Włączając dowolną stonerową płytę, wiemy czego mniej więcej się spodziewać. Zabraknąć z pewnością nie może nisko nastrojonych gitar, ciężkich riffów zagranych w średnim tempie, brudnego brzmienia oraz często używanej „kaczki”. Kogoś, kto zna dyskografie Kyuss, Monster Magnet i Clutch nic już w tej muzyce nie zaskoczy. Kolejne nagrania to tylko wariacje na temat tego, co Wyndorf czy Homme wymyślili już 20 lat temu. Nie inaczej jest w przypadku wrocławskiego zespołu Palm Desert, który wydał w tym roku swój 4 album, zatytułowany „Pearls From the Muddy Hollow”. Czy da się w Polsce, kraju z jedną pustynią, nagrać dobrą płytę z pustynnym rockiem? Przekonajcie się sami.

palm desert
Przed Palm Desert nie było jeszcze w Polsce zespołu, który tak wyraźnie inspirował się legendarnym Kyuss. Jednak czy to jakakolwiek wada? Bynajmniej. W stoner rocku powiedziano już chyba wszystko, co nie zmienia faktu, że przyjemnie jest posłuchać „post-kyussowej” muzyki. Silenie się na oryginalność mogłoby tylko zaszkodzić.

Na albumie „Pearls From the Muddy Hollow” wszystko jest dokładnie takie, jak Homme przykazał. Już od pierwszych dźwięków otwierającego płytę utworu ‚No Way Back’ czujemy jak piasek zgrzyta nam między zębami, a ciepły wiatr przyjemnie głaszcze twarz. Nagrania Palm Desert są bardzo przebojowe. Zarówno otwierająca kompozycja, jak i drugi kawałek (‚Lucky Bone’) mają chwytliwe refreny, w sam raz do nucenia przy goleniu czy wspólnego śpiewania na koncertach. W ‚No Way Back’ uwagę przykuwa zwolnienie z kapitalną solówką. Kalifornia pełną gębą!

www.youtube.com/watch?v=fkEhipKMqRc

Kolejny kawałek to ‚Tsunami’. Brzmi groźnie prawda? Spodziewałem się, że zaleje mnie potężna fala dźwięku, a dostałem miałki, nudny wypełniacz. To najsłabszy punkt tego albumu. Zabrakło w nim pomysłu na sensowne rozwinięcie tej kompozycji. Szkoda, bo przecież główny motyw utworu brzmi całkiem ciekawie.

Może ‚Tsunami’ powinno trwać około 8 minut? Bo właśnie dłuższe utwory wychodzą wrocławianom najlepiej. Dowodem na to jest ‚Favela’ oraz wieńczący album kawałek ‚Forward In The Sun’, w mojej ocenie najlepsze kompozycje na płycie. Mamy tu wszystko to, co kochamy w pustynnym rocku najbardziej, czyli psychodeliczne pejzaże, niekończące się solówki, przerywane niekiedy szybszymi, cięższymi riffami.

A jeśli mowa o ciężkich, szybkich riffach, to posłuchajcie ‚End Of The Road’. Niesamowicie energetyczny, zagrany z rock’n’rollową werwą utwór. Brzmi trochę jak kawałek ‚Green Machine’ formacji Kyuss, zagrany przez Motorhead – aż chce się wsiąść do kabrioletu i gnać przed siebie przez pustynne drogi.

www.youtube.com/watch?v=8SRRcKubQvw

Warto zwrócić uwagę także na krótką, psychodeliczną wstawkę ‚Rise Above’. Utrzymana w wolnym tempie kompozycja z leniwym śpiewem Gałuszki, przywodzi na myśl Chrisa Cornella i jego Soundgarden. Jest to jeden z mocniejszych punktów albumu.

Jeżeli jesteście fanami stoner rocka, a wasze ściany oklejone są podobiznami Josha Homme’a to najnowszy krążek Palm Desert musi się wam spodobać. To stoner w czystej, skondensowanej dawce. Jeśli jednak pustynny rock jest wam obojętny, to weźcie ten album do samochodu na dłuższą podróż – nadaje się do tego idealnie. Płyta „Pearls From the Muddy Hollow” to kawał solidnego, rockowego grania.

Tracklista:

01. No Way Back
02. Lucky Bone
03. Tsunami
04. Favela
05. End Of The Road
06. Rise Above
07. No Pain No Sorrow
08. Pearl From The Muddy Hollow
09. Forward In The Sun

Ocena: 7/10

Autor: Paweł Drabarek

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *