Robb Flynn, znany frontman grupy Machine Head, zamieścił na swoim blogu „General Journals: Diary Of A Frontman… And Other Ramblings” nowy post, w którym wypowiada się na temat branży muzycznej – mówi o jej przeszłości i aktualnym stanie. Jak zwykle, nie przebiera w słowach i ostro krytykuje dzisiejszą rzeczywistość. Przetłumaczoną wypowiedź możecie przeczytać poniżej:

Jestem w gównianym nastroju. Nie jest to spowodowane wydarzeniem, o którym mam Wam zamiar opowiedzieć, ale przez przemyślenia, które naszły mnie po nim.  Pojechałem do San Francisco na imprezę urodzinową mojego kumpla Joe.  Poszliśmy coś zjeść do marokańskiej knajpy El Mansour. Miejsce to miało bardzo fajny klimat – były tancerki wykonujące taniec brzucha, jacyś goście balansowali mieczami, no i oczywiście mieli przepyszne żarcie! Jagnięcina, którą dostałem warta była oddania życia – wolno pieczona, cała pokryta w miodzie i cynamonie.

Podwiózł mnie tam, kolega Joe’a – Tony, który zgarnął mnie spod studia JingleTown. Wiedziałem, że będę pił, więc nie chciałem jechać swoim samochodem. Podczas trwającej godzinę wyprawy (wina sobotniego korku w San Francisco) opowiedział mi kilka fantastycznych historii ze swojego życia, kiedy to dorastał. Widzicie, Tony w 1975 roku był nastolatkiem i czasami bywał w słynnym klubie muzycznym Winterland. Klub ten miał swoje najlepsze lata zanim zacząłem być muzykiem, lecz teraz gdy już nim jestem słyszałem o nim legendy i znam jego historię.

Tony jest wielkim fanem Black Sabbath, zobaczył ich na żywo w 1975 roku na trasie „Sabotage” – było to doświadczenie, które zmieniło jego życie. Wyposażony w LSD, papierosy i zioło, chodził wraz z kolegami do Winterland, by oglądać czołówkę najlepszych w tamtych czasach zespołów rockowych. Ted Nugent, Black Sabbath, Deep Purple, Journey, Montrose -widział ich wszystkich. Gdy ludziom podobał się zespół otwierający koncert, miał on okazję grać na bis. Tony opowiedział mi o występie Journey (otwierali wtedy koncert!), na którym zagrali aż 4 bisy! Rozumiecie? Support zagrał aż 4 bisy! Potem, główna gwiazda wieczoru – Montrose – zagrała aż 5 bisów! Nie przestawali grać do wpół do trzeciej nad ranem. Wszyscy zostali na cały koncert – nikomu nawet nie przeszło przez myśl by opuścić to miejsce, podczas gdy doświadczają jednej z najlepszej muzyki w swoim życiu. Najlepsze, że właściciele tego klubu pozwalali na takie rzeczy! A wiecie ile kosztował taki koncert? 4,50$. 4 dolary i 50 centów… osiemnaście 25-centówek!! Pomyślałem sobie – „cóż za wspaniały czas dla muzyki”.

Ludzie zastanawiają się dlaczego ‚klasyczne’ rockowe zespoły były tak dobre. Jest tak, ponieważ rządziły się one własnymi prawami oraz miały silną rzeszę fanów, którzy dostawali bzika na ich punkcie. Organizatorzy koncertów robili w tamtym czasie wszystko, by uszczęśliwić zespoły.  Chciały grać do rana? Nie ma problemu! Powiem wam szczerze – obecnie nie ma ani jednego zespołu, który chciałby grać tyle czasu. Nawet kluby muzyczne nie zgodziłyby się na coś takiego.

Pamiętam, gdy zaczynałem uczęszczać na thrashowe koncerty – było bardzo podobnie. Nie było żadnych zasad, żadnej ochrony, żadnych zakazów. Obecnie zespół nawet nie może zagrać próby przed koncertem, bo pracownicy mają „przerwę”! Teraz, jeśli zespół kontynuuje koncert po godzinie 23 musi zapłacić 1000$ za każdą minutę przekroczonego czasu. Na przykład – Metallica zazwyczaj kończy swoje koncerty około godziny 23:20, więc zawsze płaci 20000$.

Jakiś miesiąc temu byłem na koncercie Pearl Jam. Zagrali jeden z najlepszych, prawdziwie rock’n’rollowych występów jakie w życiu widziałem. To było kurewsko magiczne, Eddie Vedder „strzelił” sobie przed koncertem 3 butelki wina i po 2 godzinach występu zaczął zapominać tekstu, nie trafiał w dźwięki – wyglądało na to, że zaraz wszystko się zepsuje. Potem, zespół zrobił sobie krótką przerwę i powrócił z kawałkiem ‚Black’. Muszę Wam powiedzieć – koncert był fantastyczny! Dostaję gęsiej skórki na samo wspomnienie tego dnia.  45 minut po jedenastej – zespół gra dalej, do momentu gdy organizatorzy sygnalizują, by zakończyć koncert. Co robi Pearl Jam? Powiedzieli organizatorom „Pierdolcie się!” i zagrali kolejne dwa kawałki z włączonym światłem na sali. Potem wrócili na scenę, by pożegnać się z widownią, co zajęło im bardzo długo… Uwielbiam ich nastawienie. Ostatecznie,  przekroczyli limit maksymalnego czasu o 70 minut, więc wyobrażam sobie, że opuścili Oakland lżejsi o 70000$. Oczywiście Pearl Jam na to stać. Wydarzenie to, w połączeniu z rozmową z Tonym dało mi trochę do myślenia. Czasy się zmieniło.

Z jednej strony, uwielbiam nastawienie Pearl Jam – z drugiej jednak wkurzyło mnie i wprowadziło w depresję. Tylko Metallicę i Pearl Jam stać na coś takiego. Sprzedali miliony albumów, więc ich po prostu stać. Gdybyśmy my [Machine Head] spróbowali przekroczyć limit czasu, wyszlibyśmy z występu z pustymi rękami.

Branża muzyczna wyssała życie z kreatywności. Nikt nie ma odwagi, by podejmować ryzyko, wszystkich obchodzi tylko jak sprzeda się płyta w pierwszym tygodniu od wydania i jak dobrze pójdzie następna trasa koncertowa. Kluby i organizatorzy wyciskają z zespołów ostatnie krople spontaniczności nie pozwalając grać powyżej ustalonego czasu. Gdy zgadzamy się na takie zasady, praktycznie aprobujemy przeciętność. Nie ma nic „niebezpiecznego” w dzisiejszej muzyce, nie ma nic zaskakującego. Nie może być.  (…)

Ludzie są wciągnięci  w wirtualny świat komórek, Facebooka, Twittera, Tumblra, Instagrama, gier komputerowych i telewizji. Muzyka nie jest już dla nich ważna. Dwa najważniejsze wydawnictwa z poprzedniego roku sprzedały się tylko w liczbie 400000 kopii – żadna z nich nawet nie uzyskała statusu złotej płyty. Bo po co iść na koncert, skoro możesz obejrzeć go na YouTube i pozrzędzić jak to on ssie w wykonaniu na żywo?

Tęsknie za czasami, gdy muzyka była ważna! Tęsknie za czasami, gdy koncert były ważne. (…)

Nie rozumiem pieprzonej „politycznej poprawności” dzisiejszej muzyki. Nie rozumiem ciasnoty umysłowej dzisiejszego społeczeństwa. Nie rozumiem religijnych świrów, którzy twierdzą, że po śmierci czekają na nich w niebie 72 dziewice („Macie zagwarantowane, że poruchacie po śmierci, chłopcy.” – Tylko człowiek mógł na coś takiego wpaść). Co mówił Napoleon? „Religia powstrzymuje biednych przed mordowaniem bogatych”. (…)

Nie przejmujesz się muzyką i ja się nią również nie przejmuję. Siedzę sobie teraz, rozmyślając nad tym czy jest to wina branży, czy może to obecny jej stan jest wynikiem naszej apatii skierowanej przeciw muzyce. Czuję się zagubiony, czuję się samotny. Coś się musi zmienić. Coś musi się wydarzyć, by obudzić nas ze snu.

Rob Flynn (Machine Head): "Branża muzyczna wysysa życie z kreatywności"

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *