Kurka wodna, mamy ferie (przynajmniej na Mazurach), teoretycznie powinno być ciekawie i zabawowo, a tutaj – nudy i to jakie nudy! Nie, kochani, nie jestem stulejarzem, który spędza całe dnie zamknięty w czterech ścianach swojego mieszkania. Ogromne pokłady nudy i niechęci do życia wywołał we mnie debiut – uwaga – Albuquerqueczyków z Regicide. Kapela funkcjonuje sobie przeszło 10 lat, a efektem ich wieloletnich starań i ciężkiej pracy jest krążek zatytułowany „Fall of an Empire”. 8 kawałków, 32 minuty trwania, teoretycznie – mus. Niestety, szara rzeczywistośc brutalnie zweryfikowała moje oczekiwania.

 

Regicide, band photo, 2015

 

Nie ujmuję chłopakom jednego – widać, że się postarali. Utwory są dosyć dynamiczne, szybkie i agresywne, ale po lekturze płytki od początku do końca na usta ciśnie się jedynie pytanie – no i co z tego? Największą wadą tych kawałków jest kompletny brak zaoferowania słuchaczowi czegoś ciekawego. Prujące riffy, młodzieńczy zapał i chęć na zrobienie czegoś zabójczego, owszem, są, ale to wszystko brzmi tak naiwnie i wtórnie, wcześniej słyszeliśmy to z 1000000 razy, a taka sytuacja definitywnie nie pomaga, wręcz przeciwnie.

 

Regicide, band logo

 

Na całe szczęście są tu jednak malutkie perełki, które bronią tego gniota jako całości, mowa bowiem o dojrzałym, mocno flirtującym z grunge „John the Baptist” oraz rozbudowanym, zróżnicowanym, aczkolwiek wpadającym w ucho „Brainwashed”. Poza tym – syf. Nudne riffy, średnich lotów brzmienie i wokale. Jednak przy owych wokalach pozostańmy na nieco dłuższą chwilkę, bo wypuścić album z tak fatalnymi partiami śpiewaka, to szczyt awangardy/tupetu/mocno spieprzonego gustu (niepotrzebne skreślić).

 

Regicide, band member

 

Isaac Trujillo (nie, to nie jest brat kolesia z Metalliki) bowiem zarejestrował jedne z gorszych ścieżek wokalnych, jakie dane mi było w życiu usłyszeć. Jego głos to pewna pochodna tego, co prezentuje Matt Drake w Evile, ale taka pochodna dla wyjątkowo ubogich, których balibyście się dotknąć kijem z odległości 0,5 km. Koleś ten ma strasznie znudzoną i wymuszoną barwę. Zupełnie, jakby ktoś pod groźbą wymordowania rodziny i kradzieży całego dobytku, kazał mu stanąć za sitkiem i śpiewać to, co ma napisane na kartce, a gdy jeszcze ów „wokalista” zacznie bawić się w melorecytacje i growling – dramat…

 

Regicide, band photo

 

Eh, mamy piękny zimowy poranek, a mój humor już jest mocno spierniczony, a mniemanie o kapelach nowej fali – znacznie pogorszone. Posłuchajcie sami, wydajcie osąd, chociaż… po co psuć sobie nastrój?

 

2.5/10

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *