Niedawno informowaliśmy Was premierze płyty zespołu Cochise, a dziś mamy przyjemność zaprezentować Wam naszą recenzję „118”. Czy białostocka grupa, której wokalistą jest znany aktor Paweł Małaszyński, pokazała moc i energię? Zapraszamy do lektury.

Cochise. Nazwę tę kojarzyłem już wcześniej. Ktoś kiedyś puścił mi ich debiutancką płytę „Still Alive”. Nie zapamiętałem jej szczególnie, choć do tej pory nie mam pojęcia czy to dlatego, że niczym się nie wyróżniała, czy też poziom promili był u mnie za wysoki. Tym razem mój kontakt z białostocką grupą odbył się w bardziej kontrolowanych warunkach, dzięki którym na spokojnie mogłem sobie odsłuchać ich najnowszego studyjnego albumu – „118”. Czy bez powodujących zaniki pamięci promili chłopaki dowodzeni przez Pawła Małaszyńskiego zdołali mi się wyryć w pamięci?

W najnowszym numerze magazynu Metal Hammer ukazał się wywiad z zespołem. Prowadząca rozmowę Paulina Mazur napisała, że zespół jest „bardzo ciekawą syntezą grunge’u i metalu”, padły też słowa o dodawaniu elementów grania progresywnego i „pierwiastka własnego”. Zaciekawiło i zaniepokoiło mnie to zarazem. Wiadomo jak to jest – zawodnik, który uprawia kombinację norweską (skakanie na nartach + biegi) nie jest ani świetnym skoczkiem, ani znakomitym biegaczem. I, niestety, podobnie jest z zespołem z Białegostoku. Płyta „118” trwa ponad 50 minut, ma 13 kawałków i rzeczywiście jest bardzo różnorodna. Można to oczywiście potraktować jako plus, jednak z tej różnorodności wypływa największa wada zespołu – Cochise nie jest ani bardzo dobrym zespołem rockowym, ani nie gra znakomitych partii progresywnych, ani też nie młóci przy bardziej metalowych czy punkowych kawałkach.

Recenzja płyty Cochise - "118"

Zespół skacze po różnych stylistykach i pomysłach na granie muzyki. Mamy więc amerykańskie rockowe granie w ‚Beautiful’, piosenkę ‚Before you sleep (for Jeremy)’ z otwierającym całość fortepianem Jarosława Papaja, ciężkie i mocniejsze ‚Destroy the Angels’, ‚Bleed’ i ‚Cold River’ oraz ‚Inside of Me’, które nawet ciężko jednoznacznie sklasyfikować. Każdy z kawałków na płycie, co warto zaznaczyć, jest zagrany naprawdę poprawnie – i mówię tu zarówno o sekcji instrumentalnej, jak i o części wokalnej. Niestety to za mało, by uczynić album dobrym, bo „118” szybko zaczyna nudzić słuchacza. Na płycie zabrakło mi ognia, zabrakło mi mocy, a nade wszystko zabrakło mi jakiegoś magnesu, który przyciągnąłby mnie do tego dzieła. Brak ognia i mocy przy cięższym graniu to poważny zarzut, a sprawa jest dla mnie tym bardziej dziwna, iż zespół nagrywał ten album „na setkę”. Przy takim sposobie nagrywania powinna zostać uwolniona iście koncertowa energia, tymczasem została ona gdzieś w studiu i nigdy go nie opuściła. Jedynym momentem płyty, w którym żywiej zareagowałem był utwór ‚Dog in Blood’. Zupełnie jak utwory na debiutanckim krążku Wire ‚Pink Flag’ – trwa on niecałą minutę, a energii potrafił wykrzesać tyle, co kilka poprzednich kawałków razem wziętych. Gitara Wojciecha Napory jest, nareszcie, odpowiednio zadziorna, Czarek Mielko daje czadu na perkusji, a Paweł Małaszyński swoim wokalem buduje ciekawy klimat. Niestety to tylko jeden króciutki utwór, który jest jedynie chwilowym promieniem słońca, w większości przysłoniętego przez nudę i brak energii.

Niech nikt mnie nie zrozumie źle – wszystkie (naprawdę wszystkie) utwory na Cochise są ok. Paweł Małaszyński ma zaskakująco przyjemny wokal, w kilku utworach widać ciekawe pomysły i koncepcje, ale całości zabrakło jakiegoś paliwa, które by maszynę zwaną „118” napędziło. Jestem jednak naprawdę ciekaw jak zespół prezentuje się na żywo i chętnie go zobaczę, jak tylko pojawi się w moim mieście. Lecz póki co, do tego zespołu za często nie będę powracał.

Kiedyś przeczytałem, że na świecie wydaje się codziennie (!) od 1500 do 3000 albumów. Jest to liczba dość spora, zważywszy, że ludzie nie mają za dużo wolnego czasu. Pomijając te 3000 nowych albumów są przecież jeszcze te wydane, z których część jest naprawdę znakomita. A jaka jest najnowsza płyta Cochise? Moim zdaniem jest poprawna, ale tylko poprawna. A na pytanie czy macie czas na to, by słuchać „tylko poprawnych” płyt musicie sobie już odpowiedzieć sami.

Lista utworów:

1. Sweet love generation
2. Destroy the angels
3. White garden
4. Beautiful
5. Bleed
6. Inside of me
7. Dead love
8. Part of me
9. Cold river
10. Before you sleep (for Jeremy)
11. Dog in blood
12. Help
13. Little witch

Ocena: 5.5/10

Autor: Bartosz Pacuła

1 Comment Recenzja płyty Cochise – „118”

  1. Pingback: Cochise: Zobacz teledysk do utworu 'Before You Sleep' | HeavyRock!

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *