale zdecydowali się na zastosowanie Virtual Reality w promocji płyty. Wykorzystując sieć kamer 360*, nagrano wykonanie 5 premierowych utworów. Fani, którzy zakupili edycję rozszerzoną albumu, w zestawie otrzymali okulary pozwalające oglądać swoich idoli z dowolnego miejsca sceny w trakcie wykonywania utworów. Prawdopodobnie Mega jest pierwszym zespołem rockowo-metalowym korzystającym z tego rozwiązania i to na taką skalę. Szybkość reakcji jest imponująca, szczególnie biorąc pod uwagę to, że Facebook wykupił startup zajmujący się okularami VR w 2014 roku za okrągłe 2 mld dolarów właśnie po to, by rozwijać technologię VR.

www.youtube.com/watch?v=gZY0yGU3__M

Nie pozostaje nic innego, jak śledzić równocześnie powstawanie nowych technologii i ulubionych muzyków. Kto wie co jeszcze wymyślą?

 

Jeżeli zainteresowało Was jak kapele radzą sobie na obecnym rynku muzycznym, ostatnio pisaliśmy o prawdopodobnej śmierci Heavy Metalu i dyskusji na ten temat pomiędzy muzykami. Na naszej stronie możecie także znaleźć artykuł podsumowujący 50 lat istnienia przemysłu płytowego oraz wypowiedź wokalisty Primal Scream o opłacalności nagrywania płyt.

Na przyszły tydzień zaplanowaliśmy dla Was tekst o tym, jak giganci internetowi inwestują w świat muzyki. Tymczasem czekamy na Wasze opinie i obserwacje.

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *