AC/DC to obecnie jedna z największych marek muzycznych na świecie. Muzyka tego zespołu od 40 lat przyciąga dziesiątki tysięcy ludzi na ich koncerty i miliony przed domowe systemy audio: świetnie napisane i proste (nie mylić z prostackie) piosenki oraz prawdziwe rock’n’rollowa pasja, która z nich bije okazały się być świetnym przepisem na ponadczasową muzykę. Jednak nawet tacy genialni muzycy jak bracia Young musieli kiedyś gdzieś zaczynać swoją przygodę z muzyką. I tak się szczęśliwie składa, że w tym roku dostaliśmy album pozwalający spoglądnąć na początki muzyczne tej wybitnej dwójki – album „Tales of Old Grand Daddy” grupy Marcus Hook Roll Band.

Recenzja płyty Marcus Hook Roll Band - "Tales of Old Grand Daddy”

Wydawanie albumów wiele lat od ich nagrania jest zawsze przedsięwzięciem ryzykownym: taka muzyka została przecież wymyślona i zarejestrowana bardzo dawno temu i wcale nie musi podobać się obecnemu pokoleniu słuchaczy. A przecież wyniki finansowe wytwórni płytowej muszą się zgadzać, prawda? Kiedy więc coś takiego w końcu pojawia się na rynku człowiek siłą rzeczy jest ciekawy co przed sobą ma. W tym wypadku mówimy o czymś zupełnie wyjątkowym: o debiucie fonograficznym Malcolma i Angusa Young, późniejszych współzałożycieli i wieloletnich członków legendarnej kapeli z Australii AC/DC.

Płyta ta jest krążkiem nagranym przez grupę Marcus Hook Roll Band w 1973 roku.  W jej skład, prócz wymienionej już dwójki, wchodzili m.in. Harry Vanda (The Easybeats) czy George Young (starszy brat Youngów, a także członek tego samego zespołu co Vanda). Została ona nagrana jeszcze przed debiutem AC/DC, dzięki czemu stała się ona rzeczą wyjątkową: zapisem umiejętności przyszłych wielkich gwiazd rocka, pokazem ich mocy przed odniesionym sukcesem.

Tales of Grand Daddy - recenzja HeavyRock

Muzyka AC/DC, co by o niej nie mówić, nie należała do wybitnie skomplikowanych. Tak samo jest z dziełami Marcus Hook Roll Band: już od samego początku słuchacz zaatakowany jest przez prosty, energetyczny rytm perkusji, ostro brzmiące gitary oraz intrygujący wokal. A także, co zaskakujące, saksofon. Dzięki temu ciekawemu mariażowi otrzymujemy niezwykle udane połączenie klasycznego rocka i funkowych klimatów. Najlepszym tego przykładem jest utwór otwierający, czyli ,Can’t Stand the Heat’ – tekst o niczym, wszystko to niby bardzo proste, a ileż w tym nieokiełznanej energii!

Funkowy duch unosi się na szczęście nad resztą utworów, ale te są dobrane na tyle eklektycznie, że album po prostu nie nudzi. Na tej płycie znaleźć można i rasowy kawałek rockowy (,Goodbye Jane’), i poruszającą, bardzo fajną balladę (,Silver Shoes & Strawberry Wine’), i prześmiewczy w tekście, a potężny w muzyce pokaz ogromnej pomysłowości (,Ape Man’). W odbiorze tej płyty pomaga również ewidentna radość z niej bijąca. Funkowo-rockowe granie obdarowuje słuchacza pozytywną energią. Nie ma tu miejsca na smęcenie czy płakanie – w końcu to klasyczny rock!

youtu.be/IwuY-6wyy9c

Płyta ta oryginalnie została wydana 41 lat temu: czym więc (prócz faktu, że po raz pierwszy wyszła na srebrnym krążku) wersja z 2014 roku różni się od oryginału? Po pierwsze jakością dźwięku. Został on podrasowany, by sprostać standardom XXI wieku. Co więcej – zadanie to zostało wykonane zaskakująco dobrze. Wszystkie instrumenty są odpowiednio wybarwione i brzmią po prostu tak jak trzeba: dynamicznie, mocno i z powerem. Drugą różnicą jest wzbogacenie „Tales of Old Grand-Daddy” o pięć dodatkowych kawałków – dwóch wcześniej nieprezentowanych oraz trzech, które wyszły jako strony A lub B singli. Jest to naprawdę miły dodatek, nawet jeśli te bonusowe piosenki nie mogą poszczycić się tak dobrą jakością jak ich płytowi „koledzy”.

Tales of Grand Daddy - recenzja HeavyRock

Słodyczy w tej recenzji polało się co nie miara – czy to znaczy, że album ten jest bezbłędnym arcydziełem muzyki rockowej? Oczywiście, że nie. Melodie, chociaż chwytliwe, są dosyć proste, a piosenki, choć bardzo dobrze napisane i zagrane, nie są niczym niesamowitym. To jednak dobra dawka bezkompromisowego rockowego grania i radości płynącej z muzyki – a takie płyty też są bardzo ważne.

PS. Warto dodać, że dla fanów AC/DC (ale to chyba jasne) płyta powinna mieć jeszcze większe znaczenie: umożliwia przecież spojrzenie w świat swoich idoli gdy ci rzeczywiście byli młodzi.

Ocena: 8/10

Autor: Bartosz Pacuła

Tracklista:

,Can’t Stand The Heat’
,Goodbye Jane’
,Quick Reaction’
,Silver Shoes and Strawberry Wine’
,Watch Her Do It Now’
,The People and the Power’
,Red Revolution’
,Shot in the Head’
,Ape Man’
,Cry For Me’
,One of These Days (Previously Unreleased)’
,Natural Man (1972 A-Side of Regal Zonophone RZ3061)’
,Moonshine Blues (1974 B-Side of ‘Can’t Stand the Heat’)’
,Lousiana Lady (1973 A-Side o Regal Zonophone RZ 3072)’
,Ride Baby Ride (Previously Unreleased)’

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *