Rich Ward (Fozzy, Stuck Mojo) w wywiadzie dla Pop Culture Madness (wideo poniżej) odpowiedział na pytanie, czy chciałby coś zmienić w branży muzycznej.

Nakreślił przy tym prawdziwy obraz tego, czego przede wszystkim trzeba, by coś w tej branży osiągnąć:

Nic nie chcę zmieniać w przemyśle muzycznym, bo boję się, że jak cokolwiek się zmieni, to skończy się moja kariera. Miałem po prostu szczęście. Jestem przeciętnym gitarzystą. W naszym liceum było czterech gitarzystów i to ja byłem tym najgorszym. Ale wiesz, co takiego miałem, czego oni nie mieli? Byłem gotów przez 5 lat wsiadać do furgonetki, głodować na śmierć, grać w najgorszych spelunach w Ameryce i spać w szafach innych ludzi.

To wyglądało tak, że kiedy po koncercie impreza trwała dalej, ja musiałem następnego dnia prowadzić vana, więc szukałem jakiejś szafy, zawijałem się w śpiwór i szedłem spać. I w ten sposób – jak bezdomny – żyłem wiele lat. W naszych lokum nie było nawet łazienek. Nie mieliśmy domów, więc – kiedy wyruszaliśmy w trasę – spaliśmy w salach, w których mieliśmy próby. I tam obok był budynek, który miał kran na zewnątrz. Wkładaliśmy wąż przez płot i braliśmy prysznic. To było na tyłach budynku, więc gdy tam chodziliśmy, nikt nas nie widział. Zimą woda była zimna.

Właśnie dlatego, będąc raczej przeciętnym gitarzystą, mam na swoim koncie 19 albumów – bo jestem jak wściekły, głodny pies, który chciał tego bardziej niż inni. A może dlatego, że bardziej pasjonuję się muzyką… Ominęły mnie szkolne zjazdy, czy wakacje z rodziną. Nie mam też dzieci, bo myślę, że trudno byłoby mi być dobrym ojcem, będąc na trasie. Postanowiłem więc poświęcić niektóre największe życiowe radości, żeby robić to, co chcę robić.

Z jednej strony z łatwością mógłbym się uszczypnąć i powiedzieć, „Stary, wszystko jest okej”, ale jak Boga kocham, to jest to samo, co widać u wielu sportowców. Jest wielu utalentowanych sportowców, ale jest też wielu takich, którzy nie mają równie dobrych predyspozycji, ale nie boją się pracować ciężej, chcą przez to przebrnąć i mają właściwe nastawienie, i to są właśnie ci, którym się uda. Więc jestem gdzieś między „fartem”, a „zrobię większą robotę niż inni”.  Mam szczęście być tu, gdzie jestem i właśnie dlatego niczego nie zmieniłbym w branży muzycznej.

Napisz, co myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *