Po kilku brzydszych dniach, początek tygodnia przywitał Kraków mocnym słońcem i ostrym powietrzem. Pierwszego fana czekającego na otwarcie bramek spotkałem prawie 4,5 godziny przed startem imprezy, kiedy szedłem odebrać koncertową akredytację.

Parę minut przed 19:00 wciąż ciągnęła się długa kolejka chętnych na wejście do klubu. Na scenie rozstawiało się brytyjskie Sylosis. Dla wielu – zespól – niewiadoma, dla wtajemniczonych – wybijająca się siła na scenie prog-thrashu. Tegoroczna historia zespołu to konsekwentny marsz na szczyt. Najpierw wydany bardzo dobry krążek „Dormant Heart” (odsyłam do recenzji), intensywne koncertowanie podczas głównych letnich festiwali w Europie. Teraz przez dłuższy czas będą poprzedzać występy Children of Bodom, a w listopadzie dołączą do europejskiego touru Megadeth z Lamb of God. Doborowe towarzystwo świadczy, że chłopaki nie wzięli się z przypadku.

Światła zgasły, pod sceną zebrał się spory tłumek i usłyszeliśmy potężne gitary z perkusją. Od początku było wiadomo, że będzie ciężko, intensywnie. Atmosferę potęgowały monokolorowe światła przecinające mrok sceny komponującej się z muzyką Sylosis.

1azX

Najpierw w publikę uderzył numer tytułowy z ostatniego albumu grupy – ‘Dormant Heart’. Pędzący riff i podwójna stopa wywołała pierwsze ruchy głową publiki i zachęciła tych z okolic baru, by odłożyli swoje zamiary na później. Gitary rozbujały pierwszy rząd, a wokalista, Josh Middleton, sprawnie zachęcił publikę do skandowania.

Kolejne w secie ‘Tears’ (z uderzającym, thrashowym motywem przewodnim)‘Fear The World’ (w którym znajdziemy zapadającą w pamięć linie melodyczną) i ‘Leech’ (oddający ciężar i mrok kapeli) oswoiły publikę z zespołem, który zdążył pokazać gamę swoich możliwości i zwrócić uwagę na techniczne możliwości Middletona.

Zwrotnym punktem okazał się jeden z singli ostatniego albumu Brytyjczyków – ‘Mercy’. Pod sceną było gęsto, główny riff świdruje głowę, a growl sprawia że mocniej trzeba się trzymać barierek. Publika wie, że ma do czynienia z poważnym graczem. Zespół nie daje odetchnąć, a Phil Anselmo świetnie odnalazłby się w stylistyce utworu.

Gra Sylosis nie wywołuje ogromnej dynamiki w publice, ani nie buja w typowo groovowy sposób, lecz zdecydowanie nie pozostawia widza obojętnym. Końcowa część to pokaz mocy. Najpierw uderzył ‘Stained Humanity’ – bardzo thrashowy kawałek. Wśród publiki obowiązkowo dominował circle pit. Środkowa część rozbujała najbardziej opornych. Następny, ‘Altered States of Consciousness’ nie zwolnił tempa. Po widzach było widać, że wciągnęli się na całego, a zespół zyskał nowych fanów.

www.youtube.com/watch?v=qXdPoL1yQsA

Na zakończenie Middleton i spółka zagrali prawdopodobnie najlepszą kompozycję w dorobku bandu. ‘Empyreal, Part 1’ to galopujący riff, niesamowity ciężar i przede wszystkim kosmiczna linia melodyczna, której zagranie kosztuje widza przyśpieszony ruch gałek ocznych, a zespól gra go z łatwością godną najlepszych scenicznych wyjadaczy.

W ciągu koncertu odniosłem wrażenie, że bas i druga gitara są tylko wsparciem dla głównego aktora i mózgu całej operacji – Middletona. Z całą pewnością należy jednak zwrócić uwagę na grę pałkera, Ali Richardsona,  który swoją grą stopniował natężenie mroku i intensywności utworów, jednocześnie grając z jakością i łatwością oddającą nagrania znajdujące się na płytach grupy.

Sylosis można przyrównać do wypadkowej Decapited (riffy) i Children of Bodom (tehniczna melodyka), popartej potężnym dźwiękiem i pasją wypływającej z głośników. Brytyjczycy oprócz promocji najnowszego albumu, zaprezentowali przekrojowo to co najlepsze w ich dyskografii. Nie pozostaje nic innego jak polecić ich przy następnej wizycie w naszym kraju.

Setlista Sylosis:
Dormant Heart
Tears
Fears the World
Leech
Mercy
Servitude
All is not Well
Stained Humanity
Altered States of Consciousness
Empyreal, Part 1

——————————————————————————

Po przerwie technicznej, w czasie której towarzyszyło nam światło oddające stylistykę artworku ‘I Worship Chaos’ i nadpalony napis ‘COBHC’, rozległo się intro z najnowszego albumu Children of Bodom. Na koncert poszedłem z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony Childreni często goszczą w moim odtwarzaczu. Z drugiej, nie przekonali mnie do siebie na żywo podczas ostatniej wizyty w Polsce. Mają w swoim repertuarze utwory, które same niosą, a jednocześnie brakowało mi płynącej energii pomiędzy nimi a publiką.

Główny gitarowo-klawiszowy riff ‘I hurt’ rozbujał fanów przy barierkach i wprawił w ruch circle pit. Alexi w typowy dla siebie sposób przywitał się z publiką, po czym rozległy się dźwięki ‘Are You Dead Yet?’, który bezkompromisowo rozbudził ostatnich ospałych, a refren został wyskandowany z publiką. Następnie COB rozśpiewali i wkręcili ‘Bodom After Midnight’ w podskakujący tłum.

Po krótkiej przerwie Finowie uraczyli słuchaczy w krakowskiej Fabryce singlem z najnowszego krążka – ‘Morrigan’, który podkręcił zachwyconych fanów. W secie pojawił się także utwór tytułowy z najnowszej płyty, który jednak wypadł najsłabiej ze wszystkich nowych kawałków. Utwory z ostatniego albumu w wersji live to przede wszystkim głośniejsze i wyraźniejsze klawisze i ciężkie riffy. Zdecydowanie bardziej wpasowują się w stylistykę przyjętą po „Are You Dead Yet?” niż w lekkość i lotność poprzednich dokonań grupy, które wyróżniały COB na scenie metalowej przez prawie dekadę.

2cobX

Z ostatnich płyt publika mogła usłyszeć niezwykle ciężkie i szybkie ‘Halo of Blood’ oraz ‘Bloddrunk’ wspierane intensywną ­­­grą świateł. Nie porwały jednak publiki tak bardzo jak choćby kawałki z nowego albumu. Szkoda, bo obie płyty mają po kilka numerów, które mogłyby lepiej rozruszać koncertową gawiedź. Co ciekawe, ale spodziewane, krążek „Relentless Reckless Forever” jako jedyny nie doczekał się swojego przedstawiciela w czasie gigu. Taki dobór idealnie odzwierciedla problem zespołu ze znalezieniem aktualnego oblicza. Finowie wyraźnie nie chcą się powtarzać, jednocześnie nie potrafiąc dobrać kompozycji odpowiadających jakością byłym dokonaniom, przez co koncertowym trzonem pozostają numery z pierwszych 5 płyt.

Nic dziwnego, że pozostały set to skakanie po klasykach z różnych etapów kariery fińskiej ekipy. ‘Everytime I Die’ i ‘Angels Don’t Kill’ to okresy wolniejszego bujania i skupienie na grze zespołu. Spragnieni szaleństwa, pod sceną i w circle pitcie odlecieli przy ‘Bodom Beach Terror’ i ‘Hate Me!’.

Do jednego z zabawniejszych momentów doszło, gdy zespół robiąc krótką przerwę miedzy kolejnymi utworami został zasypany okrzykami „Napierdalać!”, które wywołały uśmiech u muzyków. Alexi rezolutnie stwierdził, że nie ma pojęcia co publika krzyczy, ale odbiera to jako komplement. Tym akcentem zespół zgrabnie wszedł w kolejny riff.

Kolejną falę ożywienia wprowadziło intro ‘Lake Bodom’ i ścigająca się gra solowa Wirmana z Laiho. Drugi mocny punkt setu, to ciężki riff z ‘Sixpounder’. Jeżeli chcecie zobaczyć morze headbangingu, zdecydowanie wejdźcie w skandujący tłum fanów w czasie tego utworu.

www.youtube.com/watch?v=T-8UNPm12zM

Encore w wykonaniu Childrenów, to trzy nokautujące ciosy. Najpierw prawy sierpowy w postaci ‘Hate Crew Deathroll’, wytworzył wielki circle pit oraz sprowokował głośne wtórowanie  zespołowi. Na COB wywołało to spore wrażenie. Nie obyło się bez podziękowań i komplementów w kierunku publiki. Lewy prosty to ‘Downfall’ i wbijająca w glebę kombinacja riffów z klawiszami. Ciosem kończącym okazał się bujający riff z singlowego ‘In Your Face’. Rozskakana i rozśpiewana widownia została rozłożona na łopatki i długo nie mogła pogodzić się z końcem.

Jednak, pomimo bawiącej się publiki i świetnej technicznie gry, po raz drugi z rzędu na koncercie COB odniosłem wrażenie, że do gry Chidrenów wdarła się lekka rutyna, która zamiast pasji przyniosła wytrenowaną, świetną technicznie, obróbkę muzyki. O ile starsze kawałki działają bez zarzutów, nowym brakuje „tego czegoś”, co skutkuje brakiem silnego kontaktu ze słuchaczami. Zabrakło także większej ilości numerów z ostatnich płyt i choćby jednego coveru, z których zespół jest znany i mógłby urozmaicić set. COB nadal wykonuje kawał dobrej roboty, jednak nie mogę pozbyć się wrażenia, że Finowie potrzebują jakiejś inspirującej zmiany wewnątrz zespołu, która przyniesie błysk zapodziany w okolicach wydania „Blooddrunk”.

Setlista Children of Bodom:
I Hurt
Are You Dead Yet?
Bodom After Midnight
Morrigan
Halo of Blood
Evrytime I Die
Bodom Beach Terror
Hate Me!
Lake Bodom
I Worship Chaos
Angels Don’t Kill
Sixpounder
Blooddrunk
Hate Crew Deathroll
Downfall
In Your Face

 

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *