Dziwna sprawa z tym Supersuckers. Grupa istnieje już przeszło 30 lat, nigdy nie udało jej się wypłynąć na szerokie wody, jednak wciąż ma w sobie tyle zapału, by regularnie nagrywać albumy. Najnowszy Play That Rock ‘N’ Roll to ich dwunaste studyjne dzieło. Zawarta na nim muzyka jest prosta, schematyczna i próżno szukać w niej skomplikowanych aranżacji. Czy jest to jednak wadą? Na to pytanie ciężko udzielić jednoznacznej odpowiedzi.

Kompozycje, które dostaliśmy na niniejszym wydawnictwie wyraźnie dzielą się na dynamiczne i pełne energii oraz bardziej stonowane, o bluesowym rodowodzie. Utwór otwierający zdecydowanie zalicza się do pierwszej grupy – szybkie uderzenie z prościutkim, idealnie nadającym się do wykrzyczenia refrenem. Natomiast w kolejnym, Gettin’ into Each Other’s Pants odnajdujemy sporo „czarnych” inspiracji. Brzmienie gitary rytmicznej podczas solówki zbliża się wręcz do soulu.

Moim zdecydowanym faworytem na albumie jest utwór tytułowy, będący swoistym hołdem dla muzycznych mistrzów zespołu. Feeling kompozycji przywodzi na myśl lata 60. zagrywki gitar w refrenie mogłyby spokojnie znaleźć się na którymś z wczesnych albumów Beatlesów. Mamy też bardzo smaczną wymianę solówek. Nic dziwnego, że na końcu pojawiły się oklaski! Następujący po nim That’s a Thing również należy do mocnych punktów tego albumu. Idealnie nadaje się, by zatańczyć rockandrolla. Na pierwszy plan wysunięto bas, wybijający metrum 4/4. Bardzo podoba mi się przeplatanka pasaży na zakończenie solówki – jeden z niewielu momentów na płycie, w którym muzycy pokazują swoje umiejętności. Chórki w refrenie bardzo kojarzą się z AC/DC. Inspiracje Piorunami słyszymy również w innych momentach albumu. Chociażby w solach z Deceptive Expectations, czy Die Alone. Słowa pochwały należą się też Certain Girl. Jest lekki, melodyjny i bardzo urokliwy. Podoba mi się poprowadzenie dialogu między tajemniczym wokalistą a wścibskim chórkiem.

Last Time Again przyciąga uwagę świetnym, motorycznym wstępem. Niestety, wokalizy czynią ten utwór ciężkim w słuchaniu. Śpiew Pana Spaghetti to chyba najsłabszy z elementów składowych Supersuckers. Jest toporny, monotonny i bez polotu. Ktoś mógłby powiedzieć, że w tworzonej przez grupę muzyce popisy techniczne gardłowego nie są mile widziane. Przypomnijcie sobie jednak, z jaką gracją i wdziękiem potrafili niemal aktorsko interpretować tekst Bon Scott, czy Chuck Berry. A przecież ci śpiewacy również nie posiadali zbyt dużej skali głosu ani techniki wokalnej.

Warto wspomnieć jeszcze o wieńczącej album kompozycji. Ain’t no Day like Yesterday wyróżnia się na tle pozostałych, króciutkich strzałów, czasem trwania – ponad 4min. Jest to coś w rodzaju bluesowej półballady, w refrenie słychać też echa soutern rocka. Zastanawia mnie, czemu zdecydowano, by wokal w tym utworze był przesterowany. Dało to dość dziwaczny efekt.

Ostatni album Supersuckers to zdecydowanie nie jest muzyka do wsłuchiwania się w nią. Bardzo dobrze nadaje się za to na rockandrollową imprezę. Pamiętajcie więc, by układając playlisty na zakończenie karnawału, wciągnąć do nich Play That Rock’N’Roll.

7/10

 

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *