Muszę przyznać, że początkowo – sugerując się nazwą – spodziewałem się, iż Astral Queen to zespół grający rocka progresywnego i nie byłem szczególnie przyjaźnie do niego nastawiony. Kiedy jednak włożyłem płytę do odtwarzacza, zrozumiałem ile prawdy jest w twierdzeniu, ze nie należy oceniać książki po okładce. Dołożę do tego swoje 3 grosze – nie należy oceniać też zespołów po ich nazwie. Dlaczego? Przekonajcie się sami. Zapraszam do lektury.

Recenzja płyty Astral Queen - "Microcosmic Journey"

Astral Queen gra w rzeczywistości death/doom metal z progresywnymi inklinacjami. Nazwa pochodzi zapewne od tytułu kawałka grupy Cathedral ‚Astral Queen’ – echa twórczości Brytyjczyków pobrzmiewają na „Microcosmic Journey”. Słyszymy także inspirację takimi grupami jak Samael, Tiamat czy Celtic Frost, jednak wymieszane na tyle skutecznie, że nie odnosimy wcale wrażenia, iż „gdzieś już to słyszeliśmy”. Jest to niewątpliwie muzyka nieszablonowa.

„Microcosmic Journey” to debiutancka EP-ka zespołu, zawierająca 4 utwory. Płyta jest ładnie wydana, zawiera porządną książeczkę ze zdjęciami i tekstami utworów – w tej materii wszystko jest takie jak powinno. Przejdźmy do sprawy najważniejszej – do muzyki.

Zacznijmy od sporego minusa. Język angielski chyba nie był ulubionym przedmiotem szkolnym wokalisty Astral Queen. W pierwszych dwóch utworach nie rzuca się to jeszcze tak bardzo w uszy, niestety kiedy w kawałku ‚Human Race’ Tolo recytuje zamiast growlować, słychać silny, polski akcent. Oczywiście można uznać, że ma to swój urok, tyle że wtedy należy przyznać, iż takowy urok posiada również przystępowanie do własnego ślubu jedynie w przepoconej podkoszulce. Album zdecydowanie lepiej brzmiałby zaśpiewany po polsku, lub w całości growlowany, bo to gardłowemu wychodzi bardzo dobrze.

www.youtube.com/watch?v=3-b_QeFj-PI

Od strony instrumentalnej kompozycje stoją na naprawdę wysokim poziomie. Nie można im nic zarzucić, dużo jest zmian tempa i wcale nie słychać, że zamiast żywego perkusisty gra automat perkusyjny – partie bębnów są dobrze skomponowane i brzmią naturalnie. W pierwszych dwóch utworach również wokal spisuje się na medal. Growl jest przejrzysty i czytelny, a jednocześnie przesiąknięty energią i agresją – nie słychać kiepskiego akcentu, o którym wspominałem wcześniej.

Osobny akapit poświęcić należy świetnym gitarom. Mamy akordy brzmiące jak z pierwszych płyt Black Sabbath, które przeradzają się w szybszy riff (‚In The Light Of The Moon’), a także bardziej melodyjne granie – w ‚Pragmatic Voice” ciężki riff miesza się z delikatnie brzmiącymi partiami co daje intrygujący efekt. Dobrze brzmi też nieprzesterowana gitara w intrze do wieńczącej album kompozycji ‚Dichotomy’, którą niestety psuje „czysty” wokal. Również ‚Human Race’ byłby znacznie lepszym kawałkiem, gdyby nie recytacja Tola. Ten kawałek ma specyficzny, industrialny posmak – sporo tu elektroniki, co w połączeniu z powtarzającym się gitarowym motywem brzmi bardzo dobrze.

www.youtube.com/watch?v=-nuUFAWQ_Mw

Album jest bardzo różnorodny, tak jakby zespół nadal jeszcze eksperymentował, przez co nie sposób się nudzić słuchając go. Brzmiałby jednak znacznie lepiej, gdyby – jak już wspomniałem – był w całości growlowany lub śpiewany po polsku. Mimo tej wady, to solidna płyta. Pamiętajmy, że to dopiero pierwsza EP-ka, a zespół dopiero się rodzi i szlifuje materiał. Kiedy ukaże się już pełny album, bardzo chętnie i z ciekawością go przesłucham, by zobaczyć w jakim kierunku podążyło to polskie trio.

Tracklista:
1. In The Light Of The Moon
2. Pragmatic Voice
3. Human Race
4. Dichotomy

Ocena: 6,5/10

Autor: Paweł Drabarek

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *