Po znakomitym „Enemy of Man“, znany black metalowy duet, M. oraz Darkside skupili się na Mgle odgrywając wiele tras promujących „Exercises in Futility“. Jednak ta dwójka to nie tylko Mgła, o czym z zaskoczenia wszystkim dobitnie przypomnieli.

Jest dzień dwudziesty pierwszy października. Błoga niedziela, cisza, spokój, wręcz sielanka. Ktoś tam kiedyś coś słyszał, że jakaś Mgła ma być, że krakowski duet powolutku szykuje następną w swej dyskografii petardę. No prawie. Nie petardę, a zupełnie nową maszynę wojenną, która zaatakowała bez najmniejszego ostrzeżenia wszystkich swych fanów. Trzeci pełnoprawny longplay w dorobku Kriegsmaschine uderzył zakłócając wszelki spokój i ład, a to, co przyniósł, nie jest byle zlepkiem kompozycji, oj, co to, to nie.

Apocalypticists“ to 6 złowrogich, wypełnionych nienawiścią i mizantropią pieśni przygrywających zagładzie tego świata. Sam tytuł wskazuje w jakiej tematyce obraca się ta płyta. Trwający 50 minut hymn do apokalipsy triumfalnie wieszczący śmierć odsłania wszelki mrok krakowskiego Kriegsmaschine. Żadna płyta, EP czy split w ich wykonaniu nie jest tak antyludzki i ,przede wszystkim, tak przemyślany, jak ten właśnie album.

Krążek spotkał się ze świetnym odbiorem wśród słuchaczy. Wielu zachwala po raz kolejny grę Darkside’a i nie ma się czemu dziwić. To, jak on czaruje za bębnami dosłownie powala, dawno nie słyszałem tak technicznych partii w black metalu. Wyróżnienie którejkolwiek z jego partii perkusyjnych graniczy z cudem, ponieważ wszystkie utwory odegrał na najwyższym poziomie swych możliwości. Śmiało mogę stwierdzić, że to jego najlepszy album dotychczas, bez wątpienia przeszedł sam siebie. Obok genialnych garów Darkside’a mamy gitary i bas. Nie ma co szukać w nich jakichś wyszukanych technik czy zagrywek, ich zadaniem jest siać smutek i trwogę. To właśnie one nadają płycie klimat, ze strun płyną dźwięki przepełnione cierpieniem i żalem, te kompozycje zioną śmiercią. M. stworzył na tym krążku potężną aurę szarości. I nie mówię tu o nudnym tremolo, a o przytłaczających słuchacza dźwiękach wylewających się z tej żałobnej muzyki. Podobnie jak przy bębnach, gitary łączą się pięknie ze sobą przez całą długość „Apocalypticists“. Żadnej fuszerki czy najmniejszej pomyłki. Nic nie zostało nagrane przypadkowo. Wokal M. dopełnia dzieła zniszczenia swą mizantropią. Głos znany już z wielu innych dokoniach krakowskiego duetu po raz pierwszy oddaje emocje albumu w tak dużym stopniu. Wydaje się, jakby sama śmierć krzyczała do nas za pośredenictwem Kriegsmaschine.

Długograj ten jest jedną z bardzo wymagających pozycji. Nie da się go zrozumieć za pierwszym, drugim czy trzecim podejściem. Żeby przesłanie wojennej maszyny dotarło w pełni, potrzeba kilku prób pełnego odsłuchu „Apocalypticists“. Ktoś powie „Ja jestem za głupi na taką muzykę“. Nie jest to nowość w przypadku tychże artystów, nigdy nie serwowali prostoty. Teraz jednak wynieśli poziom własnej twórczości na skalę światową. Każde swoje dokonanie pod względem produkcji, kompozycji i wymogów, co do słuchacza, zostało pokonane trzecim albumem krakowskich black metalowców.

Do kogo taka płyta jest skierowana? Dobre pytanie, ponieważ zarówno fani Mgły, jak  i Kriegsmaschine będą mieli nie lada zagwozdkę z ostatnim tworem M. i Darkside’a. Jedynym porównaniem jakiego można się doszukać, to techniczne partie bębnów. Choć i tak to, co już słyszeliśmy w dyskografii Mgły czy Kriegsmaschine, nie dorównuje „Apocalypticists“.

Ciężko było napisać taką recenzję. Z jednej strony mamy doczynienia ze świetnym krążkiem, skomponowanym, zagranym i zarejstrowanym po mistrzowsku. Z drugiej, rzadko kiedy muzyka wyzwala tyle nienawiści i niechęci do świata oraz refleksji nad nim. Ta płyta wymaga zrozumienia, spojrzenia na nią w każdy możliwy sposób. Chociaż wszystko sprowadza się tutaj do jednego. Te sześć utworów, z których można tak wiele wyciągnąć, zapowiadają jedno – apokalipsę.

Szymon

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *