Wydawanie podwójnych albumów zawsze wiąże się ze sporym ryzykiem. Więcej komponowania, dłuższy czas spędzony w studiu, a ewentualna klapa komercyjna boli podwójnie. Jeśli jednak wynikiem tej pracy jest kawał solidnego materiału, to może on o wiele szybciej wywindować zespół do czołówki sceny międzynarodowej lub też umocnić jego wysoką pozycję. Amerykanie z Periphery postanowili zaryzykować już niecałe 5 lat po wydaniu swojej debiutanckiej płyty, co można uznać za odwagę, ambicję, czyste szaleństwo… lub połączenie wymienionych cech. Faktem jest, że na wydany 27 stycznia 2015 roku album „Juggernaut: Alpha/Omega” z niecierpliwością czekało wielu fanów progresywnej muzyki.

Recenzja płyty Periphery - „Juggernaut: Alpha/Omega”

Podróż po „Juggernaut” rozpoczynamy od płyty „Alpha” (tak jak nakazuje kolejność alfabetyczna). Celowo użyłem słowa „podróż”, gdyż obie płyty trudno uznać za po prostu kolejne w dyskografii zespołu. Jest to wciągająca przygoda z muzyką, na podstawie której można by nakręcić ponad 80-minutowy film science fiction (tyle właśnie trwa powyższe wydawnictwo). Nie jest to bynajmniej przejażdżka samochodem wzdłuż morskiego wybrzeża, a istny lot promem kosmicznym wokół orbity Ziemi.

„Alfę” otwiera ‘A Black Minute’, który świetnie spisuje się jako intro za sprawą tajemniczej aury spowijającej cały utwór. Mamy tu klimatyczną gitarę i spokojny wokal, a z czasem narastające napięcie budowane jest przez złowrogo brzmiące chóry, coraz cięższy przester i donośniejszą sekcję rytmiczną. W kulminacyjnym momencie następuje wyciszenie, po którym rozpoczyna się podróż. Podróż, gdzie nie ma miejsca na nudę.

‘MK Ultra’ od razu atakuje słuchacza djentowymi partiami gitarowymi, mocną perkusją i w znacznej mierze przeważającym screamem wokalisty. Jest to jeden z najcięższych kawałków na płycie, jednakże sam końcowy motyw brzmi dość… jazzowo. Mimo zaskakującego początku płyta jest utrzymana w charakterystycznym dla poprzednich albumów Periphery stylu. Mamy tu typowe dla nich progresywne kawałki, takie jak melodyjny ‘Heavy Heart’ z wpadającym w ucho refrenem, budujący napięcie ‘The Scourge’, którego pozornie spokojne outro po jakimś czasie może wywołać gęsią skórkę, naszpikowany djentowymi partiami i okraszony świetną solówką gitarową ‘Rainbow Gravity’, czy też wypełniony przesterami ’22 Faces’. Na uwagę zasługuje również tytułowy ‘Alpha’, który „rzuca się w uszy” już od pierwszych sekund , a to za sprawą 8-bitowego intra rodem z pierwszych gier na konsolę Nintendo.

www.youtube.com/watch?v=MGYCDZvEBvY

Świetne riffy w połączeniu z harmonią pomiędzy czystym śpiewem i screamem powodują, iż po ostatnich taktach tego utworu odbiorca ma chęć przewinięcia go i przesłuchania jeszcze raz. I jeszcze raz. Refren już po pierwszym razie przebija się do mózgu i czasami trudno jest przestać go sobie nucić pod nosem.

Na koniec „Alfy” dostajemy psychodeliczny ‘Psychosphere’ (tytuł zobowiązuje) z powtarzanym jak mantra motywem z końcówki ‘The Scourge’. Ten mroczny akcent kończy pierwszą część „Juggernauta” i zachęca do odpalenia „Omegi”.

Drugą płytę zaczyna ‘Reprise’, któremu towarzyszy gitara akustyczna i motyw wokalny z pierwszego kawałka na „Alfie” (‘A Black Minute’), co podkreśla spójność całego wydawnictwa. Następny w kolejności ‘The Bad Thing’ potwierdza, że drugi krążek z całą pewnością nie będzie ustępował jakością temu pierwszemu.

www.youtube.com/watch?v=elXwWxd9Ld8

Później jest jeszcze ciekawiej, a to za sprawą fenomenalnej ballady ‘Priestess’. Już samo intro na gitarze akustycznej świadczy o ogromnym kunszcie muzyków, a częsta zmiana metrum nie pozwala zapomnieć, że słuchamy progresywnej płyty. Świetne solówki i magiczny wokal sprawiają, że ma się ochotę na przewinięcie kawałka i przesłuchanie go jeszcze raz. I jeszcze. Następnie czeka na nas dynamiczny ‘Graveless’ i bardzo ciężki, wręcz przytłaczający ‘Hell Above’, który kończy się znowu tak jakoś… jazzowo (déjà vu?). Jest to jednak tylko przystawka do dania głównego, którym jest tytułowa ‘Omega’.

Tego 11-minutowego kolosa można podzielić na kilka części. Rozpoczyna go partia klawiszowa, która przekształca się w typowe dla Periphery metalowe granie przeplatane zarówno cięższymi fragmentami, jak i tymi bardziej melodyjnymi. Brak tu oczywiście podziału na zwrotki i refreny, a każdy nowy element układanki jest poprzedzony wyciszeniem i ponownym budowaniem napięcia. Mniej więcej od dziewiątej minuty rozpoczyna się najbardziej spektakularny moment na całym „Juggernaut”. Ma tu miejsce retrospekcja kilku utworów wcześniej zaprezentowanych na albumach, m. in. ‘A Black Minute’, ‘Reprise’ i ‘Alpha’, zagranych jednak w trochę innym klimacie.

Kiedy już przygotowujemy się do odłożenia słuchawek lub odejścia od głośników, zdajemy sobie sprawę, że czeka nas jeszcze jeden kawałek (‘Stranger Things’). Uczucie spełnienia i sytości muzycznej potęguje fakt, iż jest to kolejny fantastyczny numer na płycie, również rozbudowany ze świetnym refrenem.

www.youtube.com/watch?v=BeKHl__f4hE&list=PLVWT5waYZYnnGk0f6fuQffLUekGazg5ez&index=7

Ostatnie dźwięki leniwie się rozpływają i można rozpocząć podsumowanie „Juggernaut”. Moje oczekiwania związane z tą płytą były bardzo duże, a wydawnictwo dostarczone przez Periphery sprostało im, żeby nie powiedzieć, że poszło znacznie dalej. Od pierwszego do ostatniego dźwięku odnosi się wrażenie, że wszystko jest tu idealnie dopasowane, że jedno uderzenie perkusisty więcej lub mniej tylko zaburzyłoby równowagę między każdym utworem.

Na wielki szacunek zasługuje tutaj niemal wszystko. Od świetnego brzmienia gitar (aż trzech!) i basu, przez fantastyczną pracę perkusisty, po formę wokalną Spencera Sotelo. Teksty, do czego zostaliśmy przyzwyczajeni, są niebanalne i w wielu z nich można doszukać się drugiego dna, ale to już indywidualne zadanie dla każdego słuchacza.

„Juggernaut” jest dużym krokiem do przodu w karierze Amerykanów z Periphery i z całą pewnością ryzyko przez nich podjęte opłaci się. Na tym albumie zbliżyli się bardzo blisko do perfekcji i aż boję się pomyśleć, jak będzie brzmiała ich kolejna płyta.

Tracklista:

Alpha:

1. ‚A Black Minute’
2. ‚MK Ultra’
3. ‚Heavy Heart’
4. ‚The Event’
5. ‚The Scourge’
6. ‚Alpha’
7. ’22 Faces’
8. ‚Rainbow Gravity’
9. ‚Four Lights’
10. ‚Psychosphere’

Omega:

1. ‚Reprise’
2. ‚The Bad Thing’
3. ‚Priestess’
4. ‚Graveless’
5. ‚Hell Below’
6. ‚Omega’
7. ‚Stranger Things’

Ocena: 9,5/10

Autor: Hajime Okamoto-Łęcki

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *