Sawblade wydało album, o którym muzycy mówią, że jest ich pierwszym w pełni świadomym krążkiem. Ocierające się o płytę konceptualną wydawnictwo zatytułowane Sovereignty jest bez wątpienia jednym z najciekawszych na scenie mocnego grania w Polsce wydanych w mijającym roku 2018. Zapraszamy do sprawdzenia płyty oraz lektury rozmowy z Michałem i Marcinem odpowiedzialnymi za wokale i gitary w Sawblade.

Czy można powiedzieć, że Sawblade w roku bieżącym obchodzi 10-lecie istnienia? Wasze korzenie sięgają 2008, prawda?

Michał Romańczuk: Historia Sawblade sięga czasów bardzo dawnych albo bardzo niedawnych, zależy, jakimi kryteriami się posługujemy. Najpierw był zespół szkolny w liceum, potem zespół domowo-garażowo-MDKowy Recoil, a potem zmiana nazwy na Sawblade. Z tamtych najdawniejszych czasów część muzyki “przekradła” się na Reminiscence, więc w tym znaczeniu można mówić, że Sawblade sięga swoją historią okolic 2004, ale od tamtego czasu doszło też do wielu znaczących zmian w lineupie i stylistyce zespołu, w związku z czym umownie mówimy o 2008 jako o początku pewnej stałości, której trzymamy się do dziś, chociaż oczywiście nie oznacza to, że zatrzymujemy się w rozwoju i nie zmieniamy pod wpływem doświadczeń.

Jak wyglądała Wasza historia przez te lata? Jakie punkty były w niej dla rozwoju Sawblade najważniejsze?

Michał Romańczuk: Najwcześniejszym kamieniem milowym było chyba dołączenie do zespołu Marcina z zespołu Asperse i Tomka z grindcorowego składu Splatorgy. Wtedy dość radykalnie zmienił się charakter naszego grania, nabraliśmy tempa i agresji, a pod surowym okiem Marcina mocno też poprawił się warsztat. W tym składzie nagraliśmy naszą pierwszą “poważną” demówkę w Studiu X i zaczęliśmy występować w klubach, na festiwalach, juwenaliach i w konkursach. Po nagraniu Reminiscence nabraliśmy pewnej regularności w koncertowaniu i zaczęliśmy zapuszczać się z graniem poza Mazowsze, poznaliśmy kupę fajnych ludzi i dotarliśmy do fanów spoza naszych rodzimych miast. Oczywiście najważniejszym chyba jak dotąd dla nas wydarzeniem było nagranie naszego najnowszego krążka, w którego poszła masa potu, krwi i łez, i z którego jesteśmy zarąbiście dumni.

Marcin Zawadziński: Dodałbym jedną rzecz do kamieni milowych wymienionych przez Romana – pierwszą zagraniczną trasę jaką zagraliśmy z materiałem z Reminiscence. Dzięki niej wiemy, że nie jest to nieosiągalne i powtórzymy to nie raz z nowymi utworami.

Dopiero w 2014 roku wydaliście debiutancką płytę zatytułowaną „Reminiscence”. Jak dziś ocenicie ten album? Czy wówczas było to dla Was coś zupełnie nowego, czy raczej zamknięcie/podsumowanie 6 lat pracy?

Michał Romańczuk: Nagranie Reminiscence było tak naprawdę jednym i drugim. Z jednej strony były to nasze pierwsze nagrywki w studiu, które trwały dłużej, niż kilka dni. Potem siedzenie na głowie producentowi przy miksach i masterach. Załatwianie projektu okładki i całej logistyki związanej z merchem i fizycznymi nośnikami. Przy pierwszym podejściu to wszystko jest bardzo męczące i nie wiadomo, jak się do pewnych rzeczy zabrać, więc była to dla nas świetna szkoła. Z drugiej strony – na albumie wylądowały kawałki (albo przynajmniej pojedyncze pomysły i riffy), które każdy z nas przywlókł ze swoich poprzednich projektów/zespołów/nagrywek na dyktafon. Każdy z nas w tych poprzednich projektach przez lata grał różne rzeczy, więc trzeba było wszystko jakoś ujednolicić i złożyć do kupy. Jakoś się udało, ale… chyba wszyscy czuliśmy jakiś niedosyt po tej produkcji. Brakowało nam poczucia napisania całej płyty od początku do końca jako zespół. Dziś wracamy do kilku utworów z tego albumu, które najbardziej spodobały się naszej publiczności koncertowej, ale poza tym raczej traktujemy Reminiscence jako zamknięty rozdział

Marcin Zawadziński: Nie jestem pewien czy “dopiero” to adekwatne stwierdzenie. W momencie, gdy wykrystalizował się skład i kierunek muzyczny zespołu nagranie płyty stało się dla nas naturalną koleją rzeczy. Wcześniej nie myśleliśmy o LP w kategoriach osiągalnych celów. W kwestii oceny… nadal gramy kilka utworów z tej płyty na koncertach więc przynajmniej część materiału z 2014 roku nadal lubimy i uważamy za aktualny. Wiadomo, że utwory grane live ewoluowały silnie. Nasz nowy perkusista gra prościej i agresywniej na bębnach, utwory gramy o ton niżej i na gitarach siedmiostrunowych a nie sześcio. To pozwala nam nadal cieszyć się tymi kompozycjami. Natomiast Reminiscence sam z siebie nie słucham. Materiał znużył mi się po latach. Gdy jednak coś z niej przypadkowo usłyszę to jestem mile zaskoczony, ale z lekkim pół-uśmiechem pod nosem. Jak każdy kto kiedyś stworzył coś w życiu i wraca do swojej twórczości nie mogę odpędzić od siebie myśli “dziś zrobiłbym to lepiej”. Wiem natomiast, że płyta jest podsumowaniem naszego długiego dążenia do spójnego stylu i uważam, że nadal można mieć radochę z jej słuchania. Odpowiadając zatem na ostatnie pytanie w tym wątku: tak, płyta była podsumowaniem naszej wcześniej pracy i zbiorem naszych wcześniejszych niewykorzystanych lub nieopublikowanych pomysłów. Wydaje mi się, że od zera napisaliśmy około połowę materiału.

Czy „Reminiscence” można gdzieś jeszcze kupić lub odsłuchać?

Marcin Zawadziński: i tak i nie. Nakład fizyczny płyty wyczerpał się na ostatnim koncercie. Natomiast jest ona dostępna w formie elektronicznej na różnych serwisach streamingowych tj. Spotify oraz w sklepach takich jak iTunes. Utworzyliśmy też playlistę na naszym kanale YouTube, gdzie w różnych formach (lyrics video, instrumentalne playthrough, statyczna grafika) można odsłuchać całą płytę.

W sierpniu bieżącego roku światło dzienne ujrzała Wasza druga płyta zatytułowana „Sovereignty”. Czym jest dla Was ten album i kto na pewno powinien po niego sięgnąć?

Marcin Zawadziński: Osobiście jest to dla mnie pierwszy w pełni świadomy album Sawblade. Jest też kolejnym bardzo ważnym kamieniem milowym dla zespołu. Ugrutnowaliśmy swoją pozycję zamykając tym samym etap bycia debiutantami. Uważam, że album może się spodobać zarówno odbiorcom Reminiscence, jak i zupełnie nowym słuchaczom, śledzącym nurty cięższych brzmień z zakresu death, groove czy nawet djent.

Jak długo tworzyliście materiał na „Sovereignty”? Jakie przyświecały Wam od początku ambicje i w jakim stopniu udało się je zrealizować?

Marcin Zawadziński: Jest to pierwszy album, który od początku do końca pisaliśmy razem i to we w miarę określonym przedziale czasu, więc nasze gusta nie zdążyły się zbytnio zmienić w trakcie tego procesu. Wydaje mi się, że materiał instrumentalny powstawał około roku, ale potem drugi rok szlifowaliśmy kompozycje i pisaliśmy wokal i teksty. Zapytacie dlaczego w takim wypadku między płytami była przerwa czterech lat, a nie dwóch. Po dwóch latach pisania przeszliśmy do fazy preprodukcji w domu, a dopiero potem do nagrań. Potem, nadal koncertując z Reminiscence, szukaliśmy wydawcy ostatecznie jednak decydując się na wydanie własne. I tak się zeszło. Sovereignty, w przeciwieństwie do debiutu, to album, na którym od początku narzuciliśmy sobie pewne założenia w celu uzyskania maksymalnej spójności utworów. Przez jakiś czas nawet celowaliśmy w stworzenie concept albumu. Elementy tego podejścia są zauważalne w finalnym produkcie. Utwory ustawione są w nieprzypadkowej kolejności, tworząc wymiennie fale agresji i miejsca skłaniające do refleksji. Cała płyta nie tylko muzycznie ale też w warstwie tekstowej opowiada spójną historię. Nie tłumaczymy jednak tej historii, celowo pozostawiając interpretację każdemu do odkrycia. Podpowiem jedynie, że grafiki i zdjęcia towarzyszące temu wydawnictwu są spójne z opowieścią. Dla mnie osobiście kolejnym celem tworząc Sovereignty było pokonanie moich technicznych barier instrumentalnych. Chciałem stworzyć coś co będzie mi trudno zagrać, ale z drugiej strony będzie się tego dało słuchać. Pierwszą rzecz osiągnąłem aż zbyt skutecznie (koledzy z zespołu przeklinają mnie do dziś!)  natomiast drugą pozostawiam do oceny czytelnikom. Myślę, że celem dla nas wszystkich było też jak najlepsze brzmienie albumu.

Gdzie rejestrowaliście nową płytę? Kto zajmował się produkcją i jak sami oceniacie efekt końcowy?

Marcin Zawadziński: Tym razem zdecydowaliśmy się na rozdzielenie etapów produkcji płyty między różnych specjalistów. Doszliśmy do takiego wniosku po analizie procesu nagrywania Reminiscence oraz tego jakie brzmienie chcieliśmy uzyskać na nowej płycie i czyje produkcje nam się najbardziej podobały. Preprodukcję wykonaliśmy w domowym studio, co pozwoliło nam usłyszeć wszystkie kompozycje od początku do końca i co za tym idzie skutecznie napisać i dobrze przemyśleć linie wokalne. Nagrania wykonaliśmy po raz kolejny pod czujnym okiem Filipa Hałuchy (Heinrich House Studio), który nie tylko zadbał o jakość techniczną nagrania, ale też wycisnął z nas maksimum umiejętności instrumentalnych. Następnie udaliśmy się na miks i master do gigantów polskiego, metalowego brzmienia czyli Wojtka i Sławka Wiesławskich (Hertz Studio). Mając doświadczenie z takimi gigantami jak Behemoth, Decapitated, Vader czy Hate nadal podeszli do nas bardzo indywidualnie i przyjacielsko, pomagając nam wykreować brzmienie, które słyszycie na płycie. Nauczyli nas też bardzo wiele w kwestii produkcji muzyki. Z perspektywy czasu zdecydowanie powtórzyłbym takie podejście do nagrywania albumu. Efekt był zdecydowanie zadowalający, a możliwość współpracy ze specjalistami każdego etapu produkcji nieoceniona.

Gdzie można kupić „Sovereignty”?

Michał Romańczuk: Nosimy się z zamiarem dodania możliwości kupna płyt do naszego sklepu onlinowego, ale nie traktujemy tego priorytetowo – wypuszczenie materiału na nośnikach fizycznych jest kosztowne, a to medium z roku na rok ma się coraz gorzej, wypierane jest przez media streamingowe, z których korzysta coraz więcej młodych ludzi – prawie każdy ma w kieszeni smartfona i słuchawki, a płyt zasadniczo słucha się przede wszystkim w domu albo w samochodzie. Dlatego naszym priorytetem było udostępnienie Sovereignty w jak największej liczbie serwisów streamujących muzykę – Spotify, Deezer, iTunes, Amazon Music i – niebawem mam nadzieję dostępne także w Polsce – YouTube Music. Oprócz tego nasze płytki można będzie kupić – tradycyjnie – na koncertach.

Czy album promuje jakaś trasa? Jak wygląda Wasza aktywność koncertowa?

Michał Romańczuk: Ponieważ wydanie albumu zbiegło nam się z nagłą zmianą składu (zespół opuścił perkusista), nie byliśmy w stanie zaplanować trasy, która byłaby zsynchronizowana z premierą. Obecnie skład już się ustabilizował, więc prawdopodobnie w najbliższym czasie będziemy mogli ogłosić koncerty promujące Sovereignty. Będziemy chcieli dotrzeć w miarę możliwości we wszystkie rejony Polski, a oprócz tego w zanadrzu mamy także kilka miejsc w krajach skandynawskich.

Jak wyglądają Wasze plany na 2019 rok?

Michał Romańczuk: Rok 2019 to dla nas przede wszystkim plany i występy koncertowe. Będziemy też chcieli w miarę możliwości zagrać na imprezach studenckich i festiwalach. Poza tym zaczęliśmy już prace nad materiałem na kolejny album. Nie oznacza to oczywiście, że na pewno wejdziemy do studia już w 2019, ale możliwe, że na koncertach pojawi się też parę utworów nigdzie niepublikowanych.

Jakie wydarzenie ze świata polskiej muzyki ciężkiej w 2018 roku uznajecie za najważniejsze? Pomijamy premierę „Sovereignty” ;)

Michał Romańczuk: Miłym zaskoczeniem dla mnie był powrót Frontside do ciężkiego grania. Ale jeśli chodzi o wydarzenie absolutnie najważniejsze, to była nim bezapelacyjnie premiera ILYAYD Behemotha.

 

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *