W dobie odradzającego się po latach thrash metalu, scena hiszpańska jawi się jako ostoja wszystkiego co w tym gatunku najlepsze. Stanowi wręcz oddzielną markę, reprezentowaną chociażby przez Crisix, Reek czy Mutant Squad. Należałoby się spodziewać, że scena, która tak wysoko postawiła sobie poprzeczkę stworzy także zespoły, które nie podołają postawionemu przed nimi zadaniu. I tak realnie jest, ale nie w przypadku Stillnes.

stilnes

Na drugą płytę Stillnes przyszło czekać przeszło 4 lata. W kwietniu 2015 roku wypuścili w świat płytę „Sin Destino”, tym samym utwierdzającym podziemie w przekonaniu, że nie są oni byle kim. Płyta w swojej formie stanowi połączenie oldschoolowego thrashu w stylu Anthrax, Sacred Reich, Exodus czy Slayer z Motorhead, Venom czy… Iron Maiden. Ta muzyka pędzi cały czas przed siebie, nie zwalniając ani na chwilę. To jedna z tych płyt, które po włączeniu dają niewyobrażalny zastrzyk energii i siły. Tym co od razu rzuca się w uszy jest szorstki, mocno zachrypnięty wokal Quique, grającego jednocześnie na basie. Okrzyk, który wydobywa z siebie w utworach „Sin Destino” czy „Pesadilla Nuclear” niesie za sobą płomień zostawiając zgliszcza. Bardzo dobrą robotę wykonują także gitarzyści Victor i Jesus. Są świetnymi kompozytorami, pozbawionymi monotonii i powtarzalności. Posiadają przy tym niesamowity thrashmetalowy kunszt poplątany z heavymetalowymi i hardcorowymi wstawkami. Szczególnie w dwóch utworach to słychać, w „Esperanza” oraz „Divino Infierno”. Oba najdłuższe na płycie, odpowiednio 6- i 7-minutowe, oba bardzo mocne, oba bardzo dobrze skomponowane.

www.youtube.com/watch?v=aMjrQpWu_5M

Ciekawym akcentem na płycie jest także wspomniany już „Pesadilla Nuclear”. Utwór z całej płyty się wyróżnia – tu nie ma thrashu sensu stricte, tu jest Motorhead i Iron Maiden z początków działalności. I nic dziwnego, to cover grupy Obus. Nie jest to najlepszy utwór na płycie, ale zdecydowanie najbardziej wpadający w ucho. Kolejnym pozytywnym akcentem płyty jest perkusista, Bastian. Nie wiem co on bierze, ale niech bierze tego więcej. To właśnie on nadaje płycie tempo i impet, w czasie gdy gitary pozwalają sobie czasem na zwolnienie, on wręcz przeciwnie, bije w bębny jak piorun w ziemię – szybko i intensywnie. Popis swoich umiejętności daje w „Veneno y gas” oraz „Entre Ruinas”. Suma sumarum, kapela daje nam porządnego liścia w twarz, nie pozwalając byśmy chociaż na chwilę się znudzili ich dziełem.

Hiszpańska scena thrash metalowa jeszcze nie jeden raz nas zaskoczy. Stillnes wybija się ponad „średnią krajową” i mam nadzieję, że będą postępowali szlakiem który sobie obrali. Potrafią oni bardzo płynnie wybierać to co najlepsze w thrash i heavy metalu przywołując także ducha hardcore czy hard rocka. Ich drugie wydawnictwo należałoby zaliczyć do jak najbardziej udanych. Cała płyta jest swoistym zaproszeniem do circlepitu i headbangingu. 10/10, choćbym chciał mniej nie dam.

 

https://www.facebook.com/stillnesband

 

Jeremi „Jerry” Kołecki.

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *