Są kapele, które powstały za późno. Są też takie, które powstały za wcześnie. Wiele jest zespołów, które idealnie wstrzeliły się w swoją epokę. Istnieją jednak też takie, które powstać nie powinny, a skoro już musiały, mogłyby się z tym nie afiszować. Takim właśnie zespołem jest Awakened Inferno – kapela, która straciła swoją szansę, zanim dobrze wzięła ją w ręce. I będą czuli to przez lata.

awakened

Marcem 2015 roku Awakened Inferno wydało swojego pierwszego long-playa, będącego następca EP-ki z 2012 i singla z 2013 roku. Nie wiem czego spodziewałem się włączając tę płytę. Człowiek patrzy na okładkę i spodziewa się niskobudżetowego thrash metalu, potem patrzy z tyłu na tytułu i spodziewa się power metalu w stylu Rhapsody („Assassin”? „Enter the Dragon”? „Soul Release”? Co w ogóle trzeba mieć głowie by nazwać utwór „Enter the Dragon” i jak daleko trzeba posunąć własną perwersję?) a potem puszcza płytę i dostaję nożem w potylicę. Od pierwszego utworu zatytułowanego „Under the Sky”, człowiek zostaje uraczony „syrenim” śpiewem Jacoba Petersa (także gitara), po czym zdaje sobie sprawę, że zaraz pewnie wejdą ostre gitary. No i tak niestety jest. O ile już sam wokal wierci dziurę w głowie, a słuchacz modli się o wybudzenie z tego koszmaru o tyle gitarzysta Chris Leadbetter, któremu wtóruje zresztą Jacob, razem z Jessiem Heneyem starają się robić cokolwiek by ratować sytuację. I nawet im to wychodzi, aż to chwili gdy nie zaczną grać breakdownów. Chciałoby się powiedzieć, że gitarzyści lubią thrash i nawet chcieliby go pograć. Do uwierzenia w to namawiają nas nawet w „The Will To Power” oraz „Kingpin”. Ale nie odważę się przywoływać potencjalnych wzorców tych panów na płaszczyźnie instrumentalnej, mogłoby to zostać odczytane jako zachęcanie do samobójstwa, a szkoda by jakiś dobry muzyk umarł. Najbardziej mnie zastanawia co w tej kapeli robi perkusista Cameron Burnett. Jest naprawdę niezgorszym grajkiem, może tylko trochę monotonnym, ale nie jest to coś z czego nie da się wyjść. Na prawdę dobrą robotę wykonuje w kawałkach „Dystopia” oraz „Mean Machine”. Był zresztą jednym z powodów dla których wysłuchałem tych utworów do końca (drugim powodem była ciekawość, już wiem czemu prowadzi do piekła….). Panowie co jakiś czas raczą nas także metalcorowymi i djentowymi zagrywkami (tak jakby nie było już wystarczająco źle) a Jacob pozwala sobie na coś w stylu growlowania. Utwór „Assassin” stanowi swoistą kumulację wszystkiego co w tej płycie najgorsze, w stopniu wręcz niewyobrażalnym. Utworu „Exo Protagonist” pozwolę sobie nie komentować.

www.youtube.com/watch?v=psBenND-cSY

Nie byłem przygotowany na to co się tu wydarzyło. Nikt nie był. I nikt nie będzie. Popowe wokale Jacoba, nawet dobre chęci instrumentalistów, i skrajne niepasujące do siebie wzorce stanowią o tragedii tej kapeli. Czy się z tego wyplączą? Wątpię. Boje się myśleć o muzyce jaką w 2012 roku nagrali na Epce. Lubię się uczyć. Poważnie. Kocham zdobywać wiedzę. Dzięki Awakened Inferno dowiedziałem się, jak nie grać metalu. Nauczyli mnie także, od jakiej kapeli trzymać się z dala. Jestem im jeszcze wdzięczny za jedną rzecz – 49 minutę i 7 sekundę płyty. Wówczas płyta się kończy. Dawno tak się nie cieszyłem z ciszy. „Super” płyta, 2/10.

 

https://www.facebook.com/awakenedinferno

 

Jeremi „Jerry” Kołecki.

1 Comment Awakened Inferno –„Fire In The Hole”: recenzja

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *