Udane koncerty promujące bardzo dobrze przyjęty przez fanów „Vanitas“ nie zapowiadały nowości ani następnego krążka grupy. Poznańscy muzycy „metalu śmierci“ milczeli na temat kolejnego wydawnictwa grając mnóstwo sztuk i robiąc świetną robotę na scenie. Materiał z płyty wydanej w 2017 roku oraz poprzedzającej go EP-ki „Trembling“ oddanej w ręce fanów w 2016 został odegrany wielokrotnie u boku chociażby Behemoth czy Blaze of Perdition spotykając się z wielką sympatią publiki. Wydawałoby się, że grupa spoczęła na laurach i na razie odpuszcza dalsze tworzenie muzyki. Nic bardziej mylnego.  Niespodziewanie, dnia 1 listopada obecnego roku, In Twilight’s Embrace zafundowali swym słuchaczom nową, świeżą i znów odmienną porcję muzyki.

Czymże jest „Lawa“? Piąty już krążek w dorobku grupy to kolejna odsłona specyficznego stylu, który sam zespół określił jako „metal śmierci“. Płyta ta ukazuje melancholijne odbicie
In Twilight’s Embrace, zupełnie inne niż do tej pory znane chociażby z „Vanitas“. Taka stylistyka nie została wybrana przypadkowo. Album został wydany 1 listopada, w Dzień Wszystkich Świętych. Jednak w tym przypadku lepiej pasuje stary już obrzęd Dziadów, również nie bez przyczyny. Bogata historia i kultura naszego kraju oferują mnóstwo inspiracji, z których poznańscy metalowcy zaczęrpnęli garściami przy tworzeniu płyty.
Tytuł jest nawiązaniem do ekranizacji „III części Dziadów“ A.Mickiewicza wyreżyserowanej przez Tadeusza Konwickiego zatytułowanej „Lawa“. Samo słowo pochodzi z wypowiedzi Piotra Wysockiego w trzeciej części Mickiewiczowskiego dramatu romantycznego i określa ono naród polski w czasach zaborów.
Pełna wypowiedź wygląda tak:”Naród nasz jak lawa/ z wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa/ Lecz wewnętrznego ognia sto lat nie wyziębi/ Plwajmy na tę skorupę i zstąpmy do głębi.”

Trzeba przyznać, że zespół wybrał genialny tytuł, który świetnie opisuje muzykę oraz warstwę tekstową  z piątego wydawnictwa. Mamy tu mnóstwo odniesień do polskiego romantyzmu i folkloru. Dźwięki stworzone przez grupę są mroczne, budują niesamowitą cmentarną aurę, oddają mrok grobów, a melancholia zmarłych dosłownie wylewa się na słuchacza. Do tego te wokale, krzyki wzmagające atmosferę utworów, pełne agonii, dają przy odsłuchu „Lawy“ wiele emocji oraz refleksji.

Grupa po raz pierwszy uraczyła nas płytą w całości zaśpiewaną po polsku. Niewiele kapel pokusiło się o taki zabieg w swojej twórczości, a jeszcze mniej zrobiło to dobrze. Poznańscy koledzy zrobili to w wyjątkowo udany sposób. A gdy z tak klimatycznych linijek złożony jest cały długograj?

Mówimy tutaj o płycie tak wyważonej i tak dojrzałej, że ciężko jest znaleźć jakikolwiek jej mankament. Barwa gitar pięknie płynie przez 30 minut muzyki, a ich akordy oraz tremolo potęgują tylko klimat, sekcja rytmiczna nadaje idealnie dobrane tempo, bas wkomponował się w ścieżki „wioseł“ In Twilight’s Embrace, a perkusja wie doskonale kiedy potrzeba blastu, kiedy zwolnić i kiedy zaakcentować. Na deser głos. Wisienka na torcie, growle i krzyki dające utworom moc i nadające całemu albumowi jeden, określony kierunek – „Do diabła z nami…“
Na pewno znajdzie się ktoś, kto przywoła do „Lawy“ któryś z ostatnich wyziewów Furii, bądź też do Mgły i „Exercises in Futility“. Poważny błąd. Furia ma swój klimat, Mgła również, ale metalowcy śmierci i ich listopadowy album mają tego klimatu więcej, jest nieporównywalny i unikatowy, a grobowa aura stworzona przez poznańską kapelę może spokojnie startować do tytułu polskiej płyty metalowej roku.

Zdecydowanie godna uwagi oraz polecenia pozycja dla fanów nietuzinkowego grania z naszego kraju. Wierni słuchacze In Twilight’s Embrace nie będą rozczarowani, a ludzie lubiący przemyślane kompozycje oraz utwory, w których krzyczy się po polsku, z pewnością znajdą na tej płycie coś dla siebie.

Szymon

 

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *