The Doors to marka prawdziwie kultowa. Świetne piosenki, znakomite melodie, niejednoznaczne, wywołujące niepokój teksty, charyzmatyczny frontman – to wszystko złożyło się na nieprawdopodobny sukces tego rockowego kwartetu (starczy wspomnieć ponad 32 miliony sprzedanych egzemplarzy w samych Stanach) i zapewniło mu ważne miejsce w historii muzyki rockowej. Nie dziwi więc fakt, że muzycy związani z tym nurtem muzycznym postanowili oddać Doorsom hołd. Ale czy naprawdę było warto to robić?

Recenzja płyty-hołdu dla The Doors -  „Light My Fire: A Classic Rock Salute to The Doors”

Płyta o dość długim tytule „Light My Fire: A Classic Rock Salute to The Doors” to krążek zawierający aż 16 doorsowych klasycznych kompozycji pochodzących ze wszystkich płyt zespołu. Mamy więc tutaj takie klasyki jak ,Riders on the Storm’ i kawałek tytułowy z „L.A. Woman”, ,People Are Strange’ z „Strange Days” czy ,Light My Fire’ (ale to chyba oczywiste) z debiutanckiego albumu.

Wykonania tych wyszstkich kawałków podjęli się muzycy w mniejszy bądź większy sposób związani z muzyką rockową, a wśród tych artystów można wymienić Iana Gillana, Steve’a Howe’a, Keitha Emersona czy Todda Rundgrena (i wielu, wielu innych znakomitych wykonawców). Na dodatek producentem tej płyty został znakomity Billy Sherwood, były członek takich tuzów muzyki jak Yes czy Toto. Na papierze wszystko wygląda więc idealnie: mamy świetną muzykę Morrisona i spółki, znakomitych artystów biorących te kawałki na warsztat oraz uznanego producenta muzycznego. Niestety, jak często bywa w życiu, „papier” mówi swoje, życie zaś szybko to weryfikuje.

The Doors

Jakiś czas temu napisaliśmy recenzję znakomitego hołdu dla Ronnie’go Jamesa Dio. Krążek ten był znakomity – szereg uznanych zespołów/artystów wziął największe hity Dio i przerobił je trochę pod swój styl. Uniknięto tym samym potrzeby porównywania ich wersji z oryginałami na zasadzie „lepsze-gorsze”; te były po prostu inne. Hołd dla Doorsów niestety dość łatwo wpadł na tę minę, która szybko go zatapia. Chociaż lista zaproszonych osobistości rockowych lśni niczym najjaśniejszy gwiazdozbiór, to żaden z tych artystów nie zdołał tchnąć w utwory Morrisona swojego ducha, ograniczając się tylko do ich poprawnego zagrania.

Niektóre kawałki brzmią jak żywo wyjęte z płyt Doorsów, niektóre jedynie próbują je imitować, zaś ta nieliczna garstka, która chce się czymś odróżniać wypada zwyczajnie miernie. Świetnym przykładem jest np. jeden z moich ukochanych kawałków Doorsów – ,Alabama Song’. Pozornie prosta pioseneczka, z banalną warstwą muzyczną oraz zabawnym tekstem. To jednak okazało się za skomplikowane dla wspomnianego już Todda Rundgrena czy Geoffa Downesa (a przecież ten facet współtworzył Yes czy zespół Asia!), przez co numer ten brzmi nudno, bezpłciowo i nieciekawie.

youtu.be/5PVfLUmiaE0

Nie wszystkie kompozycje na tym longplay’u brzmią oczywiście źle: jest tutaj miejsce na niezłe „People Are Strange” czy bardzo przyjemne „The Soft Parade”, ale niestety tego typu rodzynki są w zdecydowanej mniejszości.

Żeby krążek dobić nie najlepiej wyszło także jego nagranie. Jest ono dość stłumione, jakby wszystkie zespoły grające te piosenki dzieliła od mikrofonów gruba warstwa tektury lub pustaków. Mógłbym się oczywiście teraz wyzłośliwiać, że panowie chcieli w ten sposób oddać „kiblowe” nagranie Doorsów (i to całkiem dosłownie, bo wokale do „L.A. Woman” rzeczywiście nagrywano w kabinie toaletowej), ale chyba sobie daruję – leżącego przecież się nie kopie.

Ian Gillan - The Doors

„Ronnie James Dio This Is Your Life” był krążkiem w swojej kategorii wybitnym. Każdy kawałek na tamtej płycie oferował coś ciekawego, każdy był inny od oryginału i pokazywał inne oblicza Dio (a to jak świetnie by brzmiał w wersji thrashowej znakomicie udowodniła Metallica). Niestety płyta „Light My Fire: A Classic Rock Salute to The Doors”, chociaż mająca wszelkie podstawy do bycia równie znakomitym dziełem, tak dobra nie jest. To bardzo przyzwoite, uczciwe i porządne wykonanie największych hitów The Doors przez znanych w świecie rocka muzyków. I niestety tylko tyle.

Ocena: 5/10

Autor: Bartosz Pacuła

Tracklista:

,L.A. Woman’ (Jimi Jamison, Ted Turner, Patrick Moraz)
,Love Me Two Times’ (Lou Gramm, Thijs van Leer, Larry Coryell)
,Roadhouse Blues’ (Leslie West, Brian Auger, Rod Piazza)
,Love Her Madly’ (Mark Stein, Mick Box)
,Riders on the Storm’ (Joe Lynn Turner, Tony Kaye, Steve Cropper)
,The Crystal Ship’ (Edgar Winter, Chris Spedding)
,Intro (People Are Strange)’ (Keith Emerson, Jeff ‚Skunk’ Baxter, Joel Druckman)
,People Are Strange’ (David Johansen, Billy Sherwood)
,Touch Me’ (Robert Gordon, Jordan Rudess, Steve Morse, Nik Turner)
,The Soft Parade’ (Graham Bonnet, Christopher North, Steve Hillage)
,Hello, I Love You’ (Ken Hensley, Roye Albrighton)
,Spanish Caravan’ (Eric Martin, Elliot Easton)
,Alabama Song (Whiskey Bar)’ (Todd Rundgren, Geoff Downes, Zoot Horn Rollo)
,Break On Through (To the Other Side)’ (Mark Farner, Chick Churchill)
,Light My Fire’ (Ian Gillan, Rick Wakeman, Steve Howe)
,The End’ (Pat Travers, Jimmy Greenspoon)

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *