Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Literackiego mamy przyjemność przedstawić Wam autobiografię Tomasza Stańki – książkę, która aż kipi od rock ‘n’ rollowego ducha.

Recenzja autobiografii Tomasza Stańki - "Desperado!"

Ostatnie lata są wybitne pod względem dobrych, bardzo dobrych i doskonałych publikacji dotyczących muzyki. Właściwie co miesiąc ukazuje się co najmniej kilka(!) wartościowych rzeczy, które po prostu trzeba przeczytać. Co chwilę słyszy się o następnej przełomowej, genialnej, doskonałej biografii, którą trzeba mieć. Choć od przybytku głowa nie boli, to coraz trudniej wybrać sobie coś, co naprawdę jest godne naszej uwagi i naszego, niestety mocno ograniczonego, czasu. Czasami jednak pewne sygnały dają nam znać, że to właśnie tę, a nie inną książkę powinniśmy mieć. Takim dziełem jest (auto)biografia Tomasza Stańki, słynnego polskiego jazzmana. Nietypowa forma (wywiad-rzeka), ciekawa osoba prowadząca rozmowę (Rafał Księżyk, redaktor naczelny polskiej edycji „Playboya”) oraz kosmicznie interesujący przepytywany (Tomasz Stańko, który znany był z życia tak ostrego, że wszyscy rockmani mogą się schować) – to wszystko zachęcało do zapoznania się z tą lekturą. Zapoznałem się. I nie żałuję ani chwili spędzonej nad „Desperado”.

Z jazzem mam do czynienia  niewiele. Co to znaczy? Wielbię i cenię Milesa Davisa, jedną z jego płyt, „In a Silent Way” posiadam w trzech różnych egzemplarzach winylowych, przeczytałem jego autobiografię, dzięki niemu poznaję świat amerykańskiego jazzu od najlepszej strony. Lubię też kilku wykonawców, którzy przynajmniej po części byli związani z jazzem – Frank Sinatra, Dean Martin, Diana Krall. Tutaj jednak kończą się moje jazzowe horyzonty. Jasne, z racji faktu, że dość mocno siedzę w muzyce kilka nazwisk, w tym Stańko, obiło mi się o uszy, jednak niewiele więcej. Jednak z jakiegoś powodu chciałem się zapoznać z jego autobiografią, a gdy kolega z redakcji zaproponował mi przesłanie egzemplarza do przeczytania i ocenienia nie wahałem się nawet sekundy. Zanim jednak książka do mnie dotarła, a ja do niej zasiadłem, zrobiłem sobie krótki i pożyteczny research, który w formie skróconej przedstawię poniżej.

Tomasz Stańko to urodzony w roku 1942 polski jazzman zajmujący się graniem na trąbce. Jest to przykład naszego rodaka, który w swojej dziedzinie odniósł sukces totalny. Tak się bowiem składa, że Stańko uważany jest za jednego z najważniejszych przedstawicieli free jazzu na całym świecie, a na jego CV widnieje współpraca z takimi gigantami jak Krzysztof Komeda, Cecil Taylor, Jan Garbarek, Don Cherry, a także z wieloma innymi bardzo znanymi w świecie jazzu nazwiskami. Jego płyty, nie dość, że uważane są za klasykę free jazzu, to jeszcze odniosły niemały sukces komercyjny, zapewniając Stańce relatywnie wysoką jakość życia, co w wypadku jazzmanów jest prawdziwą rzadkością. Jego partnerem podczas rozmowy, który zgrabnie prowadzi ją od początku życia muzyka do momentu wydania tej książki, jest Rafał Księżyk. To urodzony w 1970 roku dziennikarz, redaktor naczelny polskiego „Playboya” (co więcej Księżyk prowadzi to pismo tak dobrze, że rodzima edycja jest 4. co do wielkości sprzedaży spośród wszystkich 17), a także krytyk muzyczny i autor kilku ciekawych publikacji. Jego teksty pojawiały się m.in. na łamach periodyka „Jazz Forum”, a do 2013 roku zdążył napisać i opublikować trzy bestsellerowe wywiady-rzeki: „Kryzys w Babilonie” (biografia Roberta Brylewskiego), „ADHD” (biografia Tymona Tymańskiego) oraz recenzowane tutaj „Desperado”. Duet ten, jak już wspomniałem, obiecywał dzieło interesujące, wciągające i trzymające w napięciu od pierwszej strony, a także pouczające i rozszerzające świadomość kulturalną. I tak też właśnie jest. „Desperado” jest bowiem jedną z najlepszych książek poświęconych muzyce jaką przeczytałem, dosłownie zmiatając kilka uznanych i cenionych biografii wielkich zespołów.

youtu.be/8bRInHD-tMw

Chociaż sama forma spowiedzi nie jest czymś szczególnie powszechnym w literaturze, szczególnie muzycznej, to jest to niezwykle ciekawy sposób opowiadania historii. Dzięki temu książka jest naprawdę żywa, nie ogranicza się do suchych faktów i nudnej faktografii, którą mogą podniecić się tylko ludzie z ambicjami stania się chodzącą encyklopedią. Nie oznacza to jednak, że książka ta pozbawiona jest waloru czysto historycznego – dobrze przeprowadzona rozmowa (taka jak w „Desperado” właśnie) rozpoczyna się od momentu narodzin przepytywanej osoby i powoli zmierza przez całe jej życie, czasami tylko zbaczając gdzieś i zahaczając o inne tematy. Tomasz Stańko odpowiada więc na pytania, ujawniając jak wyglądało jego młodzieńcze życie z rodziną, czemu i kiedy po raz pierwszy zagrał na trąbce, a także w jakich okolicznościach został zawodowym muzykiem. W następnych rozdziałach poznajemy kolejne mniej lub bardziej istotne fakty z jego życia, wszystko to jednak okraszone jest różnymi wtrąceniami, anegdotami i przemyśleniami. Dzięki temu książka udanie balansuje między zapisem historii życia Stańki, a ciekawszymi, z punktu widzenia „normalnego” czytelnika, sprawami.

Książka ta jest naprawdę dobra. Cholernie dobra. Tomasz Stańko to człowiek niezwykle inteligentny, o bardzo eklektycznych gustach muzycznych, znający się na muzyce, literaturze, malarstwie oraz posiadający własne ciekawe przemyślenia. Dlatego też czasami rozmowa schodzi na tematy bardziej egzystencjalne, czasami nawet metafizyczne, a Pan Tomasz pokazuje swoją filozofię życia i swoje spojrzenie (naprawdę interesujące) na otaczający go świat. Na dodatek Stańko wiódł życie, którego nie powstydziłby się nawet najbardziej szurnięty rockman czy członek fińskiej kapeli metalowej. Myślicie, że Beatlesi byli „hardkorami”, bo wypalili jointa w kiblu pałacu Buckingham? Stańko walił haszysz dzień w dzień, zwiększając z roku na rok dawkę i kupując towar całymi garściami. Uważacie, że członkowie Led Zeppelin dużo pili? Stańko nie dość, że wpadał w 2-3 tygodniowe ciągi, to nie ograniczał się tylko do jednej używki, mieszając kilka różnych, od wspomnianych już haszyszu i alkoholu, przez LSD i „zwykłą” trawę, a na kokainie kończąc. Na dodatek, jak sam trafnie ujął to w książce muzyk, tam gdzie jest dobra sztuka, tam są i piękne kobiety. Stańko był i jest uosobieniem dobrej sztuki, więc wyobraźcie sobie resztę. Te historie bez wątpienia przepadłyby w normalnej biografii, a tutaj daje im się odpowiednie pole do popisu, by mogły zaistnieć i zachwycić czytelnika. Widać też ogromną i dobrze zrobioną robotę, która wykonał Rafał Księżyk. Z jednej strony musiał on przejść przez całe życie Stańki, pytając go o najważniejsze momenty w jego historii, a z drugiej musiał kierować rozmowę tak, by cały czas była ciekawa, wciągająca i intrygująca. Z przyjemnością mogę powiedzieć, że z tego zadania wywiązał się doskonale, serwując czytelnikowi prawdziwe dzieło sztuki. Na sam koniec muszę jeszcze dodać kilka słów odnośnie wydania. Wydawnictwo Literackie wywiązało się z zadania bardzo dobrze. Wszystkie trzy książki (które ja osobiście nazywam „trylogią Księżyka”) są wydane naprawdę porządnie, mają swój rozpoznawalny i przyjemny styl. Jedyne co mi odrobinę przeszkadzało w tej książce to obecność tylko czarno-białych zdjęć. Można było się przecież pokusić o dodanie kilku kolorowych fotografii na np. papierze kredowym – książka zyskałaby jeszcze na atrakcyjności nie sprawiałaby wrażenia odrobinę budżetowej. Pomijając jednak ten drobny mankament „Desperado” wydane jest naprawdę fajnie.

Recenzja autobiografii Tomasza Stańki - "Desperado!"

Po lekturze tej książki (którą dosłownie połknąłem) poczułem się mały. Po prostu mały. Myślałem, że o muzyce wiem wiele, że się na niej znam, że wiem dużo. Wcale tak nie jest. Ogromna wiedza muzyczna Stańki i Księżyka totalnie mnie rozwaliła, pokazując jak wiele pracy jeszcze przede mną. Z drugiej jednak strony zaczęło mnie to pozytywnie napędzać – do poznawania, do czytania i do słuchania. Na dodatek książka ta zostawiła mi w głowie kilka naprawdę odjazdowych historii, a także skłoniła mnie do zapoznania się przynajmniej z najważniejszymi dokonaniami fonograficznymi naszego słynnego trębacza.  Pisząc tę recenzję słuchałem sobie „Purple Sun”, płyty nagranej przez kwintet Stańki w 1973 roku i przez cały odsłuch miałem uśmiech na twarzy. Cieszę się, po prostu cieszę, że dane mi było przeczytać tę książkę. Dlatego też apeluję do wszystkich czytelników HeavyRock.pl, którzy na co dzień poszukują „odrobinę” innych brzmień – sięgnijcie po ten tytuł! Znajdziecie tutaj dziennikarstwo muzyczne najwyższej próby, rock ‘n’ rollowego ducha, którego próżno szukać pośród niektórych „ostrych” muzyków, a także niebanalne i nietuzinkowe przemyślenia faceta, którego inteligencja nie podlega żadnej dyskusji. CZYTAJCIE!

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *