Czy holenderska grupa metalowa Epica rzeczywiście zasługuje na swoją nazwę? A może jest to przerost formy nad treścią? Zachęcamy do przeczytania recenzji najnowszego krążka tej grupy zatytułowanego „The Quantum Enigma”.

Recenzja płyty Epiki - "The Quantum Enigma"

„Pycha”. Wedle „Słownika języka polskiego” PWN jest to „wygórowane mniemanie o sobie, będące często powodem pogardliwego stosunku do innych”. Gdy zgłaszałem się po recenzję najnowszego albumu Epiki nie spodziewałem się niczego niesamowitego. Ot, kolejna quasi-nightwishowska grupa, której największym autem jest wokalistka ponadprzeciętnej urody. Znałem trochę ich wcześniejsze dokonania i chociaż musiałem przyznać, że niektóre są niezłe, to nie darzyłem Holendrów z Epiki szczególnie ogromnym szacunkiem. W końcu ja na co dzień słucham wybitnych muzyków. Od Bacha i Holsta, przez Johna Coltrane’a i Milesa Davisa, a na klasykach rocka pokroju Led Zeppelin czy The Beatles skończywszy. Niby w jaki sposób Epica ma do tego grona startować. Błąd. Błąd, który będzie na dodatek w przyszłości przeze mnie niszczony w zarodku. Bo „The Quantum Enigma” to dzieło naprawdę bardzo fajne, a Epica to zespół godny polecenia. Nie dla wszystkich oczywiście, ale przy odpowiednim stosunku do niego może zaoferować naprawdę wiele dobrej zabawy.

Na początek – kilka faktów o zespole. Początki tej formacji sięgają 2002 roku, gdy kilku muzyków, z Markiem Jansenem na czele, powołało ją do życia w pięknym Rotterdamie. Grupa ta wykonuje od tego czasu odmianę metalu zwaną „metalem symfonicznym”. Jak więc można się domyślać muzyka Epiki jest właśnie epicka, potężna, pompatyczna, pełna podniosłych nut i riffów. Ostatni album tego zespołu ujrzał światło dzienne w 2012 roku. Muzycy mieli więc dwa lata (przerwane w pewnym momencie ciążą Simone Simons, czyli wokalistki) na wymyślenie i nagranie kolejnego krążka. Poprzednie albumy Epiki pozwoliły zaistnieć jej na scenie metalowej, a także umożliwiły grupie zdobycie dość sporej sławy, dlatego „The Quantum Enigma” nie mogło być dziełem wydanym „na odwal się”, a czymś porządnym, czymś, co umocni pozycje grupy i pokaże, że poprzednie sukcesy nie były przypadkowe. I muszę przyznać, że sztuka ta Epice się udała.

Simons

„The Quantum Enigma” oferuje aż 13 utworów, które łącznie trwają grubo ponad godzinę. Gdy po raz pierwszy dowiedziałem się o tym, to odrobinę zwątpiłem. Rzadko kiedy tak długie albumy są w stanie przykuć moją uwagę – i to z prostej przyczyny. Najczęściej ich długość wynika z chęci zadowolenia wszystkich osób biorących udział w produkcji albumów, przez co powstaje zdecydowanie za długi tasiemiec, który nudzi słuchacza już w połowie pierwszego odsłuchu. W przypadku najnowszego krążka Epiki sytuacja rysuje się trochę inaczej. Jasne, nie wszystkie kawałki z tych 13 są niesamowite. Część z nich jest nawet dość nudna. Jednak większość z nich odznacza się naprawdę wysoką jakością i ogromną energią, która mocno angażuje słuchającego i daje mu sporą dawkę dobrej rozrywki. Wszystkie piosenki napisane są w bardzo podobnym stylu – za każdym razem mamy więc intrygujący miks klawiszy, mocnych gitar, chóralnego śpiewu oraz niesamowitego wokalu Simons, które najpierw budują klimat we zwrotkach, a potem eksplodują ogromną siłą w epickich refrenach. Chociaż, jak już wspomniałem, nie każdy utwór trzyma bardzo wysoki poziom, to z drugiej strony niektóre kawałki znacznie się wybijają ponad przeciętność, dając jeszcze więcej mocy, energii, potęgi. Tak się dzieje np. w bardzo dobrym ,Unchain Utopia’, podobna sytuacja ma miejsce w znakomitym ,Reverence – Living in the Heart’, którym udało się przykuć moją uwagę na dłużej. Co więcej, zespół stara się być odrobinę bardziej eklektyczny, co ma pomóc zainteresować odbiorcę na dłużej. Stąd też obecność na płycie instrumentalnych wstawek, które swoją robotę wykonują naprawdę bardzo dobrze. Mówię tu o kawałku początkowym ,Originem’, który idąc za modą otwierania albumów metalowych instrumentalnymi utworami, od razu zwraca na siebie uwagę i pozytywnie nastawia do zawartości reszty płyty. Drugim takim momentem względnego spokoju jest utwór ,The Fifth Guardian – Interlude’, który zanurzony jest w orientalnym sosie, co czyni tę płytę jeszcze bardziej interesującą i dodaje jej klimatu. A także złapać oddech od ultra-epickich pieśni, co czyni zresztą świetnie (podobny zabieg został użyty na najnowszej płycie polskiego zespołu Virgin Snatch w postaci ,Answers to Nothing (Instrumental)’). W tym miejscu muszę również pochwalić (urodziwą) wokalistkę. Ale nie za jej urodę, a za jej naprawdę wysokie umiejętności. Wiedziałem, że w metalu kryje się kilka wyjątkowych kobiecych głosów (z jakiegoś powodu są to najczęściej różne rodzaje sopranów), ale po raz kolejny zostałem przyjemnie zaskoczony – wokal Simons jest mocny, czysty i po prostu piękny.

youtu.be/-QYlycb1gIY

Oczywiście nie wszystko rysuje się w tak pięknych barwach. Nie wszystkie piosenki na „The Quantum Enigma” są trafione, na dodatek album dosyć powoli się rozkręca pokazując na co stać muzyków z Holandii dopiero od 1/3 czasu jego trwania, przez co nie wszyscy muszą dobrnąć do prawdziwego „mięcha” na tym wydawnictwie. Tradycyjnie też muszę przyczepić się do jakości dźwięku, która (ponownie) nie jest szczególnie tragiczna, ale która (znowu) pozostawia wiele do życzenia. Najbardziej ucierpiała na tym sekcja instrumentalna zlewająca się w jedną buczącą ścianę dźwięku, która nie zawsze ma tyle potęgi ile mieć powinna. Na szczęście chóry i wokalistka zostały dobrze wyeksponowane, co znacząco ratuje obraz sytuacji i pozwala jeszcze lepiej odbierać ten album. Na sam koniec chciałbym poświęcić jeszcze parę słów o tym jak płyta ta została wydana. Za jej opublikowanie odpowiada wytwórnia Nuclear Blast, która znana jest z wypuszczania wielu różnych wersji danej płyty. Podobnie jest w wypadku najnowszego dzieła od Epiki. „The Quantum Enigma” można nabyć w wersji „zwykłej”, w digipacku z dodatkowa płytą, w formie Earbooka z dwoma nadprogramowymi krążkami, a także na podwójnym winylu (część z nich w wersji „clear”, czyli przeźroczystej). Taką postawę trzeba jak najbardziej chwalić – wreszcie klient ma prawdziwy wybór i nie jest ograniczany tylko do taniego plastiku za trzy grosze.

Earbook - Epica

Muzyka z okolic power metalu czy też metalu symfonicznego nigdy nie była i prawie na pewno nie będzie czymś specjalnie ambitnym. Trzeba do niej odpowiednio podejść i wiedzieć czego od niej oczekiwać. Jeżeli się nie będzie o tym pamiętać, to można się srodze rozczarować – w końcu przy takiej muzyce nie ma mowy o żadnych subtelnościach, wyrafinowaniu czy wirtuozerii (ale takiej prawdziwej) instrumentalnej. Jednak jeśli ktoś lubi tego typu granie, to „The Quantum Enigma” spodoba mu się na pewno, bo dostanie wszystko co najlepsze w tego typu muzyce. Podniosłość, ogromne pokłady epickości, wspaniałe chóry i przyprawiające o dreszcze znakomite melodie. I to powinno być dla tej płyty najlepszą rekomendacją.

Ocena: 8/10

Oceniał: Bartosz Pacuła

Lista utworów w wersji podstawowej:

01 – Originem
02 – The Second Stone
03 – The Essence of Silence
04 – Victims of Contingency
05 – Sense Without Sanity [The Impervious Code]
06 – Unchain Utopia
07 – The Fifth Guardian [Interlude]
08 – Chemical Insomnia
09 – Reverence [Living in the Heart]
10 – Omen [The Ghoulish Malady]
11 – Canvas of Life
12 – Natural Corruption
13 – The Quantum Enigma [Kingdom of Heaven part II ]

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *