Sporo było szumu wokół „nowej – starej” płyty Kata i Romana Kostrzewskiego – wydaje się, że muzycy powiedzieli już wszystko, co chcieli na jej temat powiedzieć. Dlatego też, kiedy spotkaliśmy się z Romanem przy okazji koncertu w poznańskim klubie Blue Note, praktycznie nie poruszaliśmy tego tematu. Mieliśmy tylko godzinę, którą przeznaczyliśmy na rozmowę o znacznie ciekawszych rzeczach.

Czy Roman czuje się bardziej Ślązakiem niż Polakiem? Kto przejął realną władzę w Polsce po roku 1989? Co w dzisiejszych czasach stanowi największe zagrożenie dla ludzkości? Na te i wiele innych pytań odpowiedzi znajdziecie poniżej. Zapraszamy!

 

Kat2

Jest pan częścią sceny metalowej od ponad trzech dekad, a co za tym idzie świadkiem tego, jak zmieniała się na przestrzeni tych lat. Czy nie wydaje się panu, że muzyka i subkultura metalowa stają się coraz bardziej akceptowalne w społeczeństwie?

„Metale” są na Dalekim Wschodzie, świetnie mają się też np. w Ameryce Południowej czy tzw. świecie zachodnim – Polska nie jest w stanie uniknąć tej muzyki, nawet jeśli chcieliby tego decydenci czy też kler, który ma dość silny wpływ na życie publiczne. Pomimo prób określenia naszej twórczości jako twórczości, która narusza dobre obyczaje czy uraża czyjeś uczucia, wydaje mi się, że ta muzyka ma się dobrze. Metal nigdy nie był dofinansowywany przez system państwowy, więc system nie jest w stanie wpływać na jego losy. Od mnóstwa lat ten artyzm funkcjonuje dzięki wsparciu ludzi, którzy tę muzykę kochają – są to niekiedy ważne osobistości, decydenci, zdarza się, że to oni nas do siebie zapraszają. Są więc ośrodki miejskie niewrażliwe na podszepty kleru, uznające, że jest to ciekawa forma sztuki, pozwalająca ludziom mile spędzić czas. W końcu, pomimo ładunku ideowego w niej zawartego, jest to po prostu dobra forma zabawy – na koncertach nikną wszelkie społeczne podziały, nie ma znaczenia twój stan posiadania – odźwierny może wspominać stare, dobre czasy z bankierem.

Nikt w tym kraju nie jest w stanie obrzydzić tej muzyki, ponieważ słuchacze wywodzą się z różnych grup – metal trafia do trzewi i to nie tylko dlatego, że jest głośny.

À propos kleru i decydentów. Jesteśmy w Poznaniu, więc nie sposób uniknąć tego pytania – zdarza się jeszcze, aby ktoś usiłował odwoływać koncerty Kata?

Jak najbardziej doświadczamy jakiegoś takiego rodzaju anatemy – teraz zdarza się to raczej w środowiskach małomiasteczkowych, ale pamiętam, że jeszcze niedawno gdy mieliśmy grać w Krakowie, pojawiły się próby wpływania na władze uczelniane do których należał klub, w którym koncert miał się odbyć. Były to ruchy w zasadzie cenzorskie – nie ma się co oszukiwać. Kat nadal wywołuje sporo kontrowersji i w zasadzie jest takim papierkiem lakmusowym jeśli chodzi o kondycję wolnościową społeczeństwa, nie zawsze jest to miłe, ale to potwierdzenie ważności tej sztuki.

www.youtube.com/watch?v=SLz9RIF0qbc

Na pewno kontrowersyjny jest tekst utworu ‘Wolni Od Klęczenia’ z poprzedniej płyty, zważywszy na fakt, jakim kultem otoczona jest w Polsce postać Jana Pawła Drugiego.

Za czasów mojej młodości kraj, w którym żyłem, dokonywał przemian. Byłem związany z Solidarnością i mocno w pamięci zapadły mi słowa jednego z członków Służby Bezpieczeństwa: „Jak wyście sobie to wyobrażali? Że wygracie z NAMI? Z tym potencjałem, z tymi czołgami?”. Zadałem mu wówczas pytanie w zasadzie retoryczne. „Co się stanie, jak to nie wystarczy?” Dość szybko okazało się, że władza zaczyna romansować z klerem – to nie był dobry moment. Zdawałem sobie sprawę z faktu, że jest duże prawdopodobieństwo, iż jedyna siłą, która jest w stanie przejąć realną władzę po ewentualnym upadku komunizmu jest kościół.

Niektórzy mówią dzisiaj, że ateiści w osobie np. Stalina mają na sumieniu niezliczone ilości ofiar. To fakt, ale powiedzmy sobie szczerze, że nurt, który wypływa z naukowego punktu widzenia kieruje się raczej humanizmem. System stalinowski taki nie był. To był kult.

Zamiast persony wyimaginowanej – prawdziwa.

Dokładnie. Po prostu inna forma Boga. Jest określona prawda i nie ma prawa być żadnych wątpliwości. Kościół nie ma do zaoferowania nic poza innym rodzajem kultu jednostki.
Tak więc bałem się takiego państwa. Podobnie jak większość młodych ludzi pragnąłem, aby w tym kraju było nieco więcej wolności, trochę więcej pieniędzy, wydawało mi się, że to, w takim ogólnym ujęciu, wystarczy temu społeczeństwu. Zdawałem sobie sprawę z faktu, że im więcej by ludzie mieli, tym łagodniejsi by dla siebie byli, a co za tym idzie, życie byłoby milsze. Nie byłoby takiego społeczeństwa kryzysowego – żeby wytłumaczyć złe zarządzanie czy też efekt złego zarządzania, zwalamy winę na kogo się da.

Obawiałem się, że Polsce potrzeba wszystkiego, tylko nie modlitwy i kropidła. Mój satanizm był więc niczym innym, jak pewnego rodzaju przekorą, formą buntu na to, co – jak podejrzewałem – stanie się z tym krajem. Polska jest obecnie pod zaborem kleru.

Niektórzy twierdzą, że silna pozycja kościoła w Polsce chroni nas przed falą imigrantów i wszystkimi niebezpieczeństwami, jakie ta za sobą niesie.

Cóż, jeżeli spojrzeć na to, co Polacy czynią sobie nawzajem… Wydaje mi się, że to nigdy nie będzie nasz główny problem. Widzę taką analogię. Dawniej piętnowano muzykę metalową – wskazywano na pewne wyjątki. Jakie? Nastolatek, który podobno słuchał metalu, popełnił samobójstwo. Całe media trąbiły o tym przypadku, co sprawiało wrażenie, jakby problemem tego środowiska były samobójstwa. A prawda jest taka, że każdego roku ok. 6 tysięcy ludzi odbiera sobie życie. W grupie młodzieży od 15 do 18 roku życia – 200 osób. Chciałoby się powiedzieć, że tego typu problemy ma raczej dojrzała część społeczeństwa i słuchanie metalu nie ma nic do rzeczy.

Jak odbierać przypadek w Rudzie Śląskiej, kiedy to dwóch młodych ludzi – dziewczyna i chłopak – zostaje uśmierconych. Przez kogo? Tym kimś był gość, który chodził na msze. Zwykłe, nie satanistyczne. Zamiast doszukiwać się tam np. niespełnionego romansu stwierdzono, że był to satanistyczny rytuał, podczas którego złożono ofiarę z ludzi.

Polacy nie umieją przyznać się do swoich przywar. Trudno przyjąć im do wiadomości, że żyjemy w naprawdę niełatwych czasach – mamy sporo problemów, a jednym ze sposobów ich rozwiązania jest po prostu rezygnacja z życia. Nie sądzę jednak, aby dotyczyło to głównie słuchaczy muzyki metalowej. Takie osoby doskonale zdają sobie sprawę z tego, że ta forma sztuki różni się pewnym konwenansem, stylem, charakterem, ale niczym nie odbiega od innych form zbiorowej zabawy. Myślę, że podczas koncertów dochodzi do znacznie mniejszej ilości mordobić niż w przypadku innych zgromadzeń sportowych czy muzycznych.

Kat

Skąd w muzyce metalowej ta obsesja na punkcie śmierci?

Młodzież żyje w świecie pełnym pytań. Z jednej strony jest niewiadoma odnosząca się do świadomego funkcjonowania umysłu – na poziomie pierwszej kłótni, samookreślania się. Szukania więzi z samym sobą, szukana odpowiedzi na pytanie: Kim jestem? Szalenie dużo jest w naszym życiu niepewności… Nie ma jakiejś takiej określonej ścieżki, może zdarzyć się wszystko. W związku z tym u młodych ludzi pojawia się lęk przed przyszłością. Nie mają jeszcze swojej perspektywy na życie. U dzieci szczególnie jest to widoczne – ich pojęcie czasu jest zupełnie inne w stosunku do osób, które to pojęcie już sobie wyrobiły w kontekście jakichś stałych wydarzeń czy pracy.

Młodzież chciałaby niekiedy rozwiązać pewne sprawy w sposób magiczny, nieracjonalny. To co jest racjonalne to nauka, szkoła, konieczności, przymusy. W takim świecie coś takiego jak śmierć to pewnego rodzaju iluzja. Można odbierać to w bardzo plastyczny sposób, z dużą fantazją, później jednak przychodzi moment realności, kiedy człowiek zmaga się z życiem i to myślenie o śmierci nie jest takie obecne. Dotyka nas codzienność, funkcje życia, nie ma tam czasu na zbyt głębokie przemyślenia. Staramy się cieszyć chwilą, realizować na wielu polach, czujemy, że mamy możliwości i wpływ na dalsze losy naszego życia. Ci, którym się nie układa, nierzadko chwytają się wątku śmierci, często uważając to za rozwiązanie ich cierpienia. Większość z nas wgryza się w życie i korzysta z niego, a myśl o śmierci nawet jeśli się pojawia, to podchodzimy do niej nieco łagodniej. Schodzimy z tego świata, ale nie tak całkowicie… Możemy pozostawić po sobie wiele rzeczy, nie tylko to przysłowiowe drzewo. Możemy na ten przykład piec zajebisty chlebek. „Teraz już takiego chleba nie ma” – inna sprawa, że żyjemy obecnie trochę inaczej, odrzucamy ten gluten na przykład. W ogóle podchodzimy do życia z inną świadomością… Po latach czuję, ze brakuje mi tych rozmów, które w młodości prowadziliśmy. Teraz młodzi ludzie mogą robić to poprzez fora internetowe i inne tego typu formy kontaktu, ale nie wiem czy to jest to samo…

Przeżyłem już czas swojej młodości i wiem, że dobiegł końca, tak jak końca dobiegnie kiedyś moje życie. W tekstach, które pisałem często wybrzmiewały te lęki, o których wspominałem. Młodzi ludzie chcą ten strach opanować, chcą przekroczyć tę granicę. O śmierci wiemy tyle, że człowiek odchodzi, ale co to tak naprawdę może być? Ludzie nie lubią myśleć o tym, że się rozkładamy, że te wszystkie robale z nas wychodzą. Nie. Wolą patrzeć na śmierć jako na coś pięknego, wzniosłego. Jest ona dla nas pewną świętością, czymś nieokreślonym. Kiedy jednak widzimy czyjś zgon, chociażby na ulicy… Mało to wzniosłe, prawda?

Boi się pan śmierci?

Każdemu człowiekowi towarzyszy myślenie o śmierci, jednak dla kogoś, kto ma w ciągu dnia tyle rzeczy do zrobienia, jest stale aktywny, myśli te są jedynie pewną taką igraszką. Śmierć zaczyna przybierać to prawdziwe oblicze dopiero wtedy, kiedy ją odczujemy.

Pan odczuł?

Na pewno kilka razy otarłem się o śmierć, jednak moje wypadki nie pozwalały na kontemplacje – nie wiedziałem co się wydarzy – tym charakteryzuje się wypadek, nie ma wtedy czasu na myślenie. Co innego ludzie chorzy… Są oni przejęci tą myślą, że, nawet jeżeli doświadczaliśmy smutku, rozpaczy i innych negatywnych emocji, to były również i szczęśliwe chwile. Chciałoby się żyć dłużej. Mimo wszystko do ludzi dochodzi w pewnym momencie informacja, że nie ma innego życia. Możemy tworzyć sobie iluzję życia po życiu i jeżeli taka potrzeba jest – a jest – to ludzie mają do tego prawo. Z drugiej strony, przyjęcie do siebie tej informacji wcale nie musi być aż takie straszne. Można w końcu zrozumieć na czym ten świat polega, że nawet kiedy umrzemy, on nadal będzie trwał. Czy człowiek, jako rasa, długo będzie istniał? Czujemy jakieś zagrożenia. Ja wskazałbym głównie na religie. Religia jest odporna na intelekt, a zazwyczaj jest nim nawet nieskażona. Zauważ, że większość współczesnych wojen wybuchła na tle religijnym. Oczywiście nie zapominajmy o silnym lobby, które wytwarza kapitał – mowa tutaj o biznesie wojennym, o tych wszystkich kapitalistach, którzy żyją dzięki wojnom. Musimy też zrozumieć, że ten świat nadal jeszcze podzielony jest na kraje strefy wpływów, które każą narodom być silne, każą im się zbroić. Żyjemy w czasach niebezpiecznych w sensie globalnym – kiedy do młodego człowieka dociera ta prawda, smutek i poczucie zagrożenia jest naturalną reakcją.

Pamiętam, że gdy w stanie wojennym prokurator powiedział, iż grozi mi od 3 lat do czapy, to widziałem czapę, nie ten najmniejszy wyrok.

Nie dziwię się więc młodym ludziom, którzy mają lęki. Nie dziwię się też tym Polakom, którzy buntują się na wieść o tym, że mają do nas przyjechać imigranci. Ale ja pochodzę ze Śląska. Przez całe lata przyjeżdżało tam mnóstwo Polaków po to, aby pracować . A Śląsk ich przyjmował. Pewnie, że były jakieś utarczki, być może nie jeden scyzoryk poszedł w ruch, ale jakoś ci ludzie tam żyją ze sobą.

Należy podejść do tego tematu nieco spokojniej i powiedzieć sobie prawdę. Największym zagrożeniem dla Polaków są sami Polacy.

Bardziej czuje się pan Polakiem czy Ślązakiem?

Wiesz co, z jednej strony jest to dla mnie pytanie trudne, a z drugiej łatwe… Trudne z punktu widzenia tego, jak ludzie w tym kraju próbują deklarować swoją polskość. Wychodzi to często żenująco i śmiesznie.
W zasadzie mógłbym powiedzieć, że jesteśmy wszyscy braćmi. Jeżeli przeczyta się pracę „Mapowanie historii ludzkości”, w której pięknie przedstawione są nasze genetyczne więzi, to niewątpliwie pochodzimy od jednej, przysłowiowej, pramatki – czy też praojca. To, że ludzie nie chcą przyjąć do siebie tej informacji to już całkiem inna sprawa.

Z punktu widzenia wychowania, przynależności do pewnej kultury jestem Ślązakiem. Często moi rozmówcy wyczuwają jakąś inność: „Kurczę, ty jesteś Polakiem?”. Wiesz, inny tembr głosu, sposób wysławiania się… Śląski jest jednym z tych języków, które stanowią o dzisiejszej polszczyźnie. Wszyscy ludzie w Polsce wiedzą co to jest firana, co to jest kibel. Śląskość nie wyklucza polskości – Ślązacy, ci z pradawnych czasów, wchodzili w tę wspólnotę pierwszych władców, którzy określili Polską państwowość. Ona się zmieniała, ale widać wyraźnie, że Śląsk podlegał pretensjom dwóch krajów – Niemiec i Polski. Ślązacy często mówią o sobie, że są zarówno Polakami i Niemcami. Nasi zachodni sąsiedzi często podkreślają swoją landowość. U nas jest tak np. z Kaszubami – oni silnie odznaczają swój regionalizm. Umówmy się, dla współczesnego człowieka nie ma to większego znaczenia, ale jeśli ma nam to pomóc zachować jakieś pozytywne rzeczy – ludowe piosenki, kuchnie itd. – to dobrze, że coś takiego nadal jest kultywowane.

Krzysztof Pistelok (gitarzysta): Ja jeszcze bym dodał, że są tacy Ślązacy, którzy czują się i Polakami i Niemcami, są tacy, którzy się czują Polakami, a są tacy, którzy się czują Niemcami.

Michał Laksa (basista): A jest jeszcze wielka grupa, która czuje się Ślązakami i należę do niej na przykład ja.

Jak zagłosowałby pan w referendum o odłączeniu Śląska od Polski?

Michał Laksa (basista): Pozwólcie, że odpowiem na to pytanie. Krótko. Chodzi o to, że my, Ślązacy, wywalczyliśmy w powstaniach śląskich autonomię, której nam nie zwrócono. Nie chcemy żadnego odłączenia od Polski, tylko tej autonomii, która nam się zwyczajnie należy.

RK: Ale wiesz co? Fajnie by było, gdybyśmy umieli się tak w tym odnaleźć, aby czuć satysfakcję z bycia we wspólnocie. Wymiar polskości, przynajmniej w części, przestaje mieć znaczenie jeśli mówimy o obronie własnych granic – musimy być spięci, bo czujemy, że nasze granice rozszerzyły się na teren Europy. Wydaje mi się, że polskość można dziś wyrażać właśnie przez chęć przynależności do większej wspólnoty. Wyrażanie jej poprzez separowanie się od Europy jest bezsensowne. Wyróżniać się – to jak najbardziej, ale nie separować.

Powinniśmy wytworzyć też klimat dla większej sprawiedliwości ogólnospołecznej. Nie może być tak, że ceny są na poziomie światowym, towar czy usługi sprzedawane są na poziomie światowym, a ludziom, którzy pracują w tych biznesach nie płaci się nawet połowy tego, co na zachodzie. To jest wyzysk. I nikt mnie nie przekona, że skuteczność Polskiego pracownika stacji benzynowej jest mniejsza niż jego odpowiednika np. w Niemczech.

Mamy jeszcze sporo do zrobienia. Weźmy ten szarogęszący się kler. W szkole potrzebna jest wiedza, a nie modlitwa. Niech każdy łączy sobie fantazje z rzeczywistością na własny rachunek. Słyszę czasem głosy ludzi kościoła, którzy mówią, że przecież w Polsce większość ludzi to katolicy, więc mają prawo do Religii w szkołach. No więc niech ci ludzie to zadeklarują, niech będzie tak jak w Niemczech – katolicy płacą dodatkowy podatek na kościół. Księża będą mogli za te pieniądze budować sale katechetyczne i w takich salach prowadzić lekcje. Szkoła i edukacja związane są z nauką. Religia nie jest nauką! Albo będziemy w szkole uczyli magii, transcendencji, albo życia takim, jakie w rzeczywistości jest.

Kat&Rk2015_6amini

Wydaliście niedawno nową płytę – ten temat też musimy poruszyć. Od której wersji „666” powinien zacząć ktoś, kto nigdy tego albumu nie słyszał?

Ta nowa płyta nie kładzie cienia na „Szóstki” z lat 80. Każde wykonanie jest inne. Przez te wszystkie lata dokonało się w nas wiele zmian osobowościowych, a w kapeli kilka zmian osobowych. Te utwory brzmią już inaczej, mają inne barwy, emocje. Zobacz, mamy teraz konkurs Szopenowski. Przecież to również nic nowego, a jedynie różne interpretacje dawnych kompozycji. Tak samo jest z tą płytą.

Jakie plany na przyszłość?

Jesteśmy w trakcie pracy nad nowymi utworami. Od wiosny, na początku w formie zastępstwa Piotrka, gra z nami Jacek Hiro. Uznaliśmy, że ta przygoda powinna zaowocować wspólną płytą, a Jackowi ta propozycja bardzo się spodobało więc działamy. Mam nadzieję, że fanom Kata jego gra się spodoba.

Rozmawiał: Paweł Drabarek

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *