Mamy przyjemność zaprezentować naszą recenzję rocznicowej edycji płyty „Superunknown” autorstwa Soundgarden. Czy wydanie z okazji 20-lecia istnienia tego dzieła wypadło na tyle korzystnie, by uzasadnić powtórne kupno płyty?

Recenzja płyty Soundgarden - "Superunknown (20th Anniversary Edition)"

Ostatnimi czasy bardzo popularne stały się rocznicowe wznowienia różnych klasycznych płyt. Zwykle wiąże się to z opublikowaniem dodatkowego materiału, wypuszczeniem na rynek szeregu edycji mniej lub bardziej specjalnych, czasami zaś jesteśmy świadkami narodzin nowego remastera redefiniującego powtórnie brzmienie danego krążka. Dokładnie tym tropem poszły A&M Records oraz Universal wydając klasyczny (i najlepszy według obiegowej opinii) album „Superunknown” na 20. rocznicę jego premiery.

Otrzymaliśmy więc inaczej brzmiącą muzykę, kilkanaście sposobów na zakup tego krążka oraz różne ciekawe dodatki, których liczba będzie się różnić w zależności od edycji, którą nabędziemy. W tym wypadku oceniana będzie dwupłytowa edycja „Deluxe”, której „wnętrze” stanowi zremasterowany album oraz, na dodatkowym krążku, różne dema, alternatywne mixy czy zapisy z koncertów. Brzmienie „Superunknown” A.D. 2014 będzie tutaj porównywane z dźwiękiem edycji oryginalnej z 1994 roku. Jeszcze zanim przyjdzie pora na ocenę tej reedycji – trochę suchych faktów na temat zespołu i jego najbardziej rozpoznawalnego dzieła z całego dorobku.

Soundgarden został założony w 1984 roku w Seattle, a jego muzyka krąży wokół grunge’u i odrobinę ambitniejszego rocka. Dzięki temu zespół zaliczany jest do tzw. „Wielkiej czwórki z Seattle” (niektórzy dodają tam, że jest to „Wielka czwróka grunge’u…”), jednak z niewiadomego mi powodu cieszy się relatywnie najmniejszą sławą z tego towarzystwa. Przed wydaniem omawianego tutaj krążka zespół zdążył wydać trzy albumy, które pozwoliły mu zjednać sobie sporą widownię i zyskać szacunek w oczach fanów. Aczkolwiek to właśnie rok 1994, w którym Soundgarden wydał „Superunknown” był dla nich przełomowy, pozwalając zapisać się złotymi zgłoskami w historii ostrzejszej muzyki gitarowej. Od tamtej pory otrzymaliśmy jedynie dwóch następców soundgardenowego opus magnum, którzy na dodatek nie mogli się z nim w żaden sposób równać.

soundgarden2012

Trzeba przyznać, że jest to kawał spuścizny, z którą nowy remaster musi się zmierzyć. Być może nie jest to zadanie tak karkołomne jak to, które miały przed sobą ostatnie wznowienia krążków Led Zeppelin z tego roku, ale sprawy bagatelizować bez wątpienia nie można. Z ulgą mogę odnotować, że A&M Records wyszło to wznowienie rocznicowej edycji „Superunknown (20th Anniversary Edition)” – i to zarówno w sferze dźwiękowej, jak i wydawniczej. Na sam początek przyjrzyjmy się temu pierwszemu, ważniejszemu dla wielu ludzi, aspektowi.

Pierwsza rzecz, która od razu rzuca się w oczy to fakt, że nowy remaster jest zdecydowanie głośniejszy od oryginału. W dźwięku znacznie więcej się dzieje – zauważalne są nowe szczegóły i detale, które wcześniej mogły nam umknąć, a scena dźwiękowa zdaje się być po prostu bogatsza. Brzmienie jest także żywsze i pełniejsze w energię i moc. Najlepiej aspekt ten widać przy mocniejszych kawałkach, na czele z hitowym ,Spoonman’. W tym kawałku jak w żadnym innym można docenić robotę wykonaną przez inżynierów dźwięku – wokal jest pełniejszy, gitary bardziej gęste i agresywniejsze, a scena lepiej wypełniona i wzbogacona o dodatkowe szczegóły.

W innych kawałkach również można zauważyć te same zmiany, chociaż nie przy każdej piosence remaster robi tak duże wrażenie. Jednak te wyżej wymienione plusy są symptomatyczne dla najnowszego remastera, co czyni go rzeczą naprawdę udaną. Trzeba natomiast pamiętać, że oryginalny materiał zawarty na „Superunknown” nie jest dziełem specjalnie dobrze nagranym. I zdziwiłbym się, gdyby było inaczej. W końcu były to lata 90. i brudna/niechlujna do granic możliwości muzyka, czyli grunge, a Chrisa Cornella i spółkę musiało wtedy szczerze walić jak ich album wypada w warstwie dźwiękowej. Dlatego i po wersji z 2014 roku cudów nie należy się spodziewać. Jest ona jedna bez wątpienia lepsza i daje chociaż przedsmak tego, jakby mógł ten album brzmieć gdyby ktoś 20 lat temu się tym aspektem zainteresował.

youtu.be/WU6CjN_Z-PQ

Nowy remaster przyniósł także, w wersji dwupłytowej, dodatkowy materiał, który powinien zainteresować i ucieszyć fanów grupy. Na drugiej płycie, zatytułowanej bardzo obrazowo „Demos, rehearsals, B-sides & more” zostały zamieszczone różne ciekawe kawałki we wczesnych wersjach produkcyjnych, live’owych czy kawałki wydane pierwotnie na stronach B różnych singli, które nie zawsze znajdywały swoje miejsce na samym albumie. Tej dodatkowej płyty słucha się naprawdę przyjemnie – pozwala ona jeszcze lepiej zapoznać się z koncertowym obliczem grupy, daje także możliwość  prześledzenia procesu powstawania niektórych kawałków, co dla fana Soundgarden powinno być rzeczą niezwykle interesującą.

Jak można się bez problemu domyślić jeszcze bogatszą „kopalnią” tego typu rzeczy jest edycja 5-dyskowa, gdzie trzy płyty zawierają kilkadziesiąt dodatkowych piosenek w wersjach live czy demo. Dobrze, że wspomniałem o tej najbogatszej edycji rocznicowego wydania „Superunknown”, gdyż jest to dobra okazja by omówić różne edycje i możliwości nabycia tego krążka. Został on wydany w czterech formach fizycznych: na płycie CD, w wersji „Deluxe Edition” (to właśnie ta jest opisywana), na podwójnym winylu oraz w wersji „Super Deluxe Edition”, która zawiera sporą książkę poświęconą temu albumowi oraz, jak już zdążyłem wspomnieć, pięć płyt – zremasterowany album, trzy płyty z dodatkami oraz krążek Blu-ray z miksem „Superunknown” w wersji 5.1. Warto pochwalić fakt, że klienci i potencjalni kupujący dostali tyle możliwości nabycia tego remastera, szczególnie, że ceny zostały ustawione na bardzo przyzwoitym poziomie, który nie zrujnuje nam całego domowego budżetu.

Soundgarden-Superunknown-Super-Deluxe-CD-Blu-ray-5-1-Audio

„Superunknown (20th Anniversary Edition)” to rzecz bez wątpienia godna polecenia. Wypada ona bardzo fajnie pod względem dźwiękowym i “wydawniczym”, nie musi się także niczego wstydzić na polu dodatków. Najbardziej optymalny będzie zakup wersji „Deluxe Edition”, której cena krąży w okolicach 55 zł. Za tę kwotę dostaniemy bowiem klasyczny już album, który brzmi zdecydowanie lepiej od wersji oryginalnej z 1994 roku, wzbogacony o drugi krążek z kolejnymi utworami. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę, że sama zawartość „Superunknown” się nie zmieniła. Jeżeli ktoś robił już kiedyś podejścia do dzieła chłopaków z Seattle i nie dał rady, to tym razem będzie dokładnie tak samo. Jednak jeśli ktoś ceni sobie ich twórczość powinien bez wahania po „Superunknown (20th Anniversary Edition)” sięgnąć, wrócić do domu i odprężyć przy świetnych dźwiękach ,Half’ czy naładować energią przy ,Spoonman’.

Ocena muzyki: 9/10, ocena dźwięku 7/10

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *