Dzięki uprzejmości Metal Mind Productions mieliśmy możliwość odsłuchać i zrecenzować ostatni album hard rockowej grupy z Polski – zespołu Kruk. Jak wypada ich ostatnie studyjne dzieło zatytułowane „Before”?

Recenzja płyty Kruk - "Before"

Od najnowszej płyty Kruka obiecywałem sobie wiele, na czele z porządną dawką hardrockowego łojenia. Przy poprzednich płytach słuchało się tego bez wątpienia bardzo przyjemnie (na co liczyłem i tym razem), chociaż jedna rzecz ciążyła nad wszystkim i nie pozwalała cieszyć się w 100% muzyką zespołu. Była to skandaliczna długość trwania: zarówno poszczególnych kawałków, jak i całych płyt (do tego jeszcze przejdę w tej recenzji). Teraz, gdy jestem już po odsłuchach czwartego albumu w dorobku formacji, mogę powiedzieć to samo: jest dobrze, momentami nawet bardzo, ale czemu to wszystko tak długo trwa?!

Recenzja płyty Kruk - "Before"

Kruk wie co robi. Już od samego początku atakuje nas najlepszymi rzeczami w swojej ofercie. Kawałek ,My Sinners’, bo o nim mowa, to epickie, prawie 10-minutowe dzieło, które pełne jest rzeczy dla Kruka charakterystycznych. Mamy więc naprawdę dobrze brzmiącą gitarę Piotra Brzychcego (nie bez powodu wyrazy uznania złożył mu sam Carlos Santana), świetnie zagrane i znakomicie budujące klimat organy, dobrą sekcję rytmiczną oraz intrygujący śpiew. Dobrze, że zmiana wokalisty nie zaszkodziła zespołowi. Co prawda śpiew Romana Kańtocha różni się od wokalu, który serwował nam Tomasz Wieniawski, ale nie wydaje mi się, by to była zmiana wyraźnie na gorsze.

Kolejne kawałki w bardzo udany sposób zmierzają w tym samym kierunku co numer otwierający, chociaż każdy z nich, warto to dodać, jest inny od poprzednika i rządzi się swoimi prawami. Mamy więc tutaj miejsce na utwory podlane sosem bluesowym (np. ,Wings of Dreams’), hitowe numery żywcem wyjęte z dyskografii Deep Purple z czasów tzw. Mark II (,Grey Leaf’), rzeczy swoją energią i tempem zahaczające o dokonania Rainbow czy w końcu na piosenki wolniejsze i bardziej nastrojowe. Wszystko jest jednak ze sobą bardzo spójne, a wspólnym mianownikiem (i to jakim!) dla wszystkich numerów zawartych na „Before” są gitara, która z jednej strony brzmi odpowiednio mocno, a z drugiej jest zaskakująco delikatna, by nie powiedzieć – intymna oraz bardzo fajne klawisze.

„Before” to także płyta bardzo przyzwoicie nagrana. Poszczególne instrumenty nie wchodzą sobie w drogę i pozwalają sobie „wyszaleć się” nawzajem, dzięki czemu nie uświadczymy tu nieprzyjemnej i niechcianej kakofonii, która niestety często występuje na płytach rockowych/metalowych i w znaczący sposób zabija przyjemność z słuchania.

youtube.com/watch?v=9jeaXlNOyBU

Było chwalenie – przyszedł więc teraz czas na trochę narzekania. „Before” de facto nie ma wielu znaczących wad. Pomijając jedną, wspomnianą już na początku w kontekście poprzednich nagrań zespołu. Czwarty studyjny krążek od Kruka cierpi na tę samą chorobę co jego poprzednicy: jest po prostu za długi. W wersji, którą otrzymałem, zawierał w sobie 11 kawałków, które łącznie pochłaniają prawie 70 minut życia, co jest zupełnie bez sensu. Kruk to zespół stricte hard rockowy, a nie progresywny. Na dodatek sami członkowie zespołu często podkreślają swoje muzyczne inspiracje, z Deep Purple na czele. Dlaczego więc, krążek ten trwa aż tyle, gdy idole chłopaków z Kruka nagrywali płyty trwające ok. 40 minut? Czemu ktoś nie zdecydował, że część numerów trzeba po prostu wyciąć, by płyta przez cały czas jej trwania zachowała odpowiednie natężenie, moc i drive?

Szkoda, że komuś (współ)odpowiedzialnemu za wydanie tej płyty zabrakło przysłowiowych jaj, by obciąć czas jej trwania. Jest to o tyle przykre, że przez ten zabieg bardzo łatwo można przegapić takie perełki jak czaderskie ,Open Road’ (jeden z najlepszych kawałków na płycie, z bardzo ekspresyjnym wokalem i świetną, jeszcze lepszą niż na poprzednich kawałkach, gitarą).

Recenzja płyty Kruk - "Before"

Nie ma co tutaj bezsensownie przedłużać i sztucznie budować napięcia: „Before” od Kruka to naprawdę udany krążek, który dobitnie pokazuje i udowadnia wszystkim niedowiarkom, że zespół ten jest naprawdę dobry, a otwieranie przez niego koncertów takich tuzów jak Deep Purple czy Carlos Santana nie jest przypadkiem, a efektem znakomitej postawy muzyków. Gdyby czas trwania krążka skrócić o 1/3 mówilibyśmy wtedy o jednej z najlepszych polskich płyt drugiego dziesięciolecia XXI wieku. A tak jest „tylko” bardzo dobrze.

Ocena: 8/10

Autor: Bartosz Pacuła

01. ,My Sinners’
02. ,Last Second’
03. ,Once’
04. ,Wings Of Dreams’
05. ,Grey Leaf’
06. ,My Morning Star’
07. ,Farewell’
08. ,Open Road’
09. ,Timeline (instrumental)’
10. ,Moja Dusza (bonus track)’
11. ,Szary Lisc (bonus track)’

1 Comment Recenzja płyty Kruk – „Before”

  1. Ja

    A tam pieprzenie. Redaktor powinien podkreślić, że to mocno subiektywna opinia. Co, kto lubi. Jak dla mnie, im więcej, tym lepiej. Dla przykładu, choć to inna bajka, giganci z Dire Straits – kawałki rozwleczone w kosmos… . No, mnie przynajmniej taki układ płyty nie nuży. Longplay to longplay ;) Bez napinki – pozdrawiam!

    Reply

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *