Przedstawiamy recenzję najnowszego krążka od Steel Panther, zatytułowanego „All You Can Eat”.

Recenzja płyty Steel Panther - "All You Can Eat"

Steel Panther to grupa muzyczna, której powstanie datuje się na rok 2000. Wtedy to czwórka facetów ze słonecznego Los Angeles założyła zespół Metal Skool, który został potem przemianowany na Metal Shop, a po wydaniu pierwszej i jedynej pod tym szyldem płyty („Hole Patrol”) w 2008 roku nazwa została zmieniona po raz ostatni – na Steel Panther właśnie. Od tamtej pory doczekaliśmy się trzech studyjnych krążków grupy – „Feel the Steel”, „Balls Out” oraz „All You Can Eat”, które zostało wydane w kwietniu tego roku. Czy album ten jest warty uwagi, czy też jest ambitnym, ale jednak wygłupem, kolesi, którym ewidentnie nudziło się w życiu?

Dokładnie pamiętam swój pierwszy kontakt z tym zespołem.  Zobaczyłem nazwę, przeczytałem tytuły niektórych utworów, zapoznałem się z ich wyglądem. I tyle, na pewien czas, mi wystarczyło. Jakieś leszcze pozujące na metalowców z lat 80., nadęte i pretensjonalne utwory, gdzie wszystko musi się kojarzyć z seksem – tym właśnie na początku była dla mnie ta grupa. Teraz, gdy zapoznałem się z ich całą dyskografią, a do niektórych utworów wracam z niekłamaną przyjemnością mogę powiedzieć… właściwie to samo. Steel Panther to zespół, który jest maksymalnie kiczowaty, śpiewa non-stop o tym samym i którego członkowie swoim wyglądem, zachowaniem, wypowiedziami  i przede wszystkim muzykom nawiązują do czegoś, co było popularne w latach 80. I to jest chyba największa zaleta tego zespołu.

Krążek „All You Can Eat” to, jak zdążyłem już wspomnieć, trzeci album w dorobku grupy z Los Angeles. I bez zawahania mogę powiedzieć, że jest to także najlepsza płyta zespołu. Najbardziej dojrzała (jeśli można w ogóle użyć takiego słowa wobec facetów, który nazywają swoje piosenki „Pussywhipped”), najlepiej przemyślana, a także najfajniej zagrana. To, że chłopaki mają różne ciekawe pomysły widać już na samym początku albumu, na wspomnianym utworze  „Pussywhipped”, który zaczyna się od delikatnych dźwięków gitary oraz chóru. Po tym dość zaskakującym wstępie dostajemy już klasyczne metalowe granie. Są więc potężne gitary, dobra perkusja, wpadający w ucho refren oraz ciekawy (nie bardzo wiem jak inaczej to nazwać) tekst. Cała płyta ma 12 utworów i każdy, choć odrobinę różniący się od siebie, doskonale wypełnia swoje zadanie – sprawia, że uśmiech pojawia się na twarzy słuchacza. To nie jest, i tu nie ma co się oszukiwać, specjalnie ambitna muzyka. I właśnie ta płyta ma taka być. „All You Can Eat” ma dać nam niecałe 50 minut dobrej zabawy, napakować pozytywną energią oraz wprawić w dobry nastrój. I to ta płyta robi doskonale. No bo jak tutaj się kiepsko bawić przy np. „Ten Strikes You’re Out”? Utwór ten od razu zaczyna się od mocnego gitarowego wejścia, by potem przez trzy minuty pędzić swoim szybkim, niezmiennym tempem, zachwycając słuchacza naprawdę udanym refrenem. Tak samo kawałek „Gloryhole”, który rozpoczyna się od dźwięku rozpinanego rozporka, a potem zaprasza do świata mocnej metalowej muzyki. Dokładnie tak grano w latach 80. i ludziom się to podobało – czemu więc teraz mielibyśmy tego nie docenić? Bo gdzieś pada tekst o „ssaniu kutasa”? Błagam – w 30 sekund w MTV jest więcej seksu niż na całej tej płycie.

Chociaż zespół Steel Panther wygląda jakby miał być żartem, to jego muzyka jest grana zupełnie na poważnie. Panowie znają się znakomicie na swojej robocie, ich kompozycje w świetny sposób hołdują czasom glam metalu, a jednocześnie z łatwością wpadają w ucho i zostają w pamięci. Co więcej, każdy z członków zespołu jest naprawdę dobrym muzykiem. Wokal jest przyjemny i zaskakująco dobry, perkusja zawsze wchodzi na czas (nie to co gary jednego takiego, chyba Lars mu było na imię) i daje prawdziwego czadu, a sekcja gitarowa sprawdza się znakomicie. Muzyka z „All You Can Eat” miejscami przypomina mi granie w stylu Poison, czasami skręca w rejony KISS („Party Like Tomorrow is the End of the World” od razu przywodzi mi na myśl „Rock and Roll All Nite” z 1975 roku) i zawsze, naprawdę zawsze, jest bardzo dobre technicznie i szalenie satysfakcjonujące.

„All You Can Eat” nie jest jednak krążkiem bezbłędnym. Po pierwsze nie mogę oprzeć się wrażeniu, że utwory można by odrobinę zróżnicować. Nie co prawda pod względem tekstowym, ale muzycznym. Część kawałków jest do siebie bardzo podobna i po jakimś czasie staje się to nużące. Poza tym, moim zdaniem, krążek ten zyskałby, gdyby został odrobinę skrócony – pozwoliłoby mu to zachować odpowiednią energię i odpowiedni drive od początku do końca. Tymczasem dwa-trzy ostatnie utwory zaczynają denerwować i nudzić. Szczególnie kawałek „You’re Beautiful When You Don’t Talk”, który został pomyślany jako ballada i który jest zwyczajnie nudny i nieudany. Na sam koniec, już tradycyjnie, muszę również zjechać jakość nagrania. Symptomem grania metalowego jest średnia jakość samego nagrania – i tutaj mamy dokładnie tę samą sytuację. Wszystko na tym krążku jest zrealizowane na jedno kopyto, jest płaskie (o jakimkolwiek budowaniu sceny dźwiękowej możemy więc śmiało zapomnieć) i mocno średnie.

Steel Panther - lizanie gitary.

Dobre pomysły muszą dobrze trafić w swój czas, a panowie ze Steel Panther w ten czas trafili idealnie. Ludzie zaczynają wyraźnie tęsknić za szczęśliwymi (no może nie dla Polski, ale dla Zachodu na pewno) czasami, gdy wszystko było szybsze, piękniejsze, większe i lepsze. Właśnie w takim kontekście Steel Panther jest zespołem znakomitym. Może czasami monotematycznym, na pewno bez aspiracji do bycia czymś więcej niż „tylko” fajną muzyką, ale bezpretensjonalnym, szczerym w tym wszystkim i  dającym porządną dawkę ostrego grania. I niech nikogo nie zmyli ich image, nazwy kawałków czy okładki płyt. Michael Starr i spółka są bardzo dobrymi, profesjonalnymi muzykami , którzy swoim graniem powodują, że przysłowiowa gęba cieszy się sama.

Ocena: 8+/10

  1. “Pussywhipped”
  2. “Party Like Tomorrow Is The End of the World”
  3. “Gloryhole”
  4. “Bukkake Tears”
  5. “Gangbang at the Old Folks Home”
  6. “Ten Strikes You’re Out”
  7. “The Burden of Being Wonderful”
  8. “Fucking My Heart In The Ass”
  9. “BVS”
  10. “You’re Beautiful When You Don’t Talk”
  11. “If I Was The King”
  12. “She’s On The Rag”

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *